Wyszukiwarka

Najczęściej wyszukiwane książki

Katalog

Bestsellery



Historia

DZIEŁO DZIEWIĘCIUSET

Kilka słów o dziejach Znaku

 

 

Około 900. Tylu właśnie osobom zawdzięcza swoje istnienie Społeczny Instytut Wydawniczy Znak. Tyle właśnie osób zdecydowało się bowiem złożyć datki w odpowiedzi na apel ogłoszony na łamach „Tygodnika Powszechnego”. Był to apel wzywający do stworzenia niezależnego wydawnictwa, które w postaci książek mogłoby utrwalić działalność środowiska związanego z „Tygodnikiem Powszechnym” i miesięcznikiem „Znak”. Nikt wtedy nie spodziewał się, że owocem tego apelu będzie stworzenie nie tylko dynamicznie rozwijającej się firmy w 2005 uznanej przez prasę fachową za najlepszego wydawcę roku ale i niezwykłego środowiska społeczno-kulturalnego. Od 1959 roku Znak wydaje książki, które budzą dyskusje i zainteresowanie, dociera do nowych czytelników i stanowi istotny punkt na kulturalnej mapie kraju.

 

„Że też Pan musi się zawsze sprzymierzać z wrogami Polski Ludowej”

Od początku swego istnienia Znak budował alternatywę dla kultury promowanej przez władze komunistyczne oraz – choć nigdy nie był wydawnictwem kościelnym – był blisko wiary. Pierwszą wydaną książką była Droga krzyżowa, którą Prymas Tysiąclecia, ksiądz kardynał Stefan Wyszyński, podarował powstającemu wydawnictwu. Był to pierwszy z wielu, jak miało się okazać, bestsellerów Znaku – książka osiągnęła nakład 50 000 egzemplarzy. W czasach PRL-u Znak był czymś więcej niż tylko wydawnictwem – stał się instytucją społeczno-kulturalną, a nawet polityczną (w Sejmie działało koło poselskie „Znak”), a od końca lat 70. silniej związał się z antykomunistyczną opozycją. Takie zaangażowanie nie ułatwiało oczywiście funkcjonowania firmie, która bezustannie borykała się z przydziałami papieru i ograniczeniami w dostępie do autorów i tytułów oraz w możliwościach ich wydawania – „że też Pan musi się zawsze sprzymierzać z wrogami Polski Ludowej” słyszał współtwórca Znaku Jacek Woźniakowski, gdy zabiegał u cenzury o pozwolenie na wydanie wierszy Czesława Miłosza. Przez ówczesne władze Znak był niekiedy traktowany jako swoisty „wentyl bezpieczeństwa”, który mógł dostarczyć nieco świeżego powietrza do płuc mieszkańców PRL.

 

Twórcy Znaku

Dziś trudno byłoby odnaleźć listę 900 szlachetnych, którzy ofiarowali datki na stworzenie Znaku. Na szczęście wszyscy pamiętają nazwiska tych, którzy potrafili te datki umiejętnie spożytkować i stworzyć z nich – w ciasnych pomieszczeniach redakcji „Tygodnika Powszechnego” przy ulicy Wiślnej w Krakowie – wydawnictwo. Na ich czele stoją profesor Jacek Woźniakowski, który przez długie lata był redaktorem naczelnym Znaku oraz Jerzy Turowicz – jego prezes. „Uruchomiliśmy Wydawnictwo, prawdę mówiąc, bez grosza - napisze w 1999 Jacek Woźniakowski – dzięki pożyczce i darom, jakich udzieliło nam hojnie blisko 900 czytelników, wyczytawszy o naszych zamiarach w »Tygodniku«”. Znak od początku swoją siłę zawdzięczał ludziom, którzy byli wokół niego skupieni: „Służyli oni bez przerwy rozległą swoją kulturą, oczytaniem w kilku językach, przepastnymi nieraz bibliotekami i świetnym rozeznaniem wartości. Przez trzydzieści z górą lat kierując Wydawnictwem, zawsze mogłem ufać ich inicjatywom, ich opiniom i literackim, i moralnym, ich roztropności. Wyliczę tylko w porządku alfabetycznym nazwiska tych, z którymi jako wydawca miałem z początku kontakty najczęstsze: ks. Andrzej Bardecki, Antoni Gołubiew, Maria z Morstinów Górska, Hanna Malewska, Zofia Starowieyska-Morstinowa, Mieczysław Pszon, Jerzy Turowicz, Stefan Wilkanowicz”.

