Wszyscy ludzie generała - Michael Hastings | okładka
Znak literanova

Wszyscy ludzie generała Michael Hastings

Oprawa miękka

Wydanie: pierwsze

Pierwsze wydanie: 2017-04-25

ISBN: 978-83-240-3666-0

EAN: 9788324036660

Tytuł oryginalny: The Operators. The Wild And Terrifying Inside Story Of America's War In Afghanistan

Liczba stron: 480

Wydawnictwo: Znak literanova

Format: 144x205mm

Cena katalogowa: 39,90 zł

Tłumaczenie: Mariusz Gądek

Rok wydania: 2017

39,90 zł 17,96 zł

Produkt niedostępny

Opis

Wstrząsający portret elit, które stanowią otoczenie Donalda Trumpa.

Przejmująca kronika świata, który zmierza do szaleństwa.

„The Daily Beast”



Szokujący obraz elity amerykańskiej armii, której przyjrzał się jeden z najzdolniejszych reporterów młodego pokolenia.


Generał McChrystal przez współpracowników nazywany był Gwiazdą Rocka, Papieżem, Big Stanem. Kierował operacją wojskową w Afganistanie, prowadząc pełne ekscesów życie, a jego wielkim marzeniem było zostanie celebrytą. Otoczył się ludźmi odjazdowymi, zuchwałymi i bezczelnymi, którzy ponad wszystko kochali władzę i dobrą zabawę. Michael Hastings jeździł z nimi na niebezpieczne patrole i chodził do hotelowych barów, gdzie przy jednym stole popijali wojskowi, szpiedzy i luksusowe prostytutki. Obraz ekipy generała, który Hastings przedstawił w tej książce, wstrząsnął Białym Domem i doprowadził do jednej z najbardziej spektakularnych dymisji w dziejach USA.

Rzeczywistość dopisała do tej historii zaskakujące zakończenie: dziś ludzie McChrystala są ludźmi prezydenta Donalda Trumpa. Dzięki tej książce poznasz Mike’a Flynna, prezydenckiego doradcę ds. bezpieczeństwa narodowego zdymisjonowanego za podejrzane kontakty z Rosją.

Sam Michael Hastings krótko po wydaniu książki zginął w wypadku, którego okoliczności budzą kontrowersje. Pośmiertnie uhonorowano go Norman Mailer Prize za „wybitne dziennikarstwo”.

Na podstawie książki NETFLIX zrealizował film WAR MACHINE
– w rolach głównych Brad Pitt i Tilda Swinton.


Imponujący dziennikarski wyczyn

„The New York Times"



”Machina wojenna” — film na podstawie książki

Recenzje

Zapraszamy do napisania własnej recenzji, możesz wysłać do nas tekst przez formularz.

Polecam

2019-02-05
Ciężko mi jednoznacznie odnieść się do tej książki, bo nie znam się do końca, na takiej literaturze. Tak czy inaczej, książka zdecydowanie warta polecenia. Nawet dla takiego laika jak ja :)

Forma reportażu przypadła mi do gustu. Dość krótkie rozdziały odpowiadający konkretnym sprawą, jak wycinki z gazet, dawała trochę poczucie, jakbyśmy śledzili reporterskie zapiski. Pomieszane w czasie, ale skutecznie i systematycznie przed nami odkrywane, utworzyły genialny i wstrząsający dokument.

"Wszyscy ludzie generała" odkrywa, przed czytelnikiem kulisy ponad 35 letniej wojny domowej w Afganistanie, wspieranej nakładami pieniężnymi i ofiarami w ludziach przez Amerykę. Michael Hastings przeniknął do środowiska grupy elity amerykańskiej armii, której obraz szokuje coraz bardziej, w miarę czytania tej książki. Nie dziwi więc fakt spektakularnych dymisji, jakie po publikacji tej książki odbyły się w Białym Domu.

Głównym bohaterem tej historii, staje się Generał McChrystal, który kierował operacją wojskową. Jego życie odpowiada stylowi amerykańskiemu i kojarzy się z celebrytami. Ludzie, którymi się otaczał podejrzewani byli o niebezpieczne kontakty z Rosją, o nieczyste intencje i działanie na szkodę armii. Co ciekawsze historia kołem się toczy i zaufani współpracownicy Generała McChrystala, obecnie doradzają prezydentowi Donaldowi Trumpowi. To wiemy. Zastanawia to co autor wiedział poza tym co opublikował i nad czym jeszcze pracował. Dziennikarz, krótko po wydaniu książki, zginął bowiem w wypadku o dość niecodziennych okolicznościach.
Jeden z rozdziałów książki został zatytułowany "Pewnego dnia, ta wojna się skończy". Nie mam jednak takiej pewności... Książka mam wrażenie jest dowodem na to, że wojna w przedstawionym wydaniu, raczej końca nie dobiegnie... Polecam Wam tą książkę. Zdecydowanie daje do myślenia.

