Pantery i kadżarskie księżniczki (fragment)

Blond jest symbolem seksu, boginek Hollywood i wyzwolonych kobiet Zachodu. Złoty kolor galopującej westernizacji kojarzy się z określonym stylem życia i pragnieniami generowanymi przez popkulturę. To kropka nad „i” konsumpcyjnych trendów. Blond pozwala zrzucić etniczną powłokę i odrodzić się w nowej, celebryckiej postaci. Symboliczna metamorfoza, do której dochodzi codziennie w tysiącach irańskich salonów piękności, pozwala rasowym księżniczkom o migdałowych oczach przedzierzgnąć się w jasnowłose diwy z satelity. Stężenie torbic, dziuń i Jol jest alarmujące. Tylko listek figowy chusty i blezerek oddzielają je od estetyki bohaterów Warsaw Shore. Ta bariera znika jednak wraz z opuszczeniem ulicy – w zaciszu domów pantery zrywają się z łańcuchów. Lamparcie getry i silikonowy biust w kusym topie to nie jest tylko zachodni fenomen.

W sali czesania blond diwy podziwiały swoje nowe ubarwienie. Dla wielu nie była to pierwsza wizyta, co oznacza, że w urodę inwestują gruby grosz. Dobry blond też kosztuje. Za farbowanie na międzynarodowym po¬ziomie trzeba zapłacić równowartość około 800 złotych.



przeczytaj fragment


Autorka bestsellerowych Beduinek na Instagramie zaprasza czytelników w podróż do miejsca, które fascynuje ją od lat

W Iranie Aleksandrze Chrobak udaje się dotrzeć tam, gdzie turysta nie ma wstępu. Odwiedza zamknięte dla innowierców sanktuaria szyickich imamów, w których Iranki najpierw się modlą, a później ustawiają do selfie przy grobie świętych męczenników. Podziwia zawodowe płaczki w czasie uroczystości żałobnych, tańczy na weselu i szuka ostatnich świątyń ognia. Zaprzyjaźnia się także z irańskimi kobietami: matronami z hammamu, koczowniczkami w kolorowych sukniach i fashionistkami, które zapraszają ją do swojego świata.

Okazuje się, że na ulicach Iranki nie noszą już grzecznie czadorów. Zamieniły je na dizajnerskie kreacje, a ich rozjaśniane na blond włosy coraz śmielej wychodzą spod chust. Moda jest tutaj narzędziem sprzeciwu wobec dyktatury religijnej i symbolem upragnionej wolności.

Iran Aleksandry Chrobak jest zupełnie różny od stereotypów serwowanych przez zachodnie media. To kraj kontrastów, gdzie konsumpcjonizm przeplata się ze staroperskimi obyczajami, a związki męsko-damskie kwitną, niezależnie od zakazów duchownych w turbanach. Za ponurą fasadą reżimu ajatollahów kryje się barwny, fascynujący i wyjątkowo gościnny kraj, który po lekturze wszyscy będziemy chcieli odwiedzić.


Kraj szokujących kontrastów, gdzie to, co zabronione, często ukrywa się po prostu za przyciemnionymi szybami luksusowych samochodów.

W mieście, które w zaledwie parę dekad pokonało drogę od namiotów na pustyni do najwyższych wieżowców świata, najnowsze technologie przeplatają się z tradycjami i światopoglądem dawnych Beduinów. Kręte uliczki i tętniące życiem bazary sąsiadują z sześciopasmową autostradą, po której pędzą najnowsze bentleye i używane lexusy.

Autorka jest wymarzoną przewodniczką po tym fascynującym świecie. Ze swadą i humorem opisuje kraj, który stał się jej drugim domem. Wyjaśnia, co zrobić, gdy gospodarz nie poczęstuje nas gahłą, jak rozróżnić typy zasłon na twarz, rozpoznać szejka po tablicach rejestracyjnych i spisać dobry kontrakt ślubny.

