Strona główna Miesięcznika ZNAK

 SIW ZNAK

 E-MAIL

 

MAJ 2003 NUMER 576



Miesięcznik Znak, nr 576

Gdzie jest Europa?

 


Lista mailingowa
Jeżeli chcesz otrzymywać aktualne informacje o nowościach w miesięczniku ZNAK i wydarzeniach organizowanych przez SIW Znak wpisz swój e-mail.

 

 

 

Temat miesiąca:

List do Konrada Pokriefke1 - czyli co dzisiaj oznacza bycie Europejczykiem,

Jakub Lubelski

Konradzie,

już wiem, to 4 lutego 1936 roku David Frankfurter, student medycyny, zastrzelił Wilhelma Gustloffa, landensgruppenleitera NSDAP w Konfederacji Szwajcarskiej. "Strzelałem, ponieważ jestem Żydem", w pełni świadom zbrodni tłumaczył Frankfurter, ustanawiając mit faszystowskiego męczennika, którego imieniem ochrzczono statek - oczko w głowie stowarzyszenia Kraft durch Freude.

Teraz już wiem - 30 stycznia 1945 roku niemiecki statek pasażerski "Wilhelm Gustloff" został zatopiony przez radziecką łódź podwodną. Na statku tym, razem z 9 tysiącami innych uciekających z Pomorza Gdańskiego i Prus Wschodnich przed ofensywą armii radzieckiej, płynęła Tulla Pokriefke, Twoja - wówczas siedemnastoletnia - babcia.

No więc już wiem, 30 stycznia - dwanaście lat po objęciu przez Adolfa Hitlera władzy w Niemczech - na tonącym "Gustloffie" babcia Twoja urodziła Twojego ojca, Paula Pokriefke, przyszłego dziennikarza.

Właśnie, już wiem - Twój ojciec dopiero po pół wieku zaczął dociekać prawdy o "Wilhelmie Gustloffie". Dopiero po pięćdziesięciu latach podjął obsesję Twojej babci, przełamując milczenie o największej katastrofie morskiej XX wieku.
Wiedziałem - groźne jest zapomnienie. Już wiem - gorsza i straszniejsza jest jednostronna, oślepiająca pamięć.
Niestety i to już wiem - 20 kwietnia 1997 zabiłeś swego internetowego partnera w dociekaniu prawdy historycznej. Strzeliłeś do niego, Twojego polemisty, ponieważ jesteś Niemcem. Bo przez maturzystę Wolfganga Stremplina - używającego imienia Dawid -przemawiał "odwieczny Żyd".

Konradzie, Twoja historia jest porażająca!

Poznając ją, przyszło mi zmierzyć się z pytaniem, co dziś oznacza bycie Europejczykiem, jak obaj mamy prawo się nazywać. Pytanie o Europejczyka, pytanie o europejskość, może być wstępem do namysłu nad istotą człowieczeństwa. Zgodzisz się ze mną, że "czarującą istotą jest człowiek - kiedy naprawdę jest człowiekiem", jak pisał Menander.

Konradzie,

Przeczytałem niedawno: "Europejczyk to homo humanus - w tym znamiennym zdwojeniu (człowiek człowieczy) manifestuje się z niezwykłą siłą przekonanie, że człowiek jest miarą wszechrzeczy"2. Na tym przekonaniu pragnę oprzeć cały swój list do Ciebie!

Nie będę się zajmował rozważaniami nad kulturą europejską, nie będę próbował dociec, kiedy Europa stała się Europą. Znawcy nie są tu zgodni. Uważam, że te ciekawe i poruszające kwestie historyczne nie są najważniejsze wobec interesującego mnie teraz zagadnienia "człowiek - Europejczyk". Pewni jednak możemy być, iż długowieczny i najbujniejszy rozkwit wynalazków technicznych, myśli filozoficznej i arcydzieł sztuki - cywilizacji europejskiej - zobowiązuje! Zobowiązuje człowieka! Dlatego dziś pragnę pisać do Ciebie.

