Wszystko, czego dziś chcę Monika Leśniewska Książka
zamówień od 99 zł
Punkt GLS
Kurier GLS
Kurier GLS
12,99 zł
od 99 zł 0 zł
od 149 zł 0 zł
od 99 zł 0 zł
od 149 zł 0 zł
od 99 zł 14,99 zł
od 149 zł 0 zł
Kurier Poczta Polska
od 99 zł 16,99 zł
od 149 zł 0 zł

Poczta Polska
Żabka
od 99 zł 11,99 zł
od 149 zł 0 zł
* Płatność przy odbiorze + 5 zł
| Wydawnictwo: | Filia |
| Rodzaj oprawy: | Okładka broszurowa (miękka) |
| Wydanie: | 1 |
| Liczba stron: | 352 |
| Format: | 135x205 |
| Rok wydania: | 2026 |
Kup w zestawie
O książce Wszystko, czego dziś chcę
SARDYNIA. NOWY POCZĄTEK. MIŁOŚĆ, KTÓRA LECZY RANY.
Zofia – kobieta po przejściach – staje wobec najtrudniejszych prób: żałoby, choroby i utraty pracy. Kiedy wydaje się, że los odebrał jej już wszystko, niespodziewany telefon otwiera drzwi do nowego świata – życia na Sardynii. Czy to właśnie tam Zofia odnajdzie przestrzeń, by odzyskać siebie i na nowo nadać sens swojej codzienności? W blasku śródziemnomorskiego słońca rodzi się pomysł założenia fundacji wspierającej kobiety. Zofia uczy się, że siła tkwi w solidarności, a nadzieja w odwadze, by marzyć mimo przeciwności. Los nie przestaje wystawiać Zofii na próbę, ale tym razem nie jest już sama. W jej życiu pojawia się Maciej, a wraz z nim pytanie: czy miłość może być najpotężniejszym sprzymierzeńcem w walce o życie?
Szczegółowe informacje na temat książki Wszystko, czego dziś chcę
| Wydawnictwo: | Filia |
| EAN: | 9788384410622 |
| Autor: | Monika Leśniewska |
| Rodzaj oprawy: | Okładka broszurowa (miękka) |
| Wydanie: | 1 |
| Liczba stron: | 352 |
| Format: | 135x205 |
| Rok wydania: | 2026 |
| Data premiery: | 2026-03-18 |
| Podmiot odpowiedzialny: | Grupa Wydawnicza Filia Sp. z o.o Kleeberga 2 61-615 Poznań PL e-mail: [email protected] |
Zainspiruj się podobnymi wyborami
Inni klienci wybierają również
Podobne do Wszystko, czego dziś chcę
Inne książki z kategorii Literatura obyczajowa
Oceny i recenzje książki Wszystko, czego dziś chcę
Pomóż innym i zostaw ocenę!
Kiedy sięgnęłam po debiutancką powieść Moniki Leśniewskiej, nie spodziewałam się, że znajdę w niej tyle z mojej codzienności. Bo choć okładka sugeruje włoskie klimaty i letnią beztroskę, to przede wszystkim poruszająca powieść o stracie, walce, nowych początkach i drugich szansach. To historia z pozytywnym przesłaniem, z którą utożsami się wiele kobiet chorujących na nowotwór, tracących często dużo więcej niż zdrowie. Główną bohaterkę, Zośkę, los dotkliwie doświadcza śmiercią najbliższej osoby, chorobą i utratą stabilizacji. To spiętrzenie tragicznych zdarzeń pomaga jej przetrwać wsparcie bliskich - przyjaciółki Heleny i dorosłego już syna. Ale i sama Zosia nie chce tracić ani chwili z darowanego jej czasu i odnajduje swoje miejsce i wewnętrzny spokój w małym domu na Sardynii. Niezwykle inspirujący jest wątek fundacji. Autorka pokazuje, że kiedy kobiety łączą siły dzieją się rzeczy niemożliwe. Pomoc tym, które inni spisali na straty, daje bohaterce nowy cel, nową tożsamość. To przypomnienie, że nasze doświadczenia, nawet te najtrudniejsze, mogą stać się fundamentem czegoś dobrego dla innych. Choć dbałość o klimat pozwala poczuć zapach sardyńskiej lawendy i włoskiego espresso, momentami opisy stawały się zbyt obszerne. Miałam ochotę je przeskoczyć, zwłaszcza że w tle rozwijał się również intrygujący wątek romantyczny. Ten drobiazg nie zaważył jednak na moim odbiorze książki. Tak jak wspomniałam na początku, ta powieść była dla mnie wyjątkowo poruszająca, bo mam wokół siebie takie „Zośki”. Kobiety, które się nie poddają i żyją naprawdę, czerpiąc z każdego dnia. Bo wartość tego, co mamy, odkrywamy tak naprawdę dopiero wtedy, gdy możemy to stracić. Jeśli i Wy znacie kobiety wojowniczki lub same potrzebujecie przypomnienia, że po każdym upadku można wstać, nawet jeśli przewrotny los znów rzuca kłody pod nogi to tę powieść poczujecie całym sercem. To szczery, ciepły i bardzo wspierający debiut, jak przyjaciel w chwili, kiedy go najbardziej potrzebujemy.
