SIW Znak
O nas
Prenumerata
Numery w sprzedaży
Zapowiedzi
Rocznik 1999
Rocznik 2000
Rocznik 2001
- styczeń, nr 548
- luty, nr 549
- marzec, nr 550
- kwiecień, nr 551
- maj, nr 552
- czerwiec, nr 553
- lipiec, nr 554
- sierpień, nr 555
- wrzesień, nr 556
- październik, nr 557
Fundacja
Księga gości
Abyśmy lepiej mogli poznać Państwa oczekiwania, opinie i życzenia prosimy o wpisanie się do naszej
księgi gości.
Dziękujemy!
|
 |
KAPŁAN WIOSNY KOŚCIOŁA
Stefan Swieżawski
|
1. Ostatni Sobór był wielkim dziełem Ducha Świętego, które rozpoczęło prawdziwą wiosnę Kościoła1. Jan Paweł II jest niewątpliwie papieżem soborowym. Znajduje się w szeregu tych papieży, którzy - zwłaszcza od Jana XXIII przez Pawła VI - wyznaczają wielką odnowę Kościoła współczesnego. Myślę, że Ojciec Święty widzi też od samego początku, że w ogromnej trosce o realizację wskazań Soboru trzeba równocześnie być ogromnie czujnym, ażeby nie zatracić nic z tego, co obejmują vetera i nova w Kościele. Wszystkie cenne vetera mają być zachowane, wszystkie nova uwzględnione. Sądzę, że to tłumaczy pewną dwoistość Jana Pawła - z jednej strony konserwatyzm, z drugiej - wielkie otwarcie na nowe. Myślę, że Jan Paweł II pragnie naśladować Jezusa Chrystusa, który nie chce zgasić najsłabszego płomyczka i nie chce złamać najlichszej roślinki. Dlatego chodzi mu o to, ażeby nie zgasić najmniejszego płomienia Ducha Świętego, który tu i ówdzie się zapala. Równocześnie trzeba powiedzieć, że miłość i serce Ojca Świętego oddane są temu, co jest może największym skarbem Kościoła - wielkiej kontemplacji. Święta Teresa Wielka, Mała Teresa, święty Brat Albert, Matka Teresa z Kalkuty, o. Karol de Foucauld - to są te wielkie postacie, które kocha. O ile innych przejawów ducha także nie lekceważy i nie chce ich przygasić, o tyle te otoczone są jego szczególną miłością.
Myślę, że Jan Paweł II jest wielkim kapłanem wiosny Kościoła, dlatego że doskonale rozumie, iż wedle wskazań Soboru Kościół obecny - Kościół nowego stulecia, Kościół nowej ewangelizacji - musi być Kościołem naprawdę wspólnotowym, naprawdę służebnym i naprawdę otwartym. Wspólnotowym, dlatego że nie ma być ani klerykalny, ani świecki. Ma być w pełni wspólnotowy, a ta wspólnota zaznacza się maksymalnie we wspólnocie eucharystycznej. To jest wzór wszelkich prawdziwych wspólnot. Równocześnie ma być Kościołem służebnym, wyzbytym wszelkich ambicji władczych - nie tylko władzy doczesnej, ale nawet władzy duchowej. Nie chce władztwa dusz. Nie ma być Kościołem sukcesu - ma być Kościołem świadectwa. Stąd ta ogromna troska Jana Pawła II, ażeby Kościół był naprawdę Kościołem świadectwa - czego sam daje największy dowód. I wreszcie - Kościół ma być Kościołem otwartym, co jest może największym charyzmatem Jana Pawła II, Kościołem, który począwszy od ostatniego Soboru, przestaje odcinać się od błędów, ale szuka tego, co łączy z wszystkimi: nie tylko z wyznaniami chrześcijańskimi, nie tylko z wierzącymi, ale z wszystkimi szukającymi, z wszystkimi ludźmi dobrej woli. To jest ogromny wysiłek otwarcia drzwi. Ostatni Jubileusz i wszystkie pielgrzymki Jana Pawła II są wyrazem tej postawy, tego niebywałego charyzmatu - jakby powtórzonego i wyolbrzymionego jeszcze charyzmatu świętego Pawła. Otwarcie się na wszystkie rasy, na wszystkie kontynenty, na wszystkie zakątki świata, szukanie wszystkiego, na czym można budować most porozumienia, to niezwykłe dzieło, które realizuje Jan Paweł II. Urzeczywistnia ono to, co było tęsknotą największych umysłów chrześcijaństwa: "una religio in rituum varietate" - jedna religia w różnorodności obrządków. To jest ta wspaniała myśl otwarcia drzwi wprowadzona w życie na otwarcie Wielkiego Jubileuszu. Wyjątkowy charyzmat Jana Pawła II w zakresie ekumenizmu można było wyraźnie obserwować, śledząc krok po kroku jego pielgrzymkę do Ziemi Świętej. Każdy moment, każdy gest Papieża miały wyjątkowe znaczenie - było to wyrażenie w praktyce tego, co teoretycznie ujmuje jego myśl.
