Strona główna Miesięcznika ZNAK

 SIW ZNAK

 E-MAIL

 

LISTOPAD 2004, NUMER 594

Strona główna

Kościół ubogi?


Lista mailingowa
Jeżeli chcesz otrzymywać aktualne informacje o nowościach w miesięczniku ZNAK i wydarzeniach organizowanych przez SIW Znak wpisz swój e-mail.

 

Temat miesiąca

 

Kościół ubogi?

Józef Maciejowski


Ubóstwo to, obok czystości i posłuszeństwa, jedna z trzech "rad ewangelicznych". Rady te stanowią odpowiedź wiary na trojaką pokusę, na którą od samego początku - od czasów Adama - wystawiony jest człowiek ("pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia", por. 1 J 2, 16). Do życia zgodnego z radami ewangelicznymi w sposób szczególny zobowiązani są zakonnicy, którzy składają odpowiednie śluby. Ale wezwany jest do niego również każdy chrześcijanin. I cały Kościół. Nie na darmo przecież Jezus - odpowiadając na pytanie, "co należy czynić, aby osiągnąć życie wieczne" - mówi: "...idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim".

Kościół, słuchając tych słów Mistrza, zwracał uwagę zwłaszcza na wezwanie do rozdawania i dobroczynności. Od początku żywa była świadomość, że Kościół ma służyć człowiekowi potrzebującemu, z którym utożsamił się Jezus (na Sądzie Ostatecznym Chrystus powie: "Byłem głodny, a daliście Mi jeść..."). W czasach apostolskich traktowano to bardzo poważnie: wierni "sprzedawali majątki (...) i rozdawali je każdemu według potrzeby" (Dz 2, 45). Rozdawanie jałmużny stało się nawet specjalnym powołaniem (zajmowało się tym siedmiu diakonów - dzięki nim Apostołowie mogli "oddać się wyłącznie modlitwie i posłudze słowa", por. Dz 6, 1-7). Później w Kościele powstaną wyspecjalizowane instytucje niosące pomoc charytatywną (głównie zakony), pojawi się też wielu świętych, którzy w ten sposób odpowiedzą na ewangeliczne wezwanie do miłości (w XX wieku na przykład: św. Brat Albert i bł. Matka Teresa z Kalkuty), a współcześni papieże powiedzą o "opcji Kościoła na rzecz ubogich" (oznacza to, że Kościół czuje się dziś szczególnie powołany do ludzi ubogich).

Kościół, który służy ubogim, sam ma być ubogi - jak sługa. To dlatego w ciągu dziejów tylu jego członków "sprzedawało wszystko (...) i szło za Jezusem". Jak św. Antoni Pustelnik (IV w.). Albo św. Franciszek z Asyżu (XIII w.), o którym mówiono, że poślubił Panią Biedę. Ich życie było dla wspólnoty wierzących świadectwem heroizmu i drogą, którą jednak - jak mówiono - nie może podążać cały Kościół (tę "niemoc" doskonale pokazuje historia zakonu franciszkanów!). "Pojedynczo - rozumowano bowiem - nie powinniście mieć własności, ale wasz zakon, wasz klasztor może ją mieć; to, co posiada wasz klasztor, nie jest przecież waszą własnością (...). Nie mieć żadnej własności nie jest jeszcze doskonałością, lecz mieć własność, duże nawet kapitały, ale używać ich tylko pod posłuszeństwem przełożonych - oto dopiero doskonałość" (tak ten sposób myślenia opisał ks. Jan Zieja w swoim komentarzu do Ewangelii: Przyjdź, Panie! Ewangelia i życie). Tak myślano długo - w zasadzie aż do Vaticanum Secundum. Pod wpływem Soboru niektórzy biskupi pozbywali się swoich drogocennych pektorałów i pierścieni, papież Paweł VI zaś zdjął z głowy tiarę, a pieniądze uzyskane z jej sprzedaży rozdał ubogim. Niemniej już wcześniej w historii chrześcijaństwa zdarzały się precedensy: na przykład Cezary, biskup Arles (VI w.), do odprawiania mszy używał drewnianych naczyń, bo te ze złota sprzedał, żeby wykupić więźniów. Podobnie uczynił św. Jan Chryzostom. To napięcie między bogactwem Kościoła (o którym się mówi, że jest jak kadzidło palone na chwałę Bogu-Królowi wszechświata) a potrzebami ludzi ubogich trwa do dzisiaj. Dość pokazać wspaniałe świątynie budowane obecnie także w Polsce... I to zgorszenie, które wywołuje styl życia niektórych księży...

Historia rozumienia - i realizacji - idei ubóstwa w Kościele jest pełna meandrów (zdarzały się w niej okresy niesłychanego bogactwa - i następujące po nich ruchy heretyckie, odwracające się od świata i odrzucające wszystko, co materialne). Wypływają stąd dla Kościoła liczne wnioski: że bogactwo, koniec końców, nie wychodzi Kościołowi na dobre. Zaś ewangeliczne ubóstwo nie jest żadną ideologią ani celem duchowego rozwoju chrześcijanina - ono jest jedynie narzędziem, które ma go prowadzić do wolności: wolności wyboru Boga. I do miłości.

Namysł nad ubóstwem Kościoła pociąga za sobą wiele pytań: o źródła jego finansowania (i jawność owych finansów), o łączenie ofiar pieniężnych ze sprawowaniem sakramentów, o poziom życia kleru itp. A także o udział pojedynczych księży w rozmaitych aferach finansowych. Odpowiedź na te pytania ma wpływ na obraz Kościoła i jego wiarygodność. W istotny sposób wiąże się również z odpowiedzialnością świeckich za Kościół (do czego zobowiązuje katolików piąte przykazanie kościelne).

W Polsce na temat bogactwa Kościoła krąży wiele mitów, podsycanych nieraz przez niektóre ugrupowania polityczne1 . Rzeczywistość jest jednak bardziej skomplikowana, a prawdziwe bogactwo niektórych ludzi - i struktur! - Kościoła przeplata się biedą, z którą muszą się borykać proboszczowie małych wiejskich parafii.

Wierni szczególnie drażliwie reagują na zachłanność finansową swoich duszpasterzy. To materializm ludzi Kościoła jest główną pożywką dla polskiego antyklerykalizmu. W tym kontekście wciąż aktualne pozostają słowa Papieża wypowiedziane do polskich księży jeszcze w PRL: "Musicie być solidarni z narodem. Stylem życia bliscy przeciętnej, owszem, raczej uboższej rodziny" (Szczecin, 11 czerwca 1987).

JÓZEF MACIEJOWSKI, ur. 1958, teolog-amator, publikował m.in. w "Tygodniku Powszechnym".

 

 

POCZĄTEK STRONY


Znak Młodych

 

 

 

 

 


SIW ZNAK

E-Mail

Redakcja

Archiwum

Wydarzenia

Prenumerata

Aktualny numer

Bibliografia

© Copyright by Społeczny Instytut Wydawniczy ZNAK
Strona wykonana przez Akrateia Inc.