Ostatni rozdział
Witajcie w prawdziwym ostatnim rozdziale – nie obawiajcie się, ten jest bez błędów – w którym mogę wam w końcu opowiedzieć, co według mnie naprawdę stało się 3 czerwca.
Jestem przekonany, że moi koledzy zabili Niccola Errantego. Lub też, ściślej mówiąc, że jedno z nich zepchnęło go niechcący z balkonu, a pozostali, namówieni, a może zmuszeni przez Antonellę, postarali się zatuszować wydarzenie.
Zacząłem nabierać co do tego pewności po wysłuchaniu ich zeznań. Nie dlatego, że kryją one w sobie sprzeczności albo logiczne luki, lecz z przeciwnego powodu: że są perfekcyjne.
W prawdziwym życiu w zeznaniach – również, a nawet przede wszystkim osób niewinnych – pojawiają się zawsze drobne luki, nieścisłości, sprzeczności. To normalne, w taki sposób zapamiętujemy różne rzeczy. Natomiast moi koledzy pamiętają dokładnie każdą godzinę i – choć bardzo się między sobą różnią – są doskonale jednomyślni, wspominając zebranie.
Krótko mówiąc: błędem moich kolegów było niepopełnianie błędów.
Wychodząc z tego założenia, spróbowałem sobie wyobrazić, jak się sprawy miały. Musicie wiedzieć, że tej rekonstrukcji nie będzie cechować chirurgiczna precyzja klasycznego finału whodunit, no bo właśnie – życie jest bardziej zawikłane.
Pierwsze pytanie, jakie sobie zadałem, jest następujące: dlaczego Antonella spotkała się z Niccolem sama, przed pozostałymi? To możliwe, że chciała się tylko
z nim przywitać, oczywiście, ale podejrzane jest coś innego. W tej kwestii proszę o chwilę cierpliwości.
z nim przywitać, oczywiście, ale podejrzane jest coś innego. W tej kwestii proszę o chwilę cierpliwości.
Jak pisałem, nie uważam, żeby chodziło o zabójstwo z premedytacją, myślę więc, że pierwsza część relacji jest prawdziwa. Kluczowym momentem – tym, w którym fakty i zeznania zaczynają od siebie odbiegać, jest oczywiście kłótnia o 19.00. Kłótnia, którą koledzy musieli uwzględnić w zeznaniach, bo – jak to w istocie miało miejsce – było prawdopodobne, że ktoś z sąsiadów ich usłyszał.
Zatem około 19.00 Errante i jeden lub więcej moich kolegów zaczynają ożywioną sprzeczkę. Prowadzi to do bójki, która się kończy, w sposób mniej lub bardziej nieumyślny, upadkiem z balkonu. Idealnym podejrzanym byłby Gabriele, z uwagi na usposobienie i relację z pisarzem, ale nie zdziwiłbym się, gdyby fatalne popchnięcie było w rzeczywistości dziełem Very.
Zaraz potem Gabriele dzwoni do Antonelli. Również w tym przypadku mogę tylko przypuszczać, dlaczego połączenie nastąpiło z telefonu Asii. Jak sobie wyobrażam, menedżer od social mediów wpadł (co zrozumiałe) w panikę i zadzwonił do wydawczyni, żeby jej powiedzieć, co się stało, a Gabriele odebrał mu słuchawkę i przejął kontrolę nad sytuacją. Ale jest też możliwe, że telefon naprawdę po prostu się wyładował.
To jednak nie jest ważne. Ważne jest, co sobie powiedzieli Gabriele i Antonella, a przede wszystkim Antonella i Franco. Bo jeśli sprawy potoczyły się tak, jak myślę, historia z Frankiem, który idzie do biura po umowę, żeby przyjechać z nią do Errantego, nie miałaby żadnego sensu.
Antonella w istocie nie poprosiła Franca, żeby poszedł do biura po umowę, ale… po list samobójczy. Który nie był prawdziwym listem samobójczym, ale wiadomością wysłaną przez Errantego do Antonelli w celu zerwania współpracy z Ursulą i być może w ogóle wycofania się z pisarstwa.
To są ostatnie moje słowa, jakie przeczytacie.
Dziękuję za wszystko i za nic.
N.
Jak opowiedziałem w książce, Niccolò nigdy nie rozmawiał o sobie ani o swojej pracy, dopóki nie została ukończona, nawet ze mną. Ale teraz wydaje mi się niemal oczywiste, że sukces ostatniej powieści i wynikająca z niego sława mogły go popchnąć – poza powrotem do picia – także do myśli o porzuceniu rynku wydawniczego. Podejrzewam, że to właśnie do pisania, a nie do życia, odnosiło się powtórzone niezliczoną ilość razy słowo „basta” w notesie, który znalazłem w jego sypialni.
To właśnie dlatego Antonella spotkała się z nim sama przed zebraniem. Chciała go przekonać do opublikowania już gotowej ostatniej książki albo chociaż do wzięcia udziału w zebraniu, żeby wysłuchał pomysłów kolegów. Errante się napił i był osobą drażliwą, ale nie kapryśną. Z tego powodu nie sądzę, żeby jego groźba nieopublikowania książki zrodziła się wyłącznie wskutek jednego złego pomysłu Very. Myślę, że taki był jego zamiar od samego początku.
Wracając do wydarzeń, genialnym pomysłem Antonelli było zatem wykorzystanie pożegnalnego listu do wydawnictwa jako listu samobójcy. Poprosiła Franca, żeby poszedł do biura, zabrał go i zaniósł na miejsce zbrodni, żeby w ten sposób zatuszować nieumyślne spowodowanie śmierci, zaś przemieszczanie się Franca usprawiedliwiała problemem z umową.
Jeśli chodzi o resztę: możliwe, że Mario zatrzymał się dłużej z jakiegoś praktycznego powodu – konieczności otwarcia bramy Francowi? – i że następnego dnia moi koledzy spotkali się, żeby uzgodnić swoje zeznania, czyniąc je właśnie zbyt doskonałymi, by mogły być prawdziwe. Jest również prawdopodobne, że Mario, nakłoniony przez Antonellę, naprawdę węszył w moim domu (pamiętacie teksty Errantego w nieładzie w szafce nocnej?), żeby odkryć, czy coś wiem na temat pomysłu pisarza, by porzucić literaturę, albo o liście wysłanym do Antonelli.
Niestety, nie mam na to wszystko dowodów i dlatego postanowiłem ukryć moją rekonstrukcję za zagadką. Ta prawda przeznaczona jest tylko dla was, którzy wykazaliście taką samą jak Niccolò namiętność do błędów i z uporem dobrnęliście aż do tego miejsca.
W nagrodę, jak obiecałem – wykaz tysiąca błędów, które wymieniam po kolei. Ciekawe, ile z nich zdołaliście znaleźć.
Teraz naprawdę dotarliśmy do końca. Dziękuję za wspólną zabawę i za to, że pozwoliliście mi w ten sposób przypomnieć wielkiego pisarza, mojego przyjaciela, osobę zbyt niewiarygodną, by była prawdziwa.
Z miłością,
Nicolò, korektor
