|

ZDARZENIA - KSIĄŻKI - LUDZIE
Eros i logos (fragment)
ARKADIUSZ ŻYCHLIŃSKI
Gertrud Heidegger (red.),
"Mein liebes Seelchen!".
Briefe Martin Heideggers an seine Frau Elfriede, 1915-1970,
Deutsche Verlagsanstalt, München 2005, ss. 416
Jeśli - jak powiada Borges - całym swym dziełem człowiek cierpliwie kreśli podobiznę własnej twarzy, to i w obrazie
twarzy można dostrzec zarys dzieła. W wypadku Martina Heideggera w polskich wydawnictwach pokutuje do dziś
reprodukcja fizjonomii z Historii filozofii Władysława Tatarkiewicza . Nie lepiej jest z prezentacją duchowej
sylwetki filozofa. Przetłumaczona przed kilkoma laty biografia Hugona Otta to znakomity przykład rzetelnej
historycznej pracy - usytuowanej na antypodach kryminologiczno-sensacyjnych ustaleń Victora Fariasa - ale książka ta
przynosi szkic do portretu postaci historycznej, nie żywego człowieka. W zapowiedziach PIW-u pojawiła się wzmianka
o przygotowywanym tłumaczeniu najlepszej jak dotąd biografii Heideggera, Mistrza z Niemiec Rüdigera
Safranskiego, książka ta jednak nie trafiła dotychczas na rynek. Także ta biografia wszakże zdążyła się już trochę
postarzeć - w ciągu jedenastu lat, jakie upłynęły od jej pierwszego wydania, opublikowano w Niemczech co najmniej
kilka ważnych tomów korespondencji filozofa ze Schwarzwaldu. Bo akurat Heidegger był prawdziwie namiętnym autorem
listów. W roku 1986 opublikowano ich pierwszy tom, korespondencję z pisarzem Erhartem Kästnerem. Sukcesywnie zaczęły
pojawiać się kolejne książki: w 1989 wydrukowano listy do Elisabeth Blochmann, w 1990 do i od Karla Jaspersa (to
jedyny zbiór listów przetłumaczony na język polski), w 1998 wydano najciekawszą bodaj korespondencję między
Heideggerem a Hannah Arendt. W roku 2000 przyszła kolej na korespondencję z pisarką Immą von Bodmershof, w 2002 z
Heinrichem Rickertem, w 2003 z teologiem Bernhardem Welte, a krótko potem z byłym uczniem Maksem Müllerem. Wreszcie rok 2004
przyniósł tom listów Heideggera do Ludwiga von Fickera. W najbliższych planach wydawniczych znajdują się listy do
Rudolfa Bultmanna, Ernsta Jüngera i Friedricha Georga Jüngera oraz Ottona Pöggelera. Ten edytorski róg obfitości
wiąże się z pewnym niebezpieczeństwem: wiele wydanych tomów to zbiory zwyczajnie nudne, niewnoszące nic nowego do
portretu filozofa. Nie da się tego jednak powiedzieć o ostatnim wyborze listów, jaki ukazał się w Niemczech we
wrześniu 2005 roku, czyli o listach Heideggera do żony - Elfridy. Ich lektura pozwala się zbliżyć do
niezafałszowanej sylwetki filozofa w jego prywatności.
Całość rozpoczyna się niby romantyczna powieść, w której ważną rolę odegra przekazany wnuczce przez babcię stary
kluczyk do drewnianej skrzyni z listami - po siedemdziesięciu z górą latach milczenia wierny syn filozofa wyznaje z
ulgą, że Martin Heidegger nie jest jego ojcem. W dalszej części przed oczyma zainteresowanego czytelnika rozegra
się dramat zazdrości i zdrady, przewinie się szeroki wachlarz kochanek - nazywanych eufemistycznie przyjaciółkami -
filozofa, a całość zakończy szczęśliwe pojednanie małżonków. Mówiąc tak jednak - a byłaby to tylko półprawda, bo
ta romantyczna opowieść przechodzi naraz w psychologiczny dramat - można by zniechęcić do lektury listów wszystkich
tych, którym akurat warto je polecić.
