Matka Teresa z Kalkuty

Matka Teresa urodziła się w 1910 roku w Skopje w Macedonii, jako Agnes Gonxha Bojaxhiu. Już w wieku 12 lat poczuła powołanie do służby zakonnej i sześć lat później wstąpiła do zakonu Loretanek w Irlandii, przyjmując imię Maria Teresa od Dzieciątka Jezus, na cześć św. Teresy z Lisieux. Po prawie rocznej nauce w klasztorze, opuściła go, by przyłączyć się do zgromadzenia Loretanek w Dardżylingu w Indiach. W 1929 roku Matkę Teresę skierowano do Kalkuty, by tam prowadziła zajęcia z historii i geografii w Wyższej Szkole dla dziewcząt St. Mary's Bengali Medium School. Mieszkając i żyjąc w Indiach, Matka Teresa nie potrafiła pozostać obojętna wobec widoku ulic pełnych żebraków, trędowatych, bezdomnych i niechcianych dzieci, które opuszczone umierały na ulicach lub w pojemnikach na śmieci.   W 1946 roku, podczas podróży z Kalkuty do Dardżylingu, Matka Teresa miała usłyszeć wezwanie od Boga. Chciał On, by opuściła zgromadzenie Loretanek,  poświęciła się pracy dla ubogich i żyła wśród nich. Minęły trzy lata zanim otrzymała zgodę władz kościelnych najpierw na odejście od swojego macierzystego zakonu, a następnie na założenie Sióstr Misjonarek Miłości, których celem było pomaganie najuboższym mieszkańcom Kalkuty. Zmieniła habit Loretanki na charakterystyczne biało-niebieskie sari i zamieszkała wśród ludzi, którym chciała nieść pomoc.      Matka Teresa początkowo skupiła swoje wysiłki na bezdomnych dzieciach z ulicy, uczyła ich czytać i dbać o siebie. W 1949 roku przyłączyła się do niej pierwsza uczennica. Wiele dziewcząt, które wstąpiły potem do zakonu, było dawnymi studentkami z St. Mary's. 7 października 1949 roku nowe zgromadzenie Sióstr Misjonarek Miłości zostało zatwierdzone przez arcybiskupa Kalkuty Ferdynanda Periera. 1 lutego 1965 zgromadzenie zostało zatwierdzone także przez Stolicę Apostolską. Zakon otrzymał zgodę na użytkowanie opuszczonej hinduskiej świątyni, w której Matka Teresa założyła Dom Czystego Serca dla umierających.   W 1965 roku do Sióstr Misjonarek Miłości dołączyła męska wspólnota Braci Misjonarzy Miłości. Kilka lat później papież Paweł VI poprosił Matkę Teresę o przysłanie sióstr z jej zgromadzenia do Rzymu, do opieki nad biedakami. W latach 60-tych centra pomocy trędowatym, niewidomym, niepełnosprawnym, starym i umierającym oraz domy dla opuszczonych dzieci otwarto w wielu miejscach na świecie. W Polsce to zgromadzenie pracuje od 1983 roku, obecnie liczy pięć placówek: w Warszawie, Szczecinie, Katowicach, w Łodzi i w Chorzowie. Matka Teresa przyjeżdżała do Polski kilkakrotnie z okazji ślubów zakonnych sióstr ze swojego zgromadzenia, ostatni raz miało to miejsce w 1995 roku.   Mimo ogromnych duchowych wątpliwości, kryzysów wiary i braku poczucia, że Bóg jest obok, Matka Teresa niestrudzenie pracowała pomagając ludziom, apelując jednocześnie zawsze o poszanowanie godności drugiego człowieka oraz czynnie sprzeciwiając się aborcji, eutanazji i antykoncepcji.   W 1979 roku „święta z Kalkuty" została uhonorowana Pokojową Nagrodą Nobla. Ponadto była laureatką kilkudziesięciu nagród krajowych i międzynarodowych, m. in. najwyższych odznaczeń Indii, USA, byłego ZSRR i Anglii. Na wniosek włoskich dzieci została Kawalerem Orderu Uśmiechu (1996). Otrzymała również m.in.: pokojową Nagrodę Jana XXIII (1971), Klejnot Indii (1980), a także doktorat honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego (1993). W 1996 przyznano jej honorowe obywatelstwo USA.   