|

SPOŁECZEŃSTWO NIEOBOJĘTNYCH
Miłość w sercu Kościoła
Z MICHAŁEM PACEM OP
oraz EDYTĄ i JAKUBEM CHOCZEWSKIMI
rozmawia ANETA PIECH-KLIKOWICZ
Wieczory dla Zakochanych to cykl dziewięciu spotkań dla par planujących
małżeństwo. Ich organizatorzy proponują narzeczonym przeanalizowanie
poglądów na temat miłości i odpowiedzialności, wiary, wychowania dzieci,
trwałości małżeństwa. Każdy z wieczorów prowadzi para małżeńska wraz
z osobą duchowną. Więcej informacji znaleźć można na stronie: www.spotkaniamalzenskie.pl/wieczory.html
ANETA PIECH-KLIKOWICZ: Skąd wziął się pomysł zorganizowania
Wieczorów dla Zakochanych?
JAKUB CHOCZEWSKI: Zrodził się w ramach Spotkań Małżeńskich.
W Polsce ruch ten działa od 1977 roku, organizuje rekolekcje dla par
mające na celu pogłębienie więzi i porozumienia między małżonkami.
Dość szybko dostrzeżono potrzebę podobnej pracy z narzeczonymi.
Pierwszą wersję programu Wieczorów dla Zakochanych przygotowali
Rosita i Leszek Bielakowie - animatorzy Spotkań z Wrocławia. Tam też
- w latach 1984-1987 - odbywały się pierwsze kursy według tego programu. Rok później ojciec Ludwik Wiśniewski OP zorganizował Wieczory w Krakowie.
Cykl spotkań dla zakochanych stanowi kontrpropozycję dla tradycyjnych
kursów przedmałżeńskich, niecieszących się najlepszą opinią.
MICHAŁ PAC OP: Wieczory dla Zakochanych nie powstały dlatego, iż
inne kursy są złe. Nasi poprzednicy, którzy zaczęli organizować spotkania, odkryli po prostu, że rekolekcje dla małżeństw przynoszą dobro,
i chcieli podzielić się nim z narzeczonymi.
J.C.: Wieczory cieszą się dużym zainteresowaniem, co związane jest pewnie przede wszystkim z ich formułą, w której ważne są: rozmowa, wspólna praca pary narzeczonych nad konkretnymi zagadnieniami, poznawanie siebie nawzajem. Wymaga to większego zaangażowania niż tradycyjne kursy. Dlatego też to, co para zamierzająca się pobrać wyniesie
z naszych spotkań, zależy głównie od niej.
M.P.: Wieczory dla Zakochanych różnią się od kursów tradycyjnych
także tym, iż nie jest to wykład, lecz świadectwo. Oznacza to, że osoby
prowadzące spotkania nie opowiadają o tym, jak powinno wyglądać
małżeństwo, ale o tym, jak je przeżywają - dzielą się dobrem i Bożą obecnością, a także tym, co trudne w ich byciu razem. Próbujemy też dać
narzeczonym narzędzie do budowania miłości - jest nim dialog.
Jaka jest rola księdza w Wieczorach dla Zakochanych?
M.P.: Żartobliwie mówi się, że małżonkowie dzielą się swoim świadectwem, a ksiądz ma pilnować, czy to wszystko jest w zgodzie z ortodoksją.
Myślę, że nie tylko o to chodzi. Również ksiądz dzieli się swoim doświadczeniem wiary, refleksjami związanymi ze spotkaniami małżeńskimi. Podczas Wieczorów pierwszy głos należy do prowadzącej pary, bo
to ona najwięcej może powiedzieć o małżeństwie, ale odkrywam mnóstwo podobieństw między ich relacjami a życiem zakonnym. Przyjaźń
albo szukanie wzajemnego zrozumienia, o których staram się opowiadać narzeczonym, to tylko niektóre przykłady tych analogii.
Na czym polega "dawanie świadectwa" podczas spotkań, które Państwo
prowadzą?
EDYTA CHOCZEWSKA: Chcemy opowiedzieć o tym, czym jest dla
nas małżeństwo sakramentalne, o tym, że może być ono trwałe, że bywa
burzliwe, ale może być szczęśliwe. Każda z prowadzących par pokazuje
swój obraz małżeństwa, co stwarza szansę obserwowania różnorodnych
sposobów działania tego sakramentu. Nie narzucamy narzeczonym jedynie słusznego modelu małżeństwa katolickiego - mogą zobaczyć, że
u Kowalskich jest tak, a u Malinowskich inaczej.
Zdarza się, że pary zamierzające się pobrać po rozmowach podczas Wieczorów rozstają się.
