Pogrzebać kajdany. Wizjonerzy i buntownicy w walce o zniesienie niewolnictwa


Adam Hochschild

Pogrzebać kajdany. Wizjonerzy i buntownicy w walce o zniesienie niewolnictwa

Tłumaczenie: Piotr Tarczyński
Oprawa twarda
Liczba stron: 496
Wydawnictwo: Czarne
Rok wydania: 2016
54,90 41,17

Do koszyka
oszczędzasz: 13,73

Zamów teraz,
wyślemy w poniedziałek.

Koszt dostawy + więcej

Harry Potter i Przeklęte Dziecko. Część I i II
+ =
Cena pakietu:
94,80 65,11
Do koszyka
oszczędzasz: 29,69
+ =
Cena pakietu:
99,80 54,67
Do koszyka
oszczędzasz: 45,13
+ =
Cena pakietu:
94,80 65,11
Do koszyka
oszczędzasz: 29,69
+ =
Cena pakietu:
114,80 77,11
Do koszyka
oszczędzasz: 37,69
+ =
Cena pakietu:
114,80 77,11
Do koszyka
oszczędzasz: 37,69
1/5

Historia bez precedensu, gdzie garstka ludzi rozpoczęła „jeden z najambitniejszych i najwspanialej zorganizowanych ruchów obywatelskich w historii”

Wielka Brytania pierwszy raz zetknęła się z handlem niewolnikami w 1555 roku. Pod koniec XVIII wieku była hegemonem na Atlantyku, a brytyjskie statki przewoziły do Nowego Świata setki tysięcy skutych łańcuchami mężczyzn, kobiet i dzieci. Marynarze w dokach opowiadali o złotodajnych rejsach, a plantatorzy i handlarze cukru, rumu czy kakao zbijali fortuny dzięki pracy nieludzko wykorzystywanych czarnoskórych robotników. Handel ludźmi stał się zaś podstawą dobrobytu narodowego i tak lukratywnym biznesem, że wydawało się niemożliwe, by ktokolwiek mógłby chcieć go zakazać.

Aż do 1787 roku, kiedy w drukarni przy 2 George Yard w Londynie odbyło się spotkanie dwunastu przeciwników niewolnictwa. Młody duchowny Thomas Clarkson, kapitan statku niewolniczego John Newton, Olaudah Equiano, wyzwolony niewolnik, oraz ekscentryczny muzyk Granville Sharp i ich towarzysze kwakrzy rozpoczęli trwającą ponad pół wieku kampanię, która zaowocowała jednym z największych przewrotów w historii.

Recenzje

Dodaj własną recenzję.

Dodaj recenzję

Zapraszamy do napisania własnej recenzji, możesz wysłać do nas tekst poprzez formularz.



Komentarze czytelników

Pozostaw komentarz...