|
Zdarzenia-Ksiażki-Ludzie
LEPIEJ
JUŻ BYŁO
ks. Jan Kracik
Anna Wolff-Powęska, A bliźniego
swego... Kościoły w Niemczech wobec "problemu żydowskiego",
Instytut Zachodni, Poznań 2003, ss. 464
"Praca nie służy osądzaniu w sensie usprawiedliwiania czy
też potępiania postawy ludzi Kościoła, lecz wyjaśnianiu". Ta
deklarowana we wstępie podstawowa zasada poznania historycznego,
respektowana konsekwentnie, umożliwiła takie odtworzenie i analizę
postaw oraz zachowań władz kościelnych i duchowieństwa wobec prześladowania
Żydów, jakiego nie byłaby w stanie dokonać żadna apologetyczna czy
oskarżycielska publicystyka.
Najbardziej tragicznemu uwikłaniu niemieckich Kościołów, ewangelickiego
i katolickiego, w historię, czyli okresowi 1933-1945, poświęcona
została trzecia część książki. Jej połowa dotyczy tego, co w traktowaniu
Żydów przez chrześcijan działo się w Europie wcześniej. Jaki był
związek wydarzeń z XX i z poprzednich stuleci?
W dokumencie Stolicy Apostolskiej z 1998 roku (Pamiętamy. Refleksje
nad Szoa) powiedziano: "Fakt, że Szoa dokonał się w Europie,
a więc w krajach o dawnej cywilizacji chrześcijańskiej, rodzi pytanie
o zależność między prześladowaniem nazistowskim a postawą, jaką
w ciągu stuleci przyjmowali chrześcijanie wobec Żydów". Zależność
między społecznym współdziałaniem, czynnym i biernym, w organizowanej
przez zbrodniczy reżim dyskryminacji i zagładzie Żydów a antyjudaizmem
czy antysemityzmem, zakorzenionym wśród chrześcijan od wieków, jest
tak oczywista, że z kolei rodzi się pytanie" o cel użycia
w Pamiętamy... pytającej formy.
Zakładając, że nie jest to jedynie retorycznie złagodzona postać
bolesnego stwierdzenia, stanowiącego część kościelnego wyznania
historycznych win, pytanie zatem: czy..? przybiera postać: na ile?
Nazistowska propaganda wykazała się demonicznym wręcz mistrzostwem
w manipulowaniu zasiedziałymi uprzedzeniami, fobiami i mitami na
temat Żydów. Rozniecaniem nienawiści dyrygowała dyktatorska władza,
zyskując dla niej łatwe a szerokie poparcie w narodzie. Na ile wynikało
ono z przekonań, na ile zaś ze strachu? Reżyserowany zatem i wymuszany
konformizm zbiorowy czy bardziej otwarcie tamy z nagromadzoną od
dawna brudną wodą? Czy próba wymierzenia proporcji obu tych rzeczywistych
faktorów, działających w sprzężeniu zwrotnym, nie jest z góry skazana
na niepowodzenie? Owszem, jeśli oczekiwać tu matematycznej precyzji.
Ta nie jest przecież możliwa w rozpoznawaniu różnorodności uwarunkowań
procesów historycznych. Gdyby wobec tego zrezygnować z ich badania,
które przybliża do ustalenia stopnia odpowiedzialności, to po każdym
upadłym systemie ludobójstwa pozostałoby tylko milczenie jego ofiar
na cmentarzach oraz głosy ich oprawców i tych, co im przyklaskiwali
lub byli obojętni, a po upadku reżimu powtarzają chórem, że nie
wiedzieli, że ich zmuszono, że naprawdę to oni byli przeciw, ale
nie było im dane tego wyrazić.
Historyk nie jest ich sędzią, choć jego badania są dla każdego
sądu ważne. Historyk usiłuje rozumieć motywy ludzkich działań poprzez
wyjaśnianie mechanizmów wydarzeń i ich okoliczności. Dotyka przy
tym "najgłębszej subiektywnej sfery natury człowieka, jego
wiary, przekonań moralnych w konkretnych warunkach politycznych,
wrażliwości sumienia oraz społecznych emocji, odczuć, których nie
sposób uporządkować według przejrzystych i logicznych kryteriów.
