SIW Znak
O nas
Prenumerata
Numery w sprzedaży
Zapowiedzi
Rocznik 1999
Rocznik 2000
Rocznik 2001
Rocznik 2002
styczeń, nr 560
luty, nr 561
Księga gości
Fundacja
|
 |
PIĘKNO I SIŁA NADZIEI
Wacław Hryniewicz OMI
|
Błogosławieństwa jako Magna Charta chrześcijaństwa
W kanonie wielkich tekstów chrześcijaństwa Błogosławieństwa zajmują miejsce szczególne. Wyraża się w nich w paradoksalny sposób to wszystko, co w religii chrześcijańskiej jest najbardziej charakterystyczne i ujmujące. Wystarczy pomyśleć o uczuciach i wrażeniach, jakie tekst ten budził w głęboko uduchowionych ludziach spoza chrześcijaństwa, tej miary co na przykład Mahatma Gandhi. Błogosławieństwa odsłaniają nowy wymiar ludzkiego istnienia. Czynią to w formie wielkiej obietnicy i nadziei, niosącej nowe doświadczenie wewnętrznego wyzwolenia i wolności ludzkiego ducha. Tchną wizją świata dalekiego od idealizacji - świata, w którym jest miejsce dla Bożej pochwały ludzi wewnętrznie wolnych. Jest to wolność błogosławiona, której człowiek uczy się przez całe życie. W Błogosławieństwach rozbrzmiewają słowa Boskiej życzliwości i przyjaźni dla człowieka. To tak jakby w najtrudniejszej sytuacji życia Bóg mówił: "Nie poddawajcie się zwątpieniu: Bądźcie dzielni! Bądźcie wielcy duchem! Bądźcie szczęśliwi!" Jezus Błogosławieństw wzywa do odnalezienia głębszego spojrzenia na życie i losy świata, wbrew obiegowym opiniom, utartym sądom, pozorom i przyzwyczajeniom. Błogosławieństwa - to Magna Charta chrześcijaństwa, wciąż czekająca na pełniejszą realizację. Nikt z nas do niej nie dorasta. W Błogosławieństwach zawiera się mądrość, której głębi nie jesteśmy w stanie zrozumieć.
Czuję wielkie onieśmielenie wobec tekstu Błogosławieństw. Jakże mogłoby być inaczej, skoro zdaję sobie sprawę z ogromnego dystansu pomiędzy Boskim wezwaniem a ludzkim niedorastaniem do błogosławionego sposobu przeżywania życia. Dwukrotnie dane mi było przebywać na Górze Błogosławieństw. Na zawsze zachowam pod powiekami obraz tego miejsca skąpanego w słońcu, pełnego zieleni, kwiatów i śpiewu ptaków. W tafli jeziora Genezaret odbija się lazur nieba, które tu wydaje się zniżać do samej ziemi. Wymowny symbol stykania się światów! To właśnie tutaj, przed wiekami, Mistrz z Nazaretu "otworzył swoje usta i nauczał ich tymi słowami" (Mt 5, 2), które do dzisiaj zdają się rozbrzmiewać w tym miejscu.
Błogosławieństwa to życzenia szczęścia. Występujące w Ewangelii słowo makarios znaczy w gruncie rzeczy "szczęśliwy" (odpowiednikiem polskiego "błogosławiony" jest eulogetós lub eulogeménos). W szkole Błogosławieństw człowiek uczy się rozumieć, że szczęściem podstawowym jest sama łaska istnienia, że można być szczęśliwym w głębi jestestwa, pomimo wielu przeciwności i niepowodzeń. Błogosławieństwa mówią o szczęściu w sposób paradoksalny i zaskakujący, w formie życzeń wypowiadanych przez Tego, kogo można obdarzyć zaufaniem. O jakie więc szczęście chodzi?
Tym, którzy potrafią się nawracać
Krótsza forma Błogosławieństw, zapisana przez św. Łukasza (6, 20-23), uchodzi za bardziej pierwotną. Wyraźniej dochodzi w niej do głosu wymiar społeczny, wzmocniony poczwórnym "Biada wam", następującym po czterech Błogosławieństwach. W Ewangelii według św. Mateusza (5, 3-11) Błogosławieństwa zostały rozwinięte i zinterpretowane. Mają one charakter bardziej duchowy. Obydwie wersje zdają się wzajemnie uzupełniać.
Widać to już w pierwszym błogosławieństwie: "Błogosławieni ubodzy w duchu [dosłownie w celowniku: wobec ducha, duchem - to pneúmati], albowiem do nich należy królestwo niebieskie". W Ewangelii według Łukasza Jezus mówi po prostu: "Błogosławieni ubodzy". Taka była rzeczywistość tamtego czasu. Jezus kierował swoje słowa do ludzi ubogich (anawim), uciskanych, wykorzystywanych i wykluczanych. To w ich obronie stawali niegdyś wielcy prorocy Izraela, piętnując niesprawiedliwość i krzywdę. Przypominali, że Bóg jest po stronie biednych, że przeciwstawia się tym, którzy uciskają innych, wykorzystują ich i wykluczają ze społeczności ludzkiej. "Wdowa i sierota" to biblijne przykłady ludzi biednych. W midraszach żydowskich często pojawiało się przekonanie, że sam Bóg stoi za ubogimi, że jest ich protektorem i obrońcą. To On upomina się o taki świat, w którym jest miejsce na troskę o drugiego człowieka. To On kieruje szczególną troskę w stronę ubogich i nieszczęśliwych. Właśnie oni zdają się łatwiej odnajdywać drogę do siebie nawzajem. Są bardziej narażeni na zranienie i mniej w nich samozadowolenia. To wśród nich zachowuje się ujmująca zdolność do obdarzania drugich życzliwością, akceptacją i przyjaźnią. Dla Boga ważniejsze jest to, by ludzie dostrzegali i rozumieli siebie nawzajem, by byli dobrzy dla siebie, niż żeby składali rytualne ofiary. Jezus podejmuje naukę proroków (Mt 9, 13; 12, 7; Oz 6, 6). Staje również po stronie ubogich i bierze ich w obronę.
Błogosławieństwa nie są gloryfikacją ludzkiej nędzy ani zachętą do całkowitej bierności i rezygnacji. Ubóstwo można przeżywać w sposób godny i szlachetny, natomiast nędza stwarza sytuację, która degraduje człowieka i pozbawia godności. Zwalczanie nędzy jest obowiązkiem wynikającym z międzyludzkiej solidarności i z miłości bliźniego. Sytuację taką trzeba nie tylko dostrzegać, ale również zapobiegać jej na drodze strukturalnych przemian społeczeństwa. Dzisiaj potrzebny jest w skali planetarnej iście profetyczny głos chrześcijan, inspirujący do poszukiwania nowego stylu życia i wzajemnej odpowiedzialności.
