Przemysław Czapliński, znany krytyk literacki, profesor literatury współczesnej
Nie cierpię Znaku. I nie mam tu na myśli jakiegoś znaku przenośnego, „znaku” danego z nieba albo przez los czy wyrysowanego na ścianie. Chodzi mi o wydawnictwo. Nie cierpię Znaku z powodu serii „50 na 50”. Kupiłem „Braci Karamazow”, przeczytałem i pożyczyłem znajomym. Potem kupiłem „Szwejka” i po przeczytaniu pożyczyłem innym znajomym. To samo stało się z „Flushem” Virginii Woolf, z „Mądrymi dziećmi” Angeli Carter i „Biesami” Dostojewskiego. Więc nie wiem, co robić: chcę mieć, ale jak już mam, to zaraz ktoś przyłazi, bierze i nie oddaje. Jak się upomnę, stracę przyjaciół. Nie upomnę się - stracę książkę. Nie cierpię wydawnictw, które publikują dobre książki.