Autor został pośmiertnie uhonorowany nagrodą Norman Mailer Prize. A na podstawie książki powstał film War Machine, produkcji Netflix. W rolach głównych wystąpią Brad Pitt i Tilda Swinton.

Wszyscy ludzie generała

2019-02-05
Generał Stanley McChrystal to urodzony 14 sierpnia 1954 roku absolwent Akademii Wojskowej Stanów Zjednoczonych. W latach 2009 -2010 pełnił funkcję dowódcy wojsk USA w Afganistanie. Jako głęboki zwolennik doktryny przeciwpartyzanckiej (COIN), został mianowany na stanowisko mimo niejasności w przebiegu kariery (podejrzewano go m. in. o tuszowanie przyczyn śmierci Pata Tillmana). Bezkompromisowy i charyzmatyczny generał zebrał wokół siebie grupę oddanych współpracowników, których prawdziwą twarz opisał Michael Hastings w książce "Wszyscy ludzie generała".
Michael Hastings, dziennikarz magazynu "Rolling Stones", wybiera się do Francji na trzydniowy wywiad z generałem Stanem McChrystalem. Kilka czynników sprawia, że Hastings zostaje przy generale przez miesiąc, odwiedzając z jego ekipą Berlin oraz Kabul. Reporter jest świadkiem nagannych zachowań McChrystala oraz jego otoczenia - przygląda się alkoholowej libacji i słyszy szydercze uwagi, kierowane pod adresem ludzi na najwyższych szczeblach władzy. Poznaje także prawdę o bezsensowności amerykańskiej wojny w Afganistanie.
"Wszyscy ludzie generała" to wspaniały przykład wciągającej, emocjonującej i szokującej literatury faktu. Książka w odważny sposób ujawnia realne oblicze działań wojennych, ich ścisłe skondensowanie z polityką i potrzebą kreowania dobrego wizerunku. Z powieści dowiadujemy się, że ludzie stojący na straży bezpieczeństwa, ludzie, dla których priorytetem powinno być dbanie o dobro narodu, kierują się zgoła innymi pobudkami. Chociaż doskonale zdają sobie sprawę z bezcelowości swoich działań oraz z ich negatywnego wpływu na państwo, nie dopuszczają do siebie logicznych argumentów i każdy krok planują pod kątem własnych korzyści. Najbardziej przerażający jest zaś fakt, że zasada ta tyczy się nie tylko głównych bohaterów książki, ale większości urzędników Pentagonu czy Białego Domu.
Ekipa Stana McChrystala początkowo rysuje się jako zbiór sympatycznych, bezkompromisowych postaci, którze naprawdę troszczą się o losy wojny i biorących w niej udział żołnierzy. Z czasem jednak czytelnik przekonuje się, że drużyna generała traktuje zagrożenia dość beztrosko, szukając w nich okazji do mocniejszego promowania swojego zwierzchnika. Są gotowi zamiatać pod dywan każde jego potknięcie, a ich oddanie graniczy z fanatycznym wręcz uwielbieniem. Generał zaś z maniakalnym uporem kontynuuje politykę przeciwpartyzancką, całkowicie ignorując gniewne i nieprzychylne nastroje wojska. Jak sam przyznaje, zdaje sobie sprawę z bezcelowości takiej formy prowadzenia misji oraz samego stacjonowania na terenie Afganistanu, ale nie robi nic, aby wyplątać USA z błędnego koła doktryny COIN.

Jak to się zatem stało, że tak dbająca o przełożonego ekipa dopuściła do wydania książki (a wcześniej artykułu) godzących w wizerunek generała? Winne było tu poważne zaniedbanie i nieustalenie warunków przeprowadzenia wywiadu, które Michael Hastings sprytnie wykorzystał. Jego teksty wywołały burzę w Waszyngtonie i doprowadziły do kilku spektakularnych dymisji. Odwaga dziennikarza nie przeszła jednak bez echa. W 2013 roku zginął on w budzącym kontrowersje wypadku samochodowym. Czy wypadek był przypadkowy i czy mogli w nim maczać palce ludzie McChrystala - tego nie wiemy. Wiadomo jednak, że ci sami skompromitowani ludzie stanowią obecnie otoczenie prezydenta Donalda Trumpa.
"Wszyscy ludzie generała" to lektura mocna, wstrząsająca, brutalnie prawdziwa. Chociaż traktuje o wojnie amerykańskiej, chociaż nie jest bezpośrednio związana z Polską, to warto po nią sięgnąć. Warto mieć świadomość. Warto wiedzieć. Polityka w każdym kraju rządzi się podobnymi prawami i łatwo wychwycić kilka analogii. Jeśli nie jesteście zwolennikami literatury faktu, jeśli przeraża Was ilość podawanych w tym gatunku informacji, to bez obaw - książka podzielona jest na szereg krótkich, dynamicznych rozdziałów, które nie przytłaczają i które w przystępny sposób tłumaczą opisywane wydarzenia. "Wszystkich ludzi generała" gorąco Wam polecam!