Jan Paweł II jest naprawdę kapłanem nowej wiosny Kościoła. To jest pierwszy wymiar autentycznej wielkości tej osoby.
2. Jednocześnie obecny papież jest kimś niezastąpionym dla świata. Jest tym, kogo świat współczesny niezmiernie potrzebuje - właściwie jedynym prorokiem, który głosi całemu światu coś, co wykracza daleko poza Kościół instytucjonalny. Mimo wszystkich katastrof, mimo wszystkich nieszczęść, wojen i okropieństw z największą wytrwałością głosi światu, że po to, aby było choć trochę lepiej, żeby było - jak powtarzał Paweł VI - "humanius" ("bardziej po ludzku"), trzeba niewątpliwie tego, żeby świat zrozumiał, iż jedyną podstawą dla wszystkich ludzi niezależnie od ich wyznań, kultur i ras jest Dekalog. Dekalog musi stać się znowu bazą prawa naturalnego, rządzącego całym światem. To wielkie wezwanie, przekaz, który rzuca nadchodzącej epoce Ojciec Święty. To jest szalenie ważne: że wojna naprawdę jest ostatecznym barbarzyństwem, że armia ma sens tylko jako instytucja utrzymująca porządek i ład w świecie, jako instytucja powstrzymująca przed wykroczeniami, ale nigdy jako narzędzie wojny. Myślę, że Jan Paweł II wyznaje nie tylko cywilizację życia, cywilizację miłości, jak zawsze powtarza, ale również cywilizację, w której panowałaby naprawdę generalna "treuga Dei". Jest to przekonanie, że nie wolno konfliktów rozwiązywać na drodze wojny - i stąd pokazuje światu zupełnie inny patriotyzm, tak ogromnie ważny dla nas, Polaków. Chodzi mianowicie o patriotyzm wyzbyty wszelkiego nacjonalizmu, wyzbyty wszelkiej niechęci do innych, patriotyzm, który u nas, w Polsce, rozwijał się tak wspaniale, tak przepięknie w epoce jagiellońskiej. Niestety nie został odpowiednio zrealizowany, lecz zmarnowany. Do takiego patriotyzmu, z którym każdemu nie-Polakowi byłoby pod skrzydłami Rzeczypospolitej równie dobrze jak rdzennym Polakom, wzywa Jan Paweł II. To jest niesłychanie ważne w stosunku do Żydów i w stosunku do innych narodowości.
Myślę, że zarówno dla Kościoła, jak też dla świata sprawą doniosłą był akt przyznania się do błędów, do win, które zaciążyły na ludziach Kościoła w ciągu wieków. Jest to akt bez precedensu - akt, który tak bardzo oczyszcza sytuację, że pozwala zbliżyć się do Kościoła także ludziom, którzy mają, być może, wiele zastrzeżeń do instytucji kościelnych, do kleru, do form zewnętrznych. Jest to coś, co rzeczywiście ułatwia całemu światu dostęp do źródeł ewangelicznych.
W związku z tym ufam, że sprawa, która mi osobiście szczególnie leży na sercu, zostanie w niedalekim czasie również doprowadzona do końca. Chodzi mi o pełne zrozumienie i docenienie postaci Jana Husa. Jest to bowiem jeden z fundamentalnych problemów w sytuacji rozbicia Kościoła zachodniego - bardziej jeszcze niż problem protestantyzmu. Zrobiono już bardzo wiele, ale myślę, że trzeba wykonać jeszcze dalsze kroki - podobnie jak w stosunku do innych wielkich postaci reformatorskich chrześcijaństwa.
3. Jest i trzecia sprawa, którą chciałbym poruszyć - mianowicie rola Karola Wojtyły jako filozofa. W czasie ostatniego Soboru niektórzy myśleli, że Kościół, a może nawet i cała nasza kultura, będzie się mógł pozbyć filozofii. Dwie pokusy uderzały tu z dwu stron. Z jednej strony pokusa fideizmu: filozofia, powiadano, jest przeszkodą dla wiary, mąci tylko w głowach. Trzeba czystej wiary, bez filozofii, ona dopiero doprowadzi do właściwego chrystianizmu. I druga pokusa: scjentyzm. Nauki szczegółowe wszystko wytłumaczą. Psychologia, socjologia, nauki fizyko-matematyczne, biologia dadzą taki obraz świata, że filozofia stanie się niepotrzebnym bałamuceniem umysłów. Myślało tak wielu ludzi. Nad sprawą wychowania i formacji duchowej w Kościele ciążyła wielka pokusa - pokusa pozbycia się filozofii. Jan Paweł II, Karol Wojtyła, okazał się człowiekiem, który rozumiał, że w tych tendencjach kryje się wielkie niebezpieczeństwo - obrabowania człowieka z jednego z największych jego skarbów - mianowicie z mądrości przyrodzonej.