Jezus nie potępił bogactwa jako takiego, przestrzegał jednak ludzi bogatych przed egoistycznym postępowaniem. Przypowieść o pomysłowym, ale nieuczciwym zarządcy (Łk 16, 1-8) zachęca do rozważenia niewykorzystanych możliwości i zmarnowanych szans czynienia dobra. Ludzie "tego świata" okazują się bardziej zaradni w swoich sprawach niż uczniowie Chrystusa, często pozbawieni wyobraźni, bezradni i sparaliżowani sytuacją w świecie.
Człowiek bogaty może być również człowiekiem Bożym, w zależności od tego, jaki użytek czyni ze swego bogactwa. Im większe bogactwo, tym większa odpowiedzialność. Człowiek z natury swej dąży do dobrobytu. Ma prawo cieszyć się osiągnięciami pracy rąk i umysłu, podnosić stopę życiową i zaspokajać realne potrzeby. Nie może jednak hołdować mentalności konsumpcyjnej ani stawać się przyczyną niesprawiedliwości społecznej. Nikt nie ma prawa bogacić się nieuczciwie, kosztem innych. Kto wiele posiada, staje się łatwo niewolnikiem swojej własności i chęci posiadania jeszcze więcej. Umiejętność poprzestawania na tym, co konieczne, daje człowiekowi wewnętrzną wolność. Pozwala zaznać radości dzielenia się z tymi, którzy znajdują się w potrzebie.
Pierwsze błogosławieństwo nie jest bynajmniej zaleceniem duchowej miernoty ani potępieniem intelektualnych aspiracji człowieka. Jest pochwałą wewnętrznej wolności, otwartości, ufności i gotowości do wyjścia innym naprzeciw. Jest pochwałą takiego ubóstwa "w duchu", które wyzwala dobro i stanowi formę milczącego przyzywania (epiklezy!) Tego, który ocala nas od rzeczywistej nędzy duchowej. Wszyscy pozostajemy istotami, które własnym ubóstwem ustawicznie kierują wołanie o ocalenie i spełnienie. Człowiek "ubogi w duchu", "mający serce ubogiego", jest wolny od samego siebie, otwarty na Boga i innych ludzi. Nie jest zadufany w swojej inteligencji i kulturze. Zna swoje niedostatki.
Troska o ubogich cechowała pierwsze gminy chrześcijańskie (Ga 2, 10; Dz 4, 32-34; 2 Kor 8, 13-14). Wynikało to z głębokiej wiary, iż w Jezusie Chrystusie sam Bóg stał się "Ubogim" par excellence, że w ubogich spotyka się Jego samego. Przypowieść o Sądzie Ostatecznym (Mt 25, 31-46) wyraża tę myśl z niezwykłym dramatyzmem. Po uzyskaniu przez Kościół wolności za cesarza Konstantyna chrześcijańscy biskupi pełnić zaczęli rolę przywódczą w społeczeństwie. Jedną z publicznych cnót wyróżniających biskupa i wymaganych od niego była "miłość do ubogich", rzeczywista troska o ich los. Nazywano go po prostu "przyjacielem ubogich" (philóptochos), w czym miał być podobny do starotestamentalnych proroków.
Błogosławieństwa uczą szacunku dla ludzkiej niedoli, a także akceptacji ubóstwa i słabości w samym sobie. Wszyscy mamy trudności z kształtowaniem naszych związków z innymi. Nie potrafimy przebaczać. To także nasze ubóstwo. Ubogi jest każdy, kto czuje się wykluczony i przegrany, kto przeżywa swoje osamotnienie, izolację, upośledzenie i brak poczucia własnej wartości. Jakże często dzisiaj ubodzy to ludzie słabi, nieszczęśliwi, bezradni, cierpiący, zniechęceni, lekceważeni przez dobrze się mających, przeżywający kryzys związany z pytaniem o sens życia. Ubogi jest nade wszystko ten, w kim nie ma miłości (1 Kor 13, 1-3).
Codzienne doświadczenie poucza, że można być ubogim w sensie materialnym, a zarazem bogatym w najgorsze uczucia i nastawienia, pełnym nienawiści, zazdrości i resentymentu. Jest to złe "bogactwo", mające różnorodne oblicza. Człowiek bogaty duchem w złym sensie tego słowa jest przede wszystkim pełen samego siebie, zamknięty w sobie, niewrażliwy na innych, zadowolony z siebie. Chciałby wręcz, aby wszystko krążyło wokół niego i służyło mu. Jego troska obraca się wokół własnego znaczenia i prestiżu. Swoje widzenie spraw życia chciałby narzucić innym. Przeciwieństwem tej postawy są "ubodzy duchem", ludzie rozumiejący potrzebę nawrócenia, do którego od początku swojej publicznej działalności nawoływał Jezus: "Nawracajcie się [dosłownie: zmieniajcie myślenie] i wierzcie w Ewangelię [dosłownie: Dobrą Nowinę]" (Mk 1, 15). Motyw nawrócenia to czas przybliżenia się królestwa Bożego.
Warto zatrzymać się przy słowie metanoia i jego związku z pierwszym błogosławieństwem. Nie chodzi tu jedynie o sens moralny. Nawracając się, zaczynam zmieniać sam sposób myślenia (meta-noein znaczy dosłownie "myśleć po"), myśleć na nowo po doświadczeniach niewłaściwego postępowania. Metanoia to nawrócenie umysłu i serca, zmiana w rozumieniu życia. Świat nie obraca się wokół mojej osoby. Nie jestem punktem odniesienia ani miarą innych. Muszę odkryć innych, dostrzec ich istnienie i uszanować. Im wówczas łatwiej otworzyć się w stosunku do mnie. Nie trzeba szukać światła jedynie na zewnątrz siebie samego. To światło potrafi zajaśnieć w milczeniu własnego wnętrza, w głosie sumienia i w świadomości własnej winy.
Człowiek "bogaty w duchu" uważa, że wszystko zna i niczego mu już nie potrzeba. Człowiek "ubogi w duchu" nosi w sobie głęboką świadomość swojej niewiedzy. Jest zdolny do zdumienia w obliczu nieogarnionej rzeczywistości świata, będącej symbolem jeszcze większej rzeczywistości niewidzialnej. Nie przyjmuje wszystkiego, czym jest i co go otacza, jako należności. Ma głębokie poczucie daru istnienia. Jego "ubóstwo w duchu" jest zdolnością przeżywania życia i wszystkiego, co ono niesie ze sobą, jako wielkiego daru. Człowiek "ubogi w duchu", "mający serce ubogiego", jest człowiekiem przebudzonym do głębszego sposobu istnienia, do odkrywania głębszej rzeczywistości, ukrytej pod powierzchnią pozorów. Jest to przebudzenie błogosławione! To ono pozwala dostrzec, że "królestwo Boże" jest w nas samych (por. Łk 17, 21) i pośród nas. Odkrywa się je nie tylko przez pogrążenie się we własnym wnętrzu, ale również przez spotkanie z innymi, którzy towarzyszą nam na drodze do jego ostatecznego spełnienia. Jezus nie bez powodu mówi, że do takich ludzi już, a nie dopiero w przyszłości, "należy królestwo niebieskie".
