|

TEMATY I REFLEKSJE
Posolidarnościowa wizja pracy
(fragment)
KAZIMIERZ W. ROGOZIŃSKI
Byliśmy naiwni, sądząc, że demokrację da się zaprojektować od nowa i oprzeć ją na sztucznie tworzonych
partiach (także "kanapowych"). Błąd polegał na tym, że nadal tkwiąc w schematach klasowego myślenia o pracy,
zaczęliśmy eliminować zastane - i sprawdzone - struktury samorządowe z pracy wyrosłe, zamiast stymulować ich rozkwit.
Zakrojone na dużą skalę - choć skala często bywa substytutem poziomu - obchody 25-lecia "Solidarności"
poprzedziła śmierć jej duchowego Patrona. Niestety, nigdy już nie dowiemy się, jak On podsumowałby nasze
po-solidarnościowe ćwierćwiecze. Zrządzeniem losu oszczędzona nam została konieczność udzielenia odpowiedzi
na kłopotliwe pytanie, jakie z pewnością skierowałby do nas: I co zrobiliście z tą piękną ideą, która
wyniosła naród polski ponad inne narody, nie tylko po wschodniej stronie "żelaznej kurtyny"?
Z okazji wspomnianych obchodów pojawiło się sporo okolicznościowych opracowań, a ich przedmiotem był oczywiście
"fenomen polskiej Solidarności". Zaobserwować można jednak, że sedno dyskursu zaczyna ulegać zmianie,
przesuwając się od ujęć w rodzaju: "drugi sierpniowy cud nad Wisłą", ku wyjaśnianiu powodów zmarnowania dziejowej
szansy. Dystans czasowy pozwala rozważnie rozkładać akcenty, staranniej dobierać argumenty. Stąd zasadniczym celem,
jaki sobie stawiam, jest również pytanie o aktualność tamtego przesłania "Solidarności": czym miałaby
się stać "Solidarność", by nie być wypreparowanym ze znaczeń reliktem, ale nadal aktualną Solidarnością?
Wiem, że tak sformułowany problem jest mało oryginalny , bo wielu zastanawia się nad przyczynami, które sprawiły,
że owo narodowe poruszenie zakończyło się niepowodzeniem. Albo inaczej stawiając kwestię: czy biorąc za punkt
wyjścia diagnozę Jadwigi Staniszkis (trafnie identyfikującej zjawisko "Solidarność"
jako "samoograniczającą się rewolucję") i uwzględniając perspektywę ćwierćwiecza, nie byłoby zasadne dodać nowsze
określenie: "Solidarność jako samolikwidująca się ewolucja"?
W tym ze wszech miar przyczynkarskim artykule postaram się sformułować odpowiedź, sprowadzając - że się tak wyrażę
- ideał na ziemię, osadzając cały wywód na jednym kluczowym pojęciu: pracy. Moim - ekonomisty - zdaniem jest to
uzasadnione nie tylko tym, że wtedy, pamiętnego sierpnia, chodziło o przywrócenie kogoś do pracy; także o godziwe
wynagrodzenie za pracę; a nade wszystko o wyrastające z solidaryzmu pracy poczucie odpowiedzialności za innych
strajkujących i szerzej rozumiane społeczeństwo. Pewnie legendzie "Solidarności" to niczego nie ujmie, jeśli
przypomnimy, że pośród negocjowanych w pamiętnym sierpniu 21 postulatów MKZ najwyżej trzy, może cztery, wypada uznać
za wykraczające poza - ukształtowane ustrojową patologią pracy - materialne warunki egzystencji "świata pracy".
Jest jeszcze jeden powód tłumaczący przyjęty w tym artykule punkt widzenia. W słuszności spojrzenia na
"Solidarność" przez pryzmat pracy utwierdza mnie prawomocność następującej tezy: nie można zrozumieć "Solidarności",
a zwłaszcza jej późniejszej ewolucji i sytuacji, w jakiej się obecnie znajduje, bez odwołania się do Laborem exercens.
Zarówno data powstania tej encykliki, jak i okoliczności jej promulgacji potwierdzają, że wyrażony został w niej
duch Solidarności w niemal czystej postaci, bo u samych swych źródeł. Sądzę, że tylko z tą encykliką w ręku wypada
odprawiać dziś egzekwie nad "Solidarnością" . Obie, Solidarność i encyklika, na trwałe wpisały się w naukę społeczną
Kościoła powszechnego. Znaczenia tej drugiej nie sposób przecenić, biorąc choćby pod uwagę liczbę komentarzy,
jakimi obrosła. Natomiast zamysł uczynienia z "pracy" kluczowej kategorii analitycznej pozwala lepiej zrozumieć
następujący ciąg przekształceń: "Solidarność" (ruch społeczny) - Solidarność (idea) - solidarność (postawa), do
którego będę się tu odwoływał.
Więcej na łamach październikowego numeru "Znaku"
Zamów numer
KAZIMIERZ W. ROGOZIŃSKI,
prof. ekonomii, kieruje Katedrą Usług Akademii Ekonomicznej w Poznaniu.
POCZĄTEK STRONY |