Szary chłopiec w wieku Chrystusa


Henryk Urbanek

Szary chłopiec w wieku Chrystusa

Oprawa miękka
Liczba stron: 96
Wydawnictwo: Sowello
19,00 14,25

Do koszyka
oszczędzasz: 4,75

Zamów dziś,
książkę wyślemy już 2016-12-12

Koszt dostawy + więcej

Pakiety

+ =
Cena pakietu:
61,90 37,85
Do koszyka
oszczędzasz: 24,05

 

Szary człowiek” – cóż naprawdę znaczy ten, tak często, nieraz bezmyślnie, wypowiadany, idiom? Kim jest – „szary człowiek”? Jednym z nas? Każdym? Niemalże moralitetowym everymanem? Poeta dopełnia go i odmienia – to „szary chłopiec”… Ale czy chłopiec może być „szary”? Młodość to przecież właśnie zaprzeczenie wszelkiej „szarości”, jakkolwiek by ją definiować, w jakiejkolwiek przestrzeni duchowej i historycznej by ją umieszczać. Młodość to – wtedy, gdy trwa, nie widzimy tego tak ostro – właśnie eksplozja kolorów (życia? świata? istnienia?): wyrazistych, soczystych, gwałtownych, mocnych. I – dodajmy za poetą – trzeci idiom, jakby Doskonałe-wypełnienie: wiek Chrystusowy. Taką postacią jest bohater tej książki: szary chłopiec w wieku Chrystusa.
Ten chłopiec, mówi tu do nas jednocześnie ze wszystkich czasów swojego życia: z młodości, z czasu Chrystusowego, z czasu dojrzałości, która przekroczyła już smugę cienia, która „już wie”. Nie tyle mówi, co – bądźmy precyzyjni – rozmawia, a najczęściej: zadaje pytania. Rozmawia – jak to everymanowi przystoi: w imieniu każdego z nas – z Bogiem, z innymi ludźmi (także: poetami, mędrcami), z czasem, z losem, z przypadkiem, ze śmiercią, z miłością, rozpaczą i zachwytem, cierpieniem, z historią (także z tą konkretną: polską historią ostatnich dziesięcioleci…). Wiersze te są takimi właśnie pytaniami – pytaniami o sens tego wszystkiego, co się nam w tej przedziwnej przygodzie tu przytrafia. To są pytania fundamentalne, podstawowe i czasami śmiertelnie poważne, bo chodzi przecież o życie i śmierć: ich sens lub bezsens, absurd. Odpowiedzieć na te pytania – to sprawa życia i śmierci. Tyle że – i to już dojrzały bohater tej poezji wie doskonale – nie da się odpowiedzieć na te pytania. Można je postawić – „do tego służy” poezja. I choć sens wymyka się wierszom, wymyka się modlitwom, wymyka się naszym krzykom i szeptom, ważne jest, by pytać, choćby próbować rozproszyć Wielką Ciemność. Wiersze tu zebrane są poetyckim zapisem pojedynczego konkretnego losu, doświadczenia i świadomości, biografii,
której przyszło potoczyć się właśnie tu i właśnie teraz. Ważne – i poetycko najciekawsze – wydaje się to, że poecie udało się połączyć to, co jednostkowe z perspektywą
uniwersalną, i to, co historyczne z widzeniem natury metafizycznej (to zresztą najbardziej charakterystyczne dla tej poezji). Język tej poezji – artystycznie bardzo zróżnicowany:
od wierszy-modlitw po „scenariuszowy” zapis dnia sekunda po sekundzie – jest oszczędny, mocny, czysty, pozbawiony patosu i sentymentalizmu; to jakby jedyny poetycki język,
który może udźwignąć ciężar stawianych pytań, jedyny, jakim można je odważnie, po męsku wypowiedzieć. To zbyt poważna sprawa, by można o niej mówić bawiąc się czarodziejstwem słów… Poeta, autor tych wierszy, dochodzi – swoją własną drogą, na własne poetyckie ryzyko – do takiego miejsca, w którym stać już dojrzałego człowieka i artystę na to, by bez złudzeń, pomocnych iluzji, asekuranckiej ironii, po prostu powiedzieć – toutes proportions gardees –

Polały się łzy me czyste, rzęsiste
Na me dzieciństwo sielskie, anielskie,
Na moją młodość górną i durną,
Na mój wiek męski, wiek klęski;
Polały się łzy me czyste, rzęsiste…

Ale i – zapytać: dlaczego? jak to się wszystko stało? Jaki
jest tego Sens? Jeżeli jest…

Bronisław Maj

Recenzje

Dodaj własną recenzję.

Dodaj recenzję

Zapraszamy do napisania własnej recenzji, możesz wysłać do nas tekst poprzez formularz.



Komentarze czytelników

Pozostaw komentarz...