W roku 1961 Znakowi udało się osiągnąć liczbę dziesięciu tytułów wydawanych rocznie – przez długi czas, ze względu na opór cenzury, nie udawało się jej przekroczyć. Boje z cenzurą były stałym elementem funkcjonowania Znaku. Choć nie były ani łatwe, ani przyjemne, Jacek Woźniakowski potrafi wspominać je z humorem.


„Najśmieszniejsze moje wspomnienie (bo bywało z tym śmiesznie, choć rzadko) łączy się z książką Józefa Czapskiego Patrząc (oddano do składania 30 kwietnia 1982. Podpisano do druku 23 grudnia 1982. Druk ukończono w lutym 1983. Dziesięć tysięcy egzemplarzy). Wróciłem po jakiejś serii wykładów z Francji i stwierdziłem, że choć została już wreszcie ustalona możność wydawania emigrantów, moi koledzy, zdesperowani bezsensownością targów z cenzurą, postanowili stopić ołowiane kolumny Czapskiego i z druku książki zrezygnowali. Wpadłem we wściekłość, dodzwoniłem się jakoś do naczelnego cenzora w Warszawie i powoli stygnąc w trakcie rozmowy, zdałem sobie sprawę, że jemu chodzi wyłącznie o to, by książka możliwie mało przypominała Oko Czapskiego, wydane przez paryską »Kulturę«. Zaproponowałem więc od razu inny tytuł, inny porządek poszczególnych esejów i niestety usunięcie paru tekstów, które i tak nie miały wówczas żadnych szans druku (chodziło w nich o Związek Radziecki). Ale reszta była tak cenna, że moim zdaniem opłacało się stokrotnie. Tu jednak zjawiła się ostatnia przeszkoda: copyright należał do Instytutu Literackiego (czyli do wydawnictwa »Kultury«). Powiedziałem, że muszę to zaznaczyć w stopce, bo inaczej nasza książka byłaby zwykłym złodziejstwem. Od słowa do słowa cenzor zapytał w końcu, czy zamiast »Instytut Literacki« nie moglibyśmy napisać, jak często bywało w stopkach samej »Kultury«, »Institut Littéraire«. Powiedziałem, że nie widzę przeszkód. Na co on, bardzo zadowolony, oznajmił dosłownie: »Wie pan, tak dla kamuflażu«. Myślałem, że pęknę ze śmiechu – cenzor spytał, co mnie tak bawi – nie jestem pewien, czy mu jasno wytłumaczyłem, że nie wiem, kto się przed kim ma kamuflować i po co? Może był to kpiarz dowcipniejszy i bardziej ironiczny, niż mi się przez telefon zdawało? Tak czy inaczej, cieszę się, że moi następcy nie muszą już takich rozmów prowadzić. I choć mają inne kłopoty, ufam, że brak takiego właśnie szkaradnego kłopotu w pełni doceniają”.

 

Nie tylko „książki pobożne”

Ważnym momentem w dziejach Znaku były lata 80. Liberalizacja polityki państwa wobec Kościoła pozwoliła odrodzić się oficynom stricte religijnym, które mogły wyręczyć Znak w – jak mówi zatrudniony wtedy Jerzy Illg – „publikowaniu książek pobożnych”. Wtedy to Znak rozpoczął eksplorację nowych rejonów: eseistyki, poezji, historii, polityki i ekonomii. Zaczęto też podejmować działania, które miały doprowadzić do publikacji książek i autorów, którzy do tej pory nie mogli ukazać się w pierwszym obiegu. Warto tu wymienić nazwiska, takie jak: Stanisław Barańczak, Ryszard Krynicki, Josif Brodski czy Konstanty Jeleński. Wtedy nakładem Znaku ukazała się m.in. Kadencja Jana Józefa Szczepańskiego czy Droga nadziei Lecha Wałęsy. „Przyniosło to wydawnictwu – mówi Jerzy Illg – kapitał najcenniejszy: zaufanie czytelników i autorów. Znak od początku swego istnienia bardzo szybko stał się prawdziwym »znakiem firmowym«, dającym gwarancję z jednej strony – wysokiej jakości intelektualnej, z drugiej zaś – niezależności i opowiadania się po stronie prawdy”.

