Strona główna Miesięcznika ZNAK

 SIW ZNAK

 E-MAIL

 

LUTY 2004, NUMER 585

Strona główna

Uniwersytet latajacy Znaku (4)


Lista mailingowa
Jeżeli chcesz otrzymywać aktualne informacje o nowościach w miesięczniku ZNAK i wydarzeniach organizowanych przez SIW Znak wpisz swój e-mail.

 

Zdarzenia-Ksiażki-Ludzie

LEPIEJ JUŻ BYŁO


Damian Leszczyński

Roger Scruton, Co znaczy konserwatyzm, tłum. Tomasz Bieroń, Zysk i S-ka, Poznań 2002, ss. 278

Roger Scruton, angielski pisarz, filozof, felietonista i kompozytor, znany jest polskiemu czytelnikowi zaledwie z kilku książek, w których wszakże dał się poznać jako znawca, a zarazem krytyczny i dowcipny komentator współczesnej myśli. Opublikowana po raz pierwszy w 1980 roku książka Co znaczy konserwatyzm to - jak podkreśla sam autor - pozbawiona filozoficznych ambicji próba zwięzłej charakterystyki programu politycznego konserwatyzmu. Poczynając od ogólnych rozważań dotyczących swoistości postawy konserwatywnej, poprzez omówienie roli autorytetu, lojalności i prawa w funkcjonowaniu państwa, a kończąc na uwagach dotyczących wolności, własności, instytucji oraz edukacji, angielski filozof próbuje wykazać wyższość konserwatyzmu nad konkurencyjnymi programami politycznymi - socjalizmem, a przede wszystkim liberalizmem.

Na poziomie szczegółowych rozwiązań Scrutonowska wizja politycznego konserwatyzmu przedstawia się interesująco. Konserwatyzm odwołuje się do pewnego "naturalnego" rozsądku człowieka i "intuicyjnego" postrzegania świata, z czym niełatwo polemizować, wiąże się to bowiem z koniecznością wykazania wyższości spekulatywnej wizji lepszego jutra nad ugruntowanym przez praktykę i tradycję przyzwyczajeniem do tego, co jest. Wielu zżymało się na swoistą głupotę owego zdrowego rozsądku, każącego przedkładać choćby i uciążliwe, lecz wypróbowane rozwiązania nad propozycję cudownych modernizacji, widząc w nim podstawową przeszkodę na drodze postępu społecznego i gospodarczego. Niemniej jednak akurat w szeroko rozumianej polityce, zupełnie inaczej niż choćby w nauce czy technice, owo przywiązanie do tradycji połączone z nieufnością wobec nieznanych, a przez to i nieprzewidywalnych efektów reform i rewolucji bardzo często okazywało się zasadne. Pospolity zdrowy rozsądek okazywał się bardziej rozumny niż akademicki racjonalizm projektantów utopii. O ile bowiem, choć nie bez zastrzeżeń, można się zgodzić, że postęp naukowy, znajdujący odzwierciedlenie w technice czy medycynie, w jakiś sposób czyni życie człowieka znośniejszym i szczęśliwszym, o tyle rezultaty nowych rozwiązań kwestii politycznych i społecznych są pod tym względem wysoce dyskusyjne. Astronomia Kopernika i Galileusza, jeśli weźmiemy pod uwagę jej dalszy rozwój, zdecydowanie przewyższa poprzedzające ją propozycje Ptolemeusza czy Arystotelesa, nie mówiąc już o astrologii. Współczesna chemia daje człowiekowi nieporównywalnie więcej niż dawna alchemia, niewielu także znajdzie się takich, którzy byliby skorzy deprecjonować odkrycia Pasteura czy Fleminga, domagając się zastąpienia współczesnej medycyny systemem proponowanym przez Galena bądź Paracelsusa. Trudno jednak stwierdzić, czy proponowane przez postępowców i reformatorów coraz to nowe ulepszenia ustrojowe wyszły i wychodzą ludziom na dobre. Kto więc nie wpadł w pułapkę myślenia o kwestiach społecznych w ramach dualizmu "postępowe-wsteczne", kto jest w stanie oceniać rzeczywistość podług wspomnianego zdrowego rozsądku, nie sprawdzając za każdym razem, czy zgadza się on z obowiązującymi akurat kanonami politycznej i akademickiej poprawności, ten prawdopodobnie zaakceptuje przedstawione przez Scrutona konserwatywne rozwiązania takich kwestii jak wolność, sprawiedliwość czy własność.