Na Soborze chciano rzeczywiście zakończyć epokę, w której filozofia i teologia bywały w Kościele traktowane jak ideologia. Zrozumiano, że zarówno filozofia, jak i teologia winny i mogą rozwijać się tylko w klimacie wolności. Dlatego musi istnieć i pluralizm filozofii, i pluralizm teologii. Niektórym zdawało się, że zakończenie ideologicznego traktowania myśli tomistycznej jest zerwaniem z myślą filozoficzną i teologiczną świętego Tomasza. Wniosek ten był jak najbardziej niesłuszny. Każda filozofia i każda teologia muszą być owocem swobodnego wyboru. Niezmienny jest tylko depozyt wiary.
Filozofia w swoim najgłębszym powołaniu jest po to, ażeby w człowieku kultywować cnotę mądrości przyrodzonej i przygotowywać go na mądrość nadprzyrodzoną. Myślę, że tutaj rola Jana Pawła II jest wielka - dlatego że nie tylko w swoim typie filozofowania, ale wprost w swoich wypowiedziach, a zwłaszcza w ostatniej encyklice, Fides et ratio, pokazał dobitnie, iż wielka filozofia klasyczna - ta, która na gruncie europejskim zaczęła się w starożytnej Grecji, a rozwijała się przez okres Ojców Kościoła i przez średniowiecze - nie tylko nie jest czymś wygasłym, skończonym i niepotrzebnym, ale jest jednym z największych skarbów ludzkości. Nawrót do filozofii klasycznej to nie nawrót do tego, co stare, ale dotykanie sedna i ciągłe życie tym, co jest wciąż aktualne i istotne. Równocześnie Karol Wojtyła pokazał, że sam rozumie dobrze cenne wartości, które się przejawiają w myśli współczesnej, choć pojmuje zarazem, że w wieku XV i XVI nastąpiło załamanie się wielkiej filozofii metafizycznej, która na kilka stuleci została jakby uśpiona, ale że nawrót do tej głębokiej filozofii charakteryzuje również i współczesność. W Fides et ratio mamy wskazanie na kilka takich stylów myślenia, które pokazują, że nowe życie filozofii się budzi i że potrzeba refleksji filozoficznej nie ustała na świecie. Sam Karol Wojtyła usiłował poprzez metodę fenomenologiczną wzbogacić trzon myśli klasycznej, myśli metafizycznej. Sądzę, że troska o to, ażeby wielka filozofia dalej żyła, ażeby była fundamentem, który przygotowuje człowieka na przyjęcie tajemnicy, na duchowe otwarcie drzwi ku tajemnicy, ku wierze i ku mistyce, jest właściwym zadaniem filozofii w przeszłości i w obecnym czasie. Tego dokonać może tylko wielka filozofia. Dlatego Karol Wojtyła, przy wszystkich swoich zajęciach duszpasterskich i proroczych dla świata, jest równocześnie orędownikiem, przypominającym o znaczeniu prawdziwej refleksji filozoficznej, która jest kultem mądrości przyrodzonej w człowieku. To niezmiernie ważne nie tylko dla wychowania chrześcijańskiego, ale dla wychowania w ogóle. Zapomnienie, porzucenie tej dziedziny byłoby ogromnym zubożeniem świata.
Uważam, że Jan Paweł II dlatego jest tak wyjątkową postacią, że dla Kościoła jest kapłanem nadchodzącej i już obecnej wiosny Ducha Świętego w Kościele; że jest prorokiem przygotowującym świat do bardziej ludzkiego współistnienia, współbytowania na całym globie, a więc również w Europie, również w Polsce; i że jest wreszcie orędownikiem mądrości, orędownikiem prawdziwego nawrotu do refleksji filozoficznej - zachęca, ażeby nie zaniedbać tej dziedziny, która jest równie ważna jak miłość. Mądrość i miłość są dwiema wartościami, o których pierwszeństwo trudno się spierać.
STEFAN SWIEŻAWSKI, ur. 1907, historyk filozofii, em. profesor KUL, audytor na II Soborze Watykańskim. Autor licznych książek, ostatnio wydał Dzieje europejskiej filozofii klasycznej.
Przypisy:
1 Opinia dotycząca nadania Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II doktoratu honoris causa UAM w Poznaniu. Jej tekst otrzymaliśmy od Autora za zgodą Władz UAM.
|