 

W nowej rzeczywistości

Przełom 1989 roku był dla Znaku niezwykle ważnym momentem – oznaczał bowiem nie tylko nowe możliwości i brak przeszkód ze strony państwa, ale również nowe zagrożenia w postaci ostrej konkurencji na rynku książki. Wydawnictwo nie dało się jednak zaskoczyć i z pełną świadomością zadbało o promowanie swoich tytułów w sposób ciekawy i niekonwencjonalny. Promocję książki Michnika, Tischnera i Żakowskiego uświetniło palenie kukły symbolizującej polską nietolerancję, a Gór niewzruszonych Jacka Woźniakowskiego ustawienie ścianki wspinaczkowej w ogrodach siedemnastowiecznego Dworku Łowczego. Właśnie tam, przy ulicy Kościuszki 37 w Krakowie, znajduje się obecna siedziba wydawnictwa. Tutaj (i nie tylko – po Krakowie jeździł nawet specjalny tramwaj) hucznie obchodzono jubileusz 40 lat istnienia Znaku.

Sama promocja to jednak nie wszystko – o to, żeby Znak radził sobie na wolnym rynku zadbał nowy zarząd firmy: prezes Henryk Woźniakowski i dyrektor Danuta Skóra. Dzięki niemu partnerami wydawcy stały się firmy wiarygodne i wypłacalne, a stworzony system dystrybucji książek stał się powodem do dumy dla wydawnictwa. Jak mówiła – w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” – Danuta Skóra zmieniło się „prawie wszystko. To prawdziwie profesjonalnie zorganizowane wydawnictwo. Po pierwsze zespół. Jest w nim w tej chwili we wszystkich działach – redakcji, promocji, handlu – wielu młodych ludzi, którzy otrzymali tę pracę po wygraniu trudnych konkursów. Są związani ideowo ze Znakiem, to także sprawdzaliśmy podczas konkursu, a równocześnie myślą bardzo nowocześnie, rynkowo, przy planowaniu nakładów i dobieraniu nowych tytułów kierują się przede wszystkim wynikami sprzedaży. Dla młodych redaktorów nieocenioną pomocą są redaktorzy z dłuższym stażem, którzy w pełni aprobują dokonujące się zmiany. Zmienił się także rytm wydawania książek”. Nowoczesne zarządzanie i niekonwencjonalne pomysły sprawiły, że po 1989 roku Znak tylko wzmocnił swoją pozycję.

 

Pan Illg Jerzy, redaktor Znaku

Odnalezienie się Znaku w nowych czasach i organizacja głośnych imprez to również wielka zasługa redaktora naczelnego wydawnictwa – Jerzego Illga. Ta niezwykła osoba, która od 1983 roku opiekowała się w Znaku poezją, a od 1992 stoi na czele redakcji, obrosła już legendami i mitami. Kiedyś hipis (o pseudonimie „Misjonarz”), dziś „nadredaktor”, któremu się nie odmawia, co potwierdzą zgodnie takie osoby, jak Bronisław Maj czy Robert Makłowicz. Grzegorz Turnau potwierdził tę opinię śpiewająco w czasie obchodów jubileuszu Znaku:

Niczym Kapturka wilk wśród jeżyn,

mchów i paproci niewinnego

osaczył mnie pan Illg tu Jerzy,

żądając słowno-muzycznego

dzieła okolicznościowego,

bo jeśli nie, to mnie uderzy.

(Dodał, że tam już kilku leży

takich, co mu już nie chcieli wierzyć).

 

Redaktor naczelny został również uwieczniony w jednym z limeryków Wisławy Szymborskiej, który rozpoczyna się od słów:

Pan Illg Jerzy, redaktor Znaku

w czasie pracy wieszał się na haku.

To za sprawą Jerzego Illga w Znaku zaczęły ukazywać się powieści, a także książki ze znacznie lżejszego (niż dotychczasowy) repertuaru. Wydawnictwo ogłosiło konkurs na współczesną prozę polską, który wygrała Madame Antoniego Libery.