Przezwyciężać smutki i wnosić pokój
Paradoksalny charakter Błogosławieństw widoczny jest szczególnie w odniesieniu do ludzi dotkniętych bólem, smutkiem i żałobą: "Błogosławieni, którzy się smucą [płaczą, boleją], albowiem oni będą pocieszeni". Jest to błogosławieństwo dla ludzi, którzy tracą poczucie wartości życia, którzy znaleźli się w pułapce depresji, smutku, żałoby, wewnętrznego zranienia i bezradności. Jezus wskazuje drogę odkrycia siebie na nowo, przewartościowania, wyjścia z zapaści na drogę akceptacji i zaufania. Przywraca człowiekowi zagubionemu poczucie własnej wartości i świadomość tego, że nie przestał być miłowany przez Boga. Kto nie przeszedł przez smutek i wewnętrzne oczyszczenie, nie potrafi głęboko doświadczyć radości istnienia jakby na nowo darowanego. Po wielkim smutku człowiek jest inny - coś w nim umarło, coś się narodziło.
To błogosławieństwo uczy trudnej umiejętności przyjmowania i przezwyciężania bólu, zwłaszcza po utracie drogiej osoby. Jezus nie sławi udręki ani żałoby. Mówi o pocieszeniu, jakie daje nadzieja na wyjście z tego stanu ducha. Uczy przyjmować życie z ufnością i wiarą w jego sens ostateczny, pomimo wszelkich niedostatków i doświadczeń. Wzywa tym samym do solidarności, współczucia i niesienia pomocy.
Smutek i płacz są wyrazem wewnętrznego poruszenia całego jestestwa człowieka. Nawet najbardziej twarde ludzkie serce podatne jest na zranienie i wewnętrzny wstrząs. Serce skamieniałe może znowu stać się sercem czującym. Nie wolno nigdy z góry wykluczać tej możliwości. Łzy mogą być wyrazem dokonanej przemiany. Są momenty, kiedy człowiek może przerazić się samym sobą. To tak, jakby nagle ujrzał swoje prawdziwe odbicie w zwierciadle. Każdy nosi w sobie własne lęki. W każdym drzemie utajona potrzeba wyszukiwania wrogów i ludzi nieprzyjaznych. To na nich jesteśmy skłonni przerzucać część własnej winy i własnego lęku. Stąd rodzi się także ukryta chęć zniewalania innych oraz złudne poczucie własnej wyższości. Jesteśmy istotami podatnymi na różnorodne smutki, lęki i trwogi, mające swoje ostateczne źródło w lęku najbardziej podstawowym: przed śmiercią i unicestwieniem. Rosnące w ludziach naszego czasu poczucie aburdalności istnienia jeszcze bardziej pogłębia lęk przed nicością.
Chrystus głosi błogosławieństwo dla smucących się i płaczących. To On sam jest naszym wyzwoleniem od tego podstawowego lęku przed śmiercią i unicestwieniem. To On stanął na zawsze pomiędzy naszym istnieniem a nicością. Tu właśnie dostrzegamy, iż sens Błogosławieństw staje się zrozumiały w świetle Paschy Chrystusa, Jego przejścia ze śmierci (sfera smutku, bólu i lęku) do zmartwychwstania (sfera ufności i spełnienia). Chrystus wnosi pocieszenie w życie ludzkie przez to, kim dla nas jest i co uczynił. Obietnica zmartwychwstania pozwala przezwyciężać smutek i lęk przed śmiercią. Smutek ustępuje miejsca ufności w spełnienie Bożej obietnicy. Jest to już inna jakość istnienia, poddanego działaniu Boskiego Ducha, Pocieszyciela - Tego, który nas umacnia w drodze, a którego przyzywamy samym istnieniem rozdartym, bezgłośnie, mową samego jestestwa poddanego smutkowi przemijania i śmierci.
Jako istoty ludzkie, istniejemy w relacji jedni do drugich. Od jakości tych związków zależy jakość ludzkiego życia, zarówno w skali indywidualnej, jak i zbiorowej. Troska o dobre stosunki między ludźmi przenika od początku do końca nauczanie Jezusa. Taki jest sens "nowego przykazania" (J 13, 34). Taki jest również sens błogosławieństwa Jezusa dla ludzi czyniących pokój: "Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój [dosłownie: pokój czyniący], albowiem oni będą nazwani synami Bożymi". Posługując się dzisiaj językiem inkluzywnym, trzeba by powiedzieć: "będą nazwani dziećmi Bożymi", synami i córkami. Błogosławieństwo jest dla mężczyzn i kobiet - dla tych, którzy tworzą więzi przyjaźni i pokoju między ludźmi, będąc w ten sposób zwiastunami wspólnoty zbawionych w świecie zmartwychwstania. Mądrość Pisma mówi, że to właśnie sam Chrystus "jest naszym pokojem" (Ef 2, 14) - On, który zburzył mur wrogości dzielący jednych od drugich, "w sobie zadawszy śmierć wrogości" (Ef 2, 16). Mocą swego zmartwychwstania tworzy On nową przestrzeń życia, w której ufność zajmuje miejsce lęku przed drugim człowiekiem.
Człowiek "czyniący pokój" rezygnuje w swoim życiu z odpowiadania przemocą na przemoc, aby w ten sposób przerwać przeklęty łańcuch lęku, zemsty i odpłaty. Potrafi odkrywać to, co w drugim człowieku najlepsze. Nie wypatruje wrogów dokoła siebie. Wie, że wnosić dziś pokój w ludzkie relacje to promieniować uznaniem inności drugiego człowieka, gotowością wyjścia mu naprzeciw i zrozumienia go, zdolnością korygowania własnych błędów. Błogosławieństwa uczą bezinteresowności: "Czyńcie dobrze (...), niczego się za to nie spodziewając" (Łk 6, 35). Nie można wszystkiego oprzeć na wzajemności. W życiu ludzkim jest wiele sytuacji, gdy trzeba z niej zrezygnować. To także niełatwy składnik prawdziwej kultury pokoju, do której tworzenia zachęca błogosławieństwo Jezusa. Stare przysłowie mówi: "Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe". Jezus wyraził tę regułę postępowania w sposób pozytywny: "Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, podobnie wy im czyńcie" (Łk 6, 31).
Sprawiedliwość i świat zmartwychwstania
W dwóch błogosławieństwach kluczowym słowem jest sprawiedliwość: "Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni" oraz "Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla [z powodu] sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie". Nauczanie Jezusa nawiązuje do wypowiedzi biblijnych proroków. Sprawiedliwość to nie tylko ludzka prawość, ale upodobnienie się człowieka w konkretnym postępowaniu do postępowania samego Boga, do Jego dobroci, cierpliwości i świętości. Jedyną siłą uczniów Chrystusa ma być miłość i świadectwo o prawdzie. Być sprawiedliwym to okazywać szacunek drugiemu człowiekowi, wychodzić mu naprzeciw z życzliwą pomocą, dawać udział w tym, co się posiada. Im bardziej człowiek zbliża się do Boga, tym bardziej jest świadom swoich błędów i niedomagań. Jakże często prorocy głosili, że Bóg oczekuje od ludzi nie tyle samego przestrzegania wymogów Prawa i obrzędów religijnych, ile nade wszystko sprawiedliwości w stosunku do ludzi! Sprawiedliwość nie pozwala gromadzić bogactw ze szkodą dla innych.