Socjalizm i liberalizm, nurty, z którymi autor cały czas konfrontuje swoje propozycje, dostarczają, jego zdaniem, rozwiązań prostych, ogólnych i przez to ponętnych. Liberalna zasada wolności, socjalistyczne rozwiązanie kwestii własności, socjalliberalne poglądy na system karny - wszystko to rozważane w sferze abstrakcji i hipotetycznych konstrukcji może budzić entuzjazm, podobny temu, jaki wzbudzają slogany wymalowane na sztandarach. Konserwatyzm natomiast cechuje się tym, iż sztandarami takimi nie powiewa, znajdując w każdej nazbyt ogólnej propozycji pewne "ale" i próbując ściągnąć proponowane rozwiązania z nieba idei na ziemię konkretu. Liberalizm i socjalizm dają rozwiązania ahistoryczne - pierwszy z założenia, drugi wbrew własnym deklaracjom. Konserwatyzm jest, bądź ma być, polityką zanurzoną w konkrecie - ma za zadanie rozpatrywać problemy w określonym miejscu i czasie, biorąc pod uwagę konkretnych ludzi. Konserwatysta, podobnie jak Joseph de Maistre, twierdzi, iż widzi Anglików, Niemców, Polaków, Chińczyków, ale nie dostrzega "Człowieka". Jest politycznym nominalistą i sceptykiem. Kiedy liberał powiada, iż jednostka powinna dysponować pełną wolnością w odniesieniu do własnej osoby i wolność tę ograniczyć można tylko w celu zapobieżenia krzywdzie innych, konserwatysta pyta, o jaką konkretnie osobę chodzi, gdzie i kiedy. Podaje w wątpliwość możliwość jednoznacznego oddzielenia tego, co prywatne, od tego, co publiczne, zastanawiając się przy tym nad wieloznacznością słowa "krzywda". Kiedy socjalista wprowadza sprawiedliwość społeczną w miejsce "zwykłej" sprawiedliwości, dowodząc, iż ta pierwsza polega na tym, aby zabrać tym, co mają, i dać tym, co nie mają - dając przy okazji sporo tym, co rozdają - konserwatysta znów pyta o konkrety: czy ten, kto ma więcej, ma to dzięki uczciwej i ciężkiej pracy czy też zdobył to w sposób niezgodny z prawem? Czy ci, którym chcemy rozdawać dobra zabrane innym, są biedni nie ze swojej winy czy też może sami wybrali taki los? Jeśli stwierdzimy - powiada - iż sytuacja, w której jedni rodzą się bogaci, a inni biedni, w której ludzie, wykonując różne czynności, zarabiają więcej bądź mniej, jest niesprawiedliwa, pozbawimy samo pojęcie sprawiedliwości sensu. Musielibyśmy wówczas uznać, że istnienie mądrych i głupich, ładnych i brzydkich, szczupłych i otyłych, pracowitych i leniwych jest niesprawiedliwe. "Skoro talent, sprawności, energia - a nawet samo przywiązanie do życia - są nierówno rozdzielone, nierówno rozdzielona będzie też własność - fakt ten możemy określić mianem >>niesprawiedliwego<<, tylko powołując się na pojęcie >>sprawiedliwości społecznej<<, a znaleźliśmy już racje po temu, by je odrzucić". Kiedy wreszcie zsocjalizowany liberał wespół ze zliberalizowanym socjalistą głoszą, iż kara ma na celu naprawę przestępcy, jego resocjalizację, ewentualnie ochronę innych przed nim - w wyniku czego, jak pisze Scruton, obiektywna zbrodnia przeradza się w subiektywny błąd - konserwatysta będzie podkreślał, iż podstawową funkcją kary jest "naturalny odwet, który uśmierza urazę i usuwa konieczność prywatnej zemsty". Kara "nie służy zadośćuczynieniu za krzywdę (...), lecz wyrażeniu i rozładowaniu powszechnego oburzenia".

