Społeczny Instytut Wydawniczy Znak Społeczny Instytut Wydawniczy Znak   
Myśl z nami!
  SIW Znak
 O nas
 Prenumerata
 Numery w sprzedaży
 Zapowiedzi
 Rocznik 1999
 Rocznik 2000
 Rocznik 2001
 Rocznik 2002
 Rocznik 2003
styczeń, nr 572
luty, nr 573
marzec, nr 574
kwiecień, nr 575
maj, nr 576
czerwiec, nr 577
lipiec, nr 578
sierpień, nr 579

 Konkurs na esej

 Księga gości
 Fundacja


Znak, nr 07/2003 (578)
Społeczeństwo nieobojętnych

Otwarte drzwi "U Pana Cogito"

Rozmowa z Andrzejem Cechnickim



W roku 1996 Światowe Towarzystwo Psychiatryczne zainicjowało akcję "Schizofrenia - otwórzcie drzwi". W ciągu paru lat do programu przystąpiło kilka krajów europejskich, Kanada, Brazylia, Maroko - we wrześniu 2002 roku także Polska. Kto jest jego głównym adresatem? Czyje drzwi powinny zostać otwarte dla ludzi chorych na schizofrenię?

ANDRZEJ CECHNICKI: W ciągu ostatnich trzydziestu lat psychiatria na świecie uległa rewolucyjnym przemianom - zbliżyła się do życia w mieście, w dzielnicy, dotarła do domu chorego. W ten sposób rozbudowała systemy i struktury pomagające pacjentowi i rodzinie w pokonywaniu kryzysu związanego z chorobą, struktury, które pokazują, jak ze schizofrenią żyć (niekiedy przez długie lata), jak umiejętnie na nią wpływać, chroniąc się przed jej nawrotami i pobytami w szpitalu.
Celem naszego programu jest ułatwienie powrotu do społeczeństwa ludziom, którym udało się pokonać kryzys psychiczny. Dzień 14 września - ogłosiliśmy go Dniem Solidarności z osobami chorymi na schizofrenię - jest polskim wkładem w tę ideę. W różnych miastach Polski zapraszają nas do siebie środowiska organizujące święta wybranej ulicy (w Krakowie święto Brackiej i Gołębiej). Podczas takiego dnia każdy może przyjść do kawiarni, restauracji, na wernisaż, umówić się na five o’clock z psychiatrą i opowiedzieć mu o swoich problemach. Taka impreza ma wspaniały rezonans: żyjemy w środku własnego miasta, zaproszeni przez społeczność uwrażliwioną na dany problem, a więc artystów, władze samorządowe, właścicieli restauracji. Te drzwi są więc symboliczne - to otwieranie własnych serc i umysłów.
Mamy świadomość, iż zmienianie postaw społecznych jest zadaniem, które trzeba rozłożyć na lata, a młode pokolenie jest naszą szansą i nadzieją na odrobienie wieloletnich zaniedbań. Zarówno z wieloletniego doświadczenia, jak i z badań wiemy, że osobiste spotkanie z pacjentami ma na nich o wiele korzystniejszy wpływ niż wykład psychiatry, który może zasiać w słuchaczach jeszcze większy niepokój. Ważne jest, by podobne programy trafiły także do seminariów duchownych, tak aby każdy ksiądz mógł zdobyć doświadczenie osobistego kontaktu z chorymi psychicznie, zanim trafi do parafii, gdzie na co dzień będzie spotykać się z ich problemami i dzielić odpowiedzialność za ich rozwiązywanie.

Dlaczego akurat schizofrenia? Czy skierowanie uwagi właśnie na tę chorobę wynika z jej szczególnego charakteru, czy może z dużej liczby osób dotkniętych jej objawami? A może z tego, że przeciętny - nawet dobrze wykształcony - człowiek wciąż niewiele wie o istocie tej choroby, żywi przed nią jakiś mityczny lęk?