Nauczanie proroków i Jezusa nabiera dzisiaj szczególnej aktualności nie tylko w skali indywidualnej, ale również globalnej. Sprawiedliwość wymaga samoograniczenia. Dobrowolny akt ograniczenia własnego bogactwa jest darem dla innych, błogosławieństwem dla ubogich i źle się mających. Sprawiedliwość jest wyrazem poszanowania ludzkiego życia. Jak w tym świetle oceniać sytuację w skali całego globu, na którym 20% mieszkańców w krajach bogatych zużywa 80% zasobów Ziemi, nie troszcząc się o los najbiedniejszych? Życie jednych przeżera nihilizm i nuda, podczas gdy inni umierają z głodu i chorób, odarci z poczucia ludzkiej godności. Czy sytuacja ta nie woła o sprawiedliwość i ochronę życia? Błogosławieństwo Jezusa kieruje się w stronę tych, którzy pragną sprawiedliwości dla innych i o nią się zmagają. Nie jest to błogosławieństwo dla samej bierności pragnienia, lecz dla trudu zmagania o to, aby ludzie mogli żyć w sposób godny człowieka.
Ewangelia odsłania jeszcze głębszą stronę błogosławieństw związanych ze sprawiedliwością. Uwrażliwia na wszystkie wymiary życia. Mówi o prześladowanych "dla sprawiedliwości", o ryzyku wystawienia się na cierpienie, a nawet utraty życia. Chrystus daje siłę i uzdalnia do zmagania o sprawiedliwość. Jak inaczej rozumieć słowa otuchy, które są niejako przypieczętowaniem wszystkich Błogosławieństw: "Błogosławieni jesteście, gdy (ludzie) wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie" (Mt 5, 11-12). Do końca świata ludzkość będzie zmagać się z nienawiścią, przemocą, wrogością, obojętnością i niezrozumieniem. Jeżeli "wszystko złe" spotyka nas jedynie z powodu Chrystusa, a nie z naszej ludzkiej winy, możemy się cieszyć i nie zniechęcać się w czynieniu dobra.
Przykład Chrystusa jest największą zachętą do kroczenia tą drogą. Jego życie nie skończyło się wraz ze śmiercią. Głos Zmartwychwstałego dotarł do krańców świata. Odczytujemy dziś Błogosławieństwa w świetle Jego zmartwychwstania. Sam Jezus z Nazaretu był Tym, który najbardziej pragnął sprawiedliwości dla ludzi. W Jego losie sprawdza się najwyraźniej obietnica "nasycenia" i spełnienia w królestwie Bożym. Kto zapomina o zmartwychwstaniu, traci poczucie ostatecznego sensu sprawiedliwości. Zmartwychwstanie Chrystusa przełamało granice tego świata. Rozpoczął się w nim proces ostatecznego przeobrażenia w "ziemię nową" (Ap 21, 1), na której nie będzie już "ani żałoby, ani krzyku, ani trudu" (Ap 21, 4), ani "niczego godnego klątwy" (Ap 22, 3).
Oto obraz świata błogosławionego, będącego zaprzeczeniem wszelkiego przekleństwa - świata, w którym "ucałują się sprawiedliwość i pokój" (Ps 85, 11). Zmaganie o sprawiedliwość na tym świecie jest profetycznym trudem na rzecz Wielkiej Przyszłości świata zmartwychwstania - świata sprawiedliwości, miłości i pokoju. Sprawiedliwość niesie obietnicę zmartwychwstania. Jest zapowiedzią przyszłej wspólnoty ludzi przeobrażonych mocą Boga. Już tu, na ziemi, tworzy kulturę przyjaźni, życzliwości i troski o innych. Ziemia potrzebuje dalekowzrocznych proroków ostatecznego przeobrażenia, ludzi przyczyniających się do tworzenia świata bardziej sprawiedliwego, będącego zwiastunem czegoś jeszcze większego. Twórcy sprawiedliwości są równocześnie twórcami piękna, które nie przemija. Łaknąc i pragnąc sprawiedliwości, wystawiają się często na prześladowanie i cierpienie. Pragnienie braterstwa i solidarności jest w nich większe niż obawa o własny los. Są ludźmi ofiarnymi, potrafią zapomnieć o sobie, otworzyć się na innych i zrozumieć głęboki sens miłosierdzia. Swoim życiem rozwiązują wielki paradoks współistnienia sprawiedliwości i miłosierdzia.
Gdy serce i umysł idą w parze
Błogosławieństwa mówią o miłosiernym i czystym sercu: "Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią", "Błogosławieni czystego serca [dosłownie: czyści sercem], albowiem oni Boga oglądać będą". Jednym z wielkich dobrodziejstw Ewan-gelii jest to, że przywraca ona sens słowom zużytym, dzięki czemu odzyskują one swoją pierwotną świeżość. Zszarzały i wytarły się dzisiaj takie słowa jak miłosierdzie, współczucie i przejrzystość wewnętrzna.
Miłosierdzie skłonni jesteśmy uznać za płytką pobłażliwość lub upokarzające politowanie. Tymczasem chodzi o zdolność odczuwania wraz z drugim człowiekiem, głębokie współ-czucie razem z nim, pozwalające być współuczestnikiem jego smutku, cierpienia i nieszczęścia. Człowiek staje się miłosierny, gdy nie wstydzi się okazywać innym dobroci, czułości i współczucia. Miłosierdzie jest wyrazem współodpowiedzialności za los innych. Dlatego właśnie znajduje się ono w centrum życia i nauczania Chrystusa (Łk 10, 30-37; 15, 1-32; Mt 18, 23-35).
W Ewangelii według Łukasza Jezus zachęca, aby uczyć się takiego postępowania od samego Boga: "Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny" (Łk 6, 36). Chrześcijanie nie zdołali jeszcze przeczuć do głębi, co oznaczają te słowa. Oblicze Boga, które odsłaniają, wciąż jest dalekie od logiki Boskiego miłosierdzia. Bóg udziela samego siebie i przebacza bez miary. Nie ma dla Niego sytuacji bez wyjścia. Nawet w stanie największego zatracenia można liczyć na Jego wyciągniętą i pomocną dłoń. To nie On jest sprawcą zła. Jezus Błogosławieństw sam doświadczył na sobie mocy złych ludzkich decyzji. Jest Chrystusem ukrzyżowanym, którego Bóg wskrzesił z martwych. Na krzyżu sam wstawiał się u Ojca za sprawcami swojego losu: "Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią" (Łk 23, 34). Zdumiewające usprawiedliwienie! Czy trudno dostrzec w nim obraz Boskiego miłosierdzia dla wszystkich? Od samego Boga uczymy się miłosierdzia względem innych ludzi. Kto jest człowiekiem miłosiernym, sam dostąpi miłosierdzia. Doświadczając miłosierdzia Boga, sam uczę się być miłosiernym. Nie jest to jedynie sprawa rozstrzygająca się w sferze ludzkiego umysłu. Najlepsze zrozumienie przychodzi wówczas, gdy umysł i serce idą w parze.
