|
Temat
miesiąca:
List
do Konrada Pokriefke1 -
czyli co dzisiaj oznacza bycie Europejczykiem,
Jakub Lubelski
Konradzie,
już wiem, to 4 lutego 1936 roku David Frankfurter, student medycyny,
zastrzelił Wilhelma Gustloffa, landensgruppenleitera NSDAP w Konfederacji
Szwajcarskiej. "Strzelałem, ponieważ jestem Żydem", w
pełni świadom zbrodni tłumaczył Frankfurter, ustanawiając mit faszystowskiego
męczennika, którego imieniem ochrzczono statek - oczko w głowie
stowarzyszenia Kraft durch Freude.
Teraz już wiem - 30 stycznia 1945 roku niemiecki statek pasażerski
"Wilhelm Gustloff" został zatopiony przez radziecką łódź
podwodną. Na statku tym, razem z 9 tysiącami innych uciekających
z Pomorza Gdańskiego i Prus Wschodnich przed ofensywą armii radzieckiej,
płynęła Tulla Pokriefke, Twoja - wówczas siedemnastoletnia - babcia.
No więc już wiem, 30 stycznia - dwanaście lat po objęciu przez
Adolfa Hitlera władzy w Niemczech - na tonącym "Gustloffie"
babcia Twoja urodziła Twojego ojca, Paula Pokriefke, przyszłego
dziennikarza.
Właśnie, już wiem - Twój ojciec dopiero po pół wieku zaczął dociekać
prawdy o "Wilhelmie Gustloffie". Dopiero po pięćdziesięciu
latach podjął obsesję Twojej babci, przełamując milczenie o największej
katastrofie morskiej XX wieku.
Wiedziałem - groźne jest zapomnienie. Już wiem - gorsza i straszniejsza
jest jednostronna, oślepiająca pamięć.
Niestety i to już wiem - 20 kwietnia 1997 zabiłeś swego internetowego
partnera w dociekaniu prawdy historycznej. Strzeliłeś do niego,
Twojego polemisty, ponieważ jesteś Niemcem. Bo przez maturzystę
Wolfganga Stremplina - używającego imienia Dawid -przemawiał "odwieczny
Żyd".
Konradzie, Twoja historia jest porażająca!
Poznając ją, przyszło mi zmierzyć się z pytaniem, co dziś oznacza
bycie Europejczykiem, jak obaj mamy prawo się nazywać. Pytanie o
Europejczyka, pytanie o europejskość, może być wstępem do namysłu
nad istotą człowieczeństwa. Zgodzisz się ze mną, że "czarującą
istotą jest człowiek - kiedy naprawdę jest człowiekiem", jak
pisał Menander.
Konradzie,
Przeczytałem niedawno: "Europejczyk to homo humanus - w tym
znamiennym zdwojeniu (człowiek człowieczy) manifestuje się z niezwykłą
siłą przekonanie, że człowiek jest miarą wszechrzeczy"2.
Na tym przekonaniu pragnę oprzeć cały swój list do Ciebie!
Nie będę się zajmował rozważaniami nad kulturą europejską, nie
będę próbował dociec, kiedy Europa stała się Europą. Znawcy nie
są tu zgodni. Uważam, że te ciekawe i poruszające kwestie historyczne
nie są najważniejsze wobec interesującego mnie teraz zagadnienia
"człowiek - Europejczyk". Pewni jednak możemy być, iż
długowieczny i najbujniejszy rozkwit wynalazków technicznych, myśli
filozoficznej i arcydzieł sztuki - cywilizacji europejskiej - zobowiązuje!
Zobowiązuje człowieka! Dlatego dziś pragnę pisać do Ciebie.
Człowiek nie może żyć samotnie. Człowiek jest istotą społeczną.
Człowiek musi wywodzić się z czegoś, musi być zakorzeniony - jak
przekonuje Erich Fromm w swej Ucieczce od wolności: "Duchowe
związanie się ze światem może przybierać wiele form; mnich w swej
celi, który wierzy w Boga, i więzień polityczny trzymany w odosobnieniu,
który czuje się zjednoczony ze swymi towarzyszami broni, nie są
moralnie samotni. Nie jest też nim angielski dżentelmen, który w
najbardziej egzotycznym otoczeniu nosi smoking, ani drobnomieszczanin,
który - chociaż gruntownie odizolowany od swoich bliźnich - czuje
się zjednoczony ze swoim narodem lub jego symboliką..."