 

Sukces większy od bestsellerów

Po 1989 roku w Znaku zaczęły pojawiać się książki, które mogłyby zaskoczyć jego założycieli – książki kucharskie Roberta Makłowicza, Wypasiony słownik najmłodszej polszczyzny Bartka Chacińskiego, podręczniki publikowane pod szyldem „Znak dla Szkoły” czy wreszcie książki dla dzieci z rewelacyjnymi Koszmarnym Karolkiem i Nowymi przygodami Mikołajka na czele. Obok nich w ofercie wydawcy wciąż obecne są pozycje z najwyższej półki. Co więcej, Znak potrafi sprawić, że te ambitne i wymagające książki, stają się bestsellerami. Jak mówi prezes firmy Henryk Woźniakowski: „największą radość odczuwamy wówczas, gdy książki wybitne, pisane przez autorów należących do kultury »wysokiej« stają się bestsellerami. To, że takich autorów – jak Józef Tischner, Norman Davies, Leszek Kołakowski, Czesław Miłosz, nie wymieniając innych i prawie nie ośmielając się wspomnieć o Janie Pawle II – mamy, że znajdujemy nowych, że książki ich »idą pod strzechy« - to wszystko jest źródłem głębokiej satysfakcji, dla której warto przez czterdzieści lat i dłużej parać się trudnym i ryzykownym zajęciem wydawcy”.


Jednak nie tylko to stanowi o sile wydawnictwa: „– Osobiście za sukces większy od bestsellerów, nagród i obrotów – pisze Jerzy Illg – uważam wspaniałą atmosferę w młodym, zżytym i zaprzyjaźnionym zespole”. Dodaje: „Na te dwie rzeczy: ciężką pracę i zespół – chciałbym na koniec położyć szczególny nacisk. Bez nich nie byłoby bowiem tego wszystkiego, co stanowi dziś o Znaku i jego pozycji. Osiągnięty sukces – bo chyba wolno o nim mówić bez popadania w samochwalstwo – jest zasługą całego, starannie skompletowanego i zgranego zespołu ludzi. Zespół ten jest dynamicznie i nowocześnie zarządzany, a składające się nań indywidualności twórczo się uzupełniają”.

 

Autorzy

Lista polskich autorów, którzy wydawali swe książki w Znaku, jest imponująca. Rozpoczyna ją kardynał Wyszyński, a znajdują się na niej m.in.: Czesław Miłosz, Stefan Kisielewski, Jerzy Turowicz, Stanisław Stomma, Antoni Gołubiew, Hanna Malewska, Stanisław Barańczak, Leszek Kołakowski, Stanisław Vincenz, Wisława Szymborska, Lech Wałęsa, Jan Twardowski, Józef Tischner, Józef Czapski, Władysław Bartoszewski, Michał Heller, Ryszard Kapuściński, Stanisław Lem, Anna Świderkówna, Zygmunt Kubiak, Jan Nowak-Jeziorański, Andrzej Stasiuk, Jacek Podsiadło, Władysław Szpilman...

To tutaj opublikował w 1962 roku swoją pierwszą książkę Karol Wojtyła, Znak był też pierwszym polskim wydawcą książek – wtedy jeszcze nawet nie kardynała! - Jospeha Ratzingera. Nic więc dziwnego, że właśnie w 2005 roku w Znaku ukazała się Pamięć i tożsamość, ostatnia książka Jana Pawła II, a Benedykt XVI przyjął w kwietniu 2006 pracowników wydawnictwa na audiencji w Rzymie.

Redaktorzy Znaku nie spoczywają na laurach i nie poprzestają na eksploatacji imponującego katalogu dotychczasowych publikacji. W Znaku wciąż pojawiają się gorące i ciekawe debiuty – wystarczy wspomnieć takie książki jak Schodów się nie pali Wojciecha Tochmana (nominacja do Nagrody Nike 2001) czy Reisefieber Mikołaja Łozińskiego. Obok znakomitych książek religijnych – jak Wprowadzenie w chrześcijaństwo – ukazują się w Znaku pozycje próbujące z różnych pozycji opisywać współczesność (od wspomnianego Wypasionego słownika najmłodszej polszczyzny po Córeńkę Tochmana) i literatura, która często niemal natychmiast staje się klasyką (To, Druga przestrzeń, Chwila, Kra, Kolonie). Znak wydaje poruszające ludzkie historie (Wygrać życie, Wejść tam nie można, Warto mimo wszystko) i książki akademickie. Obok popularnonaukowych pozycji z zakresu psychologii, takich jak Rodzinna karuzela, pojawia się w nim również literatura rozrywkowa.