www.swiatmiedzystronami.blogspot.com

2019-02-05
Choć ani historia ani wojna nie są moimi ulubionymi tematami to muszę przyznać, że coraz częściej sięgam po książki o tejże tematyce i to z coraz pozytywniejszym rezultatem w czytaniu. robię to chętniej i z większą przyjemnością. To co tym razem przykuło moją uwagę to dopisek: "Wstrząsający portret elit, które stanowią otoczenie Donalda Trumpa". Ciężko nie zwrócić na to uwagi i tym bardziej nie zgłębić tematu. Na wstępie zaznaczę jednak, że recenzja ta będzie zupełnie obiektywnym punktem widzenia.

Czego my jako ludzie, jako społeczeństwo i jako naród ( nie ważne czy tu chodzi o Polaków, Amerykanów, Japończyków czy Rosjan) oczekujemy od głowy państwa oraz armii? Ja mówiąc za siebie odpowiem tak: adekwatnie do swojej pozycji oczekuję: rozsądku w podejmowaniu decyzji oraz odpowiedzialności za te już podjęte oraz za państwo na czele którego stoją, które reprezentują i którego bronią. Z doświadczenia wiemy, że oczekiwania, a realia to dwie strony medalu, a raczej dwie różne bajki. Coś jak oczekiwanie fantastycznej bajki, a otrzymanie tragedii pełnej grozy...

Autor, który przy okazji jest ( a raczej był, ale do tego wrócę*) dziennikarzem dostaje się do elity armii amerykańskiej. Został przyjęty do grona generała Stanleya McChrystala zwanego Big Stanem, Papieżem czy Gwiazdą Rocka. Miał okazję usłyszeć i zobaczyć wszystko sam. A to czego miał możliwość doświadczyć i uświadczyć zszokuje i przerazi chyba każdego - nawet tych wytrzymałych. Ja byłam pewna, że spodziewać się można wszystkiego, a co za tym idzie nic mnie nie zaskoczy. Jakże człowiek się może mylić...

Stan miał niewiele czasu na zorganizowanie swojego sztabu najbliższych ludzi, a jednak udało mu się to zrobić bez problemu. Chociaż nie. Problem był. W jego otoczeniu znaleźli się specyficzni ludzie. Zuchwali, odjazdowi i bezczelni. Bezprecedensowi kochali władzę, ale i dobrą zabawę. Czyli rzecz biorąc byli bardzo, ale to bardzo podobni do McChrystala.

Michael Hastings miał przewagę nad innymi reporterami. Był, widział i słyszał. Mógł notować - z pojedynczymi zastrzeżeniami czego publikować mu nie wolno. Czego w takim układzie był świadkiem? Tego między innymi tego jak w hotelowym barze generał ze swoja elitą pili w towarzystwie szpiegów i luksusowych prostytutek. Oczywiście to tylko maleńkie wydawało by się przewinienie z ich strony.

To co ukrył na kartach tej książki dziennikarz jest dużo bardziej szokujące. Niestety nie tylko. Ja czytając momentami świetnie się bawiłam i śmiałam - do pewnych momentów, mianowicie za każdym razem, gdy było coraz zabawniej uświadamiałam sobie - "Kobieto to nie jest komedia! To fakt! To dzieje się na prawdę!". I dobry humor pryskał jak bańki mydlane, a mnie dopadły wyrzuty sumienia, ale i złość - Jak można kogoś takiego postawić jako dowódcę armii! Jak ktoś taki może mieć taką władzę...

Generał Stanley McCrystal w pewnym sensie sam prosił się o tak spektakularną dymisję jakiej został poddany. No, bo powiedzmy sobie szczerze kto mądry dopuszcza dziennikarza do takich rzeczy nawet jeśli "obiecuje" dochować tajemnicy w momentach, gdy rzekomo go o to się prosi? Kto zabiera reportera na spotkania i narady dotyczące spraw tajnych? Michael jak najbardziej przystał na nie pisanie tego o co prosili, ale jeśli tyczyło się to tylko pojedynczych spraw to czemu nie mógł w takim układzie wykorzystać całej reszty?

I choć dziś Big Stan poddał się do dymisji, którą przyjął jeszcze prezydent Barack Obama to jego współpracownicy mi. Mike Flynn pracuje nadal. To dokładnie on był doradcą ds. bezpieczeństwa narodowego prezydenta Donalda Trumpa. Jego kadencja była najkrótszą w historii biura - trwała zaledwie 24 dni.

Podsumowując na tylnej okładce widzimy napis: "Przejmująca kronika świata, który zmierza do szaleństwa". Czy aby na pewno? Czy do szaleństwa może zmierzać coś co jego granice już przekroczyło? Czy szaleństwo w ogóle może mieć granice?