Człowiek nie może żyć samotnie. Człowiek jest istotą społeczną. Człowiek musi wywodzić się z czegoś, musi być zakorzeniony - jak przekonuje Erich Fromm w swej Ucieczce od wolności: "Duchowe związanie się ze światem może przybierać wiele form; mnich w swej celi, który wierzy w Boga, i więzień polityczny trzymany w odosobnieniu, który czuje się zjednoczony ze swymi towarzyszami broni, nie są moralnie samotni. Nie jest też nim angielski dżentelmen, który w najbardziej egzotycznym otoczeniu nosi smoking, ani drobnomieszczanin, który - chociaż gruntownie odizolowany od swoich bliźnich - czuje się zjednoczony ze swoim narodem lub jego symboliką..."
Rodzaje owego związania są zatem przeróżne, pozostańmy jednak pewni, że są one - bez względu na to, czy szlachetne - lepsze od pozostania w samotności. I w tym, Konradzie, tkwi pułapka! Konrad - bądźmy czujni!

Jaką lekcję wynosimy z naszej europejskiej tradycji?

Z jednej strony stykamy się z kultem bogactw cywilizacji europejskiej. A zatem z pewnym zadufaniem Europejczyka. Z drugiej zaś strony Europejczyk, uginając się pod ciężarem stworzonego przez siebie mitu przewodniej cywilizacji, coraz częściej napomyka o kryzysie. Jak pisze Jerzy Jedlicki w swym przenikliwym tekście Trzy wieki desperacji, kryzys towarzyszył nam od zawsze. Zagłębiając się w znaczenie i wagę każdej epoki dziejowej, możemy wskazać na charakteryzujące ją kryzysy. Opinia Carla Friedricha von Weizsäckera, iż nie ma wydarzenia, które wskazać by można jako grzech pierworodny Europy, prowadzi do wniosku, jakoby "cywilizacja europejska narodziła się z jakąś wrodzoną skazą". Chcę jednak dowieść, że prawdziwą chorobą Europy był XX wiek. Przyniósł on olbrzymią liczbę ideologii i wartości, paradoksalnie zanegował jednak tego, o kim chcę pisać i kto powinien być dla nas najważniejszy - człowieka.

"Ludzkość europejska lubi na ogół analogie historyczne. W szukaniu ich i omawianiu wyżywa się skłonność do załatwiania się z czymś nowym za pomocą kojącego środka historii - to już kiedyś było. (...) kojenie cierpień za pomocą historii daje człowiekowi nowoczesnemu jeszcze jedno piękne złudzenie, złudzenie inteligencji, wyrażającej się w mglistym sceptycyzmie historycznym..." - napisał w dziele Faszyzm a tradycja europejska Tadeusz Kroński.

Konradzie, jesteś człowiekiem oczytanym, szukającym mądrości, inteligentnym, sądzę! Próbuję dociec, co młodego Europejczyka skłoniło do zbrodni? Do odejścia od człowieka? Twoje życie tak bardzo obfituje w liczne symbole i ważne wydarzenia historyczne, los Twojej rodziny w niezwykły sposób spleciony jest z historią II wojny światowej i ideologią totalitarną.

Byłeś tuż przed maturą. Pisze do Ciebie maturzysta. Europejczyku - pisze do Ciebie Europejczyk z drugiej strony rzeki Łaby. Wychowałeś się bez ojca - pisze do Ciebie podobnie wychowany przez matkę. Każdy powinien móc być wychowany przez oboje rodziców - nie jest to jednak niezbędne do wychowania dobrego człowieka, sumiennego ucznia naszej Europy. Zdaniem sądowych ekspertów winna jest oczywiście Twoja niepełna rodzina. Odrzucam to zarówno na podstawie własnego doświadczenia, jak i przez namysł. Ofiarami zła są ludzie ze wszystkich środowisk, wychowani w przeróżnych warunkach i okolicznościach. To nie to.

Trudno mi też przyjąć punkt widzenia lewicowej nauczycielki Gabi, która twierdzi, że winne są geny! Gen zła, który Twoja babka przekazała Twemu ojcu, który ostatecznie "zakaził" nim Ciebie. Wyjaśnienie metafizyczne czy też, jak pisze Wojciech Cesarski, antropologiczne, że skłonność do zła, skłonność do radykalizmu stale towarzyszy zachowaniom człowieka 3 - wydaje się częściowo przekonujące! Częściowo, bo chcę wierzyć, że istnieje w nas tama, która ma powstrzymać napierającą na nas wodę - zło. Tą tamą jest sumienie. Co okazało się silniejsze od Twojej tamy?