M.P.: Nikt do mnie nie podszedł i nie powiedział, że rezygnuje z bycia
z tą drugą osobą z powodu naszych spotkań, aczkolwiek wiem, że takie
sytuacje się zdarzają. Wytworzył się nawet wokół tego jakiś mit. Niedawno dostałem mail od pary, która chciała zapisać się na kolejny cykl,
ale w liście kryła się też obawa, że udział w Wieczorach grozi rozstaniem. Odpisałem im, że spotkania, które nie są wykładem, ale rozmową,
dają większą możliwość poznania siebie nawzajem. Nawet jeśli z tego
powodu młodzi ludzie mieliby odkryć, że nie są powołani do wspólnego życia, to lepiej chyba, że dowiedzą się o tym teraz, a nie kilka lat po
ślubie. Zresztą nie przesadzałbym z tymi rozstaniami, chodzi przecież
przede wszystkim o prawdę i poznanie się narzeczonych w miłości. I to
na ogół się dzieje.
Prowadzący Wieczory dla Zakochanych przekazują narzeczonym przekonanie o tym, iż po zawarciu związku małżeńskiego nie będą ze swoimi
problemami sami.
M.P.: Stara tradycja żydowska mówi, że jeśli ktoś, komu grozi śmierć,
przybiega do świątyni i chwyta za róg ołtarza, jest bezpieczny. Tradycja
ta ma również sens metaforyczny. Złapać się ołtarza to jakby "złapać się
Chrystusa". Oznacza to, że zawsze możemy do Niego przyjść i mieć
pewność, iż skoro przy ołtarzu zawieramy sakrament małżeństwa, to
Pan Bóg daje gwarancję, że będzie przy nas, nawet w najtrudniejszych
momentach. To symboliczne przypomnienie o tym, że w trudnych momentach nie jesteśmy sami. Zawsze możemy przyjść do Chrystusa i zażądać, aby pomógł nam naprawić nasze małżeństwo. Gwarancja jest
dożywotnia. Jest tyko jeden warunek wypisany na niej małym druczkiem: towar podlega naprawie, ale nie wymianie na inny.
Zdarza się pewnie, że w parze biorącej udział w spotkaniach jedna z osób
jest ateistą.
M.P.: Bywa raczej tak, że jedna jest mniej wierząca, na przykład była
ochrzczona, ale wiara nie jest dla niej czymś ważnym. Myślę, że to nie są
sytuacje uniemożliwiające małżeństwo, choć trzeba mieć świadomość
trudności, które się mogą pojawić. Albowiem dla osoby prawdziwie
wierzącej wiara jest czymś bardzo istotnym. Wieczory dla Zakochanych
dla kogoś, kto nie wierzy, mogą być cenne choćby z tego powodu, iż
uczą rzeczy najbardziej podstawowych. Ale trzeba powiedzieć jasno: to
jest przygotowanie do sakramentu. Jeśli dla kogoś ślub to tylko zwyczaj,
ceremonia, trochę ładniejsza niż w urzędzie stanu cywilnego, sakrament
oczywiście będzie działał, ale taka osoba nie skorzysta ze wszystkich
łask, które on daje.
Jaki jest, zdaniem Państwa, główny cel Wieczorów?
J.C.: Przygotowanie do zawarcia sakramentu małżeństwa polegające na:
pełniejszym wzajemnym poznaniu się narzeczonych, przekazaniu narzeczonym podstaw nauczania Kościoła dotyczącego małżeństwa oraz stworzeniu warunków do ponownego przemyślenia przez narzeczonych decyzji o zawarciu małżeństwa.
E.C.: Zanim zostaliśmy małżeństwem, sami uczestniczyliśmy w Wieczorach dla Zakochanych. Dało mi to możliwość pogłębionego spotkania
z przyszłym mężem. Ważne było też usłyszenie małżonków opowiadających o swoim doświadczeniu. Niektóre wypowiedzi wydawały mi się
wtedy abstrakcyjne. Ciekawiło mnie jednak wszystko, co się może w małżeństwie wydarzyć, oraz to, jak sobie inni ze swoimi problemami radzą.
Przede wszystkim jednak miałam okazję, żeby uświadomić sobie, co myślę
na dany temat, opowiedzieć o tym narzeczonemu i poznać jego poglądy. Najważniejsze było więc chyba szczere spotkanie z tą drugą, bliską
osobą.
Szczerze można też porozmawiać choćby w kawiarni.
J.C.: Z każdą parą narzeczonych bywa inaczej, niemniej jednak często
zdarza się, że niektóre tematy, ważne z punktu widzenia ich przyszłego
małżeństwa, w takich prywatnych rozmowach się pomija na przykład
z powodu skrępowania, nieśmiałości czy po prostu niewiedzy. Tymczasem podczas
Wieczorów prowokujemy do ich przeanalizowania. Spotkania, w których uczestniczyłem z przyszłą żoną, dały mi wiarę w siebie, nadzieję i ochotę na budowanie naszego małżeństwa.