Rodzaje owego związania są zatem przeróżne, pozostańmy jednak pewni,
że są one - bez względu na to, czy szlachetne - lepsze od pozostania
w samotności. I w tym, Konradzie, tkwi pułapka! Konrad - bądźmy
czujni!
Jaką lekcję wynosimy z naszej europejskiej tradycji?
Z jednej strony stykamy się z kultem bogactw cywilizacji europejskiej.
A zatem z pewnym zadufaniem Europejczyka. Z drugiej zaś strony Europejczyk,
uginając się pod ciężarem stworzonego przez siebie mitu przewodniej
cywilizacji, coraz częściej napomyka o kryzysie. Jak pisze Jerzy
Jedlicki w swym przenikliwym tekście Trzy wieki desperacji, kryzys
towarzyszył nam od zawsze. Zagłębiając się w znaczenie i wagę każdej
epoki dziejowej, możemy wskazać na charakteryzujące ją kryzysy.
Opinia Carla Friedricha von Weizsäckera, iż nie ma wydarzenia, które
wskazać by można jako grzech pierworodny Europy, prowadzi do wniosku,
jakoby "cywilizacja europejska narodziła się z jakąś wrodzoną
skazą". Chcę jednak dowieść, że prawdziwą chorobą Europy był
XX wiek. Przyniósł on olbrzymią liczbę ideologii i wartości, paradoksalnie
zanegował jednak tego, o kim chcę pisać i kto powinien być dla nas
najważniejszy - człowieka.
"Ludzkość europejska lubi na ogół analogie historyczne. W
szukaniu ich i omawianiu wyżywa się skłonność do załatwiania się
z czymś nowym za pomocą kojącego środka historii - to już kiedyś
było. (...) kojenie cierpień za pomocą historii daje człowiekowi
nowoczesnemu jeszcze jedno piękne złudzenie, złudzenie inteligencji,
wyrażającej się w mglistym sceptycyzmie historycznym..." -
napisał w dziele Faszyzm a tradycja europejska Tadeusz Kroński.
Konradzie, jesteś człowiekiem oczytanym, szukającym mądrości,
inteligentnym, sądzę! Próbuję dociec, co młodego Europejczyka skłoniło
do zbrodni? Do odejścia od człowieka? Twoje życie tak bardzo obfituje
w liczne symbole i ważne wydarzenia historyczne, los Twojej rodziny
w niezwykły sposób spleciony jest z historią II wojny światowej
i ideologią totalitarną.
Byłeś tuż przed maturą. Pisze do Ciebie maturzysta. Europejczyku
- pisze do Ciebie Europejczyk z drugiej strony rzeki Łaby. Wychowałeś
się bez ojca - pisze do Ciebie podobnie wychowany przez matkę. Każdy
powinien móc być wychowany przez oboje rodziców - nie jest to jednak
niezbędne do wychowania dobrego człowieka, sumiennego ucznia naszej
Europy. Zdaniem sądowych ekspertów winna jest oczywiście Twoja niepełna
rodzina. Odrzucam to zarówno na podstawie własnego doświadczenia,
jak i przez namysł. Ofiarami zła są ludzie ze wszystkich środowisk,
wychowani w przeróżnych warunkach i okolicznościach. To nie to.
Trudno mi też przyjąć punkt widzenia lewicowej nauczycielki Gabi,
która twierdzi, że winne są geny! Gen zła, który Twoja babka przekazała
Twemu ojcu, który ostatecznie "zakaził" nim Ciebie. Wyjaśnienie
metafizyczne czy też, jak pisze Wojciech Cesarski, antropologiczne,
że skłonność do zła, skłonność do radykalizmu stale towarzyszy zachowaniom
człowieka 3 - wydaje
się częściowo przekonujące! Częściowo, bo chcę wierzyć, że istnieje
w nas tama, która ma powstrzymać napierającą na nas wodę - zło.