Schizofrenia to jakby mniej kochana siostra depresji. Bo o ile z depresją jesteśmy już jakoś oswojeni, o tyle schizofrenia (co uzmysławia nam choćby film Piękny umysł) to nieco inny, trudniejszy świat przeżyć, a wczucie się w sytuację dotkniętego nią wymaga dużo większego zaangażowania. Poza tym wciąż jeszcze pokutuje negatywne nastawienie wobec tej choroby, charakterystyczne dla psychiatrii początku ubiegłego wieku, kiedy to uważano ją za nieuleczalną, a ludzi nią dotkniętych za niezdolnych do życia społecznego. Zmiany tego stereotypowego sposobu myślenia dokonują się bardzo powoli. Podobnie było w przypadku chorób nowotworowych: jeszcze nie tak dawno nie do pomyślenia byłaby manifestacja kobiet z różowymi wstążeczkami na piersi w samym centrum Warszawy. Jest to niewątpliwie owoc przemian kulturowych i coraz większej świadomości społecznej. Tymczasem choroba psychiczna wciąż jeszcze jest marginalizowana, skrywana, doświadczana przez samych chorych jako rodzaj wstydliwego piętna. Jest to swego rodzaju "centrala samotności" i jeżeli my z ową "centralą" nauczymy się współżyć w społeczeństwie, to równocześnie będziemy umieli współżyć z całym światem. Kiedy ratujemy osobę w stanie krytycznym, to ci mniej dotknięci myślą: "mnie też uratują". Stworzenie projektów i programów pracy dla osób, które przeżyły kryzys psychiczny, zmienia obraz tych osób w oczach opinii publicznej, pokazując je jako ludzi zdolnych do pracy, jeśli zapewni się im optymalne warunki sprzyjające integracji - wolność od nadmiernego stresu i podporządkowania życia zawodowego walce o zysk.

Jednym z takim programów jest działający od niedawna w Krakowie pensjonat "U Pana Cogito", którego pracownikami są w większości ludzie po przebytym kryzysie psychicznym. Skąd Pan, jako pomysłodawca pensjonatu, czerpał inspiracje? Czy ten sposób pomocy jest w świecie popularny, czy też jest to zupełnie nowy eksperyment?

To nie jest nowa inicjatywa. Wynika ona zarówno z naszych wieloletnich kontaktów z osobami chorującymi i ich rodzinami, jak z wcześniejszych prób z pracą chronioną, które podejmowaliśmy na małą skalę. Od wielu lat prowadzimy na przykład kawiarnię przy ulicy Miodowej w Krakowie, która daje pracę sześciu osobom (dzięki niej nie wracają do szpitala). W naszym mieście mamy bardzo duże doświadczenie w tworzeniu wspólnoty z osobami chorymi psychicznie, w otwartym, środowiskowym modelu psychiatrii, co czyni nas równorzędnymi partnerami innych państw europejskich. A to z kolei powoduje, że nasi zagraniczni przyjaciele bardzo chętnie pomagają nam w najbardziej zaniedbanej przestrzeni, jaką jest możliwość podjęcia pracy zawodowej.

Pan mówi o tej inicjatywie z dużym optymizmem, ale muszę przyznać, że nie jestem w stanie całkowicie wyzbyć się wątpliwości. Prowadzenie hotelu, ciągła opieka nad gośćmi, przygotowanie posiłków - to wszystko wymaga bezustannej gotowości do pracy. Czy można jej wymagać od osób, u których istnieje przecież zawsze możliwość nawrotu objawów chorobowych? Czy nie widzi Pan tutaj elementu ryzyka?

Jest to jeden z najbezpieczniejszych eksperymentów, jakie znam. Oczywiście, trzeba ludzi wyposażyć w umiejętności, przygotować ich tak, by doświadczenie się powiodło, i trzeba to robić krok po kroku. Dlatego najpierw trenowaliśmy w naszych ośrodkach środowiskowych, potem w naszej kawiarni, a w końcu w sieci hoteli Regent, gdzie spotkaliśmy się z początku z takimi właśnie, typowymi obawami. Te udane praktyki zawodowe pozwoliły nam zdobyć doświadczenie, a pracodawcom w otwartym rynku pracy spojrzeć innymi oczami na możliwości zawodowe osób po kryzysach psychicznych.
Nasi pacjenci stworzyli własne stowarzyszenie "Otwórzcie drzwi" po to, by rozmawiać z dziennikarzami, występować w mediach, a nawet edukować naszych kolegów-lekarzy, pośród których wciąż wielu tkwi w wyobrażeniach sprzed pięćdziesięciu lat i często nie potrafi się podzielić władzą, zrezygnować z tajemniczych procedur lekarskich, łacińskich zwrotów, mglistych diagnoz. W dzisiejszych czasach mamy do czynienia z nowym pokoleniem pacjentów, świadomych współpracowników, partnerów, ekspertów od swojej choroby, o której potrafią w sposób przejmujący opowiadać.

