|

TEMAT MIESIĄCA:
Jan Paweł II. Żywa pamięć czy makatka?
Trudne dziedzictwo Jana Pawła II (fragment)
MAŁGORZATA BILSKA
Papieża nadal kochamy, rzadziej czytamy, jeszcze rzadziej uznajemy
jego argumenty na rzecz bezwarunkowego szacunku dla życia od
poczęcia do naturalnej śmierci.
Jestem chrześcijaninem dzisiaj. To jest jakaś przynależność.
To jest jakaś wartość, to jest przede wszystkim godność.
Dzięki temu jestem we wspólnocie. Nie jestem sam.
Na czym dzisiaj polegać miałaby ta nowa świadomość?
Że będę bardziej Chrystusowy, że bardziej świadomie
nawiążę z Nim kontakt osobisty, że będę żył wiarą,
która nakłada na mnie pewne zobowiązania.
(Jan Góra OP, Przewodnik lednicki)
Gdyby Karol Wojtyła nie został papieżem, nie byłoby spotkań lednickich, gdzie młodzież
jednoczy się wokół Chrystusa i manifestuje swój wybór. Czy będzie ona w stanie
podjąć trudne zobowiązania na trwałe? Czas pokaże. Radosny rytuał przejścia przez
bramę-Rybę nad Lednicą powinien być inicjacją w dojrzałość chrześcijańską (brama,
drzwi i próg zawsze stanowiły ważne symbole w rytuałach przejścia). Jednak część ludzi
boi się wiary powiązanej z silnymi emocjami, nie doceniając ich roli w mozolnym,
ale nigdy nudnym budowaniu autentycznej wspólnoty.
Masowe, transmitowane przez media przeżywanie odchodzenia Jana Pawła II
w 2005 roku sprowokowało kolejne pytania o trwałość i siłę relacji wspólnotowych,
jakie obudziły tamte niezwykłe, pełne emocjonalnych uniesień wydarzenia. Pomimo
nadziei nie słabną obawy przed sekularyzacją, pustymi kościołami, seminariami
i klasztorami. Polacy przywykli do liderów religijnych, takich jak prymas Stefan
Wyszyński czy papież Jan Paweł II – do przewodników, ojców narodu. Dziś nie widać
nikogo, kto swoim heroizmem i świętością chciałby tę pustkę wypełnić. Wobec
niepewności pojawiają się reakcje skrajne: jedni popadają w fundamentalizm, inni
w relatywizm. W tej sytuacji nie do przecenienia są badania społeczne realizowane
w Centrum Myśli Jana Pawła II w Warszawie oraz praca wielu innych socjologów.
Dzięki ich projektom możemy dyskutować o faktach, zamiast tracić energię na jałowe
spekulacje.
Socjologia postsekularna
Socjologia jako dyscyplina naukowa kształtowała się w XIX wieku na fali oświeceniowej
wiary w to, że uda się zbudować doskonałe społeczeństwo dzięki poznaniu
mechanizmów funkcjonowania życia społecznego. Wiedza o prawach społecznych
miała zastąpić ufność w niesprawiedliwy, usankcjonowany tradycją, „naturalny”
ład. Religia od początku znajdowała się w centrum zainteresowania socjologów,
gdyż uznano ją za najważniejszy czynnik integrujący system społeczny. Władza
i wiedza były legitymizowane religijnie. Emil Durkheim, Max Weber oraz ich uczniowie
zakładali, że religia będzie zanikać wraz z rozwojem nauki oraz przyrostem
racjonalizmu. Zgodnie z tą wizją społeczne funkcje religii przejmą inne instytucje.
Proces dyferencjacji wewnątrz systemu, oddzielanie tego, co świeckie od sfery sacrum,
autonomizacja i specjalizacja różnych dziedzin: nauki, etyki, prawa, gospodarki,
medycyny itd., doprowadzą do redukowania roli religii. Miała ona służyć
zaspokojeniu irracjonalnych potrzeb mitu, te zaś powinny zanikać razem z postępem
naukowym i technologicznym.
Do lat sześćdziesiątych XX wieku socjologowie uznawali ten scenariusz za nieuchronny.
Tak bardzo byli przekonani o jego urzeczywistnieniu, że ignorowali dane
świadczące o nietrafności założeń przyjętych jako aksjomat. Kiedy więc przyszło
im pogodzić się z faktem, że Weberowskie „odczarowanie świata” było prognozą
na wyrost, pojawiła się koncepcja prywatyzacji religii (od słynnej Niewidzialnej
religii Thomasa Luckmana poczynając). W tym przypadku pogląd o wycofywaniu
się religii ze sfery publicznej został podtrzymany, ale „przebiło się” uznanie indywidualnych
potrzeb kosmicznego uniwersum symbolicznego i sfery sacrum. Religia
zyskała inne miejsce i rangę – mogła istnieć jako selektywna, prywatna duchowość
(typu patchwork), osobisty system orientacji, ale nic więcej. Oskarżono ją o przemoc, wywoływanie konfliktów, ograniczanie rozwoju jednostek, nadmierną
kontrolę.
Badacze religii coraz bardziej otwarcie zaczęli się jednak przyznawać do błędu.
To, co kiedyś było oczywiste, stało się przedmiotem intrygujących polemik. Zwolennicy
sekularyzacji i prywatyzacji religii powołują się na badania Ronalda Ingleharta,
oponenci przypominają o przypadku Stanów Zjednoczonych, cytując znakomite
badania José Casanovy. Ci pierwsi casus religii w USA uważają za wyjątek potwierdzający
regułę, drudzy pokazują Europę jako kuriozum na tle innych kontynentów.
Wszyscy są zgodni, że teza o sekularyzacji była latami ideologicznie „naciągana”. Dziś
pytanie o przyszłość kultury i religii brzmi: jaką funkcję ma pełnić sacrum, gdzie jest
jego miejsce w świeckim, obywatelskim, demokratycznym, pluralistycznym i wielonarodowościowym
społeczeństwie?
Więcej na łamach październikowego „Znaku”
Zamów numer
MAŁGORZATA BILSKA, socjolog
i pedagog,
członek
Centrum
Kultury
i Dialogu.
POCZĄTEK STRONY |