Za prawdziwych chrześcijan bowiem uważali się zarówno ci, którzy
nieśli prześladowanym pomoc, jak i ci, którzy odwołując się do Ewangelii,
domagali się oddzielenia na zawsze świata ta żydowskiego od chrześcijańskiego.
Złożone i traumatyczne doświadczenia zbiorowe chrześcijan wszystkich
Kościołów Trzeciej Rzeszy, okresie, w którym ideologia antyżydowska
doczekała się praktycznego spełnienia, zawierają się w fakcie, iż
były one jednocześnie ofiarą i świadkiem wydarzeń".
Pisana przy takich założeniach książka ukazuje historyczną drogę
kształtowania się tak biegunowo różnych postaw niemieckich Kościołów,
katolickiego i protestanckiego. Droga ta nie zaczyna się jednak
między Renem Odrą. Zanim pierwsze germańskie plemiona przyjęły chrześcijaństwo,
religia ta miało już od dawna ukształtowane swoje odnoszenie się
do judaizmu. Na początku garstka Żydów, która uwierzyła, że Jezus
z Nazaretu jest Mesjaszem i Synem Bożym, została przez współrodaków
uznana za odstępców i bluźnierców. Ci zaś oskarżali ziomków o odrzucenie
i ukrzyżowanie Chrystusa.
Zarzut bogobójstwa, za które naród żydowski został przez Boga
odrzucony i cierpi słusznie utrapienia, stanowią główne uzasadnienie
antyjudaizmu, funkcjonującego w Kościele katolickim właściwie aż
do II Soboru Watykańskiego. Wbrew historii, logice, Ewangelii i
moralności! Wyrok na Jezusa wydała władza rzymska przy współudziale
żydowskich przywódców religijnych, nie zaś narodu, którego większa
część nawet nie słyszała o Chrystusie. Chrześcijanie powtarzali
ciągle, że umarł On dobrowolnie, z miłości do wszystkich i za ich
grzechy. Żałując za nie i spowiadając się, uznawali też indywidualną,
a nie zbiorową i dziedziczną odpowiedzialność człowieka za jego
czyny. Wszystko to ulegało niepojętemu zawieszeniu w odniesieniu
do Żydów. Jedynie oni okazywali się winni kolektywnie i na zawsze,
a Jezus cierpiał wyłącznie przez nich, zaś jego słowa "Ojcze,
odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią" traciły znaczenie. Zaiste
"stanowi to zaprzeczenie chrześcijaństwa".
Wśród starochrześcijańskich pisarzy lżących Żydów wyróżnił się
niechlubnie swymi epitetami (wężowe plemię, bogobójcy, adwokaci
diabła itp.) św. Jan Chryzostom. "Zabiegi Ojców Kościoła uczyniły
ze Starego Testamentu księgę antyjudaizmu oraz kościelnego triumfalizmu":
gromy rzucane przez proroków Boga na występny lud odniesiono do
Izraelitów, pochwały zaś - do przyszłego Kościoła jako nowego Ludu
Bożego, który zajmie miejsce starego, odrzuconego nieodwołalnie
i na wieki. Ma on służyć temu nowemu. Kościół przeciwstawiono Synagodze.
Ich rzeźbione personifikacje u bram gotyckich katedr wyrażały triumf
i pogardę: Ecclesia w koronie, z księgą i sztandarem, Synagoga -
z przepaską na oczach (ślepota wobec prawdziwej wiary), z lancą
(tą zraniła Chrystusa) w ręku, dosiadająca osła lub świni.
W malowanych scenach Męki Pańskiej Żydzi miewali karykaturalne
rysy i szpiczaste kapelusze (w średniowieczu musieli je nosić jako
znak wyróżniający), zaś Apostołowie (jakby byli z lepszej nacji)
odznaczali się nobliwym wyglądem. W pasyjnych misteriach, grywanych
aż po wiek XX, żądny krwi Żyd wyglądał demonicznie. Od XII do XIII
w. zaczęło się przypisywanie Żydom dokonywania mordów rytualnych
na chrześcijańskich dzieciach i zarzucanie profanacji wykradanych
Hostii. Urojenia te stawały się narzędziem szantażu i rzeczywistych
już, sądowych morderstw na niewinnych Izraelitach.
