Strzępy Agata Kunderman Książka
zamówień od 99 zł
Punkt GLS
Kurier GLS
Kurier GLS
12,99 zł
od 99 zł 0 zł
od 149 zł 0 zł
od 99 zł 0 zł
od 149 zł 0 zł
od 99 zł 14,99 zł
od 149 zł 0 zł
Kurier Poczta Polska
od 99 zł 16,99 zł
od 149 zł 0 zł

Poczta Polska
Żabka
od 99 zł 11,99 zł
od 149 zł 0 zł
* Płatność przy odbiorze + 5 zł
| Wydawnictwo: | Skarpa Warszawska |
| Rodzaj oprawy: | Okładka broszurowa (miękka) |
| Liczba stron: | 336 |
| Format: | 135x210 |
| Rok wydania: | 2026 |
Kup w zestawie
O książce Strzępy
Samochód Konrada Barskiego przecina noc i ścianę deszczu. Nagle w świetle reflektorów pojawia się postać — nieruchoma, wyrwana z koszmaru. Barski zatrzymuje auto i rusza za nieznajomym w głąb lasu. Nigdy nie wraca.
W samochodzie zostaje Miłosz Konarski — półprzytomny, zamroczony. Ostatnie, co widzi, to światła rozpędzonej ciężarówki tuż przed nim. W wyniku wypadku zapada w śpiączkę. Gdy budzi się po sześciu miesiącach, pamięta tylko jedno: feralną noc i człowieka, który prowadził samochód.
Chce go odnaleźć, ale wszyscy wokół twierdzą, że ktoś taki nigdy nie istniał…
Na styku jawy i snu Miłosz zaczyna tracić grunt pod nogami. Co było prawdą? Co wytworem chorego umysłu?
Są tajemnice, które nie umierają w ciemności. One czekają.
Szczegółowe informacje na temat książki Strzępy
| Wydawnictwo: | Skarpa Warszawska |
| EAN: | 9788384302255 |
| Autor: | Agata Kunderman |
| Rodzaj oprawy: | Okładka broszurowa (miękka) |
| Liczba stron: | 336 |
| Format: | 135x210 |
| Rok wydania: | 2026 |
| Data premiery: | 2026-04-08 |
| Podmiot odpowiedzialny: | Agencja Wydawniczo-Reklamowa Skarpa Warszawska Sp. z o.o. Tadeusza Borowskiego, 2 lok. 24 03-475 Warszawa PL e-mail: [email protected] |
Zainspiruj się podobnymi wyborami
Inni klienci wybierają również
Podobne do Strzępy
Inne książki Agata Kunderman
Inne książki z kategorii Horror
Oceny i recenzje książki Strzępy
Pomóż innym i zostaw ocenę!
Kiedy tylko zobaczyłam ten tytuł, poczułam, że będzie to historia z dreszczykiem. „Strzępy” to książka, która rozkłada na części pierwsze to, co chcielibyśmy schować głęboko w pamięci. I robi to w sposób, od którego nie sposób się uwolnić. Fabuła? Opowiem tyle, ile sama usłyszałam na początku: to opowieść o mężczyźnie, któremu życie rozpada się na kawałki – dosłownie i w przenośni. Autorka mistrzowsko żongluje przeszłością i teraźniejszością, a Ty z każdym rozdziałem czujesz, że zaraz wyjdzie na jaw coś, co zmieni wszystko. Bohaterowie są prawdziwi do bólu. Główna postać chodzi za mną jeszcze długo po ostatniej stronie. Jej lęk, zagubienie, ale i momenty buntu – wszystko wywołuje ciary. Przyznaję: zdarzyło mi się kilka razy odłożyć książkę, żeby złapać oddech. Uwielbiam, gdy bohaterowie zostają ze mną na dłużej. „Strzępy” to właśnie taka historia – portret psychologiczny, który porusza do głębi. A wszystko za sprawą kilku wyrazistych postaci. Miłosz Konarski – nasz główny bohater, jest tu absolutnym centrum opowieści. Jego trauma jest przedstawiona w sposób tak namacalny, że trudno się od niej uwolnić. Gdy wybudza się z półrocznej śpiączki, jest zupełnie zagubiony. Pamięta tylko, że nazywa się Miłosz i że w chwili wypadku ktoś z nim był. Nie wie, jaki ma zawód, gdzie mieszka, a co najgorsze nikt go nie szukał. To budzi ogromny smutek i poczucie zagubienia. Autorce genialnie udało się oddać jego stan psychiczny – balansowanie między jawą a snem, bolesne bóle głowy i okruchy wspomnień, które próbuje poskładać. Jednocześnie podziwiam jego upór – choć wszyscy wokół mówią mu, że to, co pamięta, nie istnieje, on nie poddaje się i próbuje odkryć prawdę o sobie.Konrad Barski – tajemniczy kierowca, który w deszczową noc prowadził samochód, a później zniknął w lesie. Jest tym, kogo Miłosz szuka. Synonimem nierozwiązanej zagadki, która nie daje spokoju i stanowi motor napędowy całej tej mrocznej historii. Władze, bliscy, policja – wszyscy zgodnie twierdzą, że Konrad Barski nigdy nie istniał. To sprawia, że nasz główny bohater musi zmierzyć się nie tylko z fizyczną traumą, ale i z podważaniem własnej pamięci, co jest jednym z najmocniejszych psychologicznych punktów tej książki. Pytanie brzmi: Czy był wytworem chorego umysłu, czy też ofiarą perfidnej intrygi? Poza nimi poznajemy też inne postacie, które dopełniają tę historię. Jest tajemnicza Rita, która dodaje fabule pazura, oraz wspomniana życzliwa sąsiadka – niosąca mały promyk światła w świecie pełnym mroku. To właśnie dzięki różnorodności i psychologicznej głębi bohaterów ta powieść jest tak angażująca. A Wy macie wrażenie, że w thrillerze to postacie są najważniejsze, czy to one są tylko pretekstem do wartkiej akcji? Dajcie znać, co o tym myślicie? Tempo – wolniej na początku, by stopniowo nabierać prędkości jak emocje na karuzeli. Styl pisania Agaty Kunderman jest wciągający, oszczędny, a jednocześnie taki… drażniąco prawdziwy. Każde zdanie ma swój ciężar. Dla kogo? Dla tych, którzy lubią literaturę obyczajową z psychologicznym sznytem. Dla fanów nastrojowych historii o traumie, pamięci i próbie poskładania siebie na nowo. Nie dla kogoś, kto szuka lekkiego romansu.