Tą tamą jest sumienie. Co okazało się silniejsze od Twojej tamy?
Czy nadwerężył ją - jak są skłonni sugerować niektórzy - lewicowo-liberalny
typ edukacji historycznej młodego pokolenia w domu i szkole? Edukacji
opartej na zaślepionej pamięci historii? To prowadzi do przerwania
odwiecznego dialogu międzypokoleniowego, zerwania historycznej ciągłości,
a w konsekwencji do zajmowania przez młodych coraz to radykalniejszych
postaw. Wysoce prawdopodobne! Tu dopatruję się przyczyny Twojej
zbrodni. Ale przyczyny częściowej. Bo jest jeszcze coś. To zachowałem
na koniec. Wyjaśnienie ideologiczne. To ideologie są odpowiedzialne
za skrajne zachowania, za zapomnienie o człowieku i o jego wartości.
Ideologie, które posługują się często pojęciami wartości, paradoksalnie
powodują wyniesienie ich ponad wartość człowieka.
Konrad! Nie Twoja wina oczywiście, że to zostało Ci przekazane,
że tak skutecznie i przerażająco w skutkach podniesiono Twą tamę
i przelało się zło. Czy jesteś jednak bez winy? Gdzie Twój błąd?
Jerzy Jedlicki przekazał myśl, iż oświeceniowe dążenia do ćwiczenia
i rozwijania umysłu, intelektu, oddalają człowieka od człowieka,
czynią go mądrym technicznie, ale słabym moralnie, głupim życiowo,
niewrażliwym w prosty, ale jakże ważny, ludzki sposób. Dalej - że
nadmierne aspiracje intelektualne i snucie wywodów prowadzą do tworzenia
zdradliwych ideologii. Czy mamy więc myśleć - biada rozumowi? To
zbyt radykalne! Bo właśnie w imię serca, duszy, człowieczeństwa
- używajmy rozumu! Niech on nas chroni przed zniekształceniem lub
zniszczeniem miłości, niech on nas chroni przed wypaczonymi ideami,
niech on nam służy do rozróżnienia dobra i zła.
Konradzie, pisałem już, że lubimy analogie historyczne. Ty nawiązujesz
do morderstwa Wilhelma Gustloffa w Davos. Davos dotąd kojarzyło
mi się z największym arcydziełem literatury europejskiej, stworzonym
przez wielkiego pisarza Twego kraju. Zobowiązuję Cię do sięgnięcia
po Czarodziejską górę Tomasza Manna.
W swym eseju Zmieniony głos Settembriniego - na temat Czarodziejskiej
góry - Stanisław Barańczak zwraca uwagę na znaczenie słynnej i,
jak się okazuje, niezakończonej dysputy: "Nie wygasł spór Settembriniego
i Naphty. Ta dyskusja, bodaj czy nie najważniejsza w całej dwudziestowiecznej
literaturze, toczy się i dzisiaj..."4.
Młody czytelnik, Europejczyk, wcielając się w Hansa Castorpa,
staje się obiektem rywalizacji śmiesznego "kataryniarza",
piewcy humanizmu, idei republiki i pięknego stylu, z zimnym inkwizytorem,
zwolennikiem bezwzględnego terroru. Dla Castorpa obydwaj - i Settembrini,
i Naphta - byli gadułami. W 1975 roku Barańczak pisze z ubolewaniem,
iż głos Naphty jest wielokrotnie silniejszy. Dziś - myślę - rozkład
sił sporu ulega dalszej ewolucji. Jeśli głos Settembriniego nie
przybiera z powrotem na sile, to w każdym razie wzrasta mocno pragnienie
jego racji. Gdy ściągniemy z Settembriniego jego niezmienne spodnie
w kratę i wytarty surdut, przebierzemy Settembriniego i odświeżymy,
będzie to szansa na odrodzenie wartości człowieczeństwa. Settembrini,
wróć!
