Strona główna Miesięcznika ZNAK

 SIW ZNAK

 E-MAIL

 

LIPIEC - SIERPIEŃ 2004, NUMERY 590 - 591

Strona główna

Terroryzm - efekt domina


Lista mailingowa
Jeżeli chcesz otrzymywać aktualne informacje o nowościach w miesięczniku ZNAK i wydarzeniach organizowanych przez SIW Znak wpisz swój e-mail.

 

Kościół - mój dom

Trzy miłości

Janusz Poniewierski

W homilii bp Bronisław Dembowski wskazał
na "trzy wielkie miłości" Stefana Swieżawskiego:
rodzinę, szukanie prawdy i miłość do Kościoła.

(KAI, relacja z pogrzebu prof. Stefana Swieżawskiego)

I

Stefan Swieżawski poznał młodszą od siebie o pięć lat Marię Stadnicką w grudniu 1932 roku w Poznaniu. On był wówczas świeżo upieczonym doktorem filozofii, ona - studentką Wyższej Szkoły Społecznej. Oboje zwrócili na siebie uwagę, choć ani ona, ani on nie przeczuwali jeszcze, że jest to najważniejsze spotkanie w ich życiu.

Po latach Profesor powie, że nie istnieje coś takiego jak przypadek. To działanie Opatrzności: "Oto z dwóch odległych zakątków Polski (...) wyjechały do dalekiego Poznania dwie istoty, które nic o sobie nie wiedziały, a które w tym pięknym mieście miały się poznać, aby się wkrótce połączyć na zawsze".

Spotkali się po raz pierwszy 7 grudnia 1932, a już w styczniu - żyć bez siebie nie mogli. 20 stycznia 1933 roku Swieżawski oświadczył się pannie Marii Stadnickiej - i został przyjęty. Ich ślub odbył się 1 lipca 1933 roku.

Przeżyli razem ponad 70 lat. 1 lipca 2003, po Mszy św. odprawionej z okazji jubileuszu, Profesor powiedział do zgromadzonych gości: "Szczytem miłości jest przyjaźń. Ja największej przyjaźni doświadczyłem siedemdziesiąt lat temu, kiedy spotkałem się z moją żoną".

Byli małżeństwem niezwyczajnym - od początku starali się budować wspólnotę: "W naszym życiu małżeńskim ciągle ze sobą rozmawialiśmy, nawet się z nas śmiali nasi bliscy czy znajomi. Otóż, dlatego bardzo dużo ze sobą rozmawialiśmy, ponieważ wszystkie sprawy (...) określaliśmy razem. To były zawsze wspólne decyzje". Przyjaciel rodziny bp Bronisław Dembowski tylko raz widział płacz Stefana Swieżawskiego: kiedy jego ukochana Maryś zapadła w śpiączkę, straciła kontakt z rzeczywistością.

Oczywiście, w przeszłości przydarzały im się konflikty i nieporozumienia, zwłaszcza w sprawach dotyczących wychowania dzieci ("Nie umiałem wychowywać" - powie po latach prof. Swieżawski. - "Czasem mam wyrzuty sumienia, że za mało zajmowałem się dziećmi. (...) To wszystko spadło na żonę. O wiele więcej czasu poświęcałem swoim uczniom"). Konflikty może i gwałtowne, i pełne emocji, ale nie za długie: "Przed zachodem słońca było po awanturze. Przepraszaliśmy się wzajemnie, widząc, że każde z nas coś przeskrobało".

Nie mieli przed sobą tajemnic. Ich zdaniem",małżonkowie powinni wszystko o sobie wiedzieć, nawet o bardzo trudnych sprawach". Podejrzewam, że Profesor rozmawiał z żoną także o... filozofii XV wieku. Byłoby to całkowicie zgodne z jego dewizą życiową: Contemplata aliis tradere ("przekazywać innym owoce kontemplacji"). I z pojmowaniem małżeństwa, które ma być solidarnym "niesieniem brzemion" i wspólną wędrówką ku świętości.