Zmarła 5 września 1997 roku. Władze Indii postanowiły, że jej pogrzeb będzie miał charakter należny osobom o największej randze w państwie, a miliony wiernych na całym świecie mogły towarzyszyć Matce Teresie w ostatniej drodze dzięki transmisji telewizji Mondavision.   Beatyfikacja Matki Najuboższych była wydarzeniem wyjątkowym w historii Kościoła, bowiem proces beatyfikacyjny rozpoczął się już dwa lata po jej śmierci. Zwykle nie dzieje się to wcześniej niż pięć lat po śmierci kandydata na ołtarze. Mimo wielu kontrowersji Matka Teresa została beatyfikowana w 2003 roku przez Jana Pawła II.   Największe wątpliwości i ogromne emocje wzbudza jedyny cud, który miał dokonać się za pośrednictwem Matki Teresy. Był on konieczny do tego, by można było rozpocząć jej proces beatyfikacyjny. Monica Besry, niepiśmienna kobieta z Zachodniego Bengalu, przyszła do Misjonarek Miłości wykończona straszliwym bólem, jaki sprawiał jej gigantyczny wrzód na macicy. Pewnej nocy, kiedy leki nie mogły już uśmierzyć bólu, siostry przywiązały kobiecie do brzucha srebrny medalik Matki Teresy. Następnego ranka po wrzodzie nie było śladu. Watykan ogłosił cud. Jednak z wypowiedzi lekarzy, którzy leczyli Monicę wynika, że narośl nie była nowotworem, a jej wyleczenie kobieta zawdzięcza standardowym lekarstwom.       Czy książka, która pokazuje Matkę Teresę wątpiącą, „świętą w ciemnościach" pogłębi kontrowersje na jej temat? Czy może przeciwnie, sprawi, że właśnie taka święta będzie bliższa ludziom i ich współczesnym dylematom?   Wydawać by się mogło, że książkę o wątpiącej świętej, w której życiu nie było Boga, może napisać tylko jej przeciwnik. Brian Kolodiejchuk, autor Pójdź, bądź moim światłem, jest seniorem zgromadzenia Misjonarzy Miłości, powiernikiem Matki Teresy i jednym z głównych zwolenników jej rychłej kanonizacji. Dlaczego więc opublikował listy, które Matka Teresa kazała spalić po swojej śmierci, a które ujawniają pół wieku ciemności w sercu Misjonarki? Dlaczego powiedział światu o tym, że ta współczesna ikona chrześcijaństwa przez większość swojego życia nie odczuwała obecności Boga?   Ludzie słabej wiary szybko spłycą przeżycia Matki Teresy. Mogą mówić: „Wątpiła, więc nie wierzyła. Nie wierzyła, więc okłamywała cały świat mówiąc o miłości bożej". Nic bardziej błędnego. Matka Teresa doświadczała wewnętrznych tortur. Czuła wokół siebie olbrzymią pustkę. Pisała o tym, że Bóg ma wielką miłość dla innych, ale nie dla niej. Mówiła o tym, że nie czuje Boga ani w sercu, ani w Eucharystii, jej modlitwy były tylko słowami, dzięki którym jeszcze dobitniej odczuwała otaczającą ja pustkę. Cierpienie, ból, poczucie porzucenia - takich uczuć doświadczała osoba, która na oczach całego świata w imię Chrystusa pomagała ubogim, schorowanym i opuszczonym. Pisała, że uśmiech miłości na jej twarzy jest maską, zasłoną, która ukrywa wewnętrzne zmagania i wątpliwości.   A jednak nie zwątpiła. Całe życie jej uczynki dawały dowód miłości do Boga. Nie ustawała w modlitwach, mimo, że nie czuła Jego obecności. A jej pragnienie Boga było tak olbrzymie, że przeżywała piekło na ziemi. Wiara Matki Teresy była więc silniejsza niż ktokolwiek mógł się tego spodziewać. Mimo braku sygnałów od Boga jej życie jest jednym wielkim dowodem na Jego istnienie. Mimo ciemności, jaką nosiła w sobie, światło Boga emanowało z niej na cały świat.   Pójdź, bądź moim światłem daje całkiem nowy wizerunek świętości Matki Teresy. Ta świętość jest głębsza, okupiona olbrzymim cierpieniem, być może większym niż cierpienie fizyczne. W dzisiejszym, pełnym zwątpienia świecie, Matka Teresa może być drogowskazem ludzkości. Dała nam zezwolenie na zwątpienie, a jednak „pociągnie" nas w kierunku wiary.