SIW Znak
O nas
Prenumerata
Numery w sprzedaży
Zapowiedzi
Rocznik 1999
Rocznik 2000
Rocznik 2001
Rocznik 2002
styczeń, nr 560
luty, nr 561
marzec, nr 562
kwiecień, nr 563
maj, nr 564
czerwiec, nr 565
lipiec, nr 566
sierpień, nr 567
wrzesień, nr 568
październik, nr 569
Księga gości
Fundacja
|
 |
To, co najważniejsze
Janusz Poniewierski
|
Opowieść tę zawdzięczamy bodajże św. Polikarpowi, który był uczniem św. Jana. Ten zaś, jak wiadomo, dożył bardzo późnego wieku. I niewykluczone, że miał problemy z nogami, ze słuchem, z pamięcią... - jak starzy ludzie. Wspólnoty pierwszych chrześcijan traktowały ostatniego apostoła jak żywą relikwię: zapraszano go do siebie, sadzano na honorowym miejscu i proszono, żeby opowiadał o Jezusie. A on powtarzał: "Bóg jest miłością" i "Miłujcie się, bracia moi". Z czasem niektórych słuchaczy zaczęła razić monotonia Janowych kazań. Lekko znudzeni prosili Apostoła: "Opowiedziałbyś nam co innego". A on rozkładał bezradnie ręce i odpowiadał: "Ale to jest właśnie to, czego nauczył mnie Jezus".
Anegdota ta przypomniała mi się w sierpniu tego roku, kiedy - w Łagiewnikach, na krakowskich Błoniach i w Kalwarii - słuchałem sędziwego Biskupa Rzymu. I - chyba po raz pierwszy - miałem wrażenie, że Papież nie mówi nam nic nowego. On nam po prostu przypominał to, co najważniejsze.
Słowo
Dla mnie najważniejsze słowo tej pielgrzymki padło na samym jej początku, w piątek wieczorem, na krakowskim lotnisku. "Przestań się lękać - powiedział Papież. - Jest z tobą Chrystus, niezawodny Dawca nadziei".
Niby nic nowego, a jednak... W trakcie tej pielgrzymki słowo to (sam Jan Paweł II nazwał je "przesłaniem Bożego miłosierdzia, które przynosi dziś Ojczyźnie i rodakom") wielokrotnie do mnie wracało wypełnione nową treścią. Na przykład w Kalwarii, gdy mowa była o ubogich i cierpiących, bezrobotnych i wyrzucanych na bruk... Albo na Błoniach, kiedy Papież mówił o grzechu i o "lęku przed przyszłością, przed pustką, przed cierpieniem, przed unicestwieniem". Czy pod oknem Kurii, kiedy pojawił się temat starości i nieuchronności, jaką niesie czas: "Jest tylko jedna rada na to - to Pan Jezus! Jam jest Zmartwychwstanie i Życie, to znaczy pomimo starości, pomimo śmierci - młodość w Bogu".
Dotychczasowe podróże Jana Pawła II do Polski (zwłaszcza te z lat 1979-1995) można by chyba nazwać "pielgrzymkami wiary". W drugiej połowie lat 90. Papież przyjeżdżał do nas z orędziem miłości. Pielgrzymka A.D. 2002 była przede wszystkim "pielgrzymką nadziei". Tym razem nie chodziło jednak o nadzieję na lepsze jutro (jak, od biedy, można było rozumieć papieskie przesłanie w roku 1979 czy 1987). Papież sięgał do samego rdzenia nadziei - na spełnienie się człowieka, na to, że wszystko ma Sens, na wieczność. Jak Julianna z Norwich, która mawiała: "Wszystko będzie dobrze".
Nie na darmo pod obrazem z Łagiewnik widnieje deklaracja nadziei: "Jezu, ufam Tobie".
Miejsce
W tym roku Jan Paweł II przyjechał do Krakowa po to, żeby konsekrować tu kościół - "światowe centrum kultu Chrystusa Miłosiernego". Gdyby nie łagiewnickie sanktuarium, nie byłoby tej pielgrzymki - to oczywiste. Drugi cel podróży stanowiła Kalwaria Zebrzydowska, obchodząca właśnie jubileusz 400-lecia. Papieżowi nie chodziło, rzecz jasna, tylko o kalwaryjski jubileusz. Jemu chodziło o krzyż1.
Ale w moim osobistym odbiorze miejscem najważniejszym nie były wcale Łagiewniki ani Kalwaria, tylko Błonia. Nie sposób zapomnieć tego 2,5-milionowego tłumu, powoli przekształcającego się we wspólnotę. "Magiczność" tego miejsca (i czasu) udzieliła się samemu Papieżowi, który powiedział na koniec: "Dziękuję wam, Błonia krakowskie...". Ta "magiczność" udzieliła się również i mnie. Spojrzałem w stronę Wawelu i Skałki i pomyślałem: jeżeli prawdziwa jest nauka Kościoła o świętych obcowaniu, to ONI są dzisiaj tutaj...