Podczas Wieczorów zobaczyliśmy, że jest to coś, co można robić w nasz własny niepowtarzalny sposób.
Podczas Wieczorów mówi się o seksualności człowieka nieco inaczej niż
podczas krytykowanych (najczęściej ze względu na niezgrabność w podejmowaniu kwestii dotyczących erotyki) kursów dla narzeczonych.
J.C.: Podczas Wieczorów małżeństwo prowadzące spotkanie ma okazję
opowiedzieć o swoim przeżywaniu tej sfery. Trzeba dbać o zachowanie
własnej granicy intymności, prostotę i szacunek dla odbiorców. My staramy się przekazać narzeczonym, że metody naturalne w naszym małżeństwie się sprawdziły, jeśli chodzi o planowanie poczęć, a także o trudnościach w ich stosowaniu oraz o tym, że nasze doświadczenie seksu
jest bardzo odległe od tego, co lansują media komercyjne.
M.P.: Na pewno próbujemy przekazać naukę Kościoła na ten temat oraz
podstawową wiedzę z zakresu naturalnych metod planowania rodziny.
Wiadomo jednak, że to, czy małżeństwo będzie się tej nauki trzymać,
zależy jedynie od niego. Nikogo nie chcemy zmuszać do podjęcia decyzji. Chodzi raczej o pokazanie pewnej propozycji, która prowadzi ku
dobru, o pokazanie, że życie człowieka, również w sferze seksualnej, może
być o wiele piękniejsze, niż się to często przedstawia.
Jedna z obaw narzeczonych przygotowujących się do ślubu dotyczy możliwości znudzenia się współmałżonkiem.
J.C.: To kwestia decyzji oraz walki o to, żeby się tak nie stało. Jeśli dochodzi do znudzenia, znaczy to, że coś się zostawiło po drodze, czegoś
się zaniechało. Oczywiście pojawia się wtedy pokusa, żeby na tym poprzestać. Wtedy warto pamiętać, że tam, gdzie dwie osoby spotykają się
w prawdzie, nie ma miejsca na nudę. Pojawienie się takiej pokusy jest
dla mnie sygnałem, że potrzeba nam więcej prawdy i otwartości na siebie.
E.C.: Znudzić się sobą można, gdy któreś z nas odmawia kontaktu.
M.P.: Małżeństwo jest wzajemnym zaangażowaniem do końca. Jeśli ktoś
z tego zaangażowania rezygnuje, może się pojawić nuda. Gdy jednak chcemy być ze sobą, mimo że jesteśmy słabi, mimo że sobie nie radzimy,
wtedy związek się rozwija.
Czym dla Państwa jest małżeństwo?
E.C.: To przede wszystkim powołanie - do bycia w jedności, więzi, relacji z drugą osobą, nasza wspólna droga do świętości.
J.C.: Dla mnie równie ważny jest wybór: "Biorę Ciebie...". W dzisiejszym świecie powszechne jest kwestionowanie tego wyboru - chce się
go odwołać, zrezygnować z niego. Ja wiem, że dokonałem go świadomie, w prawdzie wobec siebie. Wierność temu wyborowi wydaje mi się
więc bardzo naturalnym i oczywistym zobowiązaniem.
M.P.: Święta Teresa od Dzieciątka Jezus też zastanawiała się, jakie jest jej
powołanie: misjonarką raczej nie będzie, męczennicą chciałaby co prawda być, ale i to chyba nie wyjdzie. Gdy tak szukała, nie mogąc znaleźć
miejsca dla siebie, otworzyła Pismo Święte. W Pierwszym Liście do Koryntian jest mowa o tym, że nie wszyscy mogą być apostołami, prorokami, doktorami... Czytała dalej: "starajcie się o większe dary"... Po tym
rozpoczyna się Hymn o miłości. Wtedy święta Teresa odnalazła swoje
powołanie: "W Sercu Kościoła, mej Matki, będę Miłością".
Ostatnio odkrywam, że takie jest właśnie powołanie małżeństwa -
być miłością w sercu Kościoła. To najpiękniejsze powołanie, gdy dwoje
ludzi decyduje się na to, żeby pomiędzy nimi przede wszystkim, a także
poprzez ich relacje z dziećmi, z innymi ludźmi, objawiała się Boża miłość.
EDYTA CHOCZEWSKA (pedagog) i ŁUKASZ CHOCZEWSKI (informatyk) od trzech lat są liderami Krakowskiego Ośrodka
Spotka Małżeńskich. Pobrali się trzynaście lat temu i mają dwie córki: dziesięcioletnią Martę i siedmioletnią Judytę.
O. MICHAŁ PAC od dziewięciu lat jest dominikaninem, dwa i pół roku temu przyjął święcenia kapłańskie. Wieczory dla
Zakochanych prowadzi od półtora roku.
POCZĄTEK STRONY |