Były nakazywane przez III i IV sobory laterańskie getta, były
zakazane Żydom zajęcia i groźba ekskomuniki za wspólne mieszkanie
z chrześcijanami. Zdarzała się i przeraźliwa alternatywa: chrzest
lub śmierć bądź wygnanie (Hiszpania VI i XV wiek). Ale i - mimo
urzędowej wrogości - okresy pokojowego współistnienia obu separowanych
światów. "Nagromadzone legendy i wrogie pomówienia stawały
się groźną iskrą dopiero w okresach kryzysów, nieszczęść, plag".
Jak w 1348 roku, gdy przerażenie wybuchem dżumy odreagowano - mimo
protestów papieża - masakrą Żydów, wmawiając im zatruwanie studni.
W Konstancji w 1349 spalono 330 Żydów, pozostałych wygnano. Po latach
władze miejskie pozwoliły na ich powrót, ale musieli oni "sfinansować
nadzwyczajnie wysokie koszty soboru", odbywającego się 1414-1418
w tym mieście.
Pod koniec rednioweicza w zachodniej Europie przybywałoprzepisów
nękających Żydów. Spychano ich do najgorszych dzielnic, wypędzano
z wielu miast.
zawodu
Luter doznawszy w swych nadziejach na nawrócenie Żydów, "popadł
w skrajną nienawiść" i pisał o nich w sposób agresywny oraz
obsceniczny . Twierdził też, "iż Żyd, podobnie jak diabeł,
nigdy nie może być nawrócony" , skoro się to nie udało i Chrystusowi.
Reformator identyfikując się całkowicie ze swym narodem żądał "bezwzględnej
wiernoci wobec państwa i władzy" . Po wiekach powoływali się
nań antysemi ci i naziści. A "teologiczny ąntyjudaizm Lutra
zapadł głęboko w świadomość protestancką. Stanowił rezerwuar argumentów
i mitów". Czerpali zeń chłopi imieszczanie XVI w., a w 1938
r. po "nocy kryształowej" luterański biskup Martin Sasse
pisał, że w Niemczech została oto złamana potęga Żydów "i tym
samym pobłogosławiona przez Boga walka Hitlera ukoronowana została
pełnym uwolnieniem naszego narodu" .
Przemiany epoki oświecenia przyniosły ustawowe równouprawni eni
umożliwiając i niemieckim Żydom wyjcie z getta i włączenie się w
niedostępne dotąd dziedziny życia: gospodarkę, kulturę, naukę. Część
z nich przyjmowała chrzest. Dla Żydów był to - jak powiedział po
swoim i rok wcześniejszym chrzcie Karola Marksa Heinrich Heine -
"bilet wstępu do społeczeństwa europejskiego". Nadzieje
wiązane z emancypacją okazać się miały z czasem złudne dla Żydowskich
beneficjentów rewolucji przemysłowej. Przyniosła ona gospodarczy
rozwój, ale i wielkie zróżnicowanie społeczne. Żydzi, których wielowiekowe
ograniczenia nauczyły przedsiębiorczości, zwłaszcza w handlu, byli
w .tanie skorzystać z dobrodziejstw epoki lepiej od innych. Ci,
którym kapitalizm więcej zabrał niż dał, zbiedniałe masy, swe frustracje
i zazdrość obrócili we wspólną wrogość wobec "odmiennego wiata
Żydów, który według wszelkich wyobrażeń winien być dawno skazanyna
nicość, gdy tymczasem kwitł i rozwijał się". świat ten odstawał
i od nowej świadomości etnicznej Niemców, gdy po klęskach doznanych
ze strony napoleońskiej Francji, watmosferze romantycznych marzeń
i twardej pruskiej hegemonii, dosze dł do głosu nacjonalizm. Do
tego, podobnie jak w innych krajach rywalizujących o kolonie, pojawiła
się pseudonaukowa frazeologia cywilizacyjną rasistowska, głosząca
wyższość imisję białego człowieka. W miejsce dawnego antyjudaizmu,
żerującego na religii, rósł antysemityzm - ideologia, która stała
się sztandarem różnych organizacji i szukających wyborców partii,
odwołujących się do haseł antykapitalistycznych, ksenofobii i rasizmu.