Gest
Najważniejszym gestem tej pielgrzymki była dla mnie modlitwa - zwłaszcza samotna, przeszło półgodzinna modlitwa na Wawelu, szczęśliwie transmitowana przez telewizję (i nie zagadywana przez komentatora!) - ale też piękna medytacja wypowiedziana przed obrazem Matki Boskiej Kalwaryjskiej i podjęta w ostatniej chwili decyzja odwiedzenia klasztoru kamedułów na Bielanach i benedyktynów w Tyńcu. Bo obie te wizyty w klasztorach traktuję jako zwrócenie uwagi na modlitwę. Jak palec wskazujący na Niebo.
Pisał wiele lat temu André Frossard: "Klęczący Papież wydał mi się ogromny. Pelerynka na jego szerokich barach nasuwała myśl o wiecznych śniegach i nie mogłem pojąć, w jaki sposób wielką górę udało się zmieścić w tak szczupłej przestrzeni... Miałem przed sobą masyw modlitwy".
W niedzielę na Wawelu to świadectwo Frossarda stało się udziałem milionów.
Ale jeszcze co najmniej jeden "gest" Papieża wywarł na mnie ogromne wrażenie: namaszczenie ołtarza w łagiewnickim sanktuarium, "widzialny znak tajemnicy Chrystusa i Kościoła". Gest biskupa budującego ów Kościół, a jednocześnie gest starego i bardzo słabego człowieka, który przyjechał tutaj po to, "żeby służyć".
Kiedy patrzyłem na Papieża, jak słaniając się na nogach i oddychając z trudem z powodu upału, wylewa olej krzyżma na ołtarz, a następnie wciera go w kamień mensy, myślałem o kamieniu węgielnym Kościoła. Tego w Łagiewnikach (jest nim kamień z Golgoty) i tego, który jest na całej ziemi. A tym "kamieniem węgielnym jest Jezus Chrystus" (Ef 2, 20), strzęp Człowieka konającego na krzyżu.
W książeczce Katarzyny Kolendy-Zaleskiej Pielgrzymka 2002 czytam, że zanim zaczęła się Msza w Łagiewnikach, w zakrystii Ojciec Święty spotkał się z niewidomym i chorym na wodogłowie Kubusiem Piwowarskim.
Wydarzenie
Za najważniejsze wydarzenie tej pielgrzymki uważam akt zawierzenia świata Bożemu Miłosierdziu. Nie jest to pierwsze zawierzenie w dziejach tego pontyfikatu. Jak dotąd jednak - o ile dobrze pamiętam - Papież powierzał świat i samego siebie Maryi Pannie czy raczej Jezusowi za pośrednictwem Jego Matki. Najbardziej spektakularny taki akt miał związek z Fatimą (1984); tego zawierzenia domagała się sama Maryja - a wiemy o tym dzięki wizjonerom, którym Niepokalana ukazywała się w Fatimie. Co więcej, od tego aktu zawierzenia zależały losy świata ("nawrócenie Rosji") i... życie samego Papieża. Jedna z tajemnic fatimskich wprost opowiada o śmierci "biskupa w bieli". Komentując ów sekret, mówił kard. Ratzinger: "Czyż Ojciec Święty, kiedy po zamachu z 13 maja 1981 roku polecił przynieść sobie tekst trzeciej tajemnicy fatimskiej, mógł nie rozpoznać w nim własnego przeznaczenia? Tamtego dnia znalazł się bardzo blisko granicy śmierci i sam tak wyjaśniał potem swoje ocalenie: »Macierzyńska dłoń kierowała biegiem tej kuli i Papież... w agonii... zatrzymał się na progu śmierci«. Fakt, iż »macierzyńska dłoń« zmieniła bieg śmiercionośnego pocisku, jest tylko jeszcze jednym dowodem na to, że nie istnieje nieodwołalne przeznaczenie, że wiara i modlitwa to potężne siły, które mogą oddziaływać na historię, i że ostatecznie modlitwa okazuje się potężniejsza od pocisków, a wiara od dywizji".
Dla Papieża to był "dowód" na to, że zawierzenie i modlitwa mogą odmienić losy świata.