"Czystość serca" rozumiano często tylko w odniesieniu do spraw życia seksualnego, zwłaszcza "nieczystych" myśli i pragnień. Błogosławieństwo dla "czystych sercem" ma sens o wiele głębszy. Chodzi o wewnętrzną przejrzystość ludzkiego ducha, o czystość zamiarów i całego nastawienia osoby ludzkiej. Być człowiekiem czystego serca to uwolnić się od bałwochwalczego samozadowolenia, pychy i złych zamiarów wobec innych, a stać się człowiekiem otwartym w samej głębi swojego jestestwa, nie szukającym samego siebie. Serce czyste jest wtedy "sercem nowym" (Ez 36, 26), przemienionym. Ludzie czystego serca pozwalają Boskiemu światłu przenikać w głąb własnego człowieczeństwa. Trud oczyszczania serca to ustawiczny proces wyzwalania wolności ku dobremu. Serce oczyszczone to "światłe [oświetlone!] oczy serca" (Ef 1, 18), pozwalające zrozumieć i odczuć, "czym jest nadzieja" najwznioślejszego powołania człowieka do uczestnictwa w życiu samego Boga, do "oglądania" Go w świecie zmartwychwstania. Tradycja chrześcijańskiego Wschodu nie bez głębokiej racji od wieków uczy, że w sercu oczyszczonym rodzi się największe zrozumienie, że umysł zstępuje niejako do serca i czyni je organem poznania spraw Boskich. Owe "światłe oczy serca" potrafią już teraz dostrzec coś z samej głębi rzeczywistości, odkryć obecność Boga we wszystkim. Serce staje się duchowym ośrodkiem ludzkiego jestestwa, dzięki któremu człowiek otwiera się i przekracza samego siebie w stronę Boga i innych ludzi. Nie ma czystego serca ten, kto zachłannie dąży do własnych celów i zaspokaja swoje pragnienia, nie dostrzegając innych.
Błogosławieństwo dla miłosiernych jest nieodłączne od błogosławieństwa dla ludzi o przejrzystym sercu. Ludzie miłosierni i przejrzyści aż do samej głębi ocalają swoje człowieczeństwo od skamienienia, niewrażliwości i wewnętrznej pustki. Dają do siebie dostęp Bogu i ludziom. Głębiej pojmują Boga i losy istot nawet najbardziej zagubionych w dziejach tej ziemi.
Zrozumieć mowę i nadzieję ziemi
Jedno z najbardziej paradoksalnych błogosławieństw wyrażone zostało w odniesieniu do ludzi i losów ziemi: "Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię". W przekładzie dosłownym: "Szczęśliwi łagodni, bo oni odziedziczą ziemię". Cichość i łagodność nie utożsamiają się ze słabością charakteru. Jezus błogosławi łagodność ludzi mocnych duchem. Cichość i łagodność są oznaką siły, która nie niszczy. Jest to siła spokojna, twórcza i cierpliwa. Łagodność jest przeciwieństwem przemocy, ta bowiem niszczy i zniewala. Przemoc i przymus nie niosą prawdziwego wyzwolenia. Posługujący się nimi ludzie często głoszą wolność, ale z drugiej strony uzależniają innych i zniewalają. Chyba na tym polega dramat historycznych rewolucji. Tymczasem rewolucja Błogosławieństw jest rewolucją duchowego przełomu, przemiany myślenia, nowej percepcji czasu i historii. Istnieje lepsze jutro dla ludzkości, ale wymaga ono prawdziwego głodu sprawiedliwości, wolności, braterstwa, solidarności i szacunku dla całego stworzenia.
Cichość i łagodność idą w parze z właściwie pojętą pokorą. Jezus zachęca, aby uczyć się od Niego łagodności i pokory serca (Mt 11, 29). Istnieje niedobra tendencja do utożsamiania pokory z przekreśleniem i pognębieniem samego siebie, z wyrzeczeniem się własnej godności czy wręcz z samounicestwieniem. Świadczy o tym utrzymujący się styl czołobitności, uniżoności, a nawet służalczości wobec ludzi wyżej postawionych. Odwieczna pokusa ludzi władzy, domagających się, aby inni uznali ich wyższość, okazując to gestami uniżności! Uniżoność taka niewiele ma wspólnego z pokorą. Człowiek pokorny i cichy zdolny jest do spojrzenia na siebie w całej prawdzie. Potrafi wsłuchać się w samego siebie i otworzyć się na całą rzeczywistość stworzoną. Pokora i otwartość są nieoddzielne. Nieprzypadkowo łacińskie słowo humilitas, oznaczające pokorę, ma związek z ziemią, humus. To właśnie ziemia ma niezwykłą właściwość otwierania się na światło, wodę i powietrze, co z kolei czyni ją żyzną, płodną i błogosławioną.
Człowiek łagodny, cichy i pokorny wydaje również błogosławiony owoc swojego życia. Zostawia dobry ślad na obliczu ziemi. Jezus łączy błogosławieństwo dla cichych i łagodnych z obietnicą dziedziczenia ziemi. Łagodność wyzwala od agresywnej zachłanności, zaborczości i przemocy. Pozwala usłyszeć głos całego stworzenia, które "aż dotąd jęczy i wzdycha w bólach rodzenia" (Rz 8, 22). Prawdziwie pokorna łagodność umie wsłuchać się w nadzieję całego stworzenia, gdyż "i ono zostanie wyzwolone z niewoli zepsucia, by uczestniczyć w wolności i chwale dzieci Bożych" (Rz 8, 21). Tajemnica ziemi to tajemnica wielkiej kosmicznej nadziei, wołająca o zrozumienie i poszanowanie rytmu jej życia. Kiedy "pierwsza ziemia" przeminie, obiecano nam ujrzeć "ziemię nową" (Ap 21, 1). Ziemia jest łaską, bezinteresownym i pięknym darem Boga. Nietrudno zrozumieć, dlaczego starzec Zosima w powieści Fiodora Dostojewskiego Bracia Karamazow udziela takich oto pouczeń duchowych: "Ziemię całuj i bez ustanku, bez końca kochaj ją, kochaj wszystkich, kochaj wszystko, szukaj zachwytu i uniesienia owego. Zroś ziemię łzami swojej radości i kochaj łzy owe. Uniesienia nie wstydź się, ceń je, albowiem jest wielkim darem bożym i staje się tylko udziałem wybrańców"1.