Gdyby ktokolwiek był w stanie przewidzieć dokąd za kilkanaście
lat doprowadzi Niemców ich antysemityzm, tolerowany lub bagateliz
wany, a w pewnym zakresie i popierany przez katolickich hierarchów,
a zwłaszcza protestanckie instancje kościelne, to taką futurologię
uznano by zapewne za uwłaczanie, histerię czy katastrofizm. A katastrofa
nadciągała rzeczywiście.
"Zdecydowana większość instytucjonalnego Kościoła odcinała
się od nowego fenomenu, jakim był rasistowsko zabarwiony antysemityzm".
Akcentowali odmienność religijną, przeciwstawiając się przekonaniu
o nieuchronności walki klas czy ras. Antyżydowskie jednak stereotypy
nie różniły się zbytnio a rasistowskiej w końcu
proweniencji racje mające dowodzić niższej - kulturowo, charakterologicznie,
moralnie - wartości Żydów przenikały i do argumentacji i języka
używanego w prasie katolickiej. Niezmienność wstrętnej natury Żydowskiej
rasiści uzasadniali biologią, a pobożni kato licy przekleństwem
Boskim. "Obie grupy negowały sens i trwałość Żydowskich konwersji"
/do I wojny światowej 5 tys. Żydów niemieckich zostało katolikami,
a 15 tys. - protestantami/. Cel kanonicz nego separatyzmu i antysemickich
bojkotów był ten sam - społeczna izolacja żyd6w. Wspólny kanon antyżydowskich
wystąpień zaczynał się często od: "nie jestem antysemitą, ale'.'..
Potępianie przez katolików rasistowskiej etykietlti wrogości do
żydów usypiało ich czujność wobec społecznych skutków własnego,
jakoby lepszego, bo uzasadnianego religią ich piętnowania.
Zresztą, przykład szedł i z wysoka. Rzymska "Civilta Ca ttolica"
, wydawana przez jezuitów pod ścisłą kontrolą papieską, w 188O r.
przeprowadziła w 36 artykułach kampanię, której myśl przewodnią
stanowiło twierdzenie, że religia żydów zobowiązuje ich do nienawici
wobec nie-Żydów, co powoduje odwzajemnienie tego uczucia.
u chrześcijan lżejsza rodzima wersja tego myślenia brzmi: nie
ma u nas antysemityzmu, lecz tylko obronna reakcja wobec antypolonizmu.
Mimo ostrzeżeń Watykanu świat "wypuścił żydów z gett",
a stąd "ich rozpanoszenie, zagrożenie religii, społeczne niezadowolenie
i zakłócenie harmonii społecznej oraz bezpieczeństwa gospodarczego"
. Wniosek brzmiał: ograniczyć prawa żydów, bo - jak pisał autor
wielu tekstów tej serii - "ten obcy naród, jeśli ma za wiele
wolności, staje się natychmiast przeladowcą, wyzyskiwaczem, tyranem,
złodziejem i niszczycielem kraju, w którym żyje". Pod koniec
XIX w. ożyły w Niemczech legendy o żydowskichmordach rytualnych,
wywołując - podobnie jaki w Rosji i Austro-Węgrzech - pogromy.