*Wspomniałam, że Michael Hastings jest, a raczej był dziennikarzem. Dlaczego zmieniłam na był? Ponieważ on już nie żyje. Zginął w niewyjaśnionych okolicznościach w wypadku samochodowym dzień po tym jak skontaktował się z prawniczką demaskatorskiego portalu WikiLeaks. Mało tego kilka godzin wcześniej wysłał przyjaciołom i współpracownikom e-maila sugerującego, że jest na celowniku FBI. Do dziś nie wiadomo co tak na prawdę się stało. Czy to był wypadek czy może jednak celowe działanie osób trzecich?

Tak jak wspomniałam książka czytała mi się szybko i w pewien sposób przyjemnie. Najgorsze, że świetnie się przy niej bawiłam do czego dojść raczej nie powinno. Nie, gdy pozycja porusza tak ważne tematy i prawdziwe problemy. Nie zmienia to faktu, że Hastings miał fantastyczne pióro i cieszę się, że pozycja znalazła się w moich rękach.

Więcej na:
www.swiatmiedzystronami.blogspot.com

U nas w Polsce zdaje się, że wszystko jest w porządku...

2019-02-05
U nas w Polsce zdaje się, że wszystko w porządku...
Po lekturze książki Michaela Hastingsa Wszyscy ludzie generała. Szalona i przerażająca opowieść o tym, jak wygląda amerykańska wojna w Afganistanie, którą to pozycję wydał ostatnio krakowski „Znak", doznałem uczucia ulgi. Nabrałem wręcz dziwnego spokoju. U nas w Polsce wszystko jest w porządku. Nie jesteśmy bynajmniej zacofani do XXI wieku, do wielkich mocarstw, światowej polityki - choć oczywiście żadnej głównej roli w niej nie odgrywamy. Ale nasze polskie piekiełko: w polityce, gospodarce, w różnego rodzaju wydarzeniach bezprecedensowych ( patrz katastrofa 10 kwietnia 2010 roku i ostatnio wałkowany przez wszystkie media skandal spowodowany wynikami ekshumacji ofiar) nie różni się od światowego. Zwłaszcza tego, zza wielkiej wody.
W Polsce patrzymy wciąż na Amerykę z pietyzmem i nabożną wręcz czcią. Ostatnio szczycimy się obecnością stacjonujących w naszym kraju wojsk amerykańskich zwanych teraz sojuszniczymi, które dumnie przyjechały przez granicę polsko - niemiecką ( jeszcze dwadzieścia siedem lat temu na naszej ziemi stacjonowali inni żołnierze, w innych mundurach. Tylko oficjalnie byli sojusznikami, patrzyliśmy na nich jak na wrogów, ale przede wszystkim było ich wówczas dziesięć razy więcej niż teraz...).Teraz oczywiście pysznie wyglądają ci amerykańscy chłopcy, w swoich polowych mundurach, z marsowymi minami. Sam zresztą ulegałem nieraz temu złudzeniu, oglądając kolejne, amerykańskie produkcje filmowe, głównie te o wojnie. Amerykański żołnierz ginie na filmie jak bohater, przed śmiercią chce jeszcze raz ucałować flagę swojej ojczyzny. Później jest pogrzeb, ceremonia, wszyscy płaczą. Jeżeli jest to pogrzeb legendarnego „Sealsa"- członka elitarnej jednostki komandosów SEAL, jego koledzy przybijają do trumny poległego swoje komandoskie odznaki ( nawet w jednej z gier komputerowych Medal of Honour: Warfighter jest taki patetyczny przerywnik filmowy). Czytając książkę Hastingsa, bardzo szybko wróciłem do rzeczywistości i pozbyłem się słodkiego patosu, w który po równo opływają amerykańskie filmy wojenne jak i aktualnie rządzący Polską prominenci, wygłaszający peany na cześć stacjonującej u nas garstki aliantów ( raptem 3000 ludzi, wielka mi armia, mój Boże).
O czym jest reportaż Hastingsa, dziennikarza słynnego i poczytnego „The New York Times"? O wojnie. Ale nie jest to kolejny Ernest Hemingway i Komu bije dzwon czy z naszego podwórka Melchior Wańkowicz i Monte Cassino. Książka Hastingsa szokuje. Szokuje i jednocześnie przeraża zwykłych śmiertelników, gdyż co innego zupełnie przekazują nam kanały informacyjne CNN, CBS czy nasze rodzinne stacje. To reportaż doskonale antywojenny. To reportaż o ludziach, którzy, choć pracuję w białym domu, w białych rękawiczkach dorabiają chore ideologie to przegranych i często brutalnych spraw. Za pieniądze obywateli rzecz jasna:
