|

ZDARZENIA - KSIĄŻKI - LUDZIE
Pojemny Ricoeur (fragment)
SŁAWOMIR POPŁAWSKI
Paul Ricoeur,
Refleksja dokonana. Autobiografia intelektualna,
tłum. Patrycja Bobowska-Nastrzewska,
Wydawnictwo Antyk, Kęty 2005, ss. 80
Jest naturalne, że autobiografia intelektualna jednego z najwybitniejszych filozofów współczesnych, którego dzieła weszły już do kanonu
filozofii XX wieku, budzi spore zainteresowanie. Oto wreszcie Paul Ricoeur stanął na szczycie góry, której zdobycie przez całe swe długie życie
odwlekał, przedkładając nad to raczej niezliczone obejścia, i rzuca spojrzenia ex post na całość przebytej drogi. Dopuszczeni za kulisy tytanicznej pracy myślowej, mamy okazję lepiej rozumieć motywy, które nim
kierowały choćby w trakcie pisania słynnej Symboliki zła. Jak to się stało, że przyswajając sobie głębie filozofów podejrzeń, Ricoeur nie odszedł od wiary, w której się wychował, ale mógł mówić o jej odzyskaniu
i pogłębieniu? Wielowiekowy i wielowątkowy tekst kultury znajdował
w Ricoeurze zawsze bacznego czytelnika szukającego klucza do zrozumienia jego nieuniknionych sprzeczności negacji i afirmacji, nihilizmu
i wiary. Czy francuskiemu filozofowi udało się rzeczywiście znaleźć taki
klucz? Niewątpliwie, wbrew wszelkiej rozpaczy głosi on nadzieję, że
współczesnemu człowiekowi nic nie może tak pomóc jak uważne i prowadzone bez lęku, przy pomocy narzędzi współczesnej hermeneutyki,
ponowne przemyślenie tradycji.
Z przedmowy Autora dowiadujemy się, że książka Refleksja dokonana. Autobiografia intelektualna zamierzona jest jako wstęp do wyboru
jego esejów w języku angielskim. Z autorskiego komentarza do faktów
z biografii filozofa, związanych z życiem zawodowym, karierą akademicką oraz pisanymi książkami, polski czytelnik z pożytkiem dla siebie
może zatem zaczerpnąć wiedzę o najważniejszych dziełach francuskiego
filozofa, dowiadując się zwłaszcza o logice rządzącej ich powstawaniem,
a także mając okazję (w szerszym planie) do konfrontacji jego stylu filozofowania z innymi wielkimi filozofiami naszej doby: fenomenologią,
egzystencjalizmem, psychoanalizą czy strukturalizmem. Autobiografia
Ricoeura potwierdza to, z czego jako filozof jest on bardzo dobrze znany. Na każdej stronie, podobnie jak w innych jego dziełach, stykamy się
więc z myślą ulegającą wielu różnym wpływom i mieniącą się bogactwem
poruszanych tematów; ogromny erudycyjny polot łączy tu z pozoru obce,
heterogeniczne prądy myślowe i metody (choćby hermeneutykę z filozofią analityczną), by budować z nich wielopiętrowy dyskurs (Ricoeur ma
ostrą świadomość granic każdej metody); obok zaś precyzji językowej
akceptacja z perspektywy chrześcijańskiej - której francuski filozof nie
ukrywa, a która odróżnia go od wielu mu współczesnych ortodoksyjnych
agnostyków - pozafilozoficznych źródeł refleksji, takich jak mity i symbole religijne; autor napomyka też o pracach z zakresu egzegezy biblijnej,
powstałych równolegle do tych poświęconych ścisłej filozofii - ich wspólnym mianownikiem pozostaje egzystencjalne wyczulenie na "sprawę osoby" jako istoty poznającej, działającej i cierpiącej.
Jak w każdej autobiografii, tak i tu Autor nie pomija najważniejszych
życiowych doświadczeń. Spośród nich przywołuje najbardziej ludzkie
przeżycia, zarówno te radosne: szczęście rodzinne i harmonijny przebieg pracy akademickiej, jak i te ciężkie: osierocenie we wczesnym dzieciństwie, lata spędzone w czasie II wojny światowej w obozie jenieckim,
nieprzychylność wobec jego dzieł w kraju czy też - najbardziej wstrząsające z nich - samobójczą śmierć swego czwartego syna. W osobistym
tonie, w którym po latach czuć wielkie cierpienie, pisze o tej tragedii:
"przekreśliła linię podziału na prywatne i zawodowe życie, które teraz
mogę wyznaczyć jedynie na papierze". Wyraźnie zaś wzruszony - kiedy
niedługo potem umiera jego przyjaciel Mircea Eliade - wyznaje: "Ta
śmierć, która pozostawiła po sobie dzieło, sprawiła, że śmierć mojego
syna stała się jeszcze bardziej okrutna, nie pozostawiając - wydaje się -
żadnego dzieła. Jednak śmierć, zrównująca przeznaczenia, zaciera różnicę między dziełem i nie-dziełem".
Trudy życiowych doświadczeń pomagała Ricoeurowi znosić przyjęta - jak mówi bez wahania - wiara protestancka. Pisze zatem o bliskiej
mu od młodości postawie Schleiermachowskiego całkowitego oddania
oraz świadomości, że - wbrew miejscu, jakie zajmowała w nim świadomość grzechu i przebaczenia - słowa człowieka zostały poprzedzone przez
"Słowo Boga" Po latach inspiracją dla tytułu jego ostatniego wielkiego
dzieła O sobie samym jako innym stanie się "wspaniałe zdanie", kończące Journal d'un curé de campagne: "Prościej jest wierzyć, że się nienawidzimy. Łaską jest zapomnieć o sobie. Ale jeśli umarłaby w nas cała pycha, łaską łask byłoby kochać się pokornie w sobie samym, jako dowolnie wybranym cierpiącym członku Jezusa Chrystusa". Z drugiej strony pozostaje faktem, że wiara ta rodziła także napięcia w jego duszy, której
równie bliska była krytyczna linia filozofii, z jaką spotyka się na uniwersytecie.
Wewnętrzne współzawodnictwo - jak pisze - intelektualnego
wykształcenia i protestanckiego wychowania stanowiło odtąd zasadniczy rys psychologiczny Ricoeura. Dostrzega je on w sobie już w okresie
studiów, wspominając o podwójnej lekturze: Dwóch źródeł moralności
i religii Bergsona oraz teologii Karla Bartha. Potwierdza to też jego spuścizna: "związek konfliktowo-konsensualny" filozofii bez absolutu i wiary
czerpiącej z Biblii nie dopuszcza do syntezy porządków wiary i rozumu,
począwszy od pracy magisterskiej, ujmującej problematykę Boga u Lecheliera i Lagneu, a kończąc na O sobie samym jako innym.
Więcej na łamach lipcowo-sierpniowego "Znaku"
SŁAWOMIR POPŁAWSKI,
ur. 1973, absolwent filozofii PAT, publikował m.in. w "W drodze" i "Tygodniku Powszechnym".
POCZĄTEK STRONY |