Jeśli weźmiemy pod uwagę rozstrzygnięcia takich właśnie szczegółowych zagadnień, zaproponowana przez Scrutona wizja polityki konserwatywnej przedstawia się jako podyktowany zdrowym rozsądkiem wybór złotego środka między skrajnościami socjalizmu i liberalizmu. Autor wiele miejsca poświęca wykazaniu, iż prawdziwy konserwatyzm nie może być tożsamy z liberalizmem i proponowaną przezeń teorią wolności, że nie musi łączyć się nieuchronnie z doktryną wolnego rynku i kapitalizmem, ale też nie może - wbrew socjalizmowi - obejść się bez poszanowania własności prywatnej, zaakceptowania naturalnej nierówności między ludźmi oraz kultywowania podtrzymującej czasem tę nierówność tradycji. W istocie jednak konserwatyzm nie tyle zmierza do pogodzenia skrajności, ile proponuje całkowicie inny punkt widzenia kwestii politycznych. Ogólnie rzecz biorąc, chodzi o to, iż podstawowe cele liberalizmu i socjalizmu - wolność i tolerancję z jednej strony oraz redystrybucję dóbr i egalitaryzm z drugiej - konserwatyzm traktuje jako wtórne wobec celu zasadniczego, jakim jest stanie na straży państwa prawa i jego autorytetu, a przez to zapewnienie trwałości wspólnocie.

Trudno odmówić słuszności wielu opiniom wygłaszanym przez Scrutona, jednakże w chwilach, kiedy w swoich rozważaniach przechodzi od szczegółowych problemów do całościowej wizji polityki konserwatywnej i jej uzasadnienia, jego propozycje niebezpiecznie oddalają się od tak sławionej przezeń naturalności i zdrowego rozsądku. Mając na uwadze przede wszystkim wykazanie istotnej i nieprzekraczalnej różnicy między konserwatyzmem a liberalizmem, autor niebezpiecznie zbliża ten pierwszy do ideologii lewicowej, a punktem, w którym takie połączenie staje się możliwe, jest powracająca w rozważaniach Scrutona krytyka konsekwencji wolnego rynku, pojawiające się implicite wątki paternalistyczne oraz przekonanie o nadrzędności państwa w stosunku do jednostki.

Kiedy Scruton deklaruje się jako wróg "konsumpcyjnego stylu życia", wówczas jego konserwatyzm dziwnie przypomina lamenty nad upadkiem naszych czasów zawarte w jednej z biblii nowej lewicy, Dialektyce oświecenia Adorno i Horkheimera, gdzie role głównych wrogów ludzkości odgrywają Kaczor Donald i John Wayne. Scrutonowskie analizy alienacji i fetyszyzmu, prowadzone w zapożyczonej od Marksa terminologii, zawierają sporo interesujących spostrzeżeń, jednak brakuje wystarczającego uzasadnienia dla przyjęcia akurat tego systemu pojęciowego do opisu stosunków we współczesnym społeczeństwie. Autor co prawda podkreśla swój dystans w stosunku do konsekwencji płynących z Marksowskich spekulacji, jednakże, przyjmując jego kategorie, nieuchronnie dochodzi do podobnych wniosków. Rozważając - celowo bądź nie - sferę ludzkich czynów i pragnień za pomocą schematu, który można by umownie określić mianem "fałszywej świadomości", Scruton zbliża swój konserwatyzm do programu zgoła nie konserwatywnej szkoły frankfurckiej.

