SIW Znak
O nas
Prenumerata
Numery w sprzedaży
Zapowiedzi
Rocznik 1999
Rocznik 2000
Rocznik 2001
Rocznik 2002
Rocznik 2003
styczeń, nr 572
luty, nr 573
marzec, nr 574
kwiecień, nr 575
maj, nr 576
czerwiec, nr 577
lipiec, nr 578
sierpień, nr 579
Konkurs na esej
Księga gości
Fundacja
|
Od sześciu przynajmniej lat organizacje pozarządowe dążą do uchwalenia ustawy, która unormowałaby i ułatwiła ich funkcjonowanie. Doczekaliśmy się wreszcie projektu rządowego, którego pierwsza - zasadnicza - część została w lutym skierowana do parlamentu. Nad drugą, określającą szczegóły, od których zawsze zależy przecież skuteczność całości, trwają właśnie prace przygotowawcze. W kwietniu powinna znaleźć się w sejmie. Z różnych dróg legislacyjnych rządowa daje największe szanse na powodzenie.
Materii o ustrojowym charakterze, która składa się na projekt, starczyłoby na kilka ustaw. Po pierwsze, stara się on uregulować relacje między sektorem pozarządowym a administracją publiczną. Na pewno państwo i instytucje obywatelskie nie powinny stanowić dwóch odrębnych, walczących ze sobą światów. Nowoczesna polityka społeczna polega bowiem na umiejętnym powiązaniu instytucji państwowych i samoorganizujących się społeczności. Te ostatnie powinny uczestniczyć w procesach planowania. Kiedy dziś tworzy się strategię rozwoju województwa czy gminy, nie dochodzi na ogół do żadnej publicznej debaty. A tej nie zastąpi zwykły mechanizm wyborczy. Planowana ustawa ma zagwarantować w takich dyskusjach partnerstwo między państwem a środowiskami pozarządowymi.
Drugą kwestią są pieniądze. Sektor pozarządowy w Polsce w znacznie mniejszym stopniu niż w innych krajach korzysta z pieniędzy publicznych. Dla wielu jednak nawet i to jest nie do przyjęcia. Uważają oni, że działalność pozarządowa polega na tym, że od rządu w ogóle nie bierze się pieniędzy. To złudzenie, dziewiętnastowieczny model działalności filantropijnej. Bez pieniędzy z budżetu państwa nie rozwiąże się problemów polityki społecznej. Rzecz polega na czymś zupełnie innym. Jak dotąd, nasze państwo jest zbyt ciężkie i nieruchawe. Zatrudnia 3 miliony urzędników, podczas gdy w sektorze pozarządowym pracuje około 100 tysięcy osób. W tej chwili organizacje działają głównie tam, gdzie państwo nie chce lub nie potrafi ingerować, bo nie ma pieniędzy albo wymaga to zbyt skomplikowanych procedur. Takie "bastiony" organizacji pozarządowych to na przykład pomoc bezdomnym czy hospicja. W głównym strumieniu usług społecznych sektor pozarządowy praktycznie nie istnieje. W dodatku mamy do czynienia z bardzo źle adresowanym systemem pomocy socjalnej, która z jednej strony jest olbrzymim wydatkiem dla budżetu państwa, a z drugiej - jest nierzadko nieskuteczna, bo ogranicza się najczęściej do wypłaty świadczeń. Planowana ustawa ma wprowadzić nowe, konkurencyjne mechanizmy w dostarczaniu usług społecznych. Każda organizacja będzie mogła uczestniczyć w konkursie. Chcemy, aby dostęp do pieniędzy publicznych był jawny, aby organizacje mogły w nich występować na równych prawach z administracją publiczną, która obecnie posiada prawo "pierwokupu".
Bardzo ważnym elementem projektu jest wyodrębnienie kategorii instytucji pożytku publicznego, które - spełniając określone normy - mogłyby korzystać z pewnych przywilejów. Procedura ta byłaby oparta o rejestrację w Krajowym Rejestrze Sądowym. Jasne zdefiniowanie instytucji pożytku publicznego jest bardzo ważne. Czym innym jest bowiem stowarzyszenie kształcące wyłącznie dzieci rodziców, którzy je założyli, klub tenisowy albo stowarzyszenie prowadzące strzelnicę, a czym innym organizacja zajmująca się obroną praw człowieka, ochroną środowiska, pomocą bezdomnym etc. W jakimś sensie niemal każde wspólne działanie w ramach prawa służy budowaniu społeczeństwa obywatelskiego, nie oznacza to jednak, że każde powinno korzystać z przywilejów podatkowych. Projekt zakłada, że instytucje pożytku publicznego mogą zajmować się wyłącznie działalnością pożytku publicznego. Pieniądze za część usług mogłyby one pobierać jedynie po to, aby uzyskać zwrot poniesionych kosztów. Powinny wykształcić silny mechanizm samokontroli, któremu służyłby kolegialny organ nadzoru. Jego członkowie powinni pełnić swoją funkcję społecznie. Każda organizacja byłaby zobowiązana do udostępnienia zainteresowanym obywatelom rocznego raportu ze swej działalności, zawierającego rozliczenie zarówno finansowe, jak i merytoryczne. Bardzo ważny stałby się także mechanizm regulacji płac: wynagrodzenia w takich organizacjach nie powinny być zbyt wysokie.
