|
Zdarzenia-książki-ludzie
         
Racjonalne misterium
Marek Węcowski    
Eric R. DODDS, Grecy i irracjonalność,
przekł. Jacek Partyka, Wydawnictwo Homini, Bydgoszcz 2002
Narodziny nowoczesnej etnologii zwykło się wiązać
z nazwiskiem ojca J.-F. Lafitau, jezuity, który w swym dziele pt.
Obyczaje dzikich amerykańskich porównane do obyczajów czasów
pierwotnych (1724) przeprowadził błyskotliwą analogię między
zwyczajami i wierzeniami kanadyjskich Indian a Grekami, i to Grekami
oświeconej epoki Peryklesa, objawiając tym samym światu (by zacytować
wielkiego badacza starożytności A. Momigliano) "prostą prawdę, że
i Grecy niegdyś byli dzikusami". W owym czasie była to myśl zgoła
szokująca, bo tendencja do uznawania antyku grecko-rzymskiego za
model jedynej prawdziwej cywilizacji - zwłaszcza w zestawieniu z
ludami Nowego Świata - była powszechna. Na dzieło Lafitau znamiennie
zareagował jeden z najbystrzejszych skądinąd umysłów następnego
pokolenia, Wolter, brutalnie wyśmiewając sam pomysł porównania starożytnych
Greków do "dzikich" mieszkańców Ameryki.
Bardzo wiele musiało się wydarzyć w intelektualnych
dziejach Europy, by takie porównanie przestało szokować. Potrzebny
był do tego nie tylko gwałtowny rozwój religioznawstwa czy antropologii,
ale przede wszystkim nowe podejście do filozofii. To przecież właśnie
ona, zrodzona w Grecji, a nie w jakimkolwiek innym zakątku świata,
wyznaczała w nowożytnych umysłach nieprzekraczalną granicę między
Grekami a "dzikimi". W pierwszej połowie XX wieku zaczęto jednak
pojmować genezę filozofii jako zjawisko dające się historycznie
wytłumaczyć, a nie jako słynny "cud grecki". Wkrótce Rozum grecki
ostatecznie utracił status powszechnie obowiązującej normy, gdy
badając "myśl nieoswojoną" tzw. ludów pierwotnych, odkryto, że istnieją
inne możliwe Rozumy, inne logiki alternatywne do greckiej racjonalności.
Dodajmy do tego jeszcze XX-wieczną fascynację Zachodu artystycznym
dorobkiem cywilizacji pozaeuropejskich - Afryki, prekolumbijskiej
Ameryki, Chin, Japonii czy Oceanii, a zrozumiemy, że i drugi, obok
filozofii, idealny grecki wzorzec nowożytnej Europy, czyli sztuka
grecka, musiał w końcu stracić na swej atrakcyjności.
Obraz Greków w sercach i umysłach ludzi nowożytnych
uległ zatem paradoksalnemu odwróceniu. Z tych samych powodów, dla
których niegdyś wielbiono wciąż żywe i płodne greckie dziedzictwo
(myśl racjonalna, klasyczne kanony estetyczne w sztuce), teraz ujrzano
w nim zbędny nowoczesnemu światu ciężar, martwy staroć niezdolny
zainspirować już nikogo. "Inność" czy niepowtarzalność Greków, niedawno
jeszcze chwalebna, teraz stała się rzeczą zgoła wstydliwą. Stąd
i kolejny paradoks: oto miłośnicy antyku i obrońcy wartości greckiego
dziedzictwa, zamiast, jak dawniej, podkreślać wyjątkowość greckiej
cywilizacji, musieli zabrać się do jej "odczarowywania", do udowadniania,
że Grecy byli w pewnym sensie takim samym "ludem pierwotnym", jak,
dajmy na to, amerykańscy Irokezi.