W swym wołaniu o etykę - jak pisze Stanisław Barańczak - stajemy
przed problemem, według jakich kryteriów odróżnić dobro od zła -
stajemy niczym przed murem. Wówczas, jak uczy nas Erich Fromm w
Ucieczce od wolności, ulegamy często krzykliwym wpływom. Co oznacza,
że wyznajemy etykę autorytarną. Ona zwalnia nas od odpowiedzialności,
od obowiązku myślenia, od konieczności samodzielnego wyboru - by
popchnąć nas ku przepaści, poza granice człowieczeństwa.
Stanisław Barańczak w 1975 roku boi się autorytetu. Pisze o Etyce
Bez Autorytetów, które to autorytety kojarzą mu się z naciskami,
tezami nieznoszącymi sprzeciwu, ze zniewoleniem, z osobowością "zewnątrzsterowną"
- jak to określił Allan Bloom w swym słynnym Umyśle zamkniętym.
Ta idiosynkrazja Barańczaka - w kon- tekście doświadczeń pokolenia
?68 - nie dziwi. Dziś jednak, po bez mała trzydziestu latach od
manifestu autora Dziennika porannego, możliwa jest i konieczna inna
lektura lekcji Settembriniego. Dziś właśnie dramatycznie potrzebne
są autorytety. Potrzeba nam nie tylko postaci literackich, historycznych
czy bohaterów, ale i żywych ludzi, którzy tym, co mówią i jak żyją,
odpowiadaliby nam na wiele niezadanych pytań.
Barańczak, oprócz uhistorycznienia Settembriniego, pragnie go
także "uregionalnić", dostroić do lokalnych społeczności.
Dzisiaj widzę inną potrzebę: uniwersalizacji właśnie. Uniwersalizacji
dokonującej się w nieustającym dialogu i starciach, na przykład
Tomasza Manna z Dostojewskim, Herlinga-Grudzińskiego z Joyce?em,
tak jak zapoczątkował to Czesław Miłosz w Ziemi Ulro, ścierając
się z Gombrowiczem czy Beckettem. Dziś potrzeba myśli, dialogu i
autorytetów. Trzeba, abyśmy razem byli poszukiwaczami w jednej,
europejskiej bibliotece.
Konrad! Naszym wspólnym zadaniem nie jest więc trudna próba pójścia
trzecią drogą, jak chciał niemiecki mieszczanin, inżynier Hans Castorp,
ani Etyka Bez Autorytetów Stanisława Barańczaka, ale troska o to,
by zwiększać rolę Settembriniego w odwiecznym sporze z Naphtą. W
tej trosce może najważniejsze powinno być uświadomienie sobie własnych
urazów, które tak odmieniają lektury z naszej europejskiej biblioteki.
Urazów, które Ciebie zaprowadziły w miejsce odosobnienia.
Konradzie! Zdeptałeś już w celi złowieszczy symbol historii -
sklejony model "Wilhelma Gustloffa". To tak, jak gdybyś
pokonał poczucie niemieckiej, ledwie odpomnianej krzywdy. Teraz
ja muszę znaleźć siły, żeby darować Ci to, że zabiłeś Dawida - mojego
brata. I chcieć zobaczyć brata w Tobie! Wtedy będzie możliwa nowa
książka Güntera Grassa, o nas, z zupełnie innym zakończeniem...
Jakub
JAKUB LUBELSKI, ur. 1984 w Krakowie, absolwent Państwowej Podstawowej
Szkoły Muzycznej im. I.J. Paderewskiego, tegoroczny maturzysta w
V Liceum Ogólnokształczącym im. A. Witkowskiego w Krakowie. Publikowany
tekst zajął pierwsze miejsce w konkursie na esej Wyzwania XXI wieku
zorganizowanym przez miesięcznik "Znak".
--------------------------------------------------------------------------------
Przypisy:
1. Bohater noweli Güntera Grassa Idąc rakiem,
Gdańsk 2002.
2. Maria Janion, Człowiek a idea, w: Humanistyka:
poznanie i terapia, Warszawa 1974.
3.Wojciech Cesarski, Grass znowu wielki,
"Gazeta Wyborcza" z 29 listopada 2002.
4. Stanisław Barańczak, Zmieniony głos Settembriniego,
w: Etyka i poetyka, Kraków 1981.
POCZĄTEK
STRONY |