Jezus nie podzielał potocznego przeświadczenia, że cisi i łagodni są ludźmi przegranymi, bez znaczenia, z góry skazanymi na życiową porażkę. W oczach wielu tylko ci, co potrafią być głośni i twardzi, mają szansę osiągnięcia swoich celów. W rzeczywistości jest to przekonanie złudne i nieprawdziwe. Nie można zachowywać się na naszej ziemi hałaśliwie i nieodpowiedzialnie, jak obcy przybysz, któremu obojętne są jej losy. Wszyscy jesteśmy dziećmi tej ziemi. Jej los związany jest z naszym losem . Aby to zrozumieć, trzeba się wewnętrznie wyciszyć i wsłuchać w jej mowę, tak jak to uczynił apostoł Paweł. Zanim zrozumiał oczekiwanie całego stworzenia, musiał najpierw głęboko doświadczyć wielkiej przyjaźni wobec wszystkiego, co istnieje. Jakby przyłożył ucho do ziemi i usłyszał jej wołanie... Błogosławieństwo jest dla uciszonych i łagodnych, wyzbytych przemocy wobec nawet najmniejszego ze stworzeń.
Czas Błogosławieństw - czas mesjańskiej nadziei
Kazanie na Górze, a zwłaszcza Błogosławieństwa, to niezastąpione kryterium oceny postępowania chrześcijan. Głosiciel Błogosławieństw był synem narodu wielkich Bożych obietnic. Chrześcijanie przez wieki potępiali Żydów za to, że ci nie uznali Jezusa za Mesjasza i nie przyjęli daru odkupienia. Wykazywali, że Kościół jest nowym Ludem Bożym, Synagoga zaś trwa nadal w zaślepieniu, z przepaską na oczach, oczekując przyjścia prawdziwego Mesjasza.
Błogosławieństwa są czymś więcej niż obietnicą i wielką Pieśnią o Nadziei. Są również wielkim zadaniem, którego doniosłość rzuca się w oczy, zwłaszcza w odniesieniu do narodu, z którego wyszedł Jezus. W Kazaniu na Górze, którego wstępem są Błogosławieństwa, Jezus wymaga od swoich uczniów miłości nieprzyjaciół i rezygnacji z wszelkiej przemocy. Taka postawa jest wielkim znakiem mesjańskim - niezastąpionym świadectwem, iż Mesjasz rzeczywiście przyszedł już na świat. Nie sposób powstrzymać się od pytań, które dotyczą losu samych Błogosławieństw w dziejach chrześcijaństwa. Czy Kościół dawał i daje światu wiarygodne świadectwo na rzecz ery mesjańskiej? Czy sam żyje prawdziwie po mesjańsku? Dzieło ocalenia ludzkości, dokonane w życiu, śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa, powinno tak promieniować z życia Kościoła, aby było jaśniejącym świadectwem, iż Jezus jest prawdziwie Mesjaszem. Dotyczy to zarówno całej społeczności Kościoła, jak i każdego wierzącego z osobna. Któż z nas to potrafi? Wszyscy zmagamy się z niedostatkiem wiary, nadziei i miłości. Kto zdołał całkowicie uporać się z własnym niedowierzaniem? Kto ośmieli się powiedzieć o sobie, iż jest bez reszty przezroczystym świadectwem o Mesjaszu?
Z pewnością było w chrześcijaństwie dużo pięknych prób towarzyszenia Jezusowi w bezinteresowności Jego oddania innym, w próbach pojednania, zwrotu ku Ewangelii i realizacji ducha Błogosławieństw. To prawda. Z drugiej strony trzeba przyznać z całą szczerością, iż w ciągu wieków dominowała w Kościele zastraszająca ślepota w stosunku do narodu żydowskiego. Zarzucając Żydom ślepotę w stosunku do osoby Jezusa, sami chrześcijanie grzeszyli zaślepieniem i nieprzejednaniem wobec judaizmu i losów Izraela. Następstwem były powtarzające się akty wrogości, nienawiści i agresji. Apostoł Paweł przestrzegał chrześcijan pochodzących z pogaństwa przed pokusą wynoszenia się ponad Żydów: "nie wynoś się", "nie pysznij się, ale trwaj w bojaźni" (Rz 11, 18. 20). Wyrzucanie im ślepoty jest przejawem pychy, która powinna ustąpić miejsca pokorze i uznaniu własnych win. Jak bowiem wygląda nasza chrześcijańska wiara w konfrontacji z wymową bolesnych świadectw historii?
W IV wieku chrześcijaństwo stało się religią oficjalnie uznaną za religię cesarstwa rzymskiego. Już wówczas zaczęły płonąć pierwsze synagogi. W mieście Kallinikon nad Eufratem już w roku 388 chrześcijanie za zgodą swojego biskupa zniszczyli żydowską synagogę. Dalsze reakcje na to wydarzenie są bardzo znamienne. Cesarz Teodozjusz I, mający swoją rezydencję w Mediolanie, był nim wielce oburzony. Nakazał odbudować synagogę na koszt biskupa, który wyraził zgodę na jej zburzenie. Tymczasem biskup Mediolanu, Ambroży, zmusił cesarza do odwołania tej wydanej wcześniej decyzji. Czy nie zdumiewa ten sposób postępowania w przypadku jednego z wielkich Ojców Kościoła Zachodniego? Nie kto inny, ale właśnie on sam występował w obronie wolności Kościoła w stosunku do władzy świeckiej. Zmagając się o wolność dla Kościoła, nie potrafił uszanować jej w stosunku do Żydów, "starszych braci w wierze". Trzeba dzisiaj przypominać o tych faktach, aby uczyć się nowej postawy.
Za cesarza Teodozjusza dochodziło tak często do palenia synagog, że był on zmuszony wydawać specjalne dekrety w obronie nie tylko synagog, ale również żydowskich domostw. Dlaczego chrześcijaństwo tak szybko zatraciło ducha Błogosławieństw i zapomniało o nauce Jezusa? Już w IV stuleciu, wieku wolności Kościoła, nie widać ani śladu poszanowania dla własnych korzeni. Nieuciekanie się do przemocy w nauczaniu Jezusa miało być jednym ze znaków zwiastujących nadejście czasu Mesjasza. Postępowanie chrześcijan skutecznie pozbawiało tę naukę wiarygodności w oczach wyznawców judaizmu. Kazanie na Górze i Błogosławieństwa należą do najczęściej zapominanych kart Ewangelii. Świadectwo wieków jest w tym względzie szczególnie wymowne.
To prawda, że wezwanie do wiary i nawrócenia odnosi się do obydwu stron. Naród żydowski również wezwany jest do osiągnięcia celu swego wybraństwa. Nie ma innej drogi jak wiara i ustawiczny proces nawracania się ku Bogu. W procesie tym zdani jesteśmy wzajemnie na siebie. Chrześcijanie są współodpowiedzialni także za los Izraela. Trudno zaprzeczyć, że w minionych wiekach nie dawaliśmy narodowi żydowskiemu powodów do tego, aby mógł rozpoznać oblicze Chrystusa jako Mesjasza w postawie prawdziwego braterstwa wiary i nadziei. Czy mógł on rozpoznać mesjańskie znaki rzeczywistej odnowy świata? To, co działo się w chrześcijańskiej Europie, skłania do głębokiego namysłu i rachunku sumienia. Wystarczy wspomnieć okresy prześladowania i zmuszania do przyjęcia chrztu ("chrzest albo śmierć"). Żydzi byli ośmieszani, piętnowani, wypędzani i zabijani.
