Strona główna Miesięcznika ZNAK

 SIW ZNAK

 E-MAIL

 

PAŹDZIERNIK 2008, NUMER 641

Strona główna


Lista mailingowa
Jeżeli chcesz otrzymywać aktualne informacje o nowościach w miesięczniku ZNAK i wydarzeniach organizowanych przez SIW Znak wpisz swój e-mail.

 


TEMAT MIESIĄCA:

Jan Paweł II. Żywa pamięć czy makatka?



W oparach toksycznej mentalności
(fragment)

MICHAŁ PALUCH OP


Mam wrażenie, że polski Kościół poddany jest działaniu chmury toksycznej mentalności, która uniemożliwia mu refleksję czy może raczej: istotnie ją ogranicza i zniekształca. To dlatego impulsy, jakie płynęły i płyną z dziedzictwa Jana Pawła II, są za mało „wdrożone”, a szanse na „rzeczy wielkie” – marnie spożytkowane.

Nie było nigdy podobnego wzlotu w historii polskiego Kościoła: wielkość świadka, męża stanu i człowieka splotły się w jedną i przekonującą całość w osobowości polskiego biskupa, następcy świętego Piotra. Czy jednak ten moment chwały nie staje się dla nas z każdym rokiem w coraz większym stopniu wyrzutem i oskarżeniem? Czy nie jest bowiem tak, że mimo dziesiątków tysięcy akcji, T-shirtów, baloników i albumów, dziedzictwo Jana Pawła II okazuje się coraz bardziej niewchłonięte i nieprzetrawione, a szansa na ewangelizację, jaką otworzyło, coraz mniej wykorzystana? Najpierw napiszę, co każe mi skłaniać się ku pozytywnej odpowiedzi na to pytanie. Na końcu zaś – wspominam o tym na potrzeby przeciwników czarnowidztwa – postaram się zasygnalizować, co może być dla nas źródłem nadziei na inny scenariusz.

Chmura toksycznej mentalności

Stanisław Lem w Niezwyciężonym opisuje zmaganie kosmicznej ekspedycji na wyimaginowanej planecie z chmurą, która powstaje z opiłków żelaza, by zwalczać wszelkie przejawy świadomości. Wokół głów nieszczęśników poddawanych jej działaniu tworzy ona pole wysokiego napięcia, które doprowadza do „rozmagnesowania” mózgu. Ofiary tej chmury – mimo że poza mózgiem reszcie ich ciała nie przydarza się żadne nieszczęście – stają się trwale niezdolne do refleksji, pozbawione zdolności do samodzielności.

Wiem, że to obraz dość drastyczny, ale mam wrażenie, iż polski Kościół poddany jest działaniu tego rodzaju chmury toksycznej mentalności. Nie pozbawia go ona wprawdzie fizycznej integralności, ale uniemożliwia mu refleksję czy może raczej: istotnie ją ogranicza i zniekształca. To właśnie dlatego impulsy, jakie płynęły i płyną z dziedzictwa Jana Pawła II, są za mało „wdrożone”, a szanse na „rzeczy wielkie”, jakie otworzył przed nami niezwykły pontyfikat – marnie spożytkowane.

Toksyczna mentalność, której działaniu jesteśmy poddawani, wyraża się, moim zdaniem, w trzech „zamiast”: „pobożność zamiast wiary”, „prawo zamiast sumienia” i „autorytet zamiast rozumu”. Kluczowe jest słówko „zamiast”. Katolicka duchowość winna być prowadzona przez koniunkcję: pobożność i wiara razem mają kształtować praktykę naszego życia, prawo we współdziałaniu z sumieniem może poprowadzić nas do dojrzałych moralnie rozstrzygnięć, a tylko autorytet działający wraz z rozumem, a nie przeciw niemu, może ofiarować nam satysfakcjonujący model wyjaśniania tajemnic wiary.

Niestety, spotkanie nauczania Kościoła z nowożytnością może łatwo prowadzić do wykoślawień. U jej zarania propozycje reformatorów przyniosły bowiem przeciwstawienie nadprzyrodzonej wiary naturalnej pobożności (sola fides), Oświecenie zaś artykułowało wrażliwość, którą można by było streścić jako „rozum zamiast autorytetu” i „indywidualne sumienie zamiast prawa” (wyrażającego dominację wspólnoty nad jednostką). Kościół w swoim nauczaniu nigdy nie poddał się wprawdzie presji tej kontestacji, redukując swoją koniunkcję do odwróconych, polemicznych „zamiast” (pomyślmy choćby o Fides et ratio). Praktyka kościelnego życia obsuwa się jednak łatwo poniżej ideałów wskazywanych przez oficjalne dokumenty.

Pobożność zamiast wiary

Kościół w Polsce rytem stoi. Wystarczy zajrzeć do jakiejkolwiek świątyni, by się o tym przekonać: msze święte i nabożeństwa, odprawiane wielokrotnie w ciągu dnia, sprawowane są z dyscypliną i godnością. Proboszczowie zwykle dbają o naczynia liturgiczne, biel obrusów i czystość wnętrza. Kościoły jako ośrodki kultu pracują jak dobrze naoliwione maszyny.

Należy się z tego cieszyć, możliwość przystępowania do sakramentów jest z pewnością wielką wartością polskiej sytuacji. Nie zapominajmy wszakże, iż jest to jedynie „zewnętrzna strona misy”. Ze stroną wewnętrzną zaś jest już znacznie gorzej. Sam kult i troska o niego bywają bowiem murem, przy pomocy którego można bezpiecznie odgrodzić się od wiernych. Posługa wielu pasterzy degraduje się więc często do troski o rytualną poprawność i strzyżenia owieczek posłusznych wezwaniom kościelnych dzwonów. Rzadko prowadzone są interesujące katechezy dla dorosłych, czasem nawet duże zakonne parafie nie są w stanie się na nie zdobyć. Pomysły duszpasterskiego wychodzenia poza kościelne mury w poszukiwaniu ludzi niewierzących – o ile nie chodzi o papieską pielgrzymkę, święcenie kolejnych sal ratusza czy małe grupki zapaleńców jeżdżących do Jarocina lub Kostrzynia – należy w Polsce kojarzyć wyłącznie z sektami.

Warto przy tym zaznaczyć, że rytualizm w podejściu do misji Kościoła odegrał w Polsce powojennej bardzo pozytywną rolę. To przecież właśnie związek z kultem jest podstawą ludowej pobożności, dzięki której udało się Kościołowi przetrwać starcie z komunizmem i ocalić katolicyzm w postaci masowej. Z pewnością zresztą pamięć tamtej doniosłej wygranej jest dla współczesnych duszpasterzy ważną zachętą do podtrzymywania nastrojonego na ryt modelu funkcjonowania kościelnych wspólnot.

Więcej na łamach październikowego „Znaku”

Zamów numer

MICHAŁ PALUCH OP, dr teologii, dyrektor Instytutu Tomistycznego, wykładowca dogmatyki w Kolegium Filozoficzno-Teologicznym oo. dominikanów.

 

 

POCZĄTEK STRONY

Szukaj na stronach Wydawnictwa ZNAK

 

 

 


E-Mail

Redakcja

Archiwum

Wydarzenia

Prenumerata

Aktualny numer

Bibliografia

© Copyright by SIW ZNAK Sp. z o.o.
Strona wykonana przez Akrateia Inc.