11 września 2001 roku byłem akurat w Nowym Jorku. Gdy zawaliły się wieże osobiście poszedłem zobaczyć hekatombę strefy zero. Cztery lata później, będąc w Bagdadzie widziałem, że niewielu Amerykanów wierzyło jeszcze w to, że ludzie, z którymi walczymy w Iraku stanowią jakiekolwiek zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych. Nawet związana z wojskiem prasa darowała sobie powtarzanie tego kłamstwa i o naszych wrogach pisała raczej jako o „rebeliantach" niż o „terrorystach". Nasi prezydenci i generałowie zawsze jednak argumentowali nasza obecność w Iraku i Afganistanie chęcią złapania Bin Ladena. I tak długo, jak będą się przy prowadzeniu wojen, których tak naprawdę wcale nie musieliśmy toczyć, tak naprawdę nie ma szans na to, aby Ameryka otrząsnęła się ze zbiorowej traumy wywołanej tymi zamachami
Michael Hastings jako dziennikarz „New York Times" został wyznaczony przez redakcję do opisania „działań antypartyzanckich" i szeroko rozumianej stabilizacji w Afganistanie przez niezwyciężoną U.S. Army. Autor w kolejnych rozdziałach odsłania kulisy tego, co w powszechnej świadomości nazywa się „wejściem na matę", „odsieczą kawalerii" „ciosem spartańskiego wojownika". Takie określenia stosuje się zawsze, gdy amerykańska armia coś lub kogoś wyzwala, kogoś lub coś pokonuje, z kimś lub z czymś wygrywa. Przynajmniej oficjalnie, w mediach:
Nauka jaką nasi przywódcy wynieśli z Wietnamu nie dotyczyła, jak się okazało tego, w jaki sposób uniknąć kolejnego Wietnamu. Ta nauka polegała na tym, jak odgrodzić ludzi od okropieństw wojny
Tak to wygląda w telewizji. Huk, rumor, lądowanie potężnych samolotów transportowych C-130 Galaxy, z których dziobów wyjeżdżają równiutko czołgi, wysypują się pięknie odmalowane samochody terenowe typu Humvee, wybiegają słynni „US Marines". Wszystko nowiutkie, pomalowane, hełmy się błyszczą jak psu... prawda kości, oficerowie idą powolnym krokiem, w przeciwsłonecznych okularach, nagle dobiega reporter, mikrofon, słowa otuchy, niesiemy wolność uciśnionym. Michael Hastings zostaje włączony w tryby tej typowej, pentagonowej machiny propagandowej. Dziennikarz trafia do wąskiej świty kolejnego, amerykańskiego kandydata bohatera narodowego, jak o generale Stanie McChrystalu piszą wszystkie tamtejsze gazety. Nowy szef amerykańskiej armii, która ma wygrać w Afganistanie to medialna gwiazda. Stary komandos, w wojsku przeszedł już wszystkie szczeble. Od szeregowca do czterogwiazdkowego generała, kariera jak w filmie. Nazywany „pistoletem" czy „królem zabójców". Jego podwładni mają na koncie kilkanaście ofiar. Same tuzy wśród terrorystów. McChrystal się nie cacka. Nie może. To była domena jego poprzednika, generała Davida McKiernanna, który bardzo szybko przestał być ulubieńcem mediów. Nie wygrał wojny w Afganistanie, stabilizował tylko sytuację. McChrystal trafia na jego miejsce do Afganistanu po to, aby ziścił się kolejny amerykański sen o zwycięskiej wojnie:
Osiągnięcie tego celu - pisze dalej McChrystal- wymaga kulturowej zmiany wewnątrz naszych szeregów i całkowitej zmiany strategii na zaczepne działania antypartyzanckie. Aby odnieść sukces musimy myśleć zupełnie inaczej. Jakoś umyka to czytelnikom, że poprzednik McChrystala generał Dave McKiernan mówił na początku swojej misji zupełnie tak samo
Dziennikarz Michael Hastings na razie przygląda się temu, co robi nowa ekipa, jednocześnie analizując błędy poprzedników. Okazuje się, że poprzedni generałowie byli dymisjonowani przez prezydenta Obamę, gdyż... nie pasowali medialnie do wizerunku zwycięskiej Ameryki. Robili dokładnie to samo, to znaczy grzęźli w bezsensownej wojnie, która przynosiła same straty, zwłaszcza ludzkie i nie potrafili jej wygrać. Ameryce potrzebny był showmen, który tę sytuację zmieni. Jednak to co zobaczył Michael Hastings nie napawało go optymizmem. Imprezy do białego rana, wspólne selfie generała z