~ * * * ~

Rozdziały tej książki układają się w fascynującą mozaikę – barwny obraz kraju, o którym wciąż niewiele wiemy, ale do którego po zakończeniu lektury wszyscy będziemy chcieli polecieć.


O fascynacji Iranem, serdeczności Irańczyków, operacjach plastycznych, modzie i kontrastach – rozmowa z Aleksandrą Chrobak, autorką książki Fashionistki zrzucają czadory

• Piszesz o Iranie w taki sposób, że z miejsca chciałoby się tam pojechać, a twój obraz tego kraju różni się znacznie od pokazywanego w mediach. Skąd twoja fascynacja tym krajem?

Medialny obraz Iranu jako kraju czadorów i ajatollahów kompletnie nie przystaje do tego, który miałam okazję poznać. Izolacja polityczna, embargo i czarny PR są w dużej mierze odpowiedzialne za to, że dziś, słysząc nazwę tego kraju, mamy w głowach migawki z czasów rewolucji z 1978¬¬–1979 roku zamiast czarnookich księżniczek z irańskich miniatur. Zajmuje nam też trochę czasu skojarzenie, że Iran to dawna Persja. Dziś to turyści, którzy zaczynają masowo odwiedzać ten kraj, są jego najlepszymi ambasadorami. Jadą z dozą niepewności, a wracają zafascynowani bogatą kulturą i niesamowitą gościnnością Irańczyków.
Moja fascynacja Iranem zaczęła się na studiach religioznawczych, podczas których z wypiekami na twarzy zgłębiałam mistyczne wątki w islamie. Do tego perska kaligrafia – te wszystkie robaczki i esy floresy były dla mnie jak magia, a ich nauka jak inicjacja. Tak naprawdę zawsze ciągnęło mnie do Orientu. Koniec końców zaczęłam też studiować iranistykę i związałam się z tym miejscem na dobre.


• W książce pokazujesz świat niedostępny dla turystów. W jaki sposób udało ci się wziąć udział w domowych uroczystościach irańskich rodzin, pokazać ich prawdziwe życie? Które z tych wydarzeń i miejsc zrobiło na tobie największe wrażenie?

Myślę, że najlepiej poznaje się kraj przez relacje z ludźmi. Miałam szczęście spotkać wiele fantastycznych osób z różnych warstw społecznych. Każda z nich miała trochę inną perspektywę i historię – dzięki temu wiele się nauczyłam. Mieszkanie z irańską rodziną też pozwoliło mi oswoić ten świat. Poza tym Irańczycy są niesamowicie gościnni, a ja się przed tą gościną nie broniłam. Na pewno pomogła mi znajomość perskiego, która jest trochę jak klucz otwierający irańskie serca. To dla Irańczyków sygnał, że nie myślę stereotypami, że ich rozumiem i szanuję. Niezrozumienie, z jakim często się spotykają, jest dla nich bolesne. Poczułam się jak członek rodziny na przykład podczas uroczystości weselnej, kiedy to tańczyłam z kilkoma pokoleniami kobiet. Nie było między nami wtedy różnic kulturowych. Nawet starsze panie zdjęły czadory i zarzucały włosami jak rasowi rockandrollowcy. Brałam też udział w uroczystości pogrzebowej – w Iranie przeżywa się żałobę publicznie, poprzez głośny płacz osiągając katharsis. To Iranki i Irańczycy zaprosili mnie więc do swojego świata – inaczej nie miałabym szansy zobaczyć więcej niż mauzolea i kebaby.

• Które wydarzenie opisane w książce najlepiej pokazuje, jaki naprawdę jest Iran?

Kiedy słyszę „Iran”, myślę nie tylko o spektakularnych turkusowych meczetach i sanktuariach oraz świątyniach ognia, ale też o obezwładniającej serdeczności Irańczyków i cieple bijącym od kobiet w czadorach. Czadorowe panie to dziś ginący gatunek. Ja nie boję się czadoru, tak jak i nikab, zasłona na twarz, która noszą konserwatywne Emiratki, nie zbiła mnie z pantałyku w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Często pod fałdami czadoru kryje się złote serce. Pamiętam pewne wydarzenie podczas całonocnej podróży autokarem z Teheranu do Tabrizu.

