|

TEMATY I REFLEKSJE
Wybrałem wolność, straciłem ojca (fragment)
Z MILOŠEM MILENKOVICIEM, działaczem serbskiej
organizacji „Otpor!”,
rozmawia Joanna Żeber
Jednym z najtrudniejszych problemów w reżimach
niedemokratycznych jest strach. Kiedy
zakładaliśmy „Otpor!”, ludzie nas przestrzegali:
nic nie zmieniajcie, może być tylko gorzej! Skoncentrowani
na fizycznym przetrwaniu, żyli bieżącym
dniem i bali się nawet pomyśleć o przeciwstawieniu
się dyktaturze.
JOANNA ŻEBER: Proces przeciwko Slobodanowi Miloševiciowi trwa.
Od roku 2002 były prezydent Jugosławii uparcie broni się przed trybunałem
ONZ w Hadze. Oskarżony o zbrodnie wojenne, zbrodnie
przeciwko ludzkości i o ludobójstwo, twierdzi, że te zarzuty to „bezwstydne
kłamstwa i podstępne wypaczenie historii”. Z wykształcenia
prawnik, sam prowadzi swoją obronę. Proces przedłuża się ze względu
na zły stan zdrowia oskarżonego. Jednym słowem: Milošević nie
daje za wygraną. Wydaje się nie do zdarcia. A Wam – aktywistom
organizacji młodzieżowej „Otpor!” – udało się pozbawić go prezydentury.
Jak to możliwe? Trudno uwierzyć, że grupa zapaleńców, dwudziestolatków,
doprowadziła do obalenia człowieka, z którym nie mogą
się uporać sędziowie z Hagi.
MILOŠ MILENKOVIĆ: A jednak... Nie mieliśmy innego wyjścia.
Gra toczyła się o wszystko. Po wyborach lokalnych przeprowadzonych w latach 1996–1997 (Milošević usiłował je sfałszować – w odpowiedzi
na to Serbowie zorganizowali demonstracje, które trwały
cztery miesiące) dla studentów zaczęło się piekło. Bo choć Milošević
ostatecznie uznał wyniki wyborów, to jednak siły opozycyjne były
zbyt słabe, żeby doprowadzić do jego obalenia. On za to rozprawił
się z uczestnikami protestów: zlikwidował autonomię uniwersytetów,
pozbył się niewygodnych wykładowców i nakazał relegowanie
aktywnych społecznie studentów.
Co mogliśmy zrobić? W 1998 roku stworzyliśmy organizację
„Otpor!”. Korzystaliśmy z doświadczeń wyniesionych po porażkach
protestów na poziomie lokalnym. W ciągu piętnastu miesięcy udało
nam się zbudować największy ruch obywatelski w historii naszego
kraju. Mieliśmy sto tysięcy aktywistów w 176 miastach i miasteczkach
Serbii. Przy współpracy z organizacjami pozarządowymi przeszkoliliśmy
wielu obserwatorów, którzy później monitorowali wybory
prezydenckie. Naszym największym sukcesem było właśnie zaangażowanie
w kampanię przedwyborczą tysięcy młodych ludzi.
Dzięki temu mogliśmy zorganizować jedną z najlepszych na świecie
przedwyborczych kampanii mobilizacyjnych i motywacyjnych. Zapłaciliśmy
jednak za to niemałą cenę. W ciągu sześciu miesięcy przed
wyborami ponad dwa tysiące naszych działaczy zostało aresztowanych.
Cały czas byliśmy szkalowani przez tajne służby bezpieczeństwa.
Ale to nas nie złamało. Gdy Milošević usiłował sfałszować
wybory 24 września 2000 roku, rozpoczęliśmy akcję nieposłuszeństwa
obywatelskiego. Codziennie ponad pięć tysięcy ludzi demonstrowało
na rzecz wolnych, uczciwych wyborów, aż wreszcie w październiku
2000 roku – gdy fotel prezydencki zajął lider opozycji
Vojislav Koštunica – Milošević się poddał.
Jak udało się Wam zmotywować tylu młodych ludzi, którzy w dzisiejszych
czasach – zwłaszcza w społeczeństwach postkomunistycznych –
stronią od polityki?
Kiedy chce się zyskać przychylność młodych ludzi dla jakiegoś nowego
projektu, trzeba odwołać się do obszarów ich głównych zainteresowań,
na przykład do muzyki. Zorganizowaliśmy koncerty plenerowe z udziałem największych gwiazd serbskiej muzyki rozrywkowej. W przerwach między utworami artyści pytali swoich fanów: „Wiecie, co robimy w dzień wyborów? Głosujemy!”. Tylko tyle. Nie:
na kogo albo przeciwko komu. Wiedzieliśmy, że gdybyśmy zaczęli
mówić o konieczności zmian w kraju czy też o „obywatelskim obowiązku”,
wszyscy by uciekli.
Te koncerty, happeningi, plakaty, gadżety – to wszystko kosztuje. Bez
wsparcia USA, państw Europy Zachodniej i niezależnych fundacji nie
moglibyście przygotować tak świetnej kampanii. Dlaczego Zachód
zaangażował się finansowo w Waszą działalność? Jaki miał w tym interes?
Każde współczesne państwo demokratyczne przeznacza fundusze na
wsparcie organizacji politycznych – zarówno tych o orientacji prorządowej,
jak i opozycyjnej – oraz organizacji pozarządowych. Od
działalności tych struktur zależy przecież jego byt. W Serbii przed
rokiem 2000 państwo wspierało jedynie organizacje prorządowe.
Działalność innych organizacji była systematycznie bojkotowana przez
media państwowe, aż w końcu w ogóle jej zabroniono.
Na szczęście jednak zachodnie demokracje przeznaczają część
swoich funduszy także na rozwój społeczeństwa obywatelskiego
w tych państwach, które nie spełniają demokratycznych wymogów.
I zarówno te wspomagające państwa, jak i fundacje nie chcą niczego
w zamian. Zależy im tylko na rozwoju współczesnych, demokratycznych
systemów w innych krajach.
Więcej na łamach lutowego numeru "Znaku"
Zamów numer
MILOŠ MILENKOVIĆ, ur. 1977, Serb, były działacz opozycyjnej organizacji
„Otpor!”. Studiował ekonomię w Belgradzie; za działalność
opozycyjną relegowany ze studiów (1999). Od 2001 roku prowadzi
szkolenia dla aktywistów organizacji opozycyjnych na Ukrainie, Białorusi,
w Gruzji i Azerbejdżanie (w 2004 r. deportowany z Rosji i Białorusi).
POCZĄTEK STRONY |