Protestantyzm nie stanowił takiego monolitu, jak katolicyzm, również
w traktowaniu żydów. Ten pluralizm i indywidualizm stanowił szansę
i zagrożenie. Wpływowy ewangelicki myśliciel Fryderyk Schleiermacher
uznał religię żydowską za martwą, a Kant, chociał wypowiadał się
za wolnością religi i, dowodził iż judaizm to nie religia, a zbiór
praw bez zobowiązań moralnych. Inni teologowie podkreślali związek
Izraela z historią chrześcijaństwa. Poglądy niektórych środowisk
protestanckich wyniósł na scenę polityczną kaznodzieja katedralny
i założyciel Chrześcijańsko-Społecznej Partii Pracy /1878/ Adolf
Stoecker, zręczny demagog, który czuł się misjonarzem i trybunem
ludowym. W kazaniach i przemówieniach wszędzie dostrzegał wrogów,
naczele z żydem. Obwiniał ich za demokrację, ekstremalny kapitalizm
i nędzę miast, którą przeciwstawiał demonizowanej potędze finansowej
żydów. Łącząc antysemityzm z nacjonalizmem walczył z "zażydzeniem"
Niemiec. Ewangelicki teologMichael Baumgarten uważał aktywność niezwykle
popularnego Stoeckera za "przejaw najdzikszego barbarzyństwa
i wstyd dla chrześcijaństwa. Przestrzegał proroczo przed eskalacją
gwałtu nawrót wobec żydów", co zapowiada obrzydliwości ich
średniowiecznych masakr. Odgłos wrzawy starych namiętności już słychać
"za żelazną bramą, kiedy jednak przeniknie ją, będzie krwawa
łaźnia. To wszystko ma piękną nazWę, nazywa się germańskie, a nawet
chrzecijańskie, ale przecież dawni mordercy żydów" też nosili
krzyże. Sam Stoecker na pewno zagłady żydów nie chciał, ani jej
nie przewidywał. Pośmiertnie, już w okresie międzywojennym, uznano
go w Niemczech za "proroka nowych czas ów " i wykorzystano
w państwowej już i śmiercionośnej propagandzie antyżydowskiej. Ten
Adolf - jak powiedział o nim jeden z badaczy - "był niezamierzenie
jednym z tych, którzy utorowali d rogę d o A uschwitz".
Wtórowało mu wielu. Zbyt wielu chrześcijan obu wyznań, by poprzez
nienawistny jazgot cytujących się wzajem gazet i gazetek parafialnych
oraz wtórujące im głosy z ambon, mogły się przebić i wpłynąć skutecznie
na zmianę kolektywnych emocji, odważne słowa protestu wypowiadane
w imię Ewangelii, człowieczeństwa i elementarnej przyzwoitości.
Nazizm i jego polityka okazały się możliwe oportunizmu , i skuteczne
dzięki upowszechnieniu poglądów czy - tych, "kto rzy poprzez
dopasowanie się do politycznych rygorów rzeczywistoci oraz swą bierną
postawę, niekiedy gorliwe, wyprzedzające posłuszeństwo wobec zwierzchności,
zawiedli oczekiwania ofiar".
Po 1933 r. dokonywane z coraz bardziej otwartym poparciem NSDAP
napaści na żydów i rosnące okrucieństwo aparatu państwowego wobec
nich, stało się także trudnym sprawdzianem jakości chrzecijaństwa
samych Kościołów niemieckich. Niejeden z ogłaszanych żydom w Trzeciej
Rzeszy nakazów i zakazów przypominał zresztą te /Autorka zestawia
ich 161, jakie ustanawiał ongiś Kościół.
Po zarządzeniu bojkotu sklepów żydowskich przez europejskie stolice
i USA przeszła fala oburzenia. Kościoły niemieckie zareagowały protestami
przeciw wtrącaniu się zagranicy w sprawy ich państwa i jego uprawnień.
Gdy sami żydzi niemieccy prosili o interwencję duchowieństwa, kierownicze
gremia protestanckie wstrzymały się z zajęciem oficjalnego stanowiska,
a wrocławski kardynał Bertram oświadczył, że jest to walka gospodarcza,
"która nie dotyczybliSkiCh kręgów interesów Kościoła".
Część księży oburzał oportunizm hierarchów, a ogół zdezorientowanego
kleru czekał na wskazówki od swych pasterzy.
Nakaz wykluczenia z urzędów obywateli niearyjskich /1933/ był
poważnym wyzwaniem dla Kościołów, gdyż kwestionował istotę chrztu.