Wyobraź sobie, że budzisz się z półrocznego niebytu, a Twoja jedyna kotwica prawdy zostaje przez wszystkich uznana za urojenie. Agata Kunderman w swojej powieści „Strzępy” serwuje nam thriller, który nie tylko mrozi krew w żyłach sceną otwierającą, ale przede wszystkim zadaje bolesne pytanie o granice zaufania do własnych zmysłów. To historia o tym, co dzieje się z człowiekiem, gdy fundament jego tożsamości – pamięć – zaczyna przypominać potłuczone lustro. Autorka nie traci czasu na zbędne wstępy. Od pierwszej strony zostajemy wrzuceni w środek nocnego koszmaru: ściana deszczu, nieruchoma postać w świetle reflektorów i irracjonalna decyzja Konrada Barskiego, by ruszyć w głąb ciemnego lasu. To, co dzieje się później – wypadek Miłosza Konarskiego i jego przebudzenie po sześciu miesiącach śpiączki – stanowi doskonały punkt wyjścia dla rasowego thrillera psychologicznego. Największym atutem tej opowieści jest właśnie motyw utraty pamięci. To temat, który daje ogromne pole do manewru, a Kunderman nie traktuje go jako taniego chwytu fabularnego. To oś, wokół której obraca się cała gra z percepcją czytelnika. Razem z Miłoszem czujemy narastającą frustrację i dezorientację, gdy otoczenie próbuje nam wmówić, że człowiek, za którym tęsknimy, nigdy nie istniał. Czy to zbiorowy spisek, czy może genialnie skonstruowana iluzja chorego umysłu? Ta niepewność trzyma nas w napięciu przez znaczną część lektury. „Strzępy” to fascynujące studium ludzkiej psychiki. Autorka z dużą precyzją pokazuje, jak pamięć potrafi nas oszukiwać, blokując traumatyczne wspomnienia, by po chwili zaskoczyć nas ich nagłym, bolesnym błyskiem. Jednak to nie tylko opowieść o słabości, ale przede wszystkim o niewiarygodnym samozaparciu. Miłosz, mimo że traci grunt pod nogami, wykazuje się nieustępliwością w dążeniu do prawdy. To postać wielowymiarowa, niejednoznaczna, która musi zmierzyć się z faktem, że odkrycie prawdy może wywołać lawinę konsekwencji, na które nikt nie jest przygotowany. Kunderman ma dar do kreowania właśnie takich bohaterów – ludzi z krwi i kości, uwikłanych w misternie skonstruowane intrygi, których warstwy opadają bardzo powoli. Niestety, nawet najlepiej zapowiadająca się maszyna czasem łapie zadyszkę. O ile początek powieści to prawdziwy pokaz literackiej siły i napięcia, o tyle środek książki przynosi wyraźne spowolnienie. Autorka w pewnym momencie zbyt mocno skupia się na rozbudowywaniu tła psychologicznego, co – choć wartościowe dla charakterystyki postaci – momentami wybija z rytmu. Akcja, która wcześniej pędziła niczym ciężarówka z feralnej nocy, zaczyna grzęznąć w rozwleczonych fragmentach i scenach, które niewiele wnoszą do głównego wątku. Czytelnik, przyzwyczajony do intensywności pierwszych rozdziałów, może w połowie poczuć lekkie znużenie, czekając na kolejny konkretny krok naprzód. Zakończenie „Strzępów” wzbudza najbardziej mieszane uczucia. Z jednej strony jest spójne z klimatem całości – niejednoznaczne, mgliste, zostawiające spore pole do własnych interpretacji. Z drugiej jednak strony, po tak misternie budowanym napięciu, finał wydaje się nieco banalny. Cała fabuła zdawała się prowadzić do znacznie mocniejszego uderzenia, prawdziwej kulminacji, która rzuciłaby czytelnika na kolana. Zabrakło tej ostatecznej kropki nad „i”, która sprawiłaby, że historia domknęłaby się z siłą równą jej obiecującemu startowi.