Duch rywalizacji wziął górę nad duchem Błogosławieństw. Stało się to źródłem wielu cierpień. Pocieszeniem może być fakt, że dzieje ludzkie nie dobiegły jeszcze kresu. Bóg obdarza wszystkich błogosławieństwem czasu. Jest to czas dany na doświadczenie nowości życia przyniesionej na świat przez Chrystusa. On sam jest największym darem dla całego świata. Wiara w Mesjasza jawi się jako otwarte pytanie przed każdym pokoleniem: "Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?" (Mt 16, 13). Jest to również pytanie o sens Jego Błogosławieństw. One także otwierają szerokie horyzonty mesjańskiej realizacji.
Błogosławieństwa dla jednego Ludu
Bóg nie ma na tym świecie dwóch ani więcej Ludów Bożych. Jest tylko jeden Lud Boży, jakkolwiek podzielony i skłócony, wciąż daleki od pojednania. Mówienie o zastąpieniu Starego Ludu przez Nowy Lud Kościoła jest wielkim dziejowym nieporozumieniem. Tym bardziej zwodnicza teoria o odrzuceniu Izraela przez Boga. Są to twory chorej myśli teologicznej, w ciągu wieków niezwykle głęboko zakorzenione w świadomości chrześcijan.
Apostoł narodów stawiał kiedyś trudne pytanie: "Czyż Bóg odrzucił lud swój?" Odpowiedź była zdecydowana: "Żadną miarą!" (Rz 11, 1). Jego spojrzenie na dzieje własnego narodu jest wielce krytyczne: "Izrael nie osiągnął tego, czego skwapliwie szukał; osiągnęli jednak wybrani. Inni zaś pogrążyli się w zatwardziałości..." (Rz 11, 7). Już wcześniej pisał w tym samym Liście: "Izrael, który zabiegał o Prawo usprawiedliwiające, do celu Prawa nie doszedł. Dlaczego? Ponieważ zabiegał o usprawiedliwienie nie z wiary, lecz - jakby to było możliwe - z uczynków" (Rz 9, 31-32). Swoją misję "Apostoł pogan" spełnia "w nadziei", że może pobudzi "do współzawodnictwa swoich rodaków" (Rz 11, 14). W jego eschatologicznej wizji nadzieja bierze w końcu górę: "Cały Izrael będzie zbawiony" (Rz 11, 26), bowiem "Bóg zamknął [dosłownie: współzakluczył] wszystkich w nieposłuszeństwie, aby wszystkim okazać swe miłosierdzie" (Rz 11, 32). Nie ma dwóch Ludów Bożych! Jest tylko jeden Lud, wciąż wzywany do wiary i nawrócenia. Błogosławieństwa Jezusa są dla wszystkich.
Ten sam Apostoł poucza, iż poganie (to my nimi jesteśmy!) otrzymali łaskę wiary, aby lud Izraela "pobudzić do współzawodnictwa" (Rz 11, 11b). To on właśnie roztacza wizję zjednoczenia Ludu Bożego, ale stawia warunek, aby mogła ona stać się rzeczywistością. Nie chodzi jedynie o samą wspólnotę rzymską, ale o cały Kościół, stający przed trudnym zadaniem dania mesjańskiego świadectwa. To, że nadeszła pełnia zbawienia, naród żydowski będzie mógł rozpoznać dzięki dokonanej przemianie w ludziach. Nie ma większego świadectwa niż znaki mesjańskiej przemiany dziejów ludzkich widoczne w postępowaniu Kościoła. Podział jednego Ludu Bożego trwa nadal, gdyż Kościół zawiódł i nadal zawodzi w dawaniu takiego mesjańskiego świadectwa. Pawłowy tekst jest przejmującym apelem o odnowienie i głęboko sięgającą metamorfozę życia Kościoła, sposobu jego myślenia i odnoszenia się do starszych braci i sióstr w wierze.
Wiele rzeczy wskazuje na fakt, że nie uświadomiliśmy jeszcze sobie tego zadania, które zawarte jest w Błogosławieństwach Jezusa. Wymaga ono ponownego przemyślenia żydowskich korzeni wiary chrześcijańskiej. Zadanie to wynika z pouczeń Apostoła o "świętym zaczynie" i "świętym korzeniu", a zwłaszcza o "dziczce oliwnej" (Rz 11, 16-24). Jak inaczej odczytać poruszający tekst: "Albowiem jeżeli ty zostałeś odcięty od naturalnej dla ciebie dziczki oliwnej i przeciw naturze wszczepiony zostałeś w oliwkę szlachetną, o ileż łatwiej mogą być wszczepieni w swoją własną oliwkę ci, którzy do niej należą z natury" (Rz 11, 24)?! Wielowiekowa wrogość chrześcijan do Żydów zniszczyła poczucie sensu tego rodzaju myślenia, zawartego w słowach Apostoła. Wołanie o semper reformanda w stosunku do Kościoła sięga o wiele głębiej, niż to sobie wyobrażamy.
To prawda, że w pierwszych wiekach również Żydzi zwalczali gminy chrześcijańskie. Jak mieli rozpoznać mesjański charakter Kościoła, kiedy chrześcijanie kierowali się prawem odwetu i rywalizacji? Takie postępowanie przekreślało wiarygodność Dobrej Nowiny. Kto właściwie miał zasłonę na oczach? Czy zaślepienie wspólnot chrześcijańskich nie było często większe niż wytykane Żydom zaślepienie Synagogi? To przecież chrześcijanie czytali podczas liturgii Chrystusowe Kazanie na Górze wraz z Błogosławieństwami. Prawda o dokonującej się przemianie świata nie promieniowała z samego sposobu życia Kościoła i jego odnoszenia się do innych ludzi.
Przerażająca prawda o Holokauście stała się w XX wieku największą przestrogą przed nadużywaniem słów o zaślepieniu Synagogi, wezwaniem do zastanowienia nad krótkowzrocznością samych chrześcijan. Życie Kościoła powinno stać się najskuteczniejszą zachętą do dialogu z wyznawcami judaizmu. Można wciąż żywić nadzieję, iż dialog ten doprowadzi kiedyś do głębszego namysłu nad mesjańskim charakterem posłannictwa Jezusa. Nie chodzi o nawracanie, ale o obustronne ubogacenie doświadczenia religijnego. Judaizm jest partnerem chrześcijaństwa w tym dialogu, który być może trwać będzie do końca dziejów ludzkości. Błogosławieństwa z Kazania na Górze powinny nadawać ton temu dialogowi, umożliwiać go i stale mu towarzyszyć2.
Cały 11 rozdział Listu do Rzymian to wielkie przesłanie nadziei. Przebija zeń przekonanie, że ujawnienie się mesjańskiego daru zbawienia w Kościele pomoże kiedyś niedowierzającej części Izraela dojrzeć jego rzeczywistą obecność w świecie. Naród żydowski dostrzeże, iż mesjańska przemiana świata już się rozpoczęła. Ta właśnie przemiana będzie największym motywem do przyjęcia wiary w Jezusa jako Mesjasza. Mesjańska przemiana to wielki zwrot w myśleniu ogarniający również Synagogę. Żyjemy w kręgu wypowiedzianego przez Apostoła proroctwa, które do dzisiaj nie znalazło realnej szansy na spełnienie się w dziejach ludzkości. Spełniło się raczej to, przed czym usilnie przestrzegał: chrześcijanie ulegli pokusie wyższości i pychy w stosunku do Żydów. Taka postawa była zaprzeczeniem Błogosławieństwa obiecanego "ubogim w duchu", cichym, pragnącym sprawiedliwości, miłosiernym i "pokój czyniącym".
Kościołowi zostało powierzone słowo pokoju, którego dawcą jest Jezus Chrystus. Tymczasem podzielone Kościoły wyznaniowe same żyją w permanentnym stanie niezgody i separacji. Brak jedności i pokoju między chrześcijanami pozbawia słowa Jezusa wiarygodności. Nie sposób wówczas dostrzec, iż wspólnota Jego uczniów może być znakiem pokoju, pojednania, życzliwości i przyjaźni.
Błogosławieństwa mówią o nas
W Błogosławieństwach, w formie obietnicy, wyraża się miłość Boga do ludzi, Jego troska o ich los teraźniejszy i przyszły. Kto doświadczy tej miłości w swoim życiu, ten dostrzeże głębię i siłę Błogosławieństw. Są one wielkim tekstem chrześcijaństwa, jego niezwykłą Magna Charta. Bóg, którego oblicze odsłania się tu, jest Bogiem zapraszającym do zaufania Mu i miłowania Go. Błogosławieństwa kierują wzrok wierzących ku Niemu. Z drugiej strony mówią one o nas samych, o nowym sposobie przeżywania życia, wolności i czasu. Są apelem o odkrywanie głębszego nurtu własnego istnienia. Dzięki nim mogę spoglądać na wszystko nowymi oczyma. Dzięki nim mogę lepiej zrozumieć, jak piękne jest dobro. Szkoda, że rozbrzmiewają one tak rzadko w liturgii Kościoła katolickiego (głównie w uroczystość Wszystkich Świętych). Kościół Wschodni wprowadził je jako stałą część liturgii eucharystycznej, śpiewaną tuż przed Małym Wejściem w niedziele i mniejsze święta, gdy diakon lub kapłan udaje się w procesji z księgą Ewangelii przez bramę królewską do ołtarza w prezbiterium3.
Błogosławieństwa mówią o nas samych. O ludziach zdanych na Kogoś większego niż nasze życie. O ludziach zdanych na Kogoś, kogo bardzo obchodzi nasz los. Błogosławieństwa są dla wszystkich, nie tylko dla wybranych. Są dla wszystkich, których nadzieja ustawicznie wybiega w przyszłość. Błogosławieństwa mówią o naszym życiu. Czasem to życie staje się bezgłośnym wołaniem o uśmiech Boga. On nie chce nas skazać na nędzę, smutek, łzy, cierpienie i rozdarcie. Życie niespełnione jest wielkim wołaniem do Boga - wołaniem o przemianę. Bóg nie pragnie mieć ludzi wdeptanych w ziemię, krzywdzonych i prześladowanych. Nie pragnie łez, które płyną z powodu smutku, bólu i cierpienia. Nie cieszy Go życie złamane, nieszczęśliwe, rozdarte, wypalone, przygnębione, pochylone do ziemi. Ma współczucie i błogosławieństwo dla wszystkich.
Błogosławieństwa to trudne znaki nadziei. To obietnice. To wołanie o świat lepszy i piękniejszy. To apel o duchowe zmaganie, aby było lepiej. To nie jest program zdziecinnienia dorosłych. To trudna mądrość, której uczymy się do końca naszych dni. To wielka szkoła zaufania do Boga i ludzi. W niej uczymy się prawdy, że człowiek odnajduje siebie najbardziej wówczas, gdy oddaje samego siebie w darze innym.
Błogosławieństwa to Boskie życzenie szczęścia dla ludzi. W Kazaniu na Górze Jezus występuje jak nowy Mojżesz, ogłaszający "większą sprawiedliwość" (Mt 5, 20). Mówi o warunkach wstępu do królestwa Bożego, które są równocześnie obietnicą i wymaganiem. To wielki i piękny Hymn o Nadziei. Kto pojmie piękno i siłę tej nadziei, lepiej zrozumie siebie, innych, życie, świat i samego Boga.
WACŁAW HRYNIEWICZ OMI, ur. 1936, prof. teologii, ekumenista, wykładowca KUL, członek Międzynarodowej Komisji Mieszanej ds. Dialogu Teologicznego między Kościołem Rzymskokatolickim i Kościołem Prawosławnym, autor wielu książek, m.in.: Chrystus nasza Pascha (1982), Nadzieja zbawienia dla wszystkich (1989), Dramat nadziei zbawienia (1996). Ostatnio (2001) w Wydawnictwie Znak ukazała się książka: Nad przepaściami wiary. Z ks. Wacławem Hryniewiczem rozmawiają Elżbieta Adamiak i Józef Majewski.
Przypisy:
1 F. Dostojewski, Bracia Karamazow, część I i II, tłum. A. Wat, Warszawa 1959, s. 380.
2 Przykładem takiej postawy jest nowa francuska wspólnota "Béatitudes", Wspólnota Błogosławieństw, założona przeszło 20 lat temu przez Brata Efraima, byłego pastora ewangelickiego pochodzącego z rodziny żydowskiej. Podkreśla on wyraźnie: "Nie modlimy się o nawrócenie Żydów, bo oni są zwróceni do Boga, lecz o oświecenie dla nich w tajemnicy Odkupienia. Oczekujemy dnia, gdy Kościół, sam również oświecony, i Izrael pojednają się ze sobą i rozpoznają w sobie dzieci jednego Ojca". Członkowie Wspólnoty usiłują pogodzić życie rodzinne z monastycznym. Z całym oddaniem angażują się w sprawę pojednania chrześcijan i Żydów. Oto tekst jednej z modlitw, charakterystycznych dla duchowych zmagań Wspólnoty: "Stwórco świata, prosimy Cię za Izrael, naszego starszego Brata, i za cały Kościół. Daj nam świętować wspólnie Ósmy Dzień, który będzie Wiecznym Szabatem, kiedy to wszyscy będziemy mogli zakosztować Twojego odpoczynku". Zob. J. Matuzik, W oczekiwaniu Wiecznego Szabatu. Nowe ruchy świeckie: Wspólnota Błogosławieństw, "Tygodnik Powszechny" nr 12/1999.
3 Piękne i głębokie medytacje na temat Błogosławieństw znaleźć można w wydanym niedawno Katechizmie Kościoła Prawosławnego pt. Bóg żywy, Kraków 2001, s. 152-162.
|