Kościół - mój dom
Trzy miłości
Janusz Poniewierski
W homilii bp Bronisław
Dembowski wskazał
na "trzy wielkie miłości" Stefana Swieżawskiego:
rodzinę, szukanie prawdy i miłość do Kościoła.
(KAI, relacja z pogrzebu prof. Stefana Swieżawskiego)
I
Stefan
Swieżawski poznał młodszą od siebie o pięć lat Marię Stadnicką w
grudniu 1932 roku w Poznaniu. On był wówczas świeżo upieczonym doktorem
filozofii, ona - studentką Wyższej Szkoły Społecznej. Oboje zwrócili
na siebie uwagę, choć ani ona, ani on nie przeczuwali jeszcze, że
jest to najważniejsze spotkanie w ich życiu.
Po latach
Profesor powie, że nie istnieje coś takiego jak przypadek. To działanie
Opatrzności: "Oto z dwóch odległych zakątków Polski (...) wyjechały
do dalekiego Poznania dwie istoty, które nic o sobie nie wiedziały,
a które w tym pięknym mieście miały się poznać, aby się wkrótce
połączyć na zawsze".
Spotkali
się po raz pierwszy 7 grudnia 1932, a już w styczniu - żyć bez siebie
nie mogli. 20 stycznia 1933 roku Swieżawski oświadczył się pannie
Marii Stadnickiej - i został przyjęty. Ich ślub odbył się 1 lipca
1933 roku.
Przeżyli
razem ponad 70 lat. 1 lipca 2003, po Mszy św. odprawionej z okazji
jubileuszu, Profesor powiedział do zgromadzonych gości: "Szczytem
miłości jest przyjaźń. Ja największej przyjaźni doświadczyłem siedemdziesiąt
lat temu, kiedy spotkałem się z moją żoną".
Byli małżeństwem
niezwyczajnym - od początku starali się budować wspólnotę: "W naszym
życiu małżeńskim ciągle ze sobą rozmawialiśmy, nawet się z nas śmiali
nasi bliscy czy znajomi. Otóż, dlatego bardzo dużo ze sobą rozmawialiśmy,
ponieważ wszystkie sprawy (...) określaliśmy razem. To były zawsze
wspólne decyzje". Przyjaciel rodziny bp Bronisław Dembowski tylko
raz widział płacz Stefana Swieżawskiego: kiedy jego ukochana Maryś
zapadła w śpiączkę, straciła kontakt z rzeczywistością.
Oczywiście,
w przeszłości przydarzały im się konflikty i nieporozumienia, zwłaszcza
w sprawach dotyczących wychowania dzieci ("Nie umiałem wychowywać"
- powie po latach prof. Swieżawski. - "Czasem mam wyrzuty sumienia,
że za mało zajmowałem się dziećmi. (...) To wszystko spadło na żonę.
O wiele więcej czasu poświęcałem swoim uczniom"). Konflikty może
i gwałtowne, i pełne emocji, ale nie za długie: "Przed zachodem
słońca było po awanturze. Przepraszaliśmy się wzajemnie, widząc,
że każde z nas coś przeskrobało".
Nie mieli
przed sobą tajemnic. Ich zdaniem",małżonkowie powinni wszystko
o sobie wiedzieć, nawet o bardzo trudnych sprawach". Podejrzewam,
że Profesor rozmawiał z żoną także o... filozofii XV wieku. Byłoby
to całkowicie zgodne z jego dewizą życiową: Contemplata aliis tradere
("przekazywać innym owoce kontemplacji"). I z pojmowaniem małżeństwa,
które ma być solidarnym "niesieniem brzemion" i wspólną wędrówką
ku świętości.
W dniu
zaręczyn Maryś Stadnicka zgodziła się zostać żoną Stefana",stawiając
jeden warunek, abyśmy naszą rodzinę poświęcili Najświętszemu Sercu
Pana Jezusa. Warunek ten naturalnie przyjąłem z radością" - pisał
w swych pamiętnikach prof. Swieżawski. A potem był Trzeci Zakon
Dominikański i duchowa bliskość ze wspólnotami brata Karola de Foucauld.
I decyzja, że ich rodzina (a więc także dzieci) powinna mieć stały,
niemal codzienny kontakt z pobożnymi księżmi.
Już na
początku swojego małżeństwa postanowili żyć "po swojemu", niezależnie
od rodziców i teściów. Wtedy (lata 30. XX wieku) - w dodatku w tym
środowisku (arystokraci Stadniccy, ziemianie Swieżawscy) - to była
rewolucja. Takich "rewolucji" było w ich życiu więcej: na przykład
likwidacja pod koniec życia warszawskiego mieszkania przy ulicy
Wiślanej i - wbrew porzekadłu, że "starych drzew się nie przesadza"
- przeprowadzka do ośrodka "Tabita" w Konstancinie. Do domu opieki
prowadzonego w dodatku przez protestantów! I rozdanie całego swego
dobytku córkom i wnukom. "Z niekłamaną radością mówili o tym zrealizowanym
za życia testamencie - pisał w "Tygodniku Powszechnym" ks. Adam
Boniecki. - To był akt ťogołoceniaŤ, o który na stare lata nie zawsze
łatwo".
Maria
Swieżawska zmarła jesienią 2003 roku. Stefan żył tylko kilka miesięcy
dłużej. Dobrze im było ze sobą. Kiedy spoglądam na te siedemdziesiąt
lat, które razem przeżyli, lepiej rozumiem, czym jest sakrament
małżeństwa.
II.
Stefan Swieżawski był filozofem, a to przecież oznacza "miłośnika
mądrości".
Przez całe życie szukał prawdy i była to dla niego sprawa śmiertelnie
poważna. Bardzo się denerwował, kiedy ktoś "bawił się" filozofią.