Moja towarzyszka, ubrana na czarno pani w średnim wieku, widząc, że nie mam się jak ułożyć na siedzeniu, położyła na podłodze torebkę, którą trzymała dotychczas kurczowo na kolanach (złodziej czyha), opuściła podłokietnik i powiedziała: „Chodź, tu ci będzie dobrze”. Wzięła mnie w ramiona, przytuliła do swojej czadorowej piersi jak dziecko i tak smacznie przespałam całą noc. Dla mnie to właśnie jest Iran.

• Czy spotkałaś się w Iranie z sytuacją, w której czułaś, że jednak nie jesteś z tego świata? Sytuacją, która wzbudziła twój opór czy zaniepokojenie?

Czułam wewnętrzny sprzeciw wobec operacji plastycznych, na które decydują się bardzo młodzi ludzie. Dla 16-latki o profilu Szachinszacha to najlepszy prezent na urodziny. Szczególnie jeśli wszystkie koleżanki już mają zrobione noski. Boli mnie, kiedy nastolatka marzy o skalpelu. Liczba operacji plastycznych w Iranie jest ogromna. To nie jest luksus zarezerwowany dla bohaterów Mody na sukces. To codzienność. Nos koryguje pan sprzedający warzywa na rogu ulicy, rozwódka po czterdziestce w getrach w cętki i czadorowa dziewica na wydaniu. Piękno to kategoria bardzo ważna dla Irańczyków. Jest w Iranie fenomen tzw. kocic, po persku palang (pantera). To kobiety, które w karykaturalny sposób papugują zachodnią modę i typ urody. Wyrażają swoją wyswabadzającą się z oków reżimu kobiecość przez platynowy blond, botoks i makijaż permanentny. To przejaw ich emancypacji i umiłowania Zachodu, który dla nich jest symbolem wolności. U nas też nie tak dawno kobiety piłowały sobie zęby i paliły lokówkami włosy, stylizując się na wczesną Madonnę.

• Który z irańskich zwyczajów uważasz za najciekawszy, najlepiej pokazujący inność Irańczyków?

Jest na to jedno słowo – ta’arof. Oznacza kurtuazję, grzeczność, gościnność, dobre maniery. W rzeczywistości to labirynt zasad, w którym laikowi bardzo łatwo się pogubić. Ta’arof na przykład nakazuje sklepikarzowi zapytanemu o cenę towaru kwieciście odpowiedzieć, że to nic nie kosztuje, jest wręcz bezwartościowe w porównaniu z klientem. Ten zaś ma obowiązek protestować i domagać się podania ceny. Taka szarada trwa kilka minut, po czym następuje właściwa transakcja. Irańczyk musi też zaprosić do siebie nowo poznaną osobę, ta zaś ma się bronić i wykręcać. W ten sposób grzecznie zwalnia zapraszającego z przykrego obowiązku. Jeśli tamten po kilku razach wciąż naciska, to robi to szczerze i można przyjąć zaproszenie. Dla Irańczyków te zasady są jasne, natomiast gdy do tej kulturowej gry wkracza nieświadomy ich obcokrajowiec, dochodzi czasem do komicznych sytuacji. Ta’arof bywa grząskim gruntem. To cały zestaw barokowych grzeczności i komplementów, które wymagają właściwej odpowiedzi. Na początku książki opisałam taką sytuację: po sutej kolacji z jagnięciem w szafranie w roli głównej moi gospodarze zabrali mnie na przejażdżkę. Ja usiadłam z tyłu, a brat gospodarza na siedzeniu pasażera i od razu zaczął wielokrotnie mnie przepraszać. W powietrzu czuć było niedopowiedzenie. Szukałam w myślach odpowiedniego ta’arofu. Pustka. W końcu odpowiedziałam: „Nic nie szkodzi”. Z odsieczą przyszedł mi pan domu i wyjaśnił, że jego brat przeprasza, bo usiadł do mnie tyłem; ja powinnam powiedzieć: „Kwiat nie ma przodu ani tyłu”, na co on winien rzec: „Słowik siada przy kwiecie”. W tej sytuacji on był tym kwiatem, a ja weszłam w rolę słowika. Uwielbiam to! Jak można obawiać się ludzi, którzy w taki sposób się komunikują? Niektórzy mówią, ze to hipokryzja i owijanie w bawełnę, ale dla mnie to jak kaligrafia relacji międzyludzkich.