Zaakceptowanie któregoś z wariantów doktryny fałszywej świadomości ma doniosłe i niebezpieczne konsekwencje teoretyczne, prowadzi bowiem do tego, iż w ramach charakterystyki społeczeństwa - która niepostrzeżenie stała się już jego krytyką - podaje się w wątpliwość autonomię ludzkich czynów. Dowodzi się wówczas, iż ludźmi kierują intencje heteronomiczne, które - za sprawą zamazującej im "właściwy" obraz świata fałszywej świadomości - błędnie uważają oni za autonomiczne, nie dostrzegając zarazem prawdziwych celów, ku którym powinni dążyć. Dokonując owego rozdwojenia, opisanego zresztą doskonale przez Isaiaha Berlina w Dwóch koncepcjach wolności, można twierdzić, iż z tego, że ludzie czegoś chcą, nie wynika, iż tego chcą "naprawdę", ponieważ racjonalna analiza wykazuje, że powinni chcieć czegoś innego. Z wywodów Scrutona wyłaniają się dwa typy ludzkie: wyhodowany przez liberalizm człowiek konsumpcyjny rodem z Buntu mas Ortegi y Gasseta, który jest jedynie jednostką i nie wie, czego powinien chcieć, oraz człowiek, który "posiada", zamiast konsumować, przez co staje się podmiotem, osobą realizującą się w ramach nie do końca jasnego "osobistego spełnienia". Celem polityki konserwatywnej byłoby w takiej sytuacji przekształcić jednostkę w osobę, pokonać alienację i rozdwojenie, a wreszcie zerwać zasłonę fałszywej świadomości, uświadamiając człowiekowi jego prawdziwe cele.

Pojawia się jednak w tym miejscu problem, z którym zawsze musi się zderzyć tego rodzaju forma moralizatorstwa, niezależnie od tego, czy kieruje nią lewicowy czy konserwatywny paternalizm: co zrobić, jeśli jednostka nie chce być osobą, jeśli konsument chce pozostać konsumentem? Chcąc być konsekwentnym, należałoby stwierdzić, iż w takim razie nie wie, czego chce, albo raczej nie wie, czego powinno się chcieć, ale na szczęście - jak w Marksowskiej eschatologii - jest dobry filozof, który zaraz to wyjaśni. Dobrze, jeśli tylko wyjaśni, co jednak, jeżeli zacznie wyzwalać na siłę? Należy przy tym pamiętać, iż wszelkie teorie wykorzystujące omówiony tu schemat fałszywej świadomości wikłają się w rozmaite trudności natury logicznej i metodologicznej z uwagi na to, iż są wewnętrznie sprzeczne. Podsumowując, marksistowskie narzędzia do egzegezy rzeczywistości to niebezpieczne zabawki i choć niewątpliwie doskonale nadają się do walki z liberalnym pojęciem wolności - a do tego właśnie użył ich Scruton - rodzą jednak nieporównywalnie większe niebezpieczeństwa, z których podstawowe polega na tym, iż próbuje się dowodzić ludziom, iż wie się od nich lepiej, czego powinni chcieć i kim być.