Im mniej wiesz, dokąd idziesz, tym więcej zobaczysz Ja zawsze myślałam, że pewność siebie mają tylko kobiety, które mają wszystko pod kontrolą. A teraz czuję, że można się bać i iść dalej. I to też jest siła. Ale teraz wiedziała jedno: życie trzeba poukładać takie, jakie jest. Musi odnaleźć swój własny klucz do dobrostanu, w którym docenia się nie tylko brokat i cekiny, ale także zwykłe dni, czasem wietrzne i zimne jak dziś. Niepogoda to też pogoda. Zosia Mróz- Potocka jest jak to mówią słowa starej polskiej piosenki kobietą po przejściach. Pierwsze małżeństwo zniszczyło coś bardzo kruchego w jej psychice, a ona musiała stawić czoła światu dla swojego syna - Stasia. Na szczęście mogła liczyć na pomoc swojej pani mecenas - Heleny Wilk. Po zakończeniu sprawy rozwodowej panie się zaprzyjaźniły i wspierały w każdej kwestii. Helenka była również świadkiem miłości swojej przyjaciółki i Janka - jej drugiego męża. I choć ten miał swoje wady naprawdę był dla Zofii bratnią duszą. Bohaterkę spotykamy po śmierci ukochanego- pogrążoną w żałobie, z synem maturzystą i poczuciem, że coś się skończyło. Niestety nie jest to koniec trudności na drodze Pani Potockiej - niedługo potem okazuje się, że Zosia jest bardzo poważnie chora , a jej stanowisko pracy zostaje zlikwidowane. W trakcie leczenia zawiązują się jednak niezwykłe znajomości- pani Róża, Kasia , Agata czy Marta szybko odnajdują swoje miejsce w sercu Zosi. Prawdziwym przełomem okazuje się jednak telefon od prawnika cioci Janka - Lucyny zwanej Lucy. Ostatnią wolą starszej pani było spocząć w Polsce i to właśnie Zosia wraz z synem mają za zadanie sprowadzić jej prochy. A to dopiero początek historii.. Porto Pino nie jest bowiem wyłącznie nazwą na mapie , a sercem i bezpiecznym portem dla znękanej duszy. Jak potoczą się wydarzenia? I jaką rolę odegra w nich szwagier dawnej koleżanki- Maciek? Muszę przyznać, że ta powieść mnie bardzo zaskoczyła. Nie jest to jedna z cukierkowych, mocno przesadzonych fabuł o Kopciuszku , który wszystko dostaje . To historia o kobiecej sile i niezłomności. O cichych walkach prowadzonych dzień po dniu bez wytchnienia. O marzeniach i szukaniu siebie. Debiut literacki Moniki Leśniewskiej ma w sobie coś na wskroś magicznego, zupełnie jak melodia ukochanej piosenki. Refleksyjny, ale nie moralizatorski czy przytłaczający. Ciepły i poruszający. Czytając o Zosi ma się ochotę powiedzieć Wałcz, dziewczyno! Bo życie, nawet kiedy odbiera bardzo wiele, potrafi też niespodziewanie otworzyć nowe drzwi. Ta historia pokazuje, że czasem trzeba zgubić drogę, żeby naprawdę odnaleźć siebie. Autorka pięknie przypomina, że siła nie zawsze wygląda spektakularnie. Czasem to po prostu kolejny poranek, w którym mimo bólu człowiek wstaje z łóżka i próbuje żyć dalej. Zosia nie jest idealną bohaterką — i właśnie dlatego tak łatwo ją polubić. Jest prawdziwa. Zagubiona, zmęczona, momentami pełna lęku, ale jednocześnie niezwykle dzielna. W książce ogromnie urzekły mnie relacje międzyludzkie — pełne czułości, wsparcia i zwykłej obecności. To one nadają tej opowieści autentyczności i sprawiają, że czytelnik czuje się częścią tej historii. Porto Pino staje się tutaj czymś więcej niż miejscem. To symbol nowego początku, spokoju i nadziei, że jeszcze może być dobrze. To powieść o stracie, chorobie, samotności, ale też o miłości, przyjaźni i odwadze, by po raz kolejny zaufać życiu. Pełna emocji, refleksji i pięknych myśli, które zostają w głowie na długo po przeczytaniu ostatniej strony. Jeśli szukacie historii życiowej, mądrej i otulającej, ale jednocześnie dalekiej od banału — zdecydowanie warto sięgnąć po tę książkę. Ja na pewno długo o niej nie zapomnę i liczę na ciąg dalszy