• Jak irańskie kobiety postrzegają czador? Dlaczego właśnie zrzucanie czadoru wybrałaś na symbol wolności i zmian zachodzących w Iranie?

W Iranie strój to wehikuł idei. Przez zmiany zachodzące w modzie i garderobie widać, jaką transformację przeszedł ten kraj. Za czasów szacha dziewczyny nosiły minispódniczki i połyskujące kiecki. Rewolucja spuściła na tę epokę czarną kurtynę, wprowadziła nakaz noszenia chusty i workowego stroju. Czador, muzułmańska zasłona w kolorze głębokiej czerni, nie był obowiązkowy, acz mile widziany. Stał się on niestety niechlubnym symbolem nowego Iranu. Przywarł do niego jak napalm. Fashionistki od czasów rządów ajatollahów stawiały jednak bierny opór systemowi poprzez strój i makijaż, nie dały sobie odebrać klasy i kobiecości

– zastępowały na przykład czador trenczem, którego poły z biegiem lat zaczęły się skracać, rozpinać i nabierać kolorów. Dziś standardem są rozpięty blezerek, rurki i chustka zarzucana na długie rozpuszczone włosy. Domy mody szaleją z krojami i barwami, nie bez kozery, bowiem przed rewolucją Teheran był nazywany Paryżem Bliskiego Wschodu. Czadory, uniform konserwatywnych Iranek, dziś gryzą w pawlaczach mole, a chusta jest jak listek figowy. Także make-up, mocny, kardashiański, jest, przewrotnie, narzędziem feminizmu. Sprawdziłam to na własnej skórze.



• Jesteś autorką wielkiego bestsellera Beduinki na Instagramie, książki, która pokazywała prawdziwe życie w Emiratach. Czy kobiety w Iranie są równie intrygujące jak mieszkanki Emiratów?

Iran, podobnie jak Emiraty, to kraj wielkich kontrastów, gdzie ścierają się tradycja i nowoczesność. Jednak różni je bardzo wiele. W ZEA społeczeństwo jest bardzo konserwatywne, a rząd progresywny, dlatego mimo braku nakazu muzułmańskiego stroju niemal wszystkie Emiratki pokazują się poza domem w czarnej abai i chuście. Tak silna jest tam beduińska tradycja. W Iranie jest odwrotnie. Gdyby nie było prawa wymagającego od kobiet noszenia chusty, bardzo niewiele spośród nich by ją nosiło. Według sondy, którą przeprowadziłam wśród moich znajomych, byłoby to mniej więcej 10 procent. Wymóg noszenia hidżabu jest nieustannie naginany i kontestowany, w wielu miejscach już nierespektowany. Według mnie w nieodległej przyszłości zostanie on zniesiony. Iran jest na progu obyczajowej rewolucji, a jej forpocztą są fashionistki, inspirujące nowe pokolenie kobiet, które domaga się zmian i swobody. To jest fala, której nie da się zatrzymać. W zeszłym roku zniesiono prawo, które pozwala na areszt ze względu na niestosowny strój – basidże, policjanci strzegący moralności, będą musieli się przebranżowić. Te zmiany zachodzą na naszych oczach. Za dzisiejszym Iranem stoi ponad 2500 lat historii i kultury. To kraj wielu religii i mniejszości etnicznych. To palimpsest. Dlatego jest tak fascynujący.

+
=

76,80 zł 48,99 zł

oszczędzasz: 27,81 zł
-36 %
Do koszyka