Rzeźnicy i lekarze.  - Lindsey Fitzharris  | okładka
Znak literanova

Rzeźnicy i lekarze. Lindsey Fitzharris

Oprawa miękka

Wydanie: pierwsze

Pierwsze wydanie: 2018-09-03

ISBN: 978-83-240-3754-4

Liczba stron: 320

Wydawnictwo: Znak literanova

Format: 144x205mm

Cena katalogowa: 39,90 zł

Tłumaczenie: Łukasz Müller

Rok wydania: 2018

39,90 zł 26,99 zł

Oszczędzasz 12,91 zł
-32 %
Zamów teraz, wyślemy jeszcze dziś!

Opis

Wizyta w szpitalu była kiedyś najprostszym sposobem, by skończyć w grobie. XIX-wieczni chirurdzy, często niewykształceni, nawet niepiśmienni, kroili swoich pacjentów, nie myśląc o odkażaniu narzędzi. Amputacja była ich ulubioną metodą kuracji, a gangrena nie była niczym niepokojącym. Pacjentów często trzeba było gonić po sali i wiązać, by poddali się „leczeniu”.

Chirurg James Y. Simpson jeszcze w 1869 roku uważał, że „żołnierz na polu bitwy pod Waterloo ma większe szanse na przeżycie niż człowiek, który idzie do szpitala”.

Dopiero Joseph Lister odkrył, że infekcje powodują zarazki, które można pokonać środkami antyseptycznymi. Był za swoje teorie wyśmiewany, ale ostatecznie to jemu nauka przyznała rację. Poznajcie niewiarygodne realia, w jakich leczeni byli pacjenci, i dramatyczną walkę Listera o to, by zmienić rzeźników w lekarzy.

Lindsey Fitzharris – doktor historii nauki i medycyny, absolwentka Oxfordu. Prowadzi popularną stronę internetową „The Chirurgeon’s Apprentice” i własny kanał na YouTubie „Under the Knife”. Jej styl to połączenie erudycji godnej Jürgena Thorwalda z błyskotliwym dowcipem Mary Roach. Rzeźnicy i lekarze zyskali entuzjastyczne recenzje w niemal wszystkich czasopismach, m.in. „Guardianie”, „Publishers Weekly”, „Kirkus Review”, i zostali nagrodzeni prestiżową PEN/E.O. Wilson Prize for Literary Science Writing 2018.

Ebook i Audiobook

Czytaj jak chcesz. Książka dostępna na czytniki i aplikacje mobilne.

Recenzje

Zapraszamy do napisania własnej recenzji, możesz wysłać do nas tekst przez formularz.