Czy nadwerężył ją - jak są skłonni sugerować niektórzy - lewicowo-liberalny typ edukacji historycznej młodego pokolenia w domu i szkole? Edukacji opartej na zaślepionej pamięci historii? To prowadzi do przerwania odwiecznego dialogu międzypokoleniowego, zerwania historycznej ciągłości, a w konsekwencji do zajmowania przez młodych coraz to radykalniejszych postaw. Wysoce prawdopodobne! Tu dopatruję się przyczyny Twojej zbrodni. Ale przyczyny częściowej. Bo jest jeszcze coś. To zachowałem na koniec. Wyjaśnienie ideologiczne. To ideologie są odpowiedzialne za skrajne zachowania, za zapomnienie o człowieku i o jego wartości. Ideologie, które posługują się często pojęciami wartości, paradoksalnie powodują wyniesienie ich ponad wartość człowieka.

Konrad! Nie Twoja wina oczywiście, że to zostało Ci przekazane, że tak skutecznie i przerażająco w skutkach podniesiono Twą tamę i przelało się zło. Czy jesteś jednak bez winy? Gdzie Twój błąd?

Jerzy Jedlicki przekazał myśl, iż oświeceniowe dążenia do ćwiczenia i rozwijania umysłu, intelektu, oddalają człowieka od człowieka, czynią go mądrym technicznie, ale słabym moralnie, głupim życiowo, niewrażliwym w prosty, ale jakże ważny, ludzki sposób. Dalej - że nadmierne aspiracje intelektualne i snucie wywodów prowadzą do tworzenia zdradliwych ideologii. Czy mamy więc myśleć - biada rozumowi? To zbyt radykalne! Bo właśnie w imię serca, duszy, człowieczeństwa - używajmy rozumu! Niech on nas chroni przed zniekształceniem lub zniszczeniem miłości, niech on nas chroni przed wypaczonymi ideami, niech on nam służy do rozróżnienia dobra i zła.
Konradzie, pisałem już, że lubimy analogie historyczne. Ty nawiązujesz do morderstwa Wilhelma Gustloffa w Davos. Davos dotąd kojarzyło mi się z największym arcydziełem literatury europejskiej, stworzonym przez wielkiego pisarza Twego kraju. Zobowiązuję Cię do sięgnięcia po Czarodziejską górę Tomasza Manna.

W swym eseju Zmieniony głos Settembriniego - na temat Czarodziejskiej góry - Stanisław Barańczak zwraca uwagę na znaczenie słynnej i, jak się okazuje, niezakończonej dysputy: "Nie wygasł spór Settembriniego i Naphty. Ta dyskusja, bodaj czy nie najważniejsza w całej dwudziestowiecznej literaturze, toczy się i dzisiaj..."4.

Młody czytelnik, Europejczyk, wcielając się w Hansa Castorpa, staje się obiektem rywalizacji śmiesznego "kataryniarza", piewcy humanizmu, idei republiki i pięknego stylu, z zimnym inkwizytorem, zwolennikiem bezwzględnego terroru. Dla Castorpa obydwaj - i Settembrini, i Naphta - byli gadułami. W 1975 roku Barańczak pisze z ubolewaniem, iż głos Naphty jest wielokrotnie silniejszy. Dziś - myślę - rozkład sił sporu ulega dalszej ewolucji. Jeśli głos Settembriniego nie przybiera z powrotem na sile, to w każdym razie wzrasta mocno pragnienie jego racji. Gdy ściągniemy z Settembriniego jego niezmienne spodnie w kratę i wytarty surdut, przebierzemy Settembriniego i odświeżymy, będzie to szansa na odrodzenie wartości człowieczeństwa. Settembrini, wróć!