Obowiązki zapewniałyby też pewne przywileje. W tej chwili w każdej sprawie organizacja społeczna musi zabiegać o przychylność wielu rozproszonych urzędów. Po wprowadzeniu projektowanej ustawy instytucja pożytku publicznego nie musiałaby już za każdym razem zwracać się do urzędu z prośbą o zgodę na przeprowadzenie zbiórki publicznej. Samorządy mogłyby oddawać jej grunty należące do skarbu państwa. W organizacji pożytku publicznego można by odrabiać zastępczą służbę wojskową. Oczywiście organizacja traciłaby przywileje, przestając spełniać normy definiujące organizacje pożytku publicznego.
Nowością, którą proponuje projekt ustawy, jest tzw. "alokacja jednego procenta", istniejąca już w wielu krajach, na przykład na Węgrzech. Chodzi o to, by podatnik mógł przeznaczyć jakąś część odprowadzanego państwu podatku na rzecz konkretnej instytucji pożytku publicznego. Nie jest to zachęta filantropijna, suma przekazywana na ten cel pochodzi bowiem z pieniędzy, które i tak trzeba oddać państwu. Podatnik decydowałby jednak sam, na co zostaną one przeznaczone. Przyczyniłoby się to do demokratyzacji decydowania o finansach publicznych. Zasada alokacji jednego procenta nie ma nic wspólnego z odpisem od podstawy opodatkowania. Obydwa mechanizmy muszą funkcjonować równolegle. Nie można ich zamienić.
Alokacja jednego procenta nie przyniosłaby nagle organizacjom pozarządowym jakichś ogromnych pieniędzy. Wartość proponowanej reguły polega głównie na tym, że o wiele więcej ludzi niż dzisiaj zainteresowałoby się działalnością pozarządową. Zauważamy to na Węgrzech, gdzie ok. 60% ludności korzysta dziś z prawa do przeznaczenia części podatku na trzeci sektor. Można by przy tym skorzystać z węgierskich doświadczeń. Tam przed terminem składania zeznań podatkowych organizacje próbują przekonać podatników. Każda organizacja chce udowodnić, że jej działalność jest najważniejsza i że powierzone jej pieniądze wyda najrozsądniej. Na marginesie warto zauważyć, że na Węgrzech oddzielny 1% może być przeznaczony na działalność Kościoła.
Wolontariat potraktowany jest w projekcie jako element mechanizmu walki z bezrobociem i "propedeutyki" pracy. Bezrobotni, którzy stają się wolontariuszami, nie siedzą bezradnie przed telewizorem. Uczą się nowych umiejętności. Nie spada tak gwałtownie ich samoocena. Pozostają między ludźmi. Mowa jest o tym, że jeśli wolontariusz nie ma obowiązkowego ubezpieczenia zdrowotnego, organizacja ma obowiązek go ubezpieczyć. Może on także liczyć na zwrot kosztów podróży i szkoleń, choć oczywiście ma prawo się ich zrzec. Projekt przewiduje także (a dotąd nie było to oczywiste), że wolontariusz może pracować nie tylko w organizacjach pozarządowych, ale także w instytucjach administracji publicznej, w finansowanych przez państwo szpitalach, domach opieki społecznej.
Liczymy, że uda się dobrze sformułować, a potem przeforsować ten niezwykle potrzebny projekt. W tym celu trzeba zrobić wszystko, aby działalność obywatelska nie stała się bronią w walce politycznej. To ogromnie ważne. Dlatego właśnie staramy się namawiać posłów do stworzenia ponadpartyjnego Zespołu do spraw Organizacji Pozarządowych. Byłby on właściwym miejscem do dalszych prac nad ustawą.
KUBA WYGNAŃSKI, ur. 1964. Socjolog, od jedenastu lat prowadzi badania dotyczące organizacji pozarządowych.
W tym miesiącu polecamy uwadze Państwa następujące inicjatywy:
STOWARZYSZENIE CENTRUM WOLONTARIATU
00-150 Warszawa, ul. Nowolipie 9/11
woj. mazowieckie
tel. (+ 22) 635.27.73, (+22) 635.46.02
fax.: (+22) 635.46.02
wolontar@medianet.com.pl
Na początku lat 90. powstało w Polsce wiele organizacji pozarządowych i grup samopomocowych. Z drugiej strony, coraz więcej ludzi bezinteresownie chciało włączyć się w ich działalność. Tak zrodziła się konieczność stworzenia organizacji, która przypominałaby Centra Wolontariatu, od wielu lat działające w Europie i Stanach Zjednoczonych. Jej zadaniem od samego początku było zwiększanie aktywności obywatelskiej poprzez angażowanie ludzi w wolontariat. Chodziło o ułatwienie komunikacji między nimi, a także o odpowiednie przygotowanie wolontariuszy oraz tych, którzy mieliby korzystać z ich pomocy, tak aby była ona efektywna i dawała satysfakcję obydwu stronom. Warto dodać, że Centrum nie ogranicza się do jednego problemu czy grupy społecznej.