Inne ryzykowne rozwiązanie zawarte w książce Scrutona polega na tym, iż walcząc z liberalizmem, autor wynosi państwo ponad jednostkę, czyniąc to za pomocą argumentacji bliskiej Fichtemu i Heglowi. Idea państwa jako organizmu, jako osoby, przewijająca się przez książkę Scrutona prowadzi do ryzykownej ontologizacji państwa, które - często wbrew deklaracjom autora - opisywane jest jako ahistoryczny, wszechwiedzący twór, niemal Hobbesowski Lewiatan, który pożarłszy wszystkie rozumy i zgromadziwszy w sobie władzę oraz siłę większą niż każdy z obywateli z osobna, wymaga od nich posłuchu i lojalności, będąc celem ich działań i obiektem czci. Wizja konserwatysty przypomina w tych miejscach najczarniejsze proroctwa zwolenników socjalistycznego totalitaryzmu skrywanego pod eufemizmem welfare state. Scruton podkreśla, co prawda, iż ustroje nieszanujące "naturalnego prawa" nie zasługują na podtrzymanie, ponieważ jednak niejako programowo uchyla się od bliższej charakterystyki tego prawa i jego podstaw, nie do końca wiadomo, o jakie ustroje miałoby tu chodzić. W tym wypadku można dojść do wniosku, iż nie tylko nie da się wykazać koniecznego związku konserwatyzmu z kapitalizmem czy demokracją, co autor wielekroć podkreśla, lecz również nie da się wykluczyć związku konserwatyzmu - przynajmniej w takiej wersji, jaką proponuje Scruton - z komunizmem bądź inną formą totalitaryzmu.

Pomimo tych zastrzeżeń, które częściowo można by złagodzić, mając na uwadze jawne dążenie autora do ukazania "ideologii" konserwatyzmu i wyłożenia jej w porządku "dogmatycznym", bez filozoficznego uzasadnienia, po pracę Scrutona należałoby sięgnąć przede wszystkim z uwagi na zawartą w niej moc celnych spostrzeżeń ukazujących niewydolność - a często wręcz szkodliwość i autodestrukcyjność - "technokratycznego, zbiurokratyzowanego socjalizmu", który zdaniem autora panuje w większości wysoko rozwiniętych krajów. System ten najłatwiej można by określić mianem "cywilizacji erzacu" czy też surogatu, cywilizacji, w której podróbka chce uchodzić i uchodzi za oryginał (sam Scruton nie stosuje takich pojęć, oddają one jednak w pewnej mierze istotę jego rozważań). Mamy więc erzac wolności w ramach rozrośniętego państwa opiekuńczego, które nie posiadając już żadnego autorytetu, funkcjonuje jako namiastka państwa. Mamy erzac prawa, będącego skutkiem pozbawionej sensu i celu nadprodukcji ustaw, które jako surogat regulacji jedynie ograniczają wolność. Mamy wszechobecny erzac równości, który pod pozorem sprawiedliwości dokonuje namiastki redystrybucji surogatu prywatnej własności, mamy też erzac sztuki, która uwolniwszy się od umiejętności i zastąpiwszy talent buntem, nie jest dziś w stanie wzbudzić nawet podróbki szacunku, a co najwyżej namiastkę oburzenia. Mamy wreszcie erzac edukacji, gdzie ludzie będący zaledwie namiastką fachowców usiłują reformować programy, stwarzając surogaty dyscyplin naukowych w rodzaju przywołanej przez Scrutona fikcji football studies czy całkiem realnych podróbek, jak choćby tak popularne ostatnio gender studies.
Jeśli komuś mało tego konserwatywnego utyskiwania na modern times, powinien czym prędzej sięgnąć po książkę Rogera Scrutona.

DAMIAN LESZCZYŃSKI, ur. 1972, dr filozofii, tłumacz. Stypendysta Fundacji na rzecz Nauki Polskiej. Publikował w "Odrze", "Edukacji Filozoficznej", "Życiu". Mieszka we Wrocławiu.

Możesz skomentować ten artykuł.
Kliknij tutaj.

 

 

 

POCZĄTEK STRONY


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


SIW ZNAK

E-Mail

Redakcja

Archiwum

Wydarzenia

Prenumerata

Aktualny numer

Bibliografia

© Copyright by Społeczny Instytut Wydawniczy ZNAK
Strona wykonana przez J. Kucharskiego i KreatorX