Książka Erica R. Doddsa Grecy i irracjonalność,
która ponad pół wieku czekała na swoje polskie wydanie, to jedna
z najważniejszych XX-wiecznych prób wskrzeszenia Greków w wyobraźni
ludzi współczesnych. Jej autor tak opisuje okoliczności, w jakich
powziął zamysł napisania tej książki: "kilka lat temu, gdy byłem
w British Museum i oglądałem rzeźby Partenonu, podszedł do mnie
młody człowiek i wyznał z zakłopotaniem: >>Wiem, że straszną
rzeczą jest przyznać się do czegoś takiego, ale te greckie starocie
w ogóle mnie nie poruszają<<. Odparłem, że to bardzo interesujące:
czy mógłby dokładnie określić przyczynę swojej obojętności? Zamyślił
się na chwilę. Następnie odrzekł: >>Cóż, to wszystko jest
tak strasznie racjonalne - jeśli pan wie, co mam
na myśli<<. Wydawało mi się, że wiem. (...) Dla pokolenia, którego
wrażliwość kształtowała sztuka afrykańska, aztecka i dzieła takich
ludzi, jak Modligliani (...), sztuka Greków i ogólnie grecka kultura
może stwarzać wrażenie, iż nie ma w niej poczucia misterium i brak
jej zdolności zgłębiania skrytych, mniej świadomych poziomów ludzkiego
doświadczenia". Cała praca Doddsa to nic innego, jak próba udowodnienia,
że było wprost przeciwnie, próba nadania lub raczej przywrócenia
wymiaru "misterium" tak racjonalnej na pozór greckiej cywilizacji.
Autorowi chodziło przy tym nie tyle o proste przedstawienie podobieństw
między Grekami a "dzikimi" różnych epok, ile o ukazanie przez to
ciągłej aktualności greckiej cywilizacji, jej znaczenia jako potencjalnego
źródła inspiracji dla naszej wprawdzie "oświeconej" epoki, zafascynowanej
jednak tym, co irracjonalne i egzotyczne.
W istocie rzeczy książka ta mogłaby nosić podtytuł
Dzieje doświadczenia religijnego Greków. Wbrew pozorom
wybór takiego tematu dla udowodnienia podobieństw między Grekami
a ludźmi innych epok był bardzo ryzykowny. Radykalna inność, odrębność
greckiej religii i religijności to rzecz od razu rzucająca się w
oczy przy powierzchownej nawet obserwacji (brak objawionej Księgi,
dogmatu, kasty kapłańskiej, religia zasadniczo obywatelska, polityczna
itd.). Już choćby wszechobecność mitologii pełnej wzajemnie sprzecznych
opowieści o niemoralnych bogach, a z drugiej strony liczne zastępy
greckich filozofów badających naturę wszechświata od dawna sprawiały,
że wątpiono, by Grecy naprawdę wierzyli w swoich bogów i w swoje
mity. Racjonalnym Europejczykom XVIII czy XIX wieku trudno było
podejrzewać racjonalnych Greków o taką naiwność.
Oczywiście, nie. Dodds pierwszy upomniał się o
przywrócenie irracjonalnego wymiaru greckiej cywilizacji. Na pewnym
etapie rozwoju swojej filozofii zrobił to już Nietzsche, wiążąc
rozwój sztuki z dwoistym, "apollińskim" i "dionizyjskim", jej wymiarem.
Dodds jednak, krytykując wyrosłe z nietzscheańskiego ducha historyczne
interpretacje, zaproponował wizję całościową, obejmującą dzieje
Greków od Homera aż do późnej starożytności. Atrakcyjność Greków
i irracjonalności wynika właśnie z tego, że czytelnik może śledzić
kolejne etapy ewolucji cywilizacji greckiej, które uderzająco przypominają
zmienne koleje dziejów naszej własnej cywilizacji.
Zdaniem Doddsa bohaterowie Homera postrzegają swoje
własne nagłe decyzje, niespodziewane albo sprzeczne z ich zwykłym
sposobem postępowania czy charakterem, jako przejawy interwencji
sił zewnętrznych, zaślepienia (gr. ate) zesłanego przez
bogów. Gdy na początku Iliady Achilles waha się, czy zabić
Agamemnona, czy tylko zelżyć go haniebnie, decyzję podejmuje zań
zesłana z Olimpu Atena, chwytając herosa mocno za włosy i powściągając
jego mordercze plany. W ten sposób postępowanie niezrozumiałe, a
nawet społecznie niewybaczalne (zhańbiony Achilles powinien był
krwawo się zemścić) zostaje przypisane zewnętrznej sile nadprzyrodzonej,
podobnie jak u nas, gdy mówimy: "Co za diabeł mnie opętał, że to
zrobiłem". Nawet własne "ja" człowieka homeryckiego postrzegane
jest jako niezależna wewnętrzna siła, nad którą dopiero musimy zapanować.
