|
Społeczeństwo Nieobojętnych
         
Najpierw w głowie, potem z cegieł
Ewa Błaszczyk    
11 maja 2000 roku córka Ewy
Błaszczyk, sześcioletnia Ola Janczarska, zachłysnęła się, popijając
tabletkę, straciła przytomność i zapadła w śpiączkę. W stanie śmierci
klinicznej trafiła do szpitala na Bielanach, a stamtąd, po reanimacji,
na Oddział Intensywnej Opieki Medycznej w Dziekanowie Leśnym. Od
czerwca roku 2000 przebywa na Oddziale Rehabilitacji Neurologicznej
w Centrum Zdrowia Dziecka.
W 2002 roku Ewa Błaszczyk wraz z księdzem Wojciechem Drozdowiczem
założyła Fundację "Akogo?", działającą na rzecz dzieci wymagających
rehabilitacji po ciężkich urazach neurologicznych oraz ich rodzin.
Pomysł założenia fundacji zrodził się we mnie pod
wpływem problemów związanych z leczeniem i rehabilitacją Oli. Jej
wypadek był dla mnie szokiem, ale jej choroba otworzyła mi oczy
na istnienie dotkliwej luki w polskim systemie medycznym. Kiedy
się ją dostrzeże i człowiek uświadomi sobie, jak istotny to brak,
rodzi się potrzeba działania. Walcząc o Olę, stanęłam z tą sytuacją
oko w oko. Widziałam, jak ogromna energia poświęcana jest na ratowanie
życia, z jaką determinacją walczy się o nie na OIOM-ie. Gdy jednak
odratowany pacjent nie wraca zbyt szybko do zdrowia, ale wciąż tkwi
zawieszony między życiem a śmiercią, zapał ulatuje, kończą się pieniądze
i rodzic coraz częściej słyszy nalegania, by zabrać dziecko ze szpitala.
Nasuwa się pytanie: kto powinien wziąć odpowiedzialność za uratowane
istnienie?
Dziecko w tak ciężkim stanie nie nadaje się do
ośrodka rehabilitacyjnego, nie jest też dla niego odpowiednim miejscem
hospicjum. Rehabilitacja w warunkach domowych - już przy pierwszej
poważniejszej infekcji - może zakończyć się po prostu śmiercią.
Pacjenci po całkowitym niedotlenieniu mózgu wymagają bowiem jednocześnie
opieki szeregu specjalistów i dostępu do stacji diagnostycznej,
a do tego bardzo często także skomplikowanego indywidualnego programu
rehabilitacyjnego, dostosowanego do określonego przypadku i danego
etapu leczenia, na którym chory obecnie się znajduje. Utrzymanie
w dobrej formie kogoś pozostającego nieustannie w pozycji leżącej,
jakby wpół nie egzystującego, oznacza leczenie i rehabilitację właściwie
każdego z jego organów. To jedyny sposób, żeby uniknąć dodatkowych
komplikacji, ograniczyć szkody wtórne związane z tak długą chorobą.
Inaczej stan pacjenta może szybko stać się gorszy niż bezpośrednio
po urazie.
Dzieci te mają właściwie zerową odporność, leki
niszczą ich system trawienny, pojawiają się kłopoty z wątrobą, trzustką.
Bardzo szybko może wystąpić alergia, bywa, że nagle, w środku nocy,
pojawia się obrzęk krtani i duszności. W każdej właściwie chwili
mogą zachłysnąć się śliną czy wymiocinami, jeśli źle łykają albo
nie łykają wcale. To sytuacja nieustannego zagrożenia życia.
Ogromnym problemem jest również tzw. niedowład
spastyczny, czyli silne, bardzo bolesne skurcze wszystkich mięśni,
na które zużywana jest tak wielka ilość energii, że żaden pokarm
nie zabezpiecza zapotrzebowania organizmu. Chory chudnie nieustannie,
a napięcie mięśniowe właściwie uniemożliwia ćwiczenia.
W Polsce nie ma dla tych pacjentów miejsca. Nikt
także nie pomaga matkom i ojcom przeżywającym podobne tragedie.
Rodzice nie wiedzą, do kogo się zwrócić, brak jakiejkolwiek placówki,
brak informacji. Dotknięci problemem zdani są całymi latami na samych
siebie, czują się wyrzuceni na margines społeczny. Kiedy jeżdżę
z ramienia fundacji po kraju, nieustannie spotykam ludzi, którzy
proszą po prostu o chwilę rozmowy, radę, tak straszliwa jest ich
samotność. Dramaty - ze wstydu i w poczuciu bezradności - ukrywane
są po domach, bywa, że prowadzi to do zdarzeń makabrycznych. Nikt
jednak o tym publicznie nie mówi, problem nie istnieje w świadomości
społecznej.
Zakładając fundację, postawiliśmy więc sobie za
cel stworzenie dla pacjentów w najcięższym stanie małej kliniki-wzorca
przy Oddziale Rehabilitacji Neurologicznej w Centrum Zdrowia Dziecka.
Jednocześnie staramy się doraźnie wspomagać Oddział, zbierając fundusze
na rzeczy nieodzowne, jak choćby pieluszki, odżywki czy materace
przeciwodleżynowe. W tym celu organizujemy rozmaite koncerty, recitale,
występy teatralne i wystawy plastyczne. Wiele z nich odbywa się
w Podziemiu Kamedulskim kościoła na Bielanach w Warszawie. Przy
okazji wydarzeń artystycznych prowadzimy również nieustanną akcję
społecznego uświadamiania. Staramy się być obecni w mediach, w czym
pomaga nam patronat Programu I Telewizji Polskiej.
Wszystkich rodziców chorych dzieci zapraszamy
do odwiedzania naszej strony internetowej i kontaktu z nami, w celu
uzyskania porady specjalistów, tworzących grono fundacyjnych lekarzy-konsultantów.
Nie jesteśmy jednak nastawieni na pomoc indywidualną, dążymy do
stworzenia całej infrastruktury, systemu pomocowego, bo tego najbardziej
w naszym kraju brakuje. Sprowadzamy nowe leki, nakłaniamy do adaptowania
zachodnich technik medycznych do warunków polskich i publicznie
informujemy o rozmaitych możliwościach leczenia. Okazuje się, że
wiedza na ten temat jest często mniej niż skromna.
Wyobrażam sobie, że najważniejszym efektem naszych
działań byłaby długofalowa zmiana wrażliwości społecznej. Budowanie
tolerancji w stosunku do inności. Wielu ludziom, mam wrażenie, wciąż
wydaje się, iż osoba, której cieknie ślina z ust i która nie może
opanować jakichś odruchów, nie ma po prostu mózgu. Najwyższy czas
przełamać te stereotypy. Wszystkich, którzy chcieliby nam w jakikolwiek
sposób pomóc, zapraszamy do współpracy - finansowej lub innej. Mamy
bowiem świadomość, że dzieło to musi najpierw zaistnieć w głowach,
a potem dopiero powstanie z cegieł.
Fundacja Ewy Błaszczyk "AKOGO?"
ul. Podleśna 4, 01-673 Warszawa
tel.: (22) 832 19 13, fax.: 832 87 34
www.akogo.pl,
e-mail: info@akogo.pl
Numer konta: Bank Zachodni WBK S.A.
02 10901056 0000 0000 06121 000
POCZĄTEK
STRONY |