Nie opuszczę cię ani pozostawię


Huebner Zofia Helena

Nie opuszczę cię ani pozostawię

Oprawa: Kartonowa Foliowana
Liczba stron: 213
Wydawnictwo: LSW
50,40 32,76

Do koszyka
oszczędzasz: 17,64

Zamówienie wyślemy 2017-08-24

Koszt dostawy + więcej

Pakiety

+ =
Cena pakietu:
90,30 56,70
Do koszyka
oszczędzasz: 33,60
+ =
Cena pakietu:
87,30 54,90
Do koszyka
oszczędzasz: 32,40
1/2

 

Pożegnanie wypadło raczej chłodno. Babcia Vicky, nienagannie uczesana, w jedwabnej sukience z długim rękawem zdobionej ręcznym haftem, z dyskretnym sznurem pereł na szyi i stosowną bransoletką na nadgarstku,
w pantofelkach z cielęcej skóry szytych na miarę, nawet nie wyciągnęła rąk po wiązankę wonnych, herbacianych róż. Przywołała gosposię i poleciła wstawić kwiaty do wody. Dziadek Heinz w białej, krochmalonej koszuli do spodni écru i markowych butów, skrzywił usta w pogardliwym uśmieszku i zmrużył oczy za szkłami okularów w oprawie ze złotego drucika.
– Chcieliśmy podziękować za gościnę – wybąkała Anka po angielsku.
– Mamy nadzieję, że nie zabawiliśmy zbyt długo i nie okazaliśmy się uciążliwymi gośćmi – dodał uszczypliwie Mateusz. Anioł przeszedł. Młodzi daremnie czekali na uścisk dłoni albo najdrobniejszy czuły gest. Ukłonili się w milczeniu i wycofali do mercedesa stojącego tuż za żywopłotem, na końcu żwirowej alejki. Żadnego uśmiechu, żadnego machania ręką na pożegnanie.
W milczeniu wyjechali z miasta na autostradę. Anka cicho płakała.
– Proszę cię, zapomnij o tej wizycie – wychrypiał Mateusz. – Nie chciałem odwiedzać dziadków, ale rodzice nalegali. Sami do Monachium nie jeżdżą i to od bardzo wielu lat, chociaż kilkakrotnie gościli u siebie babcię,
Vicky i wujów z Paryża. Dziwne to były wizyty. Miejsca jest dużo, dom z wygodami, nawet z osobnym wejściem na życzenie, a jednak woleli nocować w luksusowych hotelach. Pozwalali się zapraszać na podwieczorki
i kolacje i żarli, jak po tyfusie, popatrując wilkiem na rodziców i na mnie. Dbali przy tym, aby się przypadkiem nie spotkać z konkurencją z Niemiec lub Francji, ponieważ od niemal trzydziestu lat są z sobą skłóceni. Nie
rozumiem, po co odwiedzać kogoś, kogo się nie lubi. Jeśli czyjeś towarzystwo jest mi przykre, staram się tego kogoś unikać, nie zapraszam go do siebie, ale sam też się nie wpraszam. Tatuś trzymał nerwy na wodzy, za to
mamusia odchorowywała każde spotkanie. Przez kilka dni chodziła blada i roztrzęsiona i popłakiwała po kątach.
– Czy wiesz, o co chodzi?
– Tak! ...

(fragment)

Recenzje

Dodaj własną recenzję.

Dodaj recenzję

Zapraszamy do napisania własnej recenzji, możesz wysłać do nas tekst poprzez formularz.



Komentarze czytelników

Pozostaw komentarz...