Realizację pomysłu rozpoczęto od zorganizowania pierwszego w Polsce Biura Pośrednictwa Pracy dla Wolontariuszy. Następnie opracowano uniwersalną metodę szkoleniową dla wolontariuszy oraz dla koordynatorów ich pracy. W Centrum stworzono pierwszą w Polsce bibliotekę z publikacjami na ten temat. Wydano pierwsze książki: Wolontariat - nowe spojrzenie na pracę społeczną, Wolontariusz - źródło siły organizacji, Jak pracować z wolontariuszami.
W miarę nabywania doświadczenia pojawiały się kolejne problemy, których rozwiązanie stawało się celem stowarzyszenia. Dostrzeżono, że organizacje korzystające z wolontariuszy zbyt często się zmieniają, traktując ich pomoc wyłącznie jako coś doraźnego. Dlatego przysyłają oferty pracy zbyt późno, najczęściej "na dziś". Niewielu też dostrzega edukacyjne znaczenie bezinteresownej pracy dla innych.
Początkowo Centrum działało w Warszawie. Obecnie obejmuje swym zasięgiem jeszcze 16 innych miast w Polsce (Białystok, Bielsko-Biała, Dzierżoniów Śląski, Elbląg, Gdańsk, Kielce, Kraków, Leszno, Łódź, Olecko, Ostrowiec Świętokrzyski, Piła, Poznań, Słupsk, Starachowice, Toruń) i pomaga tworzyć podobne programy w Europie Środkowej i Wschodniej.
SPOŁECZNE STOWARZYSZENIE EDUKACYJNO-TEATRALNE,
OŚRODEK-TEATR "STACJA SZAMOCIN"
64-820 Szamocin, ul. Dworcowa 17 a
woj. wielkopolskie
tel.: (+ 67) 284.88.95
tel. kom.: 0602 245-840
station@box43.gnet.pl
W 1992 roku w małym miasteczku Szamocin, 44 km od Piły, Luba Zarembińska wraz grupą przyjaciół postanowiła stworzyć niezależne miejsce pracy twórczej, gdzie mogłaby rozpocząć swą działalność grupa teatralna i gdzie można by organizować Warsztaty Teatralne. W 1996 udało się wynająć od PKP nieczynne pomieszczenia w budynku dworcowym. Powołano stowarzyszenie i teatr, dla którego inspiracją stała się działalność prowadzona przez Towarzystwo Wierszalin oraz Teatr Wiejski Węgajty. Organizacje te wsparły Stowarzyszenie nie tylko duchowo, ale i merytorycznie, ucząc, jak się zorganizować oraz jak i do kogo adresować prośbę o dotację.
Celem stowarzyszenia jest prowadzenie i upowszechnianie działalności artystycznej, społecznej i edukacyjnej, skupianie środowisk związanych zarówno z teatrem amatorskim, jak i zawodowym, pogłębianie wiedzy historycznej o pograniczu zachodnim. Wszystkie podejmowane w Szamocinie działania mają także służyć rozbudzaniu aspiracji kulturalnych i intelektualnych w miejscowej społeczności, a przez to przyczyniać się do budowania lokalnej tożsamości. I chyba się to udaje, skoro w sennej dotąd miejscowości pojawiły się nagle chór, orkiestra dęta, a przy Domu Kultury powstał teatr amatorski. Ideę pracy twórczej udało się też zaszczepić u sąsiadów: w Jaktorowie, Wieleniu, Skórce rodzą się już partnerskie środowiska.
Program "Stacja Szamocin" realizuje równolegle kilka projektów. Zasadniczą działalność stanowi twórczość teatralna. Spektaklom towarzyszą sesje naukowe, wystawy, koncerty. "Kresy zachodnie - kulturowe, wyznaniowe i wielonarodowościowe dziedzictwo Europy" to program edukacyjny. Towarzyszy mu działalność Teatrzyku Edukacyjnego, odwiedzającego pobliskie szkoły i przedszkola. "Otwarta poczekalnia" to projekt socjokulturalny, adresowany do społeczności popegieerowskich w powiecie chodzieskim. "Uciekająca Europa" to cykl projektów artystycznych, do realizacji których zaprasza się gości z całej Polski i zagranicy.
Nie oznacza to, że nie ma problemów. Zastanawia obojętność władz lokalnych. Przeszkadza brak stabilności finansowej. Niepokoi fakt, że zakres programów może przerosnąć fizyczne możliwości realizatorów.
|