19 razy Katherine


John Green

19 razy Katherine

Tłumaczenie: Magda Białoń-Chalecka
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 304
Wydawnictwo: Bukowy Las
34,90 26,18

Do koszyka
oszczędzasz: 8,72

Zamów dziś,
książkę wyślemy już 2016-09-27

Koszt dostawy + więcej

Pakiety

+ =
Cena pakietu:
74,80 50,11
Do koszyka
oszczędzasz: 24,69
+ =
Cena pakietu:
69,80 46,17
Do koszyka
oszczędzasz: 23,63
+ =
Cena pakietu:
74,80 50,11
Do koszyka
oszczędzasz: 24,69
+ =
Cena pakietu:
71,80 48,30
Do koszyka
oszczędzasz: 23,50
1/4

Popularność Johna Greena już dawno wyszła poza USA i stale rośnie!

Miliony sprzedanych egzemplarzy, adaptacja filmowa, nagrody i rzesze wiernych fanów – popularność Johna Greena już dawno wyszła poza USA i stale rośnie!

Ambitna literatura młodzieżowa dla myślących


Katherine V uważała, że chłopcy są odrażający.

Katherine X chciała się tylko przyjaźnić.

Katherine XVIII rzuciła go drogą mailową.

K-19 złamała mu serce


Colin Singleton gustuje wyłącznie w dziewczętach o imieniu Katherine. A te zawsze go rzucają. Gwoli ścisłości, stało się tak już dziewiętnaście razy.
Ten uwielbiający anagramy, zmęczony życiem cudowny dzieciak wyrusza w podróż po Ameryce ze swoim najlepszym przyjacielem Hassanem, wielbicielem reality show Sędzia Judy. Chłopcy mają w kieszeni dziesięć tysięcy dolarów, goni ich krwiożercza dzika świnia, ale za to nie towarzyszy im ani jedna Katherine. Colin rozpoczyna pracę nad Teorematem o Zasadzie Przewidywalności Katherine, za pomocą którego ma nadzieję przepowiedzieć przyszłość każdego związku, pomścić Porzuconych tego świata i w końcu zdobyć tę jedyną.

Miłość, przyjaźń oraz martwy austro-węgierski arcyksiążę składają się na prawdziwie wybuchową mieszankę w tej przezabawnej, wielowarstwowej powieści o poszukiwaniu samego siebie.

To już czwarta powieść Johna Greena, która trafia do rąk polskich czytelników (kolejność ukazywania się niechronologiczna)

Recenzje

Dodaj własną recenzję.

Dodaj recenzję

Zapraszamy do napisania własnej recenzji, możesz wysłać do nas tekst poprzez formularz.



Komentarze czytelników

Pozostaw komentarz...