Czy taka inicjatywa jak pensjonat "U Pana Cogito" nie jest jednak skokiem na głęboką wodę? Nie trzeba być lekarzem, by zdawać sobie sprawę z tego, jak ważne dla osób, które przeszły kryzys psychiczny, jest zlikwidowanie dystansu dzielącego je od reszty społeczeństwa. Niemniej jednak praca w hotelu to niemal bezustanny kontakt z obcymi ludźmi, czasem męczący i stresujący nawet dla zdrowych pracowników. Czy to nie jest zatem rodzaj terapii szokowej?

Nie, w żadnym wypadku nie jest to terapia szokowa. Leczenie pacjenta zaczyna się od opieki i zapewnienia mu poczucia bezpieczeństwa, a następnie zmierza ku postawieniu go wobec doświadczenia wejścia w przestrzeń życia społecznego, w której mamy do czynienia z zabawą, grą, dwuznacznością. Pierwsza przestrzeń wiąże się z troską i przejmowaniem częściowej odpowiedzialności, a druga to wyłącznie oddawanie tej odpowiedzialności. Pacjenci pracujący w pensjonacie nie są pozostawieni sami sobie. Personel tworzą ludzie otwarci, życzliwi, zapewniający rodzinną atmosferę. To umożliwia wprowadzenie w życie tej drugiej części terapii, polegającej na postawieniu człowieka w trudnej sytuacji, kiedy musi odpowiedzieć na kłopotliwe pytanie, zażartować z klientem, znaleźć wspólnie z innymi pracownikami rozwiązanie jakiegoś codziennego problemu. Tego wszystkiego się uczymy. Jestem dobrej myśli, szczególnie ze względu na świetne doświadczenia związane z funkcjonowaniem naszej kawiarni: kawiarnia nadal działa, a personel ma się dobrze.

Mówimy cały czas o personelu - zapytajmy o pensjonariuszy. Kogo spodziewa się Pan w roli gości hotelowych? Czy będą to zwykli, przypadkowi turyści poszukujący spokojnego noclegu w centrum Krakowa czy też może osoby szczególnie uwrażliwione, które przybędą z dobrego serca i chęci włączenia się do programu?

Oczywiście liczymy na tę bardziej otwartą i wrażliwą część środowiska. W Europie działa cała sieć hoteli tego typu, będziemy więc sobie nawzajem przekazywać klientów i informacje. Druga sieć to nasi europejscy i polscy przyjaciele, którzy albo szkolą się w Krakowie, albo przebywają tu często na seminariach, tworząc z nami międzynarodowe partnerstwa. To właśnie oni promują nasz hotel na terenie całej Europy.
Mamy nadzieję, że do hotelu przyjdzie też zwykły turysta. Liczymy na to, że goście stworzą środowisko bardzo różnorodne - będą to zarówno pracownicy europejskich uniwersytetów, jak i ludzie przebywający na dłuższych stażach, ponieważ "U Pana Cogito" można na korzystnych warunkach wynająć pokój na dłuższy czas. Cieszymy się także wsparciem Kościoła i współpracą z nim. Mam nadzieję, że pielgrzymowanie, które nie zna przecież sezonu turystycznego, może mieć stały punkt oparcia i zaplecze właśnie w "Panu Cogito".

Pozostaje nam życzyć Panu i Pańskim współpracownikom, by hasło "Otwórzcie drzwi" znalazło oddźwięk nie tylko w środowisku artystów, ludzi kultury i władz samorządowych, ale nade wszystko - i w pierwszej kolejności - wśród pracowników polskiej służby zdrowa.

Rzeczywiście, często mamy poczucie, że więcej sojuszników znajdujemy w środowiskach pozalekarskich. Ale nie ma co narzekać, bo rośnie nowe pokolenie psychiatrów i pracowników pomocy społecznej, powstają w Polsce ośrodki, które mimo skromnych budżetów dysponują wielką siłą ducha.

Rozmawiali Katarzyna Pasternak i Michał Bardel


ANDRZEJ CECHNICKI, ur. 1950, doktor nauk medycznych, adiunkt w Katedrze Psychiatrii Collegium Medicum UJ, przewodniczący Polsko-Niemieckiego Towarzystwa Zdrowia Psychicznego, polski koordynator programu "Schizofrenia - otwórzcie drzwi", redaktor naczelny "Dialogu".

"U Pana Cogito"
ul. Michała Bałuckiego 6, 30-318 Kraków
Tel. (012) 269-72-00, 268-00-01
www.pcogito.pl; e-mail: biuro@pcogito.pl

2003 SIW Znak, Piotr Poniedziałek
Wykonanie baz danych oraz obsługa techniczna Verbanet s.c.