żołnierzami, pijackie orgie, bajońskie rachunki za „masaż" w jednym z paryskich hoteli i dużo szumu medialnego kreowało nowego „wodza" na celebrytę, ale czy przybliżało Amerykanów do zwycięstwa? Hastings pokazuje nam dymisje generalskie - to co obecnie robi nowa władza w Polsce, wyszukiwanie donosów, haków, słabych punktów. Następcy zaś robią wszystko, aby utrzymać się w głównym nurcie i być ciągle na pierwszym planie. W końcu Hastings ma napisać o tym artykuł. Chce napisać prawdę, nie tyle po to, aby skompromitować nowego wodza amerykańskich wojsk w Afganistanie, ile po to, by pokazać, że jest to człowiek, który wcale niczego nowego nie zdziała, podobnie jak jego następca. Hastings napotyka jednak na opór przełożonych w swojej redakcji:
McChrystal jest jak Patton. Dziki, szalony, ostro pije. MacArthur, Sherman, Grant. Dołączył do nich, do wielkich historycznych postaci. Jak więc można się w nim nie zakochać? Martin musisz po prostu dostrzegać to, co my w nim widzimy. Jak możesz nie mdleć z zachwytu na jego widok? Jak mógłbyś wreszcie nie zrobić mu laski z połykiem i nie napisać o nim absolutnie wiernopoddańczego tekstu?
Tak mówili do Hastingsa jego szefowie. On napisał tekst o tym, co naprawdę działo się w zakulisowych rozgrywkach między dowódcami, o tym czym jest dzisiejsza armia amerykańska, kto nią dowodzi. Że są to ludzie, którzy według Hastingsa kompletnie nie rozumieją cywilów, żądając od nich jednocześnie nabożnej czci za przelewaną krew. Do tego zawsze chcieli zwycięstwa, nie kolejnej „wietnamskiej porażki". Irak a później Afganistan miały pachnieć zwycięstwem, miały być zwycięstwem, chociaż na papierze. Autor Wszystkich ludzi generała napisał coś innego. A tego wojskowi znieść nie mogli:
11 września w zamachach zginęło prawie trzy tysiące Amerykanów. Od tego czasu, w Iraku i Afganistanie zabitych zostało ponad sześć tysięcy amerykańskich żołnierzy, a ponad czterdzieści dwa tysiące zostało rannych. Do tego doliczyć należy blisko trzy tysiące żołnierzy wojsk sojuszniczych i tysiąc dwustu przedsiębiorców, pracowników organizacji humanitarnych i dziennikarzy. Piszą artykuł, myślałem o nich wszystkich. O bombach, o minach, o generałach, którzy porobili medialne kariery dzięki BinLadenowi. O prezydencie Obamie, który został wybrany na fali antywojennych protestów. Myślałem w końcu o surowej cenie, jaką pewnego dnia wystawi nam historia
Książkę Michaela Hastingsa Wszyscy ludzie generała czyta się bardzo dobrze. To gotowy materiał na film, który zresztą niebawem trafi do naszych kin ( główną rolę ma zagrać Brad Pitt, film zaś ma nosić tytuł Warmachine). Czy ma ona jakieś wady? Chyba tylko taką, że obok otwartego egzemplarza książki, trzeba było mieć włączoną wikpedię ( w wersji angielskiej), żeby sprawdzać kolejne nazwiska, miejsca, daty. Było to konieczne, aby się nie pogubić w gąszczu informacji. Co mnie, Polaka uderzyło przy lekturze książki to fakt, że całość wydarzeń dzieje się w czasie katastrofy smoleńskiej. Autor ani słowem nie zająknął się nawet o tym fakcie, choć wspomina o wizycie w Warszawie, o chmurze pyłu nad Europą (wybuch wulkanu nad Islandią). To pokazało mi, że każde państwo żyje swoim życiem, że Amerykanów interesuje przede wszystkim interes USA. Dobra lekcja czytelniczej pokory. Sam Michael Hastings zapłacił za swoją książkę cenę najwyższą. Do dziś bowiem niewielu ludzi w USA wierzy w przypadkowość wypadku samochodowego dziennikarza „The New York Times", który zginął bardzo krótko po tym, jak jego książka Wszyscy ludzie generała ukazała się na amerykańskim rynku wydawniczym. Dziś, postaci opisane przez Hastingsa w książce, ludzie, których poprzedni prezydent USA zdymisjonował ( po artykule właśnie Hastingsa) pełnią wpływowe funkcje w otoczeniu nowego prezydenta Donalda Trumpa. Czy amerykański sen o potędze trwa dalej? Wciąż jesteśmy nim otumanieni?
Maciej Samolej