W dniu zaręczyn Maryś Stadnicka zgodziła się zostać żoną Stefana",stawiając jeden warunek, abyśmy naszą rodzinę poświęcili Najświętszemu Sercu Pana Jezusa. Warunek ten naturalnie przyjąłem z radością" - pisał w swych pamiętnikach prof. Swieżawski. A potem był Trzeci Zakon Dominikański i duchowa bliskość ze wspólnotami brata Karola de Foucauld. I decyzja, że ich rodzina (a więc także dzieci) powinna mieć stały, niemal codzienny kontakt z pobożnymi księżmi.

Już na początku swojego małżeństwa postanowili żyć "po swojemu", niezależnie od rodziców i teściów. Wtedy (lata 30. XX wieku) - w dodatku w tym środowisku (arystokraci Stadniccy, ziemianie Swieżawscy) - to była rewolucja. Takich "rewolucji" było w ich życiu więcej: na przykład likwidacja pod koniec życia warszawskiego mieszkania przy ulicy Wiślanej i - wbrew porzekadłu, że "starych drzew się nie przesadza" - przeprowadzka do ośrodka "Tabita" w Konstancinie. Do domu opieki prowadzonego w dodatku przez protestantów! I rozdanie całego swego dobytku córkom i wnukom. "Z niekłamaną radością mówili o tym zrealizowanym za życia testamencie - pisał w "Tygodniku Powszechnym" ks. Adam Boniecki. - To był akt ťogołoceniaŤ, o który na stare lata nie zawsze łatwo".

Maria Swieżawska zmarła jesienią 2003 roku. Stefan żył tylko kilka miesięcy dłużej. Dobrze im było ze sobą. Kiedy spoglądam na te siedemdziesiąt lat, które razem przeżyli, lepiej rozumiem, czym jest sakrament małżeństwa.

II.

Stefan Swieżawski był filozofem, a to przecież oznacza "miłośnika mądrości".

Przez całe życie szukał prawdy i była to dla niego sprawa śmiertelnie poważna. Bardzo się denerwował, kiedy ktoś "bawił się" filozofią. Bo filozofia - powiadał - to szkoła kontemplacji przyrodzonej (zdziwienia i zachwytu nad tym, co jest), która stanowi początek drogi do Boga. Dlatego tak cenił filozofię klasyczną (starożytną i średniowieczną), a filozofia bez kontemplacji była dlań "zdradą"",drętwą mową", czymś odpychającym.

Profesor lubił cytować XV-wiecznego myśliciela Pico della Mirandolę: "Philosophia querit, theologia invenit, religio tenet" ("Filozofia szuka, teologia znajduje, religia bierze w posiadanie"). I komentował: "Istotą filozofii jest pytanie. Właściwie filozofia nigdy nie daje ostatecznej odpowiedzi, ona ťotwiera oknaŤ. (...) Filozofia dobrze uprawiana, czyli kontemplacyjna, ťotwiera ludziom oczy i uszyŤ. Przygotowuje ich na przyjęcie przesłania ewangelicznego".

Swieżawski znał granice filozofii i nie zamierzał jej zastępować teologią, ale było dlań rzeczą oczywistą, że i w filozofii (tej klasycznej, rzecz jasna) chodzi w gruncie rzeczy o Boga: "Metafizyka jest od początku teologią. Każde głębokie wniknięcie w problematykę metafizyczną (...) dotyka Boga - i nie może nie dotykać, bo dotyka ostatecznego źródła...". "Jeżeli w ogóle się zastanawiamy nad ostateczną przyczyną rzeczywistości, to już przez to samo myślimy o Bogu, chociaż Go tak jeszcze nie nazywamy".

Szukał więc i pytał: o Byt, Dobro, Prawdę i Piękno. I potrafił bronić swojego prawa do zadawania tych pytań! Ale kiedy stawał przed Bogiem - Tym, „Który Jest" (Miłością) - był gotów, tak jak Tomasz z Akwinu, odrzucić te dociekania i wszystkie swoje dzieła niczym słomę.