Ten aryjski paragraf podzielił Kociół ewangelicki: jedno skrzydło
IBekennende Kirche/ sprzeciwiało się możliwości wykluczania z Kocioła
ochrzczonych żydów i żądało obrony dla pozostałych. Inne ugrupowania
były za dopasowaniem się do nowej sytuacji. Katoliccy biskupi zaprotestowali
przeciwko aryjskiemu paragrafowi dość ogólnikowo, zapewniając przy
tym o swej lojalności wobec państwa. W sumie interwencji biskupów
w sprawie żydów było niewiele, a dotyczyłyone tylko żydów ochrzczonych.
"Oficjalne protesty nie zmieniły w niczym ani polityki wobec
Kościołów, ani tym bardziej wobec żydów, Przeciwnie,wniektórych
przypadkach doprowadziły do zaostrzenia eksterminacyjnych działań
Rzeszy. Zawiedli jednak przede wszystkim ludzie i to bez względuna
to, czy nosili sutannę, czy nie. Zawiodło społeczeństwo niemieckie,
jak również społeczność międzynarodowa.Bezprzykładność terroru hitlerowskiego,
który prze rósł możliwości ludzkiej wyobraźni, niewiedza, egzystencjalny
lęk, a także zakorzeniony antyjudaizm kazały się odwrócić plecami
od prowadzonych na śmierć żydów" .
Encyklika Piusa n z 1937 r. "Mit brennender Sorge" niechcący,
zaostrzyła wewnątrzkościelny konflikt w Niemczech. "Gotowi
do kompromisu duchowni ucichli do końca wojny. Nieliczni doszli
do wniosku, iż dalsza droga kompromisu z państwem hitlerowskim jest
drogą do nikąd i zdecydowali się na otwartą walkę. co musiało się
dla nich skończyć tragicznie. Ustąpienie pola reżimowi oznaczało
całkowitą rezygnację z wpływu na politykę wobec żydów't skazanych
na śmierć. "Jeśli dotąd nie uczyniono istotnych kroków w ich
obronie. po 19.38 r. było to już z obiektywnych względów. bez narażania
własnego życia, niemal niemożliwe. Społeczność Kościołów, poza nielicznymi
wyjątkami, pogrążyła się we współczuciu nad samą sobą. Lojalność
wobec władzy wielu czyniła ślepymi, strach paraliżował działania".
Wśród katolickich hierarchów, zwłaszcza starszej generacji, przeważało
przekonanie, że prawa łamać nie należy, a Kościół nie powinien być
kontrolną instancją państwa. Tak uważał cieszący się uznaniem kardynał
Adolf Bertram. Młodszy o jedno pokolenie biskup Konrad von Preysing
był za jawnym protestem przeciw dyskryminacji żydów. "Która
postawa okazała się skuteczniejsza? Na to pytanie nie ma jednoznacznej
odpowiedzi".
Pojedynczy księża obu wyznań, ryzykując wiele, modlili się za
żydów. Odważne głosY tych duchownych będą po wojnie skwapliwie cytowane
nie tylko przez władze obu Kościołów. Bowiem "każda pamięć
dokonuje selekcji. Nadmiar pamięci o własnym bohaterstwie i niedos.
tatek pamięci o upadkach i słabościach stanowi naturalną skłonność
jednostek i narodów.
Książkę, której kompetencję, panowanie nad morzem informacji,
wyważone sądy i klarowność narracji tylko w skromnym stopniu jest
w stanie oddać obfitość powyższych cytatów, kończy rozdział: "Czas
refleksji: po 1945". Zaczęło się od liczenia własnych strat
kocielnych, pilnego gromadzenia dokumentacji o oporze duchownych
przeciw narodowo-socjalistycznym rządom, wyrazów współczucia dla
wiernych, dotkniętych skutkami wojny. W korespondencji biskupów
własną martyrologię zrównywano często z martyrologią Zydów"...
KS. JAN KRACIK, ur. 1941, prof. dr hab., historyk Kościoła, wykładowca
PAT. Ostatnio wydał Relikwie (2002).
Możesz skomentować ten artykuł.
Kliknij tutaj.
POCZĄTEK
STRONY |