Takie widzenie spraw komplikuje oczywiście problem winy czy odpowiedzialności
moralnej za własne czyny, wynika jednak, zdaniem Doddsa, z tego,
że bohaterowie Homera żyją w tzw. "kulturze wstydu" (jak na przykład
badani przez Ruth Benedict Japończycy), a wartością najwyższą nie
jest dla nich przykładowo czyste sumienie, tylko publiczne uznanie.
Człowiek homerycki boi się więc nie boga, ale hańby w oczach "opinii
publicznej" i dlatego odpowiedzialność za zachowania potencjalnie
hańbiące przerzuca na siły nadprzyrodzone.
Dalszy rozwój greckiej religijności i greckiej
moralności to nic innego jak powolne przechodzenie do "kultury winy",
dla której w greckim wypadku charakterystyczny staje się wręcz obłędny
lęk przed "zazdrością bóstwa" reagującego na przykład na nadmierne
szczęście czy też powodzenie człowieka. Owa "zawiść" powoli nabiera
wymiaru moralnego, a bogowie, zwłaszcza najwyższe bóstwo greckiego
panteonu, Zeus, stają się "organem wymiaru sprawiedliwości". Z rozwojem
owej "kultury winy" idzie jednak w parze powszechny strach przed
religijną zmazą (gr. miasma) i powszechne dążenie do rytualnego
oczyszczenia (katharsis). A to z kolei staje na drodze
rozwojowi indywidualnej moralności (i odpowiedzialności jednostki),
skoro wołająca o pomstę do nieba zmaza bywa zwykle jak u Sofoklesowego
Edypa dziedziczna. Zsyłane przez bogów zaślepienie może stać się
narzędziem zniszczenia grzesznika, a nad doprowadzeniem do skutku
boskiej zemsty czuwają rozmaite demony, jak choćby Erynie u Ajschylosa.
Tak to człowiek "oświeconej" epoki Peryklesa otoczony jest przez
prastare moce, często kapryśne i nieprzewidywalne, a najczęściej
niezrozumiałe w kategoriach prostej, "jednostkowej" moralności -
kary czy nagrody za czyny jednostki.
Rzekomo racjonalni Grecy postrzegali wybitne osiągnięcia
człowieka (np. dar proroczy czy poetycki) w kategoriach zsyłanego
przez bóstwo szału, a rozdział, który poświęca Dodds temu zagadnieniu,
zawdzięcza bardzo wiele jego osobistemu doświadczeniu seansów spirytystycznych
i obserwacji współczesnych mu "mediów". Zwłaszcza Dionizos obdarzał
ludzi specyficzną wyzwalającą radością, wprowadzając ich w świat
magicznej iluzji, "uwolnienia człowieka od siebie samego", czyli
ekstasis. Doświadczenie dionizyjskie ma charakter zbiorowy i w ostateczności
buduje poczucie tożsamości z bóstwem, podczas gdy "szał" apolliński
to najczęściej poetycki albo proroczy dar dostępny wybranym jednostkom
(na przykład Pytii delfijskiej), wpajający człowiekowi poczucie
nieprzekraczalnego dystansu w stosunku do bogów. Obie postawy odpowiadają
jednak potrzebom bardzo dalekim od przypisywanego Grekom "racjonalizmu".
Idąc jeszcze dalej, poznajemy ogromną rolę, jaką Grecy przypisywali
snom i technikom służącym wzbudzaniu "boskich", a więc znaczących,
a nawet leczniczych snów. W jednym z najgłośniejszych rozdziałów
swojej książki Dodds posunął się nawet do tego, by w działalności
niektórych postaci greckiej tradycji (na przykład Orfeusza czy Pitagorasa)
doszukiwać się analogii do eurazjatyckiego szamanizmu.
