Społeczny Instytut Wydawniczy Znak Społeczny Instytut Wydawniczy Znak   
Myśl z nami!
  SIW Znak
 O nas
 Prenumerata
 Numery w sprzedaży
 Zapowiedzi
 Rocznik 1999
 Rocznik 2000
 Rocznik 2001
 Rocznik 2002
 Rocznik 2003
styczeń, nr 572
luty, nr 573
marzec, nr 574
kwiecień, nr 575
maj, nr 576
czerwiec, nr 577
lipiec, nr 578
sierpień, nr 579

 Konkurs na esej

 Księga gości
 Fundacja


Znak, nr 12/2002 (571)
Społeczeństwo nieobojętnych

Dom

Maja Barełkowska



   "To cudowne miejsce" - powiedziała kobieta, która kilka dni wcześniej straciła męża. "Tam dopełniły się Jego dni" - dodała, mając na myśli dom-hospicjum Świętego Łazarza w Krakowie-Nowej Hucie.
   Uderzyło mnie to sformułowanie. Zwykle przecież zupełnie inaczej mówi się i myśli o "takim miejscu". Wystarczy jednak choć raz odwiedzić dom Świętego Łazarza i poznać związanych z nim ludzi, żeby zrozumieć...

*

   Idea stworzenia domu - choćby miał być tym ostatnim - od początku towarzyszyła poczynaniom założycieli krakowskiego hospicjum. Wszystko zaczęło się w 1972 roku: w trakcie odbywającego się wówczas Synodu Krakowskiego (poświęconego Miłosierdziu!) grupa osób skupiona w zespole studyjnym pod opieką ks. Józefa Gorzelanego, proboszcza nowohuckiego kościoła - Arki Pana, podjęła namysł nad możliwościami realizacji idei miłosierdzia. Efektem ich przemyśleń była decyzja o niesieniu pomocy pacjentom na oddziale chorych terminalnie w szpitalu im. Żeromskiego w Krakowie. (Przykładu takiej bezinteresownej służby drugiemu dostarczali Niemcy, regularnie przyjeżdżający do Polski, aby pomagać przy budowie "Arki Pana"). Jednak z czasem wolontariuszom coraz trudniej przychodziło pogodzenie się z warunkami panującymi w szpitalu: obłożnie chorzy, bez należytej opieki, leżeli na korytarzach - uważano ich za "straconych". To było trudne doświadczenie.
   W pracach zespołu ks. Gorzelanego brała udział Halina Bortnowska. Przy okazji wizyty w Londynie odwiedziła ona tamtejsze Hospicjum Świętego Krzysztofa. To, co tam zobaczyła, opowiedziała w Krakowie, podczas spotkania grupy synodalnej. Wielu do dziś pamięta jej słowa: "W kościele ręce do modlitwy, w hospicjum ręce do pracy".
   Decyzja o powołaniu do życia Towarzystwa Przyjaciół Chorych "Hospicjum" zapadła na początku lat 80. Celem Towarzystwa było wybudowanie stacjonarnego oddziału hospicyjnego. Jak się okazało, nie było to łatwe. Musiało minąć wiele lat, nim nadszedł dzień otwarcia w Krakowie Hospicjum Świętego Łazarza. Nie był to, rzecz jasna, czas zupełnie stracony: kontynuowano przecież służbę w szpitalu, rozpoczęto sprawowanie opieki nad chorymi w ich domach, zaczęła funkcjonować poradnia leczenia bólu i opieki paliatywnej, prowadzono kursy w celu przeszkalania wolontariuszy, pomagano przy rozdawnictwie darów z zagranicy...
   Obecnie, oprócz chorych na oddziale stacjonarnym (jednorazowo dostępnych jest 30 miejsc), różnorodna pomoc udzielana jest 120 osobom w ich domach, a 10-15 osób korzysta codziennie z oferty oddziału dziennego - to rodzaj klubu, a także ośrodka rehabilitacyjnego. W ostatnich latach, z myślą o kobietach po amputacji piersi, powstała Poradnia Leczenia Obrzęku Limfatycznego. Lada dzień rusza kurs wolontariatu dla młodzieży szkół średnich.
   Te wszystkie działania są możliwe dzięki bezinteresownej pracy wielu ludzi. Spośród 140 osób pracujących w hospicjum tylko 37 ma stale zatrudnienie, reszta to wolontariusze. Są wśród nich studenci, wielu nauczycieli i pracowników służby zdrowia, osoby duchowne, profesorowie wyższych uczelni - a w końcu krewni osób, którym w hospicjum udzielono pomocy. To oni, na przykład, tworzą trzyosobowy "zespół", który uczestniczy w pogrzebach osób samotnych. Oni też organizują spotkania dla "rodzin osieroconych". Ostatnio, jak zauważyła opiekunka wolontariatu Halina Bodek (sama pracująca nieodpłatnie), wśród pomagających jest coraz więcej młodych ludzi: "To głównie oni wnoszą radość i nadzieję".
   Wolontariusze wykonują bardzo różne prace: opiekują się chorymi, udzielają porad psychologicznych i prawnych, wspierają rodziny pacjentów, zajmują się administracją, sprzątają, organizują rozmaite akcje i biorą w nich udział. (Najpopularniejsza z nich, "Pola Nadziei", łączy kwestę na potrzeby domu z akcją informacyjną dotyczącą opieki hospicyjnej). Jednak, jak sądzę, to nie organizacyjny rozmach sprawia, że krakowskie hospicjum może być nazwane "miejscem cudownym". Przede wszystkim bowiem jest ono domem.
   "Gniazdo" - tak nazywany jest hall wraz z przylegającymi do niego pokojami chorych, na pierwszym piętrze budynku. Oto właściwy DOM. Nie czuje się tu nerwowości ani pośpiechu personelu. Ich główne zadanie to nie przeszkadzać chorym i ich rodzinom. Odwiedzających nie traktuje się więc jak intruzów - są oczekiwanymi i pożądanymi gośćmi.
   W ankietach, które wolontariusze wypełniają przed podjęciem pracy, najczęściej wymienianymi motywami, dla których decydują się na udzielanie bezinteresownej pomocy, są względy religijne. Ci, którzy w ten sposób uzasadniają swoje zaangażowanie, wytrzymują najdłużej. Kilkadziesiąt osób przychodzi tu regularnie, najczęściej dwa razy w tygodniu, od ponad pięciu lat.
   Dlaczego to robią? Prawdopodobnie wymienienie wszystkich możliwych racjonalnych powodów nie sprawi, że odpowiedź na to pytanie będzie wyczerpująca. W każdym razie, powodowani jakimś dziwnym uporem, trwają. Są jak życiodajne korzenie.
   I są transparentni. Przez nich przenika Miłość.

   Serdecznie dziękuję pani Jolancie Stokłosie, pełniącej obecnie funkcję prezesa Towarzystwa Przyjaciół Chorych "Hospicjum", za pomoc udzieloną mi przy pisaniu tego tekstu.

MAJA BAREŁKOWSKA, aktorka, grała m.in. w Dekalogu VII (reż. Krzysztof Kieślowski).

   2002 SIW Znak, Piotr Poniedziałek