III.

Stefan Swieżawski czuł się "obywatelem Kościoła".

Kiedy kilka lat temu na tych łamach pytano go, dlaczego kocha Kościół, mówił: "To niewyobrażalnie wspaniałe dzieło Ducha Świętego, tworzone przez niezliczone pokolenia i kultury (...). Porównuję go czasem do cudownej tkaniny, którą Duch tka w ciągu wieków. Jej tworzywem są święci - Kościół jest utkany ze świętych". I opowiadał o ewangelicznej perle: "Kiedy człowiek ją znajdzie, zaczyna jej pragnąć, a wtedy porzuca wszystko, sprzedaje to, co miał, żeby tylko ją kupić". Tą perłą, najcenniejszym skarbem, był dla niego Chrystusowy Kościół.

Głęboko przeżył Sobór - był zresztą jego uczestnikiem (świeckim audytorem) i razem z Guittonem i Maritainem odbierał z rąk Pawła VI soborowe orędzie do intelektualistów. Dzięki lekturze konstytucji Lumen gentium (o Kościele) i Gaudium et spes (o Kościele w świecie współczesnym) odkrył istotne znamiona Kościoła, który powinien być: wspólnotowy, służebny i otwarty.

I stał się tego Kościoła prorokiem. Nie wahał się mówić mu gorzkiej prawdy:

Pełnej realizacji soborowych postanowień w polskim Kościele zagraża klerykalizm, brak tolerancji, bogactwo, władztwo. Przecież proboszcz jest wciąż jeszcze w większości parafii "władcą", a nie sługą swoich parafian, to on o wszystkim decyduje! Kościołowi w Polsce brak prawdziwej ekumenii, istnieją nacjonalistyczne środowiska, w których głęboko zakorzeniona jest mentalność antysemicka.

Bywał krytyczny nawet wobec własnego środowiska (polemika z tomizmem pojmowanym jako ideologia). To, oczywiście, wywoływało rozmaite reakcje - łącznie z zarzutem (sformułowanym tuż po Soborze przez prymasa Wyszyńskiego), że jego poglądy są "niezgodne z linią Kościoła katolickiego w Polsce i z polską racją stanu". Ale najbardziej wstrząsająca była dla mnie wiadomość, że ani jedna (!) uczelnia katolicka nie zdobyła się na przyznanie mu doktoratu honoris causa. Musiało go to boleć, ale - z drugiej strony - był świadom, że ma "drogocenną perłę", a w porównaniu z nią, powtarzał za autorem Księgi Mądrości, wszystko jest "garścią piasku" i "błotem".

IV.

Trzy wielkie miłości Stefana Swieżawskiego: rodzina, szukanie prawdy i Kościół. A może... cztery miłości? Albo jedna? Bo przecież i w poszukiwaniu przezeń prawdy, i w więzi z Kościołem, a nawet w jego miłości do Żony - jako Ten Trzeci - był (jest!) obecny Pan Bóg.

W czasie pogrzebu Profesora rozdawano obrazki z modlitwą "małego brata" Karola de Foucauld, odmawianą codziennie przez Marię i Stefana Swieżawskich:

...W ręce Twoje oddaję ducha mojego,
bo kocham Cię całym sercem,
i z ufnością oddaję Ci się bez reszty,
bo jesteś naszym Ojcem.

JANUSZ PONIEWIERSKI, ur. 1958, członek redakcji "Znaku", w latach 1993-1997 kierownik działu religijnego "Tygodnika Powszechnego", autor książek: Pontyfikat (1999; II wyd. 2003) i Kwiatki Jana Pawła II (2002).

 

 

POCZĄTEK STRONY

Szukaj na stronach Wydawnictwa ZNAK


 

 

 

 

 

 

 

 


SIW ZNAK

E-Mail

Redakcja

Archiwum

Wydarzenia

Prenumerata

Aktualny numer

Bibliografia

© Copyright by Społeczny Instytut Wydawniczy ZNAK
Strona wykonana przez Akrateia Inc.