M. Hastings, Wszyscy ludzie generała. Szalona i przerażająca opowieść o tym, jak wygląda amerykańska wojna w Afganistanie, tłum. M. Gądek, wyd. „Znak" Kraków 2017.

Wszyscy ludzie generała

2019-02-04
Książka „Wszyscy ludzie generała" przedstawia otoczenie czterogwiazdkowego generała Stanleya McChrystala. Opisuje sposób prowadzenia działań wojennych, ale także huczne wieczory zakrapiane alkoholem, spędzane w towarzystwie luksusowych prostytutek. Wszystko toczy się wokół panującej w Afganistanie wojny. Przedstawione są również decyzje podejmowane podczas trwania wojny w Iraku, które służą jako punkt odniesienia dla McChrystala. Otacza się on sztabem ludzi, który przede wszystkim wykonuje jego polecenia i dba o dobry wizerunek szefa. W podejmowaniu decyzji generał zdaje się głównie na siebie. Stara się być stanowczy w swoich działaniach, jednak bardzo ważny jest dla niego PR. Jest to główny powód, dla którego zezwala dziennikarzowi na udział zarówno w życiu służbowym, jak i prywatnym. Jego decyzje nie zawsze cieszą się poparciem żołnierzy, Pentagonu, czy Białego Domu. Relacja między Prezydentem Stanów Zjednoczonych a najwyższym generałem jest chłodna. Spotkania zorganizowane były na pokaz. Hastings opisuje brak zainteresowania Obamy toczącą się wojną oraz zażenowanie tym faktem McChrystala.
Żołnierze przybici śmiercią kolegów buntują się przeciwko nowym rozkazom ograniczającym użycie broni. Niechętnie przychodzą na spotkanie z generałem. Nie chcą już brać udziału w wojnie, która jest jedynie zagrywką polityczną, a nie służbą w obronie kraju. Stanowi nie udaje się zmienić ich punktu widzenia.
Dziennikarz opisał nie tylko dobre decyzje, ale wyszczególnił także wiele błędów i nieprzemyślanych ruchów. W krótce po wydaniu książki ginie w wypadku samochodowym. Przypadek? Tego się już nie dowiemy. Część osób straciła pozycje, ale większość wciąż zajmuje wysokie pozycje u boku nowego prezydenta.
Książka warta uwagi, choć nagromadzone informacje wymagają skupienia. Autor nieustannie przeskakuje między państwami i sytuacjami, przez co łatwo zgubić wątek. Poleciłabym jednak tę pozycję wszystkim interesującym się tematyką wojska lub polityką.

Kawał dobrego reportażu o mrocznym i ponurym absurdzie wojny

2019-02-04
Autor, jako dziennikarz gazety Rolling Stone, planuje przeprowadzenie wywiadu z generałem Stanley'em McChristalem - głównodowodzącym wojną w Afganistanie - dzięki czemu zyskuje nadzwyczajną przepustkę do hermetycznego światka wojskowej elity. Ma możliwość towarzyszenia generałowi i jego ludziom w podróży po świecie i w stu procentach wykorzystuje szansę obnażenia ich prawdziwych twarzy. Szczególnie, że generał kreowany jest raczej na gwiazdę rocka i „równego gościa", niż na poważnego i szacownego męża stanu. I mimo niewątpliwych zasług na polu militarnym, luźne zachowanie jego zespołu uczciwie opisane w artykule Hastingsa, doprowadza do dymisji generała. Prawdę mówiąc skandaliczne zachowanie ludzi u samego szczytu władzy nie zrobiło na mnie dużego wrażania. Czym jest w końcu brak zrozumienia dla ludności cywilnej, lekceważący stosunek do zwierzchników, skłonność do przekleństw, czy nadmierne imprezowanie wojskowych przy przewinieniach władzy cywilnej, która ową wojnę rozpoczęła i kontynuuje?

„Wszyscy ludzie generała" to w moim odczuciu bardziej portret wojny, niż samego McChristala.

„Wojna została zdemaskowana jako Gigantyczny Aparat Kłamstwa (...). Wojna wydawała się jednym wielkim przekrętem."

Wspomnienia dziennikarza z podróży, którą odbył wraz ze sztabem generała McChristala przeplatają się z rozdziałami przybliżającymi historię i sytuację wojny. Podczas, gdy generał odbywa tournée po Europie, próbując przekonać natowskich sojuszników, że jednak wygrają tę wojnę, sama sytuacja w Afganistanie okazuje się być znacznie bardziej zagmatwana.

Autor przedstawia medialną wartość konfliktu zbrojnego i jego wykorzystanie podczas kampanii wyborczej, przy jednoczesnym braku realnego zainteresowania problemami Afganistanu.

„Sytuacja w Afganistanie jest tak zagmatwana, że nawet sami Afgańczycy nie rozumieją Afganistanu." - zaczyna jedno ze swoich wystąpień McChristal.