Kolejni greccy intelektualiści, jak Ksenofanes
czy Heraklit, próbują przeciwstawiać się irracjonalnym pierwiastkom
greckiej mentalności, pochodzącym z różnych epok i odpowiadającym
różnym potrzebom jednostki i społeczeństwa, jednak nawet "Oświecenie"
greckie epoki Peryklesa to zarazem epoka powrotu zabobonu, tłumienia
swobody myśli, a nawet palenia nieprawomyślnych książek, czasy procesów
takich intelektualistów jak Sokrates, Anaksagoras czy Diagoras.
W następnych pokoleniach zarówno Platon, jak i Arystoteles, każdy
z nich na swój sposób, uważnie przyglądali się roli pierwiastka
irracjonalnego w ludzkim życiu. Jednak od końca IV wieku p.n.e.
intelektualiści zaczęli wycofywać się w głąb własnego świata, w
mury ekskluzywnych szkół filozoficznych, a lud pozostał osamotniony
i bezbronny, wydany na łaskę orgiastycznych kultów i magii.
W intelektualnych kręgach epoki hellenistycznej
nauka grecka (zwłaszcza astronomia i matematyka) osiąga stopniowo
granice, które Europejczycy przekroczyli dopiero w XVI wieku. Nowy
kosmopolityczny świat powstały w wyniku podbojów Aleksandra Wielkiego
daje zaś jednostce niespotykaną wcześniej swobodę wyboru tych elementów
tradycji, które wydadzą się jej potrzebne i interesujące. Stąd uderzająca
swoboda hellenistycznych poetów, na przykład Kallimacha, którzy
swobodnie i oryginalnie czerpią z repertuaru mitów, wierzeń i tradycji
Greków poprzednich pokoleń. Oczywiście nic bardziej obcego tradycyjnym
kulturom żyjącym w ciągłej niewoli wierzeń i przekonań swych przodków.
W tej epoce nie tylko poezja, ale i religia "zracjonalizowały" się
w ogromnym stopniu, a nawet "zsekularyzowały", gdy wyznawcy greckich
bogów zaczęli składać hołd "czysto negatywnej idei tego, co niewyjaśnialne
i nieprzewidywalne", czyli "Szczęściu" albo "Fortunie" (gr. Tyche).
Z drugiej jednak strony cywilizacja grecka bynajmniej
nie wkraczała tym samym w jakowyś Wiek Rozumu. Wprost przeciwnie
w owej "oświeconej" epoce objawiła się z całą mocą grecka "obawa
przed wolnością". Równocześnie z racjonalnymi impulsami, jakie intelektualiści
i członkowie elity wysyłają w dół drabiny społecznej, od dołu ku
społecznym wyżynom rozszerza się antyracjonalizm, by ostatecznie
zwyciężyć w ostatnich stuleciach starożytności. Osiągnięcia Greków
w dziedzinie astronomii ustępują powszechnej fascynacji astrologią,
szerzącą się równolegle do magicznej medycyny i alchemii. Nawet
większość szkół filozoficznych daje się teraz ponieść fali irracjonalizmu,
wkomponowując w dawną doktrynę na przykład elementy religii astralnej
czy okultyzmu. Dodds porównuje tę tendencję do XIX-wiecznej romantycznej
reakcji przeciwko racjonalnej (i optymistycznej) "teologii naturalnej",
reakcji kładącej nacisk na uczuciowe, a nie rozumowe, źródła religii,
a także na realność zła i na "tragiczny sens życia". Świat ludzi
późnego antyku zaludniają coraz liczniej złowieszcze siły; dusza,
zamiast zjednoczenia ze światem fizycznym, pragnie teraz przede
wszystkim od niego uciec, szukając pomocy w naukach o indywidualnym
zbawieniu, objawieniach wschodnich religii, snach, wizjach na jawie
czy rozmaitych "misteriach". W ten sposób grecki racjonalizm ponosi
ostateczną klęskę.
Tak z grubsza wygląda barwny szkic Erica R. Doddsa,
którego poszczególne linie i obrazy dawno już zrewidowano i odrzucono
w naukach o starożytności. Wystarczy jeden przykład. Między innymi
za sprawą odczytania tzw. pisma linearnego B (w kilka lat po ukazaniu
się Greków i irracjonalności) inaczej wygląda już dziś
nasza wizja początków greckiej religijności. Homera, a więc punkt
wyjścia błyskotliwej teorii Doddsa, widzimy na tle zjawisk wcześniejszych,
które dzisiaj możemy rekonstruować nie tylko przy użyciu narzędzi
porównawczego religioznawstwa. Wiemy na przykład, że Dionizosa znali
już Grecy tzw. epoki mykeńskiej, na wiele stuleci przed Homerem.