W swym wołaniu o etykę - jak pisze Stanisław Barańczak - stajemy przed problemem, według jakich kryteriów odróżnić dobro od zła - stajemy niczym przed murem. Wówczas, jak uczy nas Erich Fromm w Ucieczce od wolności, ulegamy często krzykliwym wpływom. Co oznacza, że wyznajemy etykę autorytarną. Ona zwalnia nas od odpowiedzialności, od obowiązku myślenia, od konieczności samodzielnego wyboru - by popchnąć nas ku przepaści, poza granice człowieczeństwa.
Stanisław Barańczak w 1975 roku boi się autorytetu. Pisze o Etyce Bez Autorytetów, które to autorytety kojarzą mu się z naciskami, tezami nieznoszącymi sprzeciwu, ze zniewoleniem, z osobowością "zewnątrzsterowną" - jak to określił Allan Bloom w swym słynnym Umyśle zamkniętym. Ta idiosynkrazja Barańczaka - w kon- tekście doświadczeń pokolenia ?68 - nie dziwi. Dziś jednak, po bez mała trzydziestu latach od manifestu autora Dziennika porannego, możliwa jest i konieczna inna lektura lekcji Settembriniego. Dziś właśnie dramatycznie potrzebne są autorytety. Potrzeba nam nie tylko postaci literackich, historycznych czy bohaterów, ale i żywych ludzi, którzy tym, co mówią i jak żyją, odpowiadaliby nam na wiele niezadanych pytań.

Barańczak, oprócz uhistorycznienia Settembriniego, pragnie go także "uregionalnić", dostroić do lokalnych społeczności. Dzisiaj widzę inną potrzebę: uniwersalizacji właśnie. Uniwersalizacji dokonującej się w nieustającym dialogu i starciach, na przykład Tomasza Manna z Dostojewskim, Herlinga-Grudzińskiego z Joyce?em, tak jak zapoczątkował to Czesław Miłosz w Ziemi Ulro, ścierając się z Gombrowiczem czy Beckettem. Dziś potrzeba myśli, dialogu i autorytetów. Trzeba, abyśmy razem byli poszukiwaczami w jednej, europejskiej bibliotece.

Konrad! Naszym wspólnym zadaniem nie jest więc trudna próba pójścia trzecią drogą, jak chciał niemiecki mieszczanin, inżynier Hans Castorp, ani Etyka Bez Autorytetów Stanisława Barańczaka, ale troska o to, by zwiększać rolę Settembriniego w odwiecznym sporze z Naphtą. W tej trosce może najważniejsze powinno być uświadomienie sobie własnych urazów, które tak odmieniają lektury z naszej europejskiej biblioteki. Urazów, które Ciebie zaprowadziły w miejsce odosobnienia.

Konradzie! Zdeptałeś już w celi złowieszczy symbol historii - sklejony model "Wilhelma Gustloffa". To tak, jak gdybyś pokonał poczucie niemieckiej, ledwie odpomnianej krzywdy. Teraz ja muszę znaleźć siły, żeby darować Ci to, że zabiłeś Dawida - mojego brata. I chcieć zobaczyć brata w Tobie! Wtedy będzie możliwa nowa książka Güntera Grassa, o nas, z zupełnie innym zakończeniem...

Jakub

JAKUB LUBELSKI, ur. 1984 w Krakowie, absolwent Państwowej Podstawowej Szkoły Muzycznej im. I.J. Paderewskiego, tegoroczny maturzysta w V Liceum Ogólnokształczącym im. A. Witkowskiego w Krakowie. Publikowany tekst zajął pierwsze miejsce w konkursie na esej Wyzwania XXI wieku zorganizowanym przez miesięcznik "Znak".


--------------------------------------------------------------------------------
Przypisy:
1. Bohater noweli Güntera Grassa Idąc rakiem, Gdańsk 2002.
2. Maria Janion, Człowiek a idea, w: Humanistyka: poznanie i terapia, Warszawa 1974.
3.Wojciech Cesarski, Grass znowu wielki, "Gazeta Wyborcza" z 29 listopada 2002.
4. Stanisław Barańczak, Zmieniony głos Settembriniego, w: Etyka i poetyka, Kraków 1981.

 

POCZĄTEK STRONY


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


SIW ZNAK

E-Mail

Redakcja

Archiwum

Wydarzenia

Prenumerata

Aktualny numer

Bibliografia

 

Š Copyright by Społeczny Instytut Wydawniczy ZNAK
Strona wykonana przez J. Kucharskiego i M. Samka