Jest pewien związek między Fatimą i Łagiewnikami. W obu przypadkach mamy do czynienia z objawieniem prywatnym2, które nie wnosi nic nowego do nauczania Kościoła, a jednocześnie jest "znakiem czasu" i przypomnieniem. I przynagleniem... Po drugie, do obu tych objawień Jan Paweł powoli dojrzewał - przecież nie było tak, że na Stolicy Piotrowej zasiadł człowiek emocjonalnie związany z Fatimą czy z Łagiewnikami. Trzeba było czasu i szczególnych doświadczeń tego pontyfikatu, żeby Papież pojechał do Fatimy (13 V 1982) i do Łagiewnik (po raz pierwszy uczynił to w roku 1997). Po trzecie, zarówno Fatima, jak i Łagiewniki mają związek z "misterium nieprawości", które odcisnęło swe szczególne piętno na wieku dwudziestym. Fatima zapowiadała rewolucję bolszewicką, a do objawień doszło w roku... 1917. Łagiewniki leżą zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od Auschwitz, a Faustyna zmarła niemalże w przeddzień II wojny światowej. Ale najważniejsze podobieństwo dotyczy treści obu tych objawień: jest nim przesłanie nadziei.
Łatwo zrozumieć, dlaczego Biskup Rzymu zawierza świat Matce Boga. Za tym zawierzeniem stoją stulecia pobożnej (choć chyba nie do końca ortodoksyjnej) wiary, że "kiedy Ojciec rozgniewany siecze, szczęśliwy, kto się do Matki uciecze". Ale dlaczego Miłosierdzie?
Miłosierdzie - pisze Jan Paweł II w encyklice Dives in misericordia - to miłość, która "daje o sobie znać w zetknięciu z cierpieniem, krzywdą, ubóstwem, z całą »ludzką kondycją«, która na różne sposoby ujawnia ograniczoność i słabość człowieka, zarówno fizyczną, jak i moralną". Tak właśnie - miłosiernie - patrzy na słabego człowieka Bóg, dives in misericordia.
Miłosierdzie Boga domaga się odpowiedzi: "Bądźcie miłosierni, bo i Ojciec wasz jest miłosierny". I: "Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią". Miłosierdzie Boga domaga się od nas "nowej »wyobraźni miłosierdzia«, której przejawem będzie nie tyle i nie tylko skuteczność pomocy, ile zdolność bycia bliźnim dla cierpiącego człowieka, solidaryzowania się z nim, tak aby gest pomocy nie był odczuwany jako poniżająca jałmużna, ale jako świadectwo braterskiej wspólnoty dóbr" (Novo millennio ineunte).
Ale miłosierdzie to coś więcej aniżeli sama tylko - chociażby najbardziej solidarna - dobroczynność. "W swoim właściwym i pełnym kształcie - pisze Autor encykliki Dives in misericordia - miłosierdzie objawia się jako dowartościowywanie, podnoszenie w górę, wydobywanie dobra spod wszelkich nawarstwień zła, które jest w świecie i w człowieku". Miłosierdzie "nie daje się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwycięża" - i temu złu wyznacza kres.
Oto istotny sens aktu zawierzenia świata Bożemu Miłosierdziu i sens błagania o "miłosierdzie dla nas i świata całego": wiara, że dobro, które jest w nas (i w tym świecie!), zostanie ocalone. I jeszcze więcej: że to ono zwycięży.
"Jak bardzo dzisiejszy świat potrzebuje Bożego miłosierdzia! (...) W miłosierdziu Boga świat znajdzie pokój, a człowiek szczęście".
Ktoś powie: to piękna utopia! Ale czy utopią były snute w 1979 roku marzenia o jedności Europy? Albo myśl o tym, że "człowiek w drewniakach" zmieni oblicze świata?
Testament
Pielgrzymka 2002 jest dla mnie papieskim testamentem. To określenie nie oznacza, rzecz jasna, wyrokowania na temat tego, czy była to ostatnia podróż Jana Pawła II do Polski. Tego nikt nie może wiedzieć. I najdobitniej dał temu wyraz sam Papież, kiedy prosił o modlitwę "za życia i po śmierci", a jednocześnie wyrażał nadzieję, że... może to jeszcze nie koniec pielgrzymowania: "Chciałem dodać - do zobaczenia, ale to już jest całkowicie w Bożych rękach. (...) Pozostawiam to bez reszty Bożemu Miłosierdziu".
Kiedy mówię "testament", myślę zatem nie o śmierci Papieża, ale o zobowiązaniu, jakie wobec niego zaciągamy. O zobowiązaniu: do modlitwy i do miłosierdzia.
"Niech się spełnia zobowiązująca obietnica Pana Jezusa, że stąd ma wyjść »iskra, która przygotuje świat na ostateczne Jego przyjście«" - wołał Papież do mieszkańców Krakowa, do mieszkańców Polski, ale przecież i do każdego człowieka. - "Trzeba tę iskrę Bożej łaski rozniecać. Trzeba przekazywać światu ogień miłosierdzia".
Co się z nami stanie, jeśli tego nie uczynimy?
JANUSZ PONIEWIERSKI, ur. 1958, członek redakcji "Znaku", w latach 1993-1997 kierownik działu religijnego "Tygodnika Powszechnego", autor książki Pontyfikat (1999). Ostatnio wydał Kwiatki Jana Pawła II (2002).
|