Brak zrozumienia kultury, mentalności i ustroju politycznego Afgańczyków widoczny jest szczególnie w próbie wprowadzenia demokracji w kraju, który jej nie chce i nie rozumie. W jednym z najbiedniejszych krajów świata, gdzie gdzie zaledwie 28% ludności potrafi czytać i pisać, ogarniętym wojenną zawieruchą od ponad 30 lat, gdzie „bojownik" jest oficjalnie wykonywanym zawodem. W kraju pełnym podziałów etnicznych, gdzie niechęć wobec zmian wynika z głęboko zakorzenionego kulturowego konserwatyzmu. Jednak „wprowadzenie demokratycznych rządów" jest na tyle atrakcyjnym hasłem, że kompletnie zignorowana zostaje jawna korupcja i oszustwa wyborcze - Amerykanie ignorują głosy rozsądku byleby tylko nie musieć przyznawać się do sromotnej porażki, brnąc w zaparte, przemieniając wojnę w medialną szopkę. I tak właściwie wygląda cała wojna, której bezsensowność tchnie z każdej kolejnej przewracanej kartki - od nacisków politycznych podczas sprawowania władzy, przez wspieranie watażków, zbrodniarzy i baronów narkotykowych, aż po ograniczenie żołnierzom prawa do używania broni nawet w sytuacjach zagrażających życiu.

Jak to się stało, że wojna z Al-Kaidą, która miała być odwetem za 11 września stała się wojną z najechaną przez amerykanów ludnością, w której nikt tak naprawdę o terrorystach nie pamięta? Kiedy celem staje się narzucenie demokracji, cofnięcie sytuacji w kraju do lat 70., jeszcze sprzed najazdu sowietów, gdy panował w Afganistanie krótkotrwały pokój? Kiedy celem przestało być likwidowanie kilkudziesięcioosobowej organizacji terrorystycznej, a stało się umożliwienie niezliczonym rebeliantom powrót do społeczeństwa? Tekst Hastinga wymienia kolejne absurdy niemalże w podpunktach.

„Wszyscy ludzie generała" to wreszcie opowieść o pracy korespondenta wojennego, która staje się bardziej uzależnieniem, niż zawodem. Autor na własnym przykładzie prezentuje sylwetkę „wojennego ćpuna" przedkładającego możliwość uzyskania dobrego materiału ponad własne bezpieczeństwo, nie potrafiącego funkcjonować bez kontaktu z wojenną zawieruchą. Przygotowując materiał o McChristalu doświadcza klasycznego dziennikarskiego dylematu - polubił członków sztabu generała, został przez nich ciepło przyjemny i sympatycznie potraktowany. Jest wdzięczny za możliwość uczestnictwa w ich życiu zawodowym i rzadki przywilej obserwowania d kulis pracy jednego z najważniejszych wojskowych sztabów dowodzenia. Z tego powodu odruchowo nie chce zawieść pokładanych w nim nadziei i musi walczyć z pokusą ukazania ich w jak najlepszym świetle. Szczególnie, że niepochlebną opinią ryzykuje utratę dostępu do dalszych materiałów, ewentualny proces lub oczerniającą go kampanię. Uznając dziennikarstwo za rodzaj uczciwej transakcji decyduje się napisać obiektywną diagnozę systemu dowodzenia wojną, nie spodziewając się jaki rozdźwięk uzyska jego artykuł.

„... byli oni zupełnie niekontrolowaną siłą, która wypinała się na cywilne dowództwo i za nic miała zwierzchność. (...) kulisy jednego z najbardziej zuchwałych ataków na cywilną kontrolę nad wojskiem, jakiego kiedykolwiek dopuścili się generałowie z Pentagonu..."

„Wszyscy ludzie generała" to książka będąca rozbudowaniem wydrukowanego na ramach gazety Rolling Stone artykułu umiejscowionego w szerszym kontekście historyczno-politycznym. To kawał dobrego reportażu o mrocznym i ponurym absurdzie wojny. W dodatku wciąż aktualnego. Mimo, że od jego napisania minęło już 7 lat, kadrowe zawirowania sprawiają, że ci sami ludzie wciąż znajdują się u szczytu władzy. I tym bardziej interesującego, że sam Hastings zginął w podejrzanym wypadku samochodowym niedługo po opublikowaniu tej książki.

Za lekturę dziękuję wydawnictwu Znak Literanova.

Droga bez odwrotu

2019-02-04
Michael Hastings i jego Wszyscy ludzie generała to świetna książka, piorunująca w swoim odbiorze. Autor przytacza nam kulisy wojny w Afganistanie. Jako dziennikarz ma okazję spędzić kilka dni z generałem McChrystalem, którego obserwuje w pracy, z którym przeprowadza wywiad i w końcu go publikuje. Wtedy wybucha skandal, a generał traci swoje stanowisko. Autor opisuje stosunki panujące między rządem a Pentagonem, między żołnierzami stacjonującymi w Afganistanie, między żołnierzami a Afganami. Niesamowicie mocny jest wniosek wysunięty na koniec tej książki - ta wojna dawno już nie miała na celu schwytania Bin Ladena. Niestety jak we wszystkim, liczy się głównie biznes. Szkoda tylko tysięcy ludzi, którzy oddali życie w imię tej sprawy.

Powiedz, co sądzisz o tej książce

Dodaj recenzję+

Komentarze

Podziel się opinią z innymi czytelnikami i fanami księgarni.