Z rzeźników w lekarzy

2019-01-25
Z rzeźników w chirurgów
Na to w jaki sposób dziś żyjemy i funkcjonujemy miało wpływ wielu ludzi. O większości z nich nigdy nie będzie dane nam usłyszeć. Niejednokrotnie nawet nie zadajemy sobie pytania, dzięki komu dany aspekt naszego życia wygląda właśnie tak, a nie inaczej. Nie przychodzi nam bowiem do głowy, że to efekt jakichkolwiek badań i odkryć. Tak jest i już. Nie wynika to jednak całkowicie z naszej ignorancji. Nawet, gdybyśmy byli najpilniejszymi z pilnych uczniów, to przecież, i tak przeładowane szkolne programy, mają ograniczoną pojemność. Poza tym nie da się wiedzieć wszystkiego i nieustannie analizować każdego aspektu rzeczywistości. Dlatego jeśli nawet ktoś z nas słyszał wcześniej o Josephie Listerze, człowieku, któremu zawdzięczamy postęp medycyny, to była to raczej wiedza czysto encyklopedyczna i nie przywiązywaliśmy do niej większej uwagi. Przeciętny zjadacz chleba, który nie jest ani studentem medycyny, ani pasjonatem historykiem, nie miał raczej okazji bliżej przyjrzeć się losom tej szczególnej postaci. Dzięki książkom takim jak Rzeźnicy i lekarze historia odsłania przed nami rąbka tajemnicy. Sprawiają one, że zaglądamy do miejsc, do których bez nich byśmy nigdy nie zawędrowali. W tym konkretnym przypadku, dzięki Lindsey Fitzharris, mamy okazję dowiedzieć się jaki był człowiek, od którego poniekąd zależy kształt naszego dzisiejszego życia.
Zanim wynaleziono środki znieczulające i usypiające, operacje przeprowadzało się na przytomnych pacjentach. O ile jeszcze jesteśmy w stanie wyobrazić sobie wyrwanie zęba, to amputacja, mastektomia, bądź zszywanie jelit „na żywca", po prostu nie mieści nam się w głowie. Niestety, bez względu na to, jak szeroko będziemy otwierać oczy ze zdumienia i kręcić głową z niedowierzaniem, nic nie zmieni faktu, że w takich warunkach ratowało się pacjentów jeszcze w XIX wieku, czyli wcale nie tak dawno temu. Podczas przeprowadzanych publicznie operacji (w czasach, gdy nie było jeszcze telewizji ani internetu, to sprawy życia i śmierci, takie jak egzekucje, operacje i procesy, stanowiły główną rozrywkę dla mas) operowani byli wiązani i/lub przytrzymywani przez asystentów chirurga. Niejednokrotnie zdarzało się, że uciekali w popłochu i byli sprowadzani na „zabieg" siłą. Ze względu na znikomą przeżywalność i ogromny ból, jaki zadawano, i tak już cierpiącym chorym, rzadko kiedy decydowano się na operacje. Stanowiły one ostatnią deskę ratunku, której chwytano się w sytuacjach, gdy pacjent i tak był już jedną nogą w grobie. Specyficzne warunki pracy powodowały, że chirurg musiał być przede wszystkim silny i szybki. O precyzji i dokładności, które dziś kojarzymy z tym zawodem, można było zapomnieć. Wszystko zmieniło się, gdy zaczęto, pod koniec 1846 roku, stosować do usypiania operowanych eter. Pacjentów nie trzeba było już ganiać po szpitalach, ani operować ścigając się z czasem. Spowodowało to znaczne zwiększenie ilości przeprowadzanych operacji, ale niestety nie zmniejszyło liczby zgonów w wyniku pooperacyjnych powikłań. Lekarze nadal nie widzieli potrzeby mycia rąk, sterylizowania narzędzi ani przebierania się. Operowali chorych, jednego po drugim, lub co gorsza, zdarzało się im operować po uprzednim przeprowadzeniu sekcji zwłok. Nie rozumiano skąd bierze się zakażenie, roża, gangrena, posocznica, a pojawienie się ropy uważano za naturalny element procesu gojenia.
Mimo iż, przed chirurgami pojawiły się nowe możliwości, walka o życie wciąż przypominała ruletkę. Tak naprawdę bowiem nikt nie wiedział, jakie czynniki decydują o tym, że pacjenci w szpitalach mają mniejsze szanse na przeżycie, niż ludzie operowani i leczeni w domach (pomijając biedotę mieszkającą w slumsach). I wtedy, gdy już wydawało się, że ludzkość nie ma szans rozwiązać tego problemu, karierę chirurga rozpoczął skromny i nieśmiały Joseph Lister. To w ogromnej mierze dzięki temu niezwykle inteligentnemu człowiekowi, jak to napisała Lindsey Fitzharris, rzeźnicy przemienili się w lekarzy. Jak wielu, wywracających do góry nogami „niepodważalne" i „jedynie słuszne" teorie, za głoszenie bezeceństw o istnieniu drobnoustrojów i potrzebie stosowania środków antyseptycznych, był wyśmiewany i atakowany przez środowisko medyczne. Z czasem, dzięki uporowi i pracowitości, zdołał przekonać do swoich metod coraz więcej osób, co ciekawe, pozwalając się zoperować, zaufała mu nawet sama królowa Wiktoria! Koniec końców, czego dziś już jesteśmy w pełni świadomi, okazało się, że to on, a nie jego przeciwnicy, miał rację.
