SIW Znak
O nas
Prenumerata
Numery w sprzedaży
Zapowiedzi
Rocznik 1999
Rocznik 2000
Rocznik 2001
-
styczeń, nr 548
- luty, nr 549
- marzec, nr 550
- kwiecień, nr 551
-
maj, nr 552
-
czerwiec, nr 553
-
lipiec, nr 554
Fundacja
Księga gości
Abyśmy lepiej mogli poznać Państwa oczekiwania, opinie i życzenia prosimy o wpisanie się do naszej
księgi gości.
Dziękujemy!
|
 |
LIST DO JACKA HOŁÓWKI
Tadeusz Gadacz
|
Warszawa, 28 V 2001
Drogi Jacku!
Przeczytawszy Twoje przejmujące słowa na temat eutanazji, postanowiłem napisać do Ciebie list. Wybrałem taką formę, ponieważ nie zamierzam przekonywać Cię za pomocą argumentów filozoficznych. Jesteś mistrzem w argumentacji i trudno zmierzyć się z Tobą. Nie dlatego jednak się uchylam. Sądzę, że takie argumenty nie mają siły przekonywania, jeśli nie podziela się tych samych założeń lub tej samej wiary. Natomiast tam, gdzie podziela się tę samą wiarę, przekonywanie wydaje się zbędne. Dlatego chciałbym raczej podzielić się z Tobą własnym doświadczeniem, nie odwołując się do hipotezy istnienia Boga tam, gdzie to niekonieczne.
Poruszasz w swej wypowiedzi kilka ważnych kwestii. Jedna z nich dotyczy świętości życia. Podzielam Twoje wątpliwości związane zarówno ze sposobem argumentacji dokumentów kościelnych, jak i ich językiem, ale poglądy, które przytaczasz, należą już do historii. Twoje stwierdzenie, że człowiek żyje na chwałę Boga, brzmi jak cytat ze starych katechizmów. Człowiek żyje dla miłości i to jest najgłębszym sensem jego życia. A miłość, jak wiesz, to coś więcej niż czysty pragmatyzm, bycie potrzebnym Bogu i innym dla jakichś określonych celów. Człowiek nie jest "po co?", ponieważ jest istotą wolną. I na tym w moim przekonaniu polega świętość życia, że jako wolny, jest zdolny do miłości. Dopóki żyje, może jeszcze czegoś dokonać. Jest wolny, by heroicznie znosić cierpienie, i jest wolny, by się poddać; by żyć i by odebrać sobie życie; by żyć dla innych albo tylko dla siebie samego. Dlatego nie potępiam tych, którzy się poddają i wycofują, ani nimi nie pogardzam. Istotnie, jest to sprawa ich sumienia, ale podziwiam tych, którzy heroicznie walczą, właśnie jak Hiob, musząc nawet prawować się z Bogiem.
Życie jest dla mnie święte także dlatego, że jest czymś cudownym. Gdy patrzymy na nie na co dzień bez głębszej refleksji, wydaje się nam ono czymś oczywistym. Czymś naturalnym jest życie człowieka zdrowego, inteligentnego, rozwijającego się, a czymś całkowicie nienaturalnym kalectwo lub choroba. Tak to widzimy. Wystarczy jednak wejść do jakiegokolwiek szpitala dziecięcego, zobaczyć chorych z rozstrojonym układem genetycznym, umierających na raka, by uświadomić sobie, jak wiele milionów różnych czynników, zarówno znanych, jak i jeszcze nieznanych, musi jednocześnie zadziałać, aby narodził się zdrowy człowiek. Właśnie z tej odwróconej perspektywy życie ukazuje się jako coś "nienaturalnego", coś, co nie powinno się zdarzyć, a jest.
Czasami, Jacku, cena życia wydaje się nam zbyt wysoka, piszesz o tym. To tajemnica cierpienia - powalającego, nieludzkiego, niezmiernie trudnego do udźwignięcia. Cierpienie jest tajemnicą. Nie przyjmujemy go jako szczególnego rodzaju "pieszczoty" ze strony Boga. W obliczu cierpienia łatwo Boga oskarżać, łatwo też Go usprawiedliwiać. Ale ja nie usiłuję usprawiedliwić cierpienia i nie sądzę, by można i trzeba było nadawać mu sens. Cierpienie jest złe i niczemu nie służy. I dlatego właśnie, że jest złe, wierzę, że Bóg ma w nim udział nie po to, by go usprawiedliwić, lecz by włączyć się w solidarność wstrząśniętych. Odmiennie jednak niż Ty, Jacku, sądzę, że głęboko ludzkie jest przezwyciężanie go. Dlatego cierpienie nie jest dla mnie argumentem za eutanazją, lecz przeciw niej, choć, jak już wspomniałem, szanuję wolność wyboru każdego.