Krótkie posłowie Hermanna Heideggera rozpoczyna się tak:
Zrozumiałe życzenie Martina Heideggera, aby raczej podążać wytyczonymi przez niego drogami myśli, a nie upubliczniać
jego życia prywatnego, skonfrontowane zostało tu z uprawnionym życzeniem wnuczki, Gertrudy Heidegger, aby poprzez publikację
tej książki oddać sprawiedliwość osobie jej babki Elfridy.
Małżonce Heideggera poświęcano dotychczas niewiele uwagi. Podnoszono jej rolę we wprowadzaniu racjonalnego porządku
w życie codzienne filozofa, piętnowano jej antysemityzm i chorobliwą zazdrość (szczególnie cierpkie, by nie
powiedzieć nienawistne, są uwagi Hannah Arendt w listach do Karla Jaspersa i Heinricha Blüchnera). Omawiana książka
będąca w zamiarze uczciwą - redaktorka nie próbuje tuszować tego, że jej babka "aż do końca życia nie
zdystansowała się istotnie od swego nacjonalistycznego i antysemickiego nastawienia" (s. 12) - próbą portretu
Elfridy Heidegger nie całkiem ten cel osiąga. Poznajemy Elfridę tylko pośrednio poprzez listy do niej kierowane, co
pozwala wprawdzie zyskać pewien wgląd w sposób funkcjonowania tego dziwnego małżeństwa, jednak tylko w niewielkim
stopniu przybliża ją jako osobę. Prezentowany wybór - około jednej siódmej wszystkich listów wysłanych do żony -
przynosi za to istotne retusze do portretu Heideggera.
I nie chodzi tu akurat o korespondencję z lat 1933-1938, pomieszczoną - aby zapobiec spekulacjom, jak pisze
redaktorka - w całości, bez wykropkowywania wypowiedzi o charakterze antysemickim czy tych dotyczących polityki
narodowosocjalistycznej - przy tym i jednych, i drugich jest niewiele, niewiele też wnoszą nowego do wizerunku
Heideggera znanego z innych publikacji. Odkrywcza natomiast - i to chyba nawet dla wtajemniczonych - jest
wybrzmiewająca w jego listach fuga E/erosa i logosu.
W nakręconym w roku 2002 filmie Derrida Amy Ziering Kofman, reżyserka pyta francuskiego myśliciela, co ten
najchętniej zobaczyłby w filmie dokumentalnym na temat jednego z wielkich filozofów - Kanta, Hegla czy Heideggera.
Derrida odpowiada, że chciałby zobaczyć któregoś z nich mówiącego o swoim życiu seksualnym, po czym wyjaśnia na
prośbę zdezorientowanej interlokutorki:
Ponieważ jest to coś, o czym nigdy nie mówią. Powinni mówić o czymś, o czym z zasady nie mówią. Dlaczego przedstawia
się tych filozofów jako istoty zupełnie aseksualne? Dlaczego oddziela się ich życie prywatne od dzieła? Dlaczego
nigdy nie opowiadają o swoim życiu prywatnym? Mówiąc "życie seksualne", mam oczywiście na myśli życie prywatne.
A co w życiu prywatnym jest ważniejszego od miłości? Mówiąc "życie seksualne", nie mam na myśli, że powinno się
nakręcić jakieś porno z ich udziałem. Chciałbym, żeby powiedzieli, jaką rolę w ich życiu odgrywała miłość.
Wzięłoby się mikrofon i zapytało o to Hegla. Wiadomo co nieco na temat Hegla i Heideggera, jednak nie od nich samych.
Chętnie usłyszałbym to z ich ust.
Derrida z ciekawością przeczytałby te listy.
Więcej na łamach czerwcowego "Znaku"
ARKADIUSZ ŻYCHLIŃSKI,
ur. 1976, dr filologii germańskiej, tłumacz, adiunkt w Instytucie Filologii Germańskiej UAM. Zajmuje się teorią
przekładu i pograniczami filozoficzno-literackimi. Publikował m.in. w "Odrze" i "Literaturze na Świecie".
POCZĄTEK STRONY |