Bo filozofia - powiadał - to szkoła kontemplacji przyrodzonej (zdziwienia
i zachwytu nad tym, co jest), która stanowi początek drogi do Boga.
Dlatego tak cenił filozofię klasyczną (starożytną i średniowieczną),
a filozofia bez kontemplacji była dlań "zdradą"",drętwą mową",
czymś odpychającym.
Profesor lubił cytować XV-wiecznego myśliciela Pico della Mirandolę:
"Philosophia querit, theologia invenit, religio tenet" ("Filozofia
szuka, teologia znajduje, religia bierze w posiadanie"). I komentował:
"Istotą filozofii jest pytanie. Właściwie filozofia nigdy nie daje
ostatecznej odpowiedzi, ona ťotwiera oknaŤ. (...) Filozofia dobrze
uprawiana, czyli kontemplacyjna, ťotwiera ludziom oczy i uszyŤ.
Przygotowuje ich na przyjęcie przesłania ewangelicznego".
Swieżawski znał granice filozofii i nie zamierzał jej zastępować
teologią, ale było dlań rzeczą oczywistą, że i w filozofii (tej
klasycznej, rzecz jasna) chodzi w gruncie rzeczy o Boga: "Metafizyka
jest od początku teologią. Każde głębokie wniknięcie w problematykę
metafizyczną (...) dotyka Boga - i nie może nie dotykać, bo dotyka
ostatecznego źródła...". "Jeżeli w ogóle się zastanawiamy nad ostateczną
przyczyną rzeczywistości, to już przez to samo myślimy o Bogu, chociaż
Go tak jeszcze nie nazywamy".
Szukał więc i pytał: o Byt, Dobro, Prawdę i Piękno. I potrafił
bronić swojego prawa do zadawania tych pytań! Ale kiedy stawał przed
Bogiem - Tym, Który Jest" (Miłością) - był gotów, tak jak Tomasz
z Akwinu, odrzucić te dociekania i wszystkie swoje dzieła niczym
słomę.
III.
Stefan Swieżawski czuł się "obywatelem Kościoła".
Kiedy kilka lat temu na tych łamach pytano go, dlaczego kocha
Kościół, mówił: "To niewyobrażalnie wspaniałe dzieło Ducha Świętego,
tworzone przez niezliczone pokolenia i kultury (...). Porównuję
go czasem do cudownej tkaniny, którą Duch tka w ciągu wieków. Jej
tworzywem są święci - Kościół jest utkany ze świętych". I opowiadał
o ewangelicznej perle: "Kiedy człowiek ją znajdzie, zaczyna jej
pragnąć, a wtedy porzuca wszystko, sprzedaje to, co miał, żeby tylko
ją kupić". Tą perłą, najcenniejszym skarbem, był dla niego Chrystusowy
Kościół.
Głęboko przeżył Sobór - był zresztą jego uczestnikiem (świeckim
audytorem) i razem z Guittonem i Maritainem odbierał z rąk Pawła
VI soborowe orędzie do intelektualistów. Dzięki lekturze konstytucji
Lumen gentium (o Kościele) i Gaudium et spes (o Kościele w świecie
współczesnym) odkrył istotne znamiona Kościoła, który powinien być:
wspólnotowy, służebny i otwarty.
I stał się tego Kościoła prorokiem. Nie wahał się mówić mu gorzkiej
prawdy:
Pełnej realizacji soborowych postanowień w polskim Kościele zagraża
klerykalizm, brak tolerancji, bogactwo, władztwo. Przecież proboszcz
jest wciąż jeszcze w większości parafii "władcą", a nie sługą
swoich parafian, to on o wszystkim decyduje! Kościołowi w Polsce
brak prawdziwej ekumenii, istnieją nacjonalistyczne środowiska,
w których głęboko zakorzeniona jest mentalność antysemicka.
Bywał krytyczny nawet wobec własnego środowiska (polemika z tomizmem
pojmowanym jako ideologia). To, oczywiście, wywoływało rozmaite
reakcje - łącznie z zarzutem (sformułowanym tuż po Soborze przez
prymasa Wyszyńskiego), że jego poglądy są "niezgodne z linią Kościoła
katolickiego w Polsce i z polską racją stanu". Ale najbardziej wstrząsająca
była dla mnie wiadomość, że ani jedna (!) uczelnia katolicka nie
zdobyła się na przyznanie mu doktoratu honoris causa. Musiało go
to boleć, ale - z drugiej strony - był świadom, że ma "drogocenną
perłę", a w porównaniu z nią, powtarzał za autorem Księgi Mądrości,
wszystko jest "garścią piasku" i "błotem".
IV.
Trzy wielkie miłości Stefana Swieżawskiego: rodzina, szukanie
prawdy i Kościół. A może... cztery miłości? Albo jedna? Bo przecież
i w poszukiwaniu przezeń prawdy, i w więzi z Kościołem, a nawet
w jego miłości do Żony - jako Ten Trzeci - był (jest!) obecny Pan
Bóg.
W czasie pogrzebu Profesora rozdawano obrazki z modlitwą "małego
brata" Karola de Foucauld, odmawianą codziennie przez Marię i Stefana
Swieżawskich:
...W ręce Twoje oddaję ducha mojego,
bo kocham Cię całym sercem,
i z ufnością oddaję Ci się bez reszty,
bo jesteś naszym Ojcem.
JANUSZ PONIEWIERSKI, ur. 1958, członek redakcji "Znaku", w latach
1993-1997 kierownik działu religijnego "Tygodnika Powszechnego",
autor książek: Pontyfikat (1999; II wyd. 2003) i Kwiatki
Jana Pawła II (2002).
POCZĄTEK
STRONY |