Podążając tropem Josepha, Lindsey udziela czytelnikowi odpowiedzi na pytanie, jak to się stało, że jeden człowiek osiągnął to, czego wielu nie potrafiło dokonać przez dziesięciolecia. Przede wszystkim, czego nie możemy mu odmówić, Lister był niezwykle dociekliwy, skrupulatny i pracowity. Jego chęć zrozumienia zjawisk, których był świadkiem, w połączeniu z ogromną empatią, sprawiły, że poświęcił badaniom całe swoje życie. Na kształt jego pracy miały wpływ jednak także inne, niezależne od niego czynniki. Autorka wyraźnie podkreśla, że gdyby nie pewnie wydarzenia, decyzje osób trzecich, wsparcie rodziny, mentorów i przyjaciół, losy naszego odkrywcy mogłyby potoczyć się inaczej. Lister był tym człowiekiem, który wykorzystał wszelkie dostępne możliwości i połączył w całość rozproszone fakty. Miał także dosyć siły by walczyć o swoje odkrycia. Jednak chociaż to jego nazwisko zapisało się w historii, w pewnym sensie ojców sukcesu było wielu.
Rzeźnicy i lekarze, to nie tylko opowieść o losach wspaniałego człowieka. Podążając tropem bohatera odwiedzamy m.in. Londyn, Edynburg i Glasgow, czyli miejsca, które miały szczególne znaczenie w jego karierze. Byśmy mogli lepiej zrozumieć realia w jakich przyszło mu pracować, Fitzharris zabiera nas do dzielnic nędzy, przeludnionych slumsów, prowadzi nas, ulicami, które toną w ściekach, pokazuje także, w jaki sposób urbanizacja i postęp odcisnęły swoje piętno na zdrowiu klasy pracującej. Wraz z nią zaglądamy do cuchnących prosektoriów i brudnych, obskurnych szpitalnych sal. Obraz ten dopełnia historycznymi ciekawostkami. Dowiadujemy się np. że kompletny szkielet człowieka kosztował 5 funtów, a głowa z fragmentem rdzenia 12 szylingów i 6 pensów, szpitale nazywano domami śmierci, a za choroby obwiniano miazmaty, czyli niezdrowe powietrze. Mężowie mogli sprzedawać żony, którymi się znudzili, dostarczanie świeżych ciał szkołom anatomii było lukratywnym zajęciem, dlatego też kwitnął nielegalny handel nieboszczykami, a podczas wojny więcej żołnierzy umierało od chorób niż ginęło w bitwach. Kontekst, w jaki autorka z ogromną łatwością nas wprowadza jest jednym z głównych atutów książki, pozwala nam bowiem przyglądać się powoli przekształcającej się świadomości społecznej, a także wczuć się w położenie pacjentów i chirurgów.
Ta historia nie byłaby jednak tak wciągająca, gdyby nie napisała jej Lindsey Fitzharris. Dzięki niej Joseph Lister stał się dla mnie człowiekiem z krwi i kości. Zamiast tworzyć suchą, naszpikowaną informacjami encyklopedycznymi biografię, tchnęła bowiem w tekst życie, sprawiając, że miałam wrażenie iż czytam emocjonującą powieść. Dzięki niej polubiłam tego nieśmiałego a zarazem charyzmatycznego, bo zarażającego pasją, człowieka. Rozpierała mnie duma, gdy odnosił sukces, kibicowałam mu w jego wytrwałości, rozczulało mnie jego podejście pacjentów, irytowali wrogowie, a jego osobiste straty budziły we mnie głęboki smutek. Bezsprzecznie świetny styl autorki (ukłon w stronę tłumacza), jej ogromna erudycja i niebanalny dowcip sprawiły, że nie żałuję ani jednej minuty spędzonej z tą książką.
Nie zrażajcie się tytułem, okładką i blurbem. Szokują, to prawda, ale nie jest to książka tylko dla osób o mocnych nerwach. Owszem, pierwszy rozdział wbija w fotel i sprawia, że przewracają nam się wnętrzności na samą myśl o tym, co działo się w szpitalach, które przypomniały raczej rzeźnie, niż to co dziś nazywamy szpitalami, ale potem szybko ton opowieści się zmienia. Fitzharris nie epatuje drastycznymi opisami. Kilkukrotnie zagłębia się (w przystępny dla laika sposób) w szczegóły przeprowadzanych zabiegów, ale nie wywołuje tym żołądkowych rewolucji, tylko zaciekawienie. W Rzeźnikach i lekarzach głównie śledzimy losy sławnego chirurga, który otworzył przed medycyną nowe możliwości i uratował tym samym życie setkom tysięcy ludzi. Książka odkrywając przed nami sekrety nie tak odległej historii, przede wszystkim zmusza nas do refleksji nad tym, czego nadal nie wiemy i nie rozumiemy, zastanowienia się, ile wciąż świat ma przed nami tajemnic na trop których nawet jeszcze nie wpadliśmy i w ilu kwestiach, niestety nadal bardzo się mylimy.

 

 

Szokujący świat medycyny XