SIW Znak
O nas
Prenumerata
Numery w sprzedaży
Zapowiedzi
Rocznik 1999
Rocznik 2000
Rocznik 2001
- styczeń, nr 548
- luty, nr 549
- marzec, nr 550
- kwiecień, nr 551
- maj, nr 552
- czerwiec, nr 553
- lipiec, nr 554
- sierpień, nr 555
- wrzesień, nr 556
- październik, nr 557
- listopad, nr 558
Fundacja
Księga gości
Abyśmy lepiej mogli poznać Państwa oczekiwania, opinie i życzenia prosimy o wpisanie się do naszej
księgi gości.
Dziękujemy!
|
 |
COŚ DO CZYTANIA
Małgorzata Łukasiewicz
|
Jedni piszą, książki albo listy, drudzy to czytają, a jeszcze inni malują tych drugich w trakcie lektury.
Rembrandt przedstawił swoją matkę jako prorokinię Annę. Na obrazie widać siedzącą starą kobietę, która trzyma na kolanach rozłożoną księgę. Sylwetka pochylona, twarz o charakterystycznym, jakby ściętym profilu ginie w cieniu. Lewą ręką podtrzymuje księgę od spodu, prawą wodzi po linijkach. Światło pada z tyłu, połyskuje na ciężkiej, ciemnoczerwonej materii okrywającej ramiona kobiety, i rzuca jasną plamę na otwarte strony. Patrząc na obraz, zaglądamy jednocześnie do książki, a ręka wskazująca litery ma już wręcz moc nakazu: musimy podążać oczami za jej gestem, my też chcemy przeczytać, co tam napisano. Może się zdarzyć, że będziemy mieć trudności z rozpoznaniem liter albo że załamiemy się na nieznajomości hebrajskiego alfabetu. W takim razie pozostanie ręka. Znajduje się w centralnym punkcie obrazu, w środku kręgu światła. Spoczywa niezgrabnie na książce, wcale nie przypomina wysmukłych jadów, używanych przy czytaniu Pisma. To ręka starej kobiety, ciężka, grubokoścista i - jakby dla kontrastu - pokryta bardzo subtelnym, bardzo delikatnym rysunkiem zmarszczek. Anna czyta księgę, a może wpatruje się w lata swego życia - a może to na jedno wychodzi, może przyszłość zawarta w proroctwie i minione lata zbiegają się ze sobą.
Książka to motyw malarsko raczej nieefektowny. Przegrywa z byle bukietem kwiatów. Nawet jeśli jest to rzadki inkunabuł w oprawie inkrustowanej drogimi kamieniami albo bibliofilskie cudo z nowszych czasów - co z tego zostanie w przekładzie na kolor, linie, światło? List prezentuje się jeszcze gorzej - ćwiartka papieru, ledwo widoczna w dłoni albo na stole. Zdawałoby się, że stosunkowo więcej obiecuje gazeta - biała płachta z czarnymi zygzakami. Na obrazie Hodlera Wieśniak z kieliszkiem wódki i gazetą widać stół, za stołem siedzi chłop w niebieskim kitlu, z wyrazem twarzy świadczącym, że zaraz zapadnie decyzja albo uformuje się opinia. Przed nim na stole kieliszek z grubego szkła i gazeta, a owa decyzja lub opinia ma zapewne związek z tym, co mężczyzna przeczytał w gazecie. Ale wygląda, że on i tak wie swoje. Czytana gazeta może być co najwyżej rekwizytem, nie wnosi w obraz tego szczególnego napięcia, jakie mają w sobie książki i listy. Może dlatego że, ogólnie rzecz biorąc, wiadomo, co piszą w gazetach - bo piszą zawsze to samo - i "Feuille dAvis de Lausanne" z około 1888 roku, jak u Hodlera, nie stanowi tu wyjątku. Natomiast książka albo list, mimo niepozornego wyglądu, buchają tajemnicą i organizują wokół siebie podwójną akcję, i tę na obrazie, i tę, która zawiązuje się między obrazem a widzem. Nie wiadomo, jaka to książka, nie wiadomo, co jest w tym liście. Dokładają do obrazu zagadkowy ogrom tego, czego na nim nie pokazano. Wciąga nas lektura.
Scenę czytania listu przedstawiają dwa obrazy Vermeera: Czytająca (Gemäldegalerie, Drezno) i Młoda kobieta w niebieskim stroju (Rijksmuseum, Amsterdam). Układ sceny jest podobny. Na pierwszym planie coś, co zagradza bezpośredni dostęp do wnętrza: stół, na nim pofałdowana gruba tkanina, misa owoców, dalej zasłona, krzesło. "Czytająca" ma za tło ścianę, kobieta w niebieskim stroju - wiszącą na ścianie mapę. "Czytająca" ma przed sobą z lewej strony okno, którego jedna część, otwarta, ukazuje jej niewyraźne odbicie. Na drugim obrazie okna nie widać, ale światło pada z tej samej strony. Kobiety stoją do nas bokiem, z głową lekko pochyloną, list trzymają w obu rękach na wysokości piersi. Wyraz twarzy nie zdradza żadnych uczuć, żadnej reakcji, która razem z listem składałaby się w jakąś fabularną historię. Statyczna postawa i lekkie opuszczenie powiek modeli wyrażają tylko czystą obecność. List przyszedł skądś, ze świata, którego pełną zagadek rozległość ewokują Vermeerowskie mapy. Nigdy się nie dowiemy, co jest w tym liście. Z obrazu dowiadujemy się tylko, że można tak stać nieruchomo i pozwalać, by przepływało przez nas światło.
Kilka lat temu w Genewie urządzono wystawę obrazów z kolekcji szwajcarskich pod hasłem Książka i gazeta u malarzy. W katalogu Michel Tournier napisał: "Człowiek w trakcie lektury jest niezgłębioną tajemnicą. Jest tutaj i nie ma go. Jego powłoka materialna znajduje się w sąsiedztwie mojej, ale jego dusza uleciała nie wiadomo dokąd. Ściślej rzecz biorąc, ten człowiek trzyma w rękach klucz do swej tajemnicy. Jeszcze ściślej: trzyma w rękach okno, którym uleciała jego dusza. Aby się dowiedzieć, dokąd uleciała jego dusza, trzeba dobrać się do jego książki". I dalej wyznaje, że on także, widząc w autobusie, pociągu czy kawiarni osobę czytającą, nie może spocząć, póki nie podejrzy, co ona czyta.
Sporo się czyta na obrazach Edwarda Hoppera. Kobieta w granatowej sukni siedząca w pociągu (Compartment C, Car 193) ma w ręku czasopismo albo prospekt, twarz ocieniona rondem kapelusza jest prawie niewidoczna. Nie wygląda przez okno, nie jest tam, skąd jedzie, ani tam, dokąd jedzie, może chwilowo nie chce być nigdzie. Ale zajrzyjmy do Pokoju hotelowego. Widać tylko wycinek. Kawałek szafki, na niej kapelusz, w głębi fotel, na nim coś z garderoby, chyba suknia w kwiaty, z tyłu jeszcze jakiś hotelowy mebelek, może podstawka pod bagaż, ściana wyłożona boazerią, na podłodze walizka i neseser. Z lewej strony okno, a raczej duża biała płaszczyzna, mleczny przestwór, który wlewa się do pokoju i kontrastuje z zagraconą prawą częścią obrazu. Na pierwszym planie kobieta ubrana tylko w krótką koszulkę, siedząca na łóżku i czytająca.
Wszystko to domaga się jakiegoś wyjaśnienia. Sądząc po świetle, jest środek dnia. Kobieta nie zbiera się do wstawania ani nie szykuje się na noc. Wydaje się, że przed chwilą przyjechała i weszła do tego pokoju, bagaże są jeszcze nie rozpakowane, łóżko porządnie zasłane. Zrzuciła suknię, bo gorąco - zwykły klimat u Hoppera. Przysiadła na brzegu łóżka i zabrała się do czytania. Nie umościła się wygodnie, jak ktoś, kto wie, że teraz przez dłuższy czas będzie mógł spokojnie oddawać się lekturze. Raczej pośpiesznie przycupnęła gdzie bądź. Jakby nie miała nic pilniejszego do zrobienia w tym obcym miejscu. Albo jakby lektura była jedynym ratunkiem przed tą całą obcością, jedynym sposobem zadomowienia się, choćby na chwilę. Co ona czyta? Komentarz wspomina o "zaabsorbowaniu książką". Obraz namalowany został w 1931 roku, więc przychodzi do głowy, że może to być coś z aktualnego amerykańskiego repertuaru. Fitzgerald, Dos Passos? Sama mogłaby być postacią z Dos Passosa, jedną z tych, którymi epopeja miota z rozmachem po wielkim kraju. Ale postaci Hoppera są zbyt ostentacyjnie anonimowe, by kojarzyły się z odbiorcami literackich nowinek. Może więc to coś z typowej literatury wagonowej, czytadło kupione na dworcu. Ale - dziś przynajmniej - na dworcowych wiatraczkach z książkami można znaleźć obok siebie czytadła i wielką literaturę, w identycznych kieszonkowych wydaniach i z identycznymi okładkami. Korci więc wyobrażenie, że kobieta obracała taki wiatraczek, wybrała na chybił trafił i padło, powiedzmy, na Panią Bovary albo na Dziwne losy Jane Eyre. I zaczęła czytać w pociągu, i stąd teraz ta narkotyczna koncentracja, ten pośpiech, by ledwo zamknąwszy za sobą drzwi pokoju czytać dalej, bo przypadkiem trafiła na opowieść o samej sobie. A może książka, którą kobieta trzyma na kolanach, to Biblia, egzemplarz należący do wyposażenia hotelowego numeru. Kobieta znajduje się w podróży, w drodze. Sięgnęła po Biblię, żeby otworzyć ją z zamkniętymi oczami i znaleźć dla siebie dobrą wróżbę. Jednak gdy uważnie wpatrzeć się w obraz, to, co braliśmy za książkę - grubą, niewielkiego formatu - wydaje się arkusikiem papieru, ze śladami zgięć. List, który czekał na nią w hotelowej recepcji? Z ważną wiadomością, która odmieni jej życie? Zresztą książka czy list - czy to ma jakieś znaczenie? Książki to także listy, a przynajmniej czasem czytamy je tak, jakby były wyraźnie do nas zaadresowane.
Michel Tournier, Mystères de la lecture, w: Le livre et le journal chez les peintres, Genewa 1996; R. G. Renner, Edward Hopper, Köln 1990. Dziękuję Pani Joannie Pollakównie, Oli Łukasiewicz i Markowi Bieńczykowi, którzy zechcieli razem ze mną przyjrzeć się obrazowi Hoppera.
MAŁGORZATA ŁUKASIEWICZ, ur. 1948, tłumaczka, eseistka.
|