Zapory żołnierze wyklęci Tom 1 -  | okładka
Mireki

Zapory żołnierze wyklęci Tom 1

Oprawa miękka
ISBN: 978-83-644-5281-9
EAN: 9788364452819
Liczba stron: 512
Format: 160x240mm
Cena katalogowa: 44,90 zł

44,90 zł 27,22 zł

Oszczędzasz 17,68 zł
-39 %
Zamówienie wyślemy 2020-03-31


Dostawa już od 6,99 zł - sprawdź szczegóły! 

 

 

Kup w pakiecie

Kupuj więcej i oszczędzaj

+
=

99,89 zł 60,21 zł

oszczędzasz: 39,68 zł
-39 %
Do koszyka
+
=

94,89 zł 54,71 zł

oszczędzasz: 40,18 zł
-42 %
Do koszyka
+
=

94,80 zł 57,16 zł

oszczędzasz: 37,64 zł
-39 %
Do koszyka
+
=

94,80 zł 57,16 zł

oszczędzasz: 37,64 zł
-39 %
Do koszyka
+
=

114,80 zł 69,16 zł

oszczędzasz: 45,64 zł
-39 %
Do koszyka

Opis

Na początku czerwca 1945 roku „Zapora` poprowadził nas w Zamojskie, gdzie spotkaliśmy się z przyjacielem komendanta, słynnym „Podkową`. Po drodze rozbrajaliśmy mniejsze posterunki MO. Pamiętam, że wstąpiliśmy też do jakiegoś kościoła, w którym ksiądz podarował nam szkaplerze z Matką Boską. Potem w Janowie zabraliśmy Sowietom pięć studebakerów. Jeden z nich się zepsuł, więc „Zapora` kazał go spalić. W drodze powrotnej znowu rozbrajaliśmy mniejsze i większe poste¬runki MO, między innymi w Bychawie, Józefowie i Urzędowie. Był to okres naszej największej aktyw¬ności. Zdawało się, że „Zapora` chciał pokazać, kto tutaj naprawdę rządzi.
Podczas zdobywania Bychawy ubezpieczałem oddział. Zaminowałem drewniany most od strony Lublina. W pewnej chwili nasz posterunek dał znać, że w stronę miasta jedzie jakiś samochód. Na rozkaz porucznika „Jagody` zdetonowałem most. Po chwili okazało się, że to jechał pluton „Renka`. Nasi ludzie musieli się więc przeprawiać przez rzeczkę.
Do Józefowa weszliśmy w dzień targowy. Podjechaliśmy samochodami pod znajdującą się w rynku komendę milicji, wysiedliśmy, a władza, to znaczy MO, nie widząc szans na skuteczny opór, poddała się bez walki. Do ludności przemówił porucznik „Opal`. Potem dwóch funkcjonariuszy milicji, wskazanych przez mieszkańców Józefowa, otrzymało po parę kijów. Była to kara za ich złe zachowanie w stosunku do miejscowej ludności.
Najsympatyczniej witano nas w Urzędowie. Nie bez powodu miasteczko to było przez ubowców nazywane Londynem. Najbliżsi nam byli mieszkańcy przedmieścia zwanego Bęczynem, gdzie zawsze można było liczyć na pomoc i wsparcie. Stąd pochodziło wielu chłopaków z naszego oddziału. Za to wszystko czerwona władza brała na mieszkańcach Bęczyna krwawy odwet – pacyfikowała, paliła i rabowała ich domostwa.
(fragment książki)

Recenzje

Zapraszamy do napisania własnej recenzji, możesz wysłać do nas tekst przez formularz.

Powiedz, co sądzisz o tej książce

Dodaj recenzję+

Komentarze

Podziel się opinią z innymi czytelnikami i fanami księgarni.