Znak stara się łączyć konieczność sprostania wymogom rynku z poczuciem misji. Henryk Woźniakowski pisał w wydanym z okazji jubileuszu firmy katalogu: „Mając wizję pracy w dziedzinie kultury, traktujemy zarazem z całą powagą i pokorą wymagania stawiane przez rynek, czyli przez czytelników głosujących za lub przeciw naszym książkom z pomocą własnych pieniędzy. Wydajemy nieco książek elitarnych, lecz dla kultury niezbędnych. Rezygnujemy, z żalem, z publikacji wielu innych. A równocześnie staramy się oferować książki dające maksimum satysfakcji intelektualnej i estetycznej jak najszerszym kręgom. Niekiedy dokonujemy daleko idących komercyjnych eksperymentów, które w niniejszym katalogu szczególnie ostro rzucają się w oczy tam, gdzie dzięki przypadkom porządku alfabetycznego książka o sztucznej inteligencji oddzielona jest od Leksykonu miejsc świętych książeczką o młodzieżowym zespole muzycznym Hansonowie, albo w innym miejscu, gdzie książkę o Chrystusie oddziela od pracy na temat konstytucji III RP nieco »operowo-mydlana« książeczka o tym, jak dochodziło do oświadczyn w znanych parach ze świata kultury masowej”.

Co roku książki i autorzy wydawani przez Znak sięgają po kolejne prestiżowe wyróżnienia. Przypomnijmy, że ostatnio Mikołaj Łoziński, autor powieści Reisefieber, otrzymał Nagrodę Kościelskich. Książka ta, wraz z Traktatem o łuskaniu fasoli Wiesława Myśliwskiego, znalazła się też w finale Nagrody Nike. Ostatecznie perstiżowe wyróżnienie otrzymał w 2007 roku Wiesława Myśliwski. Wcześniej nagroda przypadła też Pieskowi przydrożnemu Czesława Miłosza (1998) i W ogrodzie pamięci Joanny Olczak-Ronikier (2002).

Równie imponująco jak lista polskich autorów wygląda lista przekładów publikowanych w Znaku. Od 1959 roku redaktorzy wydawnictwa szukają pozycji ważnych i ciekawych, starają się przybliżać najistotniejsze dyskusje, które toczone są na świecie. Nie przypadkiem więc Znak wydaje książki Fukuyamy, Brzezińskiego, Sorosa czy Asha. Sięga również po najlepszą zagraniczną prozę i pisarzy, takich jak Zadie Smith, Kiran Desai czy John Banville. Potwierdzeniem trafności literackich intuicji redakcji Znaku jest decyzja o publikacji takich książek jak choćby Hańba J.M. Coetzee'ego, jeszcze zanim autor ten otrzymał literackiego Nobla.

 

Działalność

Znak wciąż wierny jest swojej misji. Nie poprzestaje na wydawaniu książek, ale wciąż angażuje się w nowe projekty. Za sprawą wydawnictwa powstała w Krakowie Wyższa Szkoła Europejska im. ks. Józefa Tischnera, a co roku organizowane są Dni Tischnerowskie. Znak zdecydował się również na finansowanie Nagrody im. Beaty Pawlak. To Znak wykupił i przekazał krakowskiej kurii rękopisy Jana Pawła II, a książkami takimi jak Donos na Wojtyłę Marka Lasoty czy prace księdza Isakowicza-Zalewskiego angażuje się w najważniejsze dyskusje dotyczące polskiej rzeczywistości. Nakładem wydawnictwa publikowany jest również miesięcznik „Znak”, który w 2006 roku obchodził jubileusz sześćdziesięciolecia. Znak rozwija się również jako przedsiębiorstwo – w 2006 roku z jego inicjatywy powstało Wydawnictwo Otwarte.

 

Artur Wiśniewski