Społeczny Instytut Wydawniczy Znak Społeczny Instytut Wydawniczy Znak   
Myśl z nami!
  SIW Znak
 O nas
 Prenumerata
 Numery w sprzedaży
 Zapowiedzi
 Rocznik 1999
 Rocznik 2000  Rocznik 2001
- styczeń, nr 548
- luty, nr 549
- marzec, nr 550
- kwiecień, nr 551
- maj, nr 552
- czerwiec, nr 553
- lipiec, nr 554
- sierpień, nr 555
- wrzesień, nr 556

 Fundacja


Księga gości
Księga gości

Abyśmy lepiej mogli poznać Państwa oczekiwania, opinie i życzenia prosimy o wpisanie się do naszej księgi gości.

    Dziękujemy!
Znak, nr 09/2001 (556)
MYŚLI
O PATRIOTYZMIE
 

Władysław Stróżewski



Patriotyzm - nacjonalizm

   W języku polskim pojęcie "nacjonalizm" ma zabarwienie negatywne: oznacza nieuzasadnioną dumę z samego faktu przynależności do jakiegoś narodu, bez względu na to, jakie wartości naród ten potrafił zrealizować. Co więcej, ta duma obejmować może nawet wartości negatywne: stają się one "dobre", bo są "nasze". Dotyczyć to może nie tylko narodu, ale i kraju czy ojczyzny: "right or wrong - my country".
   O nacjonalizmie mówimy także wtedy, gdy zwykła przynależność do narodu traktowana jest bądź jako najważniejsza, bądź jako szczególnie ważna w przyjmowanej hierarchii wartości.
   Nacjonalizmy wykluczają się: jeśli nacjonalizm polega na uznaniu określonego narodu (i tego, co z nim związane) za wartość bezwzględną, to za taką samą wartość nie może być uznany inny naród. Nacjonalista musi oceniać negatywnie wszystkie narody z wyjątkiem własnego; inaczej jego własny nie mógłby być najważniejszy, jedyny.
   Pojęcie "patriotyzmu" nie zawiera tych negatywnych konotacji. Oznacza miłość ojczyzny rozumianej jako własny, ale bynajmniej nie jedyny warunek realizacji wartości, z wartościami najwyższymi (a więc i ogólnoludzkimi) włącznie. Miłość własnej ojczyzny nie wyklucza uznania miłości innych ojczyzn przez innych ludzi, nawet jeśli się zakłada, że moja ojczyzna jest dla mnie jedyna. Patriotyzm nie jest też bezkrytyczną akceptacją tego, co "nasze": pociąga za sobą dumę z realizacji wartości przez ojczyznę, ale i ból, jeśli ta realizacja się nie udaje.
   
   
Naród - państwo - ojczyzna
   
   Spośród trzech wymienionych tu struktur społecznych naród wydaje się czymś najbardziej naturalnym. Nie chodzi tu bynajmniej o naturalność rozumianą biologicznie - to prowadziłoby w prostej drodze do rasizmu - lecz o naturalność związaną z naturą człowieka jako człowieka: z jego intelektem, wolą, sferą uczuciową, a więc - jednym słowem - z jego duchowością. Ta zaś pozostaje sobą tylko wtedy, gdy wiąże się najściślej ze światem wartości: z ich widzeniem, odpowiadaniem na nie, potrzebą ich realizacji. Człowiek jest istotą aksjologiczną; naród stanowi naturalne "miejsce" społecznego urzeczywistniania wartości. Zarówno dobory owych wartości, jak i poziomy ich realizacji mogą być różne. Nie można pominąć tu na przykład fenomenu "ludowości", objawiającego się w etosie narodu, jego obrzędowości, religijności, sztuce itp.
   Kolejna kwestia to pytanie o sposoby przekraczania ograniczeń partykularnych ku wartościom ogólnoludzkim. Norwid tak przedstawiał różne sposoby dochodzenia do narodowej dojrzałości:
   
Każdy naród przychodzi inną drogą do uczestnictwa w sztuce; (...)
Owóż, tak przychodzili:
Indianin cierpliwy - przez pojęcie grzechu i pokuty - pracę dla pracy.
Egipcjanin - przez religijną Nilu inżynierię.
Fenicjanin - przez pojęcie życia jako używania, handel, przemysł, konstrukcje okrętów. (...)
Hebrajczyk - przez lirykę i chwałę Pana... oczekiwanie... zawieszenie... (na krzyżu!)
Pers - przez pojęcie światła (...)
W Polsce od grobu Fryderyka Chopina (...).
   