Nie był więc ten bóg w żaden sposób na gruncie greckiej religii
"obcym ciałem", przybyszem, którego Grecy musieli nauczyć się "inkorporować"
do religii polis. Przeciwnie, Dionizos zapewne od samego
początku greckiej polis towarzyszył. Z drugiej strony potrafimy
znacznie lepiej ocenić charakter i rozmiary obcych, a zwłaszcza
orientalnych zapożyczeń w greckiej religii. Wyraźniej widzimy więc
charakter związków "irracjonalnych" tendencji tej religii z oficjalną
religią "polityczną". Wszystkie te zmiany w "naukowym paradygmacie"
nie są jednak aż tak ważne. Najważniejsze bodaj jest to, że dzisiejszy
czytelnik Doddsa może mieć uczucie szczególnego déja vu.
Otóż E. R. Dodds raz po raz zauważa, że podobne
reakcje na podobne impulsy były również udziałem naszych czasów.
Irracjonalne tendencje, jak spirytyzm czy okultyzm, rodzące się
w odpowiedzi na optymistyczny racjonalizm, "ucieczka [by raz jeszcze
zacytować Doddsa] przed ciężkim brzemieniem indywidualnego wyboru,
jakie nakłada swoim członkom społeczeństwo otwarte" wszystko to
znamy dobrze z historii dwu ostatnich stuleci. Pod sam koniec książki
dostrzega jednak iskrę nadziei dla naszych niespokojnych czasów.
Widzi ją ponownie w intelektualnych dziejach greckiej starożytności.
Zauważa, że najwięksi myśliciele, którzy stworzyli "pierwszy europejski
racjonalizm" (zwłaszcza Platon i Arystoteles, ale także ich poprzednicy,
jak Ksenofanes z Kolofonu) nigdy nie byli "czystymi racjonalistami",
będąc głęboko przeświadczeni o "potędze, cudowności i niebezpieczeństwie
irracjonalności". Inaczej niż ludzie naszych czasów nie mieli oni
jednak narzędzi, by ją zrozumieć, nie mówiąc już o jej kontrolowaniu.
Optymizm Doddsa, sugerującego, że narzędziem takim może być zarówno
psychologia, jak i socjologia, trudno już dziś podzielać, jednak
jego wizja wcale na tym nie traci.
Wydaje się, że Doddsowi towarzyszyła nieobca wielu
badaczom dawnych epok pokusa, by udowodnić jeśli nie swoją przydatność
dla współczesnego świata, to przynajmniej ścisły związek własnej
dziedziny (i własnej pracy) z aktualnymi problemami ludzkości. Nie
zawsze jednak musi to oznaczać słabość książki albo naukowej teorii,
zwłaszcza gdy idzie o problemy ponadczasowe. To właśnie ta ambicja
mimo że wiele szczegółowych interpretacji Doddsa dzisiejsza nauka
bez wahania odrzuca sprawia, że i dziś wiele możemy się z Greków
i irracjonalności nauczyć. Tym, czym książka Doddsa razi dziś
najbardziej, jest fakt, że cała jego wizja opiera się na ostrym,
czarno-białym kontraście między "racjonalizmem" a "irracjonalizmem".
A przy całej fascynacji tym ostatnim wyraźnie postrzega on tę sferę
jako trwałe zagrożenie dla spokojnej refleksji intelektualistów
wszystkich epok, sferę, którą trzeba okiełznać, ale z którą trudno
się oswoić. W tym właśnie Dodds należy do minionej już epoki, gdy
wywiedziony z greckiej filozofii "racjonalizm" nie stał się jeszcze
jednym z wielu możliwych Rozumów.
MAREK WĘCOWSKI, dr historii, pracuje w Instytucie
Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego i w magazynie historycznym
"Mówią Wieki".
POCZĄTEK
STRONY |