Pozwól, że podzielę się z Tobą własnym doświadczeniem. Był piękny wrzesień 1997. Rok po śmierci synka urodziła się nam córeczka, Cecylka, której oczekiwaliśmy z miłością i utęsknieniem. Już następnego dnia orzeczono, że jest chora na camptomelic dysplasia, bardzo rzadką chorobę genetyczną. Podjęliśmy wszystkie możliwe kroki z nadzieją, że będzie żyć, chociaż ostrzegano nas, że choroba jest śmiertelna. Bardzo cierpiała, przez kilka miesięcy była znieczulana morfiną. Była zbyt słaba, żeby żyć, ale nie chciała też umrzeć. Każdego dnia stawiałem sobie pytanie, czy nie pomnażamy jej cierpień, podejmując rozliczne starania. Zmarła w kilka miesięcy po urodzeniu. Nie rozumiałem wówczas sensu tragicznej sytuacji, w jakiej wówczas znaleźliśmy się, nie rozumiem jej także i dzisiaj. Jednak perspektywa czasu odsłoniła mi jedną głęboką prawdę: Cecylka żyła dla nas. Mnie podarowała ojcostwo, a Kasi macierzyństwo. Zrozumiałem, jak wielkim darem może być obecność bliskiej, kochanej osoby, każdy dzień i każda chwila tej obecności, każdy uścisk palca, każde dotknięcie. Wówczas tak tego nie rozumiałem, dlatego nie mogę postawić sobie zarzutu kierowania się egoizmem. Dziś to doświadczenie jest siłą mojego życia.
W tym samym czasie doszła do mnie także hiobowa wieść o poważnej chorobie mojego mistrza, księdza Józefa Tischnera. Odchodził cierpiąc człowiek, który tak kochał życie. Był z nami w naszym cierpieniu. Sam też nie poddawał się, walczył. Podczas śmiertelnej choroby napisał kilka ważnych, także dla mnie osobiście, tekstów, a pośród nich o miłosierdziu Bożym. Jacku, życie jest i może być darem: nam danym jako cud (bez względu na to, czy wierzymy, że jest darem Boga, czy też tylko trafem losu), a także darem dla bliskich. Zamiast pytać, czy człowiek ma prawo wycofać się z życia, ważniejsze, jak sądzę, jest pytanie: czy żyjemy tylko dla siebie? Myślę o tym, co pomimo cierpienia dała nam Cecylka. Mam też świadomość, ile może kosztować taki dar i jednocześnie jaki to piękny dar. Jacku, każdy człowiek ma tak wiele do dania innym, nawet jeśli trzeba zapłacić za to wysoką cenę. Nie pytaj mnie o granice. Nie znam odpowiedzi, nikt jej nie zna. Musimy opierać się na rozsądku, sumieniu i na prawie każdego do wolności. Nie jest jednak bez znaczenia, czy tworzymy atmosferę afirmacji życia czy afirmacji śmierci, nie mówiąc już o tym, o czym sam piszesz, że prawo do życia może stanąć tu w sprzeczności z prawem do eutanazji; wszak ludzkie procedury są omylne. Nie mogę zupełnie wyobrazić sobie takich procedur zastosowanych wobec Cecylki. Dlatego jestem przeciwny powszechnemu prawu do eutanazji.
Jacku, wybacz moralizatorski ton moich słów, jeśli go dostrzegasz. Chciałbym być od niego daleki. Piszę jedynie po to, żebyś wiedział, że także dla mnie jesteś kimś bardzo ważnym. Jeśli będziesz musiał kiedyś podjąć decyzję, wiedz, że w kręgu wielu Twoich bliskich, dla których Twoja obecność jest darem, jestem także ja. Może mimo wszystko będziemy mogli jeszcze porozmawiać o filozofii, a może tylko pobyć ze sobą. Wierzę, że to naprawdę ważne.
Tadeusz Gadacz
TADEUSZ GADACZ, ur. 1955, filozof, wykładowca Collegium Civitas w Warszawie.
|