   Zwróćmy uwagę, że idea posłannictwa, gdy pojawia się w dziejach, dotyczy z reguły narodu, nie państwa. Tak na przykład przedstawia się idea mesjańska w tradycji Narodu Wybranego (a także narodu polskiego!), ale i pojęcie misji głoszone przez hitlerowców w stosunku do narodu niemieckiego.
   Ten ostatni przykład zwraca naszą uwagę na negatywną stronę pojęcia narodu jako środowiska urzeczywistniającego wartości: może się zdarzyć, że naród da się omamić wartościom fałszywym i odda się im bez reszty. Można zdegradować pojęcie narodu przez sprowadzenie go do poziomu plemienności, prymitywnej naturalności, instynktów, ekspresji nieuświadomionych sił.
   Państwo można przeciwstawiać narodowi na zasadzie opozycji natura - prawo i widzieć w nim najwyższe urzeczywistnienie narodowych aspiracji (Hegel), zwycięstwo rozumu nad instynktem, organizacji nad chaosem.
   Państwo może wyrastać organicznie ze struktur narodowych, racjonalizować i porządkować je, prowadząc do wyższej jedności; może jednak także być wyrazem zwycięstwa siły nad wartością albo podporządkowania wszystkich innych wartości potędze i prestiżowi (tym podporządkowane zostają nawet ład, porządek, prawo etc.).
   Państwo to przede wszystkim moc, która przybierać może różnorodne formy, objawiając się zarówno na zewnątrz, jak i do wewnątrz. Wystarczy przypatrzyć się alegoriom państwa (i władców) w sztuce: potęga, moc, którym służą prawo, urzędy, przemysł, handel i - oczywiście - siły zbrojne: oto co wybija się na plan pierwszy.
   Można nie zgadzać się z wyłącznie klasową interpretacją państwa dokonaną przez marksizm, trudno jednak zaprzeczyć, że w ujęciu marksistowskim znajduje się myśl warta zastanowienia: "Państwo jest zorganizowanym, systematycznym stosowaniem przemocy nad ludźmi" (W. I. Lenin, Państwo a rewolucja), "Państwo jest machiną do utrzymania panowania jednej klasy nad drugą" (W. I. Lenin, O państwie)1.
   Wszystko zależy od tego, jak ta moc (siła) państwa jest uzasadniana i jak jest wykorzystywana. Przypadkiem skrajnym jest niewątpliwie dyktatura podbudowana określoną ideologią. Państwo faszystowskie Hitlera i państwo komunistyczne Stalina stanowią tu przykłady najbardziej jaskrawe. W obydwu przypadkach mamy do czynienia z totalitaryzmem ingerującym w najbardziej osobiste, intymne zakątki życia ludzkiego. Podobnie mogą wyglądać państwa oparte na doprowadzonej do fanatyzmu ideologii religijnej.
   Na przeciwległym biegunie znajdą się ustroje ograniczające wpływ państwa do minimum. Państwo jest w tym ujęciu rezultatem "umowy społecznej", dobrowolnego zrzeczenia się na jego rzecz przez obywateli części ich swobód. Państwo jest raczej stróżem zagwarantowanych prawem swobód niż czynnikiem swobody te ograniczającym. Do tej koncepcji państwa nawiązywała słynna formuła z Konstytucji amerykańskiej: "We, the people...".
   Nie tu miejsce na rozważanie różnych możliwych formacji państwowych, jak również na analizowanie tego, jakie one być by mogły (resp. powinny), a jakie naprawdę są. Kwestią otwartą pozostaje także, w jakim stopniu państwo jest czymś naturalnym, związanym z naturą człowieka (jako animal sociale), a w jakim tworem sztucznym, a więc czy - i na ile - przeciwstawienie narodu i państwa ma głębszy sens.
   Pojęcie ojczyzny zdaje się oznaczać coś "pośredniczącego" (ale nie pośredniego!) między narodem a państwem. Jest czymś naturalnym, ale zarazem naznaczonym jednością wyższego rzędu. Jej wyższość polega przede wszystkim na swoistym przesyceniu określonymi wartościami.
   Ojczyzna bogaci pojęcie narodu o wymiar historyczny i przestrzenny: pierwszy wyraża się w miłości do tradycji, drugi - w umiłowaniu ziemi. Jedno i drugie zakorzenione jest w czymś najmniejszym i najbliższym: domu, ojcowiźnie, najbliższej okolicy, sąsiedztwie. Niemcy mają na to piękne określenie "Heimat". Heimat rozrasta się niejako i rozszerza w Vaterland, wspólnotę narodu i zamieszkiwanej przezeń ziemi, wspólnotę języka i kultury, powołania i odpowiedzialności. Pojęciem kluczowym jest w tym kontekście dobro wspólne: "Ojczyzna to wielki, zbiorowy obowiązek" (Norwid). To właśnie jej dotyczy postawa patriotyzmu, którego miarą jest ofiara. Nie zawsze się o tym pamięta, ale istotę patriotyzmu stanowią nie słowa, nie deklaracje, lecz właśnie gotowość poniesienia ofiary: z własnego czasu, własnych aspiracji, majątku, zdrowia, a w skrajnych przypadkach - życia.
   Nie brak nam przykładów zarówno prawdziwych, jak i fałszywych patriotów. Jest rzeczą znamienną, że najmniej patriotyzmu było tam, gdzie najgłośniej się do niego odwoływano, chrzcząc jego nazwą najbardziej obłudne instytucje: Związek Patriotów Polskich, Zrzeszenie Księży Patriotów, Patriotyczny Ruch Odrodzenia Narodowego (jakże gruntownie dziś zapomniany!).
   Pozytywna wartość tych trzech rodzajów bytów ujawnia się najjaskrawiej w stanach zagrożenia.
   
Rzadko na moich wargach -
Niech dziś to warga ma wyzna -
Jawi się krwią przepojony,
Najdroższy wyraz: Ojczyzna.
   
   Zagrożenie narodu pobudza do nadzwyczajnej solidarności, która w innych warunkach byłaby - być może - nie do pomyślenia. Solidarność ta potrafi przezwyciężyć inne podziały, jak choćby podziały klasowe (przykład Wielkopolski w okresie zaboru pruskiego, ruch "Solidarności" w latach 1980-1981 i w okresie stanu wojennego etc.). Zagrożenie bytu ojczyzny wzmaga nastroje patriotyczne, zagrożenie bytu państwa, jeśli tylko jest ono przez obywateli akceptowane, mobilizuje siły do jego obrony.
   
   
Czas rozpadu?
   
   Zdarzenia lat ostatnich, których znaczenie bynajmniej nie słabnie, lecz - przeciwnie - coraz bardziej przybiera na sile, każą na nowo podjąć pytanie: na czym oprzeć się winna właściwa organizacja zjednoczonej ludzkości, a w wymiarze nam bliższym - zjednoczonej Europy? Czy ma być ona jednością państw czy narodów, jednością potęg czy ojczyzn?
   Na naszych oczach rozpadają się organizmy państwowe, te zwłaszcza, które tworzone były sztucznie, bez liczenia się z aspiracjami narodów albo przy ujarzmianiu narodów wchodzących w ich skład. Na czym polega siła odrodzonych nacjonalizmów? Dlaczego tak ważna stała się sprawa narodowej tożsamości? O co chodzi w narodowych aspiracjach: czy skierowane są one ku realizacji wartości pozytywnych czy też dążeń niebezpiecznych? Czy zaspokojenie tych aspiracji zwiastuje międzynarodową współpracę czy międzynarodowe antagonizmy? Czy poszczególne narody zdolne będą wznieść się do poziomu, na którym buduje się wspólne dobro całej ludzkości? Czy szacunek i przyjaźń w sposób naturalny zajmą miejsce traktatów i międzypaństwowych przymierzy?
   Jedno jest pewne: budowanie jedności dokonywać się musi na podstawie tego, co naturalne, akceptowane niejako spontanicznie i przepojone autentycznymi wartościami. Może więc należy pozwolić, by co rychlej rozpadły się ostatecznie takie twory jak Jugosławia czy ZSRR, by kraj Basków oderwał się od reszty Hiszpanii, Korsyka od Francji, Szkocja od Anglii... Niekiedy będzie to nader trudne, gdy narody nie mieszczą się w odgraniczonych od innych miejscach, lecz zamieszkują wspólne terytoria.
   Jak zachować partykularne więzi i równocześnie umożliwić związki wyższego rzędu, równie naturalne i - co najważniejsze - umożliwiające realizację wspólnego dobra?
   Pytania te nie są bynajmniej wyłącznie teoretyczne. Wyłania je potrzeba chwili, sytuacja Europy i świata. Od właściwej odpowiedzi na nie zależeć może los ludzkości.
   
   
Ojczyzna czy ojczyzny?
   
   Jak już wspomniałem, patriotyzm, w swym podstawowym znaczeniu, oznacza miłość do ojczyzny. Ta zaś odnosi się do miejsca, z którego pochodzimy (ojcowizna), ale może też odnosić się do miejsca, które świadomie zostało przez nas wybrane. Idea miejsca, w którym znajdują się nasze korzenie i z którego promieniuje nasza tradycja, wydaje się szczególnie ważna. Przypomnijmy, że Żydzi w diasporze żegnali się słowami: "Do zobaczenia (w przyszłym roku) w Jerozolimie". Szczęśliwi, którzy mają miejsce swego zakorzenienia, duchową własność, do której mogą w każdej chwili powrócić.
   Ale zdarza się, a w naszych czasach bywa tak coraz częściej, że miejsce to zostaje porzucone. Czasami dzieje się tak z naszej własnej woli: świadomie szukamy - z takiego czy innego powodu - innej ojczyzny, a gdy ją znajdujemy, wkorzeniamy się w nią z biegiem czasu i uznajemy za swoją. Najczęściej odkrywamy w niej wartości, których nie było w ojczyźnie przyrodzonej, dzięki czemu jest nam w niej lepiej niż w tej, którą porzuciliśmy. Może wspomnimy ją od czasu do czasu z sentymentem, decyzja o powrocie do niej jest dla nas jednak nie do pomyślenia. Tak było na pewno ze zdobywcami amerykańskiego Zachodu, tak jest obecnie z emigrantami, którzy w Stanach Zjednoczonych czy w Kanadzie znaleźli warunki życia bez porównania lepsze niż w Polsce. Ich prawdziwą ojczyzną stała się Ameryka, nawet jeśli czują się Polakami.
   Chciałbym jednak rozważyć sytuację inną: gdy nowa ojczyzna nie jest wynikiem wyboru, lecz przymusu. Skrajnym przykładem jest tak często spotykająca w przeszłości polskich patriotów dożywotnia zsyłka na Sybir. Ale podobna jest sytuacja wywłaszczeń i przemieszczeń ludności, których tyle na sumieniu miał Związek Radziecki, a także Trzecia Rzesza. I które stały się losem milionów Polaków i Niemców, przerzuconych z ich rodzinnych siedzib ze wschodu na zachód. Jedni i drudzy znaleźli się na nowych, nieznanych i obcych terenach. Niemcy byli w nieco lepszej sytuacji: osiedlali się, mimo wszystko, wśród swoich. Polacy jechali w kraj obcy, w którym mieszkali przed nimi ludzie mówiący innym językiem, o innej religii i innej kulturze. A także o innym, na ogół wyższym, poziomie cywilizacyjnym.
   Czy przesiedleniec może uznać kraj przesiedlenia za swój? Czy może nazwać go swoją ojczyzną, świadom, że nie ma innego wyboru, że do dawnej ojczyzny już nie wróci?
   Możliwe są tu trzy postawy.
   1. Nie pogodzić się ze swym losem. Uznać się za wiecznego wygnańca, żyć tęsknotą za utraconą ojcowizną, za krajem rodzinnym (który będzie coraz bardziej idealizowany) i traktować kraj nowy jako bezwzględnie obcy i wrogi.
   2. Zacząć wszystko od nowa. Zmusić się do zmiany nastawienia, ale sprawić, by kraj osiedlenia stał się także radykalnie nowy. Oznacza to: pozbawić go wszystkiego, co w nim pozostało z jego dotychczasowej historii, zniszczyć jego zabytki, doprowadzić - jeśli to możliwe - do gołej ziemi, uczynić zeń swoistą tabula rasa. I dopiero w tak "oczyszczonym" kraju zacząć budować wszystko od początku, wedle własnych kryteriów i własnych upodobań. I zacząć żyć całkowicie na nowo.
   Dopowiedzmy, że tak się, niestety, w wielu przypadkach działo. Niszczono wszystko: zabytki kultury i techniki (zwłaszcza gdy nie potrafiono sobie poradzić z ich obsługą), niszczono niezrozumiałe książki i dzieła sztuki, tablice nagrobne i cmentarze. Zacierano pamięć o ludziach, którzy tu kiedykolwiek mieszkali i tutaj tworzyli. Przy okazji niszczono także ślady własnych pobratymców, którzy przez wieki zdołali się tu, mimo niezwykłych przeszkód, utrzymać. Dotyczyło to zwłaszcza Śląska Opolskiego i Mazur.
   3. Uznać wartość tego, co zostało nam tak czy inaczej dane, wpisać się w istniejącą tradycję, bez zatracenia własnej. Podjąć próbę pogodzenia jednej i drugiej, wzajemnego bogacenia się obu. Wymaga to zapoznania się z zastaną kulturą, nauczenia się jej, zdania sobie sprawy z tradycji, jaka nawarstwiała się na przejętych ziemiach. Przede wszystkim zaś akceptacji tego, co tu się działo, nawarstwiało w kulturze, krystalizowało w zabytkach architektury, różnorodnych dziełach sztuki, pomnikach, pamiątkach. Trzeba dokładnie zapoznać się z tą spuścizną, docenić jej różnorodność i jej wartość, oddać hołd ludziom, którzy tu żyli, pracowali, tworzyli. Trzeba włączyć się w łańcuch pracy, jaka się tu toczyła, uznać, że nie jesteśmy pionierami, lecz kontynuatorami dzieła, które trwa tu od pokoleń. Trzeba pogodzić się z tym, że przez wieki ta ziemia nie była nasza, że pracowali i tworzyli na niej inni.
   Dobrą przesłanką ostatecznego pogodzenia się z tym faktem jest przeświadczenie, że żadna ziemia, nawet ta najgłębiej ojczysta, nie jest naprawdę "nasza". Nie jesteśmy jej właścicielami, lecz dzierżawcami. Dana jest nam w opiekę, odpowiadamy za nią, ale przychodzimy na nią i odchodzimy, zostawiamy swe ślady, by nie być zapomnianymi - i nic więcej nie możemy zrobić. Troszczyć winniśmy się o to, by nasz ślad był śladem czegoś dobrego, pozytywnego, by pozostały po nas dzieła twórcze - nie zniszczenie. Uprzytomnijmy sobie, że ziemia, a z nią świat cały, nie są nasze, lecz Boskie. "Bo to wszystko Twoje, cokolwiek na tej ziemi człowiek mieni swoje". W tym duchu trzeba się włączać w pracę pokoleń, stać się ogniwem łańcucha tworzącego historię i tradycje otrzymanej ziemi.
   Szczęśliwie - tak się już dziać zaczyna. Wrocławianie mogą być dumni nie tylko z tego, co zrobili tu ich ojcowie i dziadowie: z odbudowy zniweczonego prawie miasta, z ocalenia tego, co zostało, a także śladów dawnej, słowiańskiej i polskiej przeszłości. Duma obejmuje także to, co było w czasach, gdy Wrocław nazywał się Breslau. Przywrócono dawny, historyczny herb miasta. Przypomniano sobie - i ciągle się przypomina - o wielkich ludziach, którzy tu żyli: o sławnych lekarzach wrocławskich klinik, o filozofach: Christianie Wolffie i Hansie-Georgu Gadamerze, o filozofce, karmelitance i męczennicy - Edycie Stein, która tutaj się urodziła. To samo dzieje się i w innych miastach: w Olsztynie dawno już przypomniano sobie o Herderze, w Gdańsku - o Schopenhauerze i całej plejadzie pracujących tu uczonych, artystów, kompozytorów.
   Tworzy się nowa jakość rodzimej kultury, a przez to nowa jakość patriotyzmu. Nie jest to już patriotyzm zaściankowy. Nie ma on nic wspólnego z nacjonalizmem, szowinizmem, ksenofobią. Wznosi się na nowych, o wiele szerszych i mocniejszych fundamentach. Zakreśla koła obejmujące nie tylko Polskę, ale i Europę, i świat. Spełnia marzenia Norwida o Polaku, który jest także obywatelem świata - Człowiekiem w pełnym znaczeniu tego słowa.
   Takie patriotyzmy mogą się spotykać ze sobą, tworzyć całości nadrzędne, budować nową harmonię. Tylko takie mają przed sobą przyszłość w zjednoczonej Europie.
   Oby tak się stało.
   
WŁADYSŁAW STRÓŻEWSKI, ur. 1933, filozof, profesor UJ, autor licznych publikacji z zakresu historii filozofii, ontologii, filozofii człowieka, filozofii wartości, estetyki; członek Zespołu Redakcyjnego "Znaku".


Przypisy:
   1 Obydwa cytaty według Słownika filozofii marksistowskiej pod red. T. M. Jaroszewskiego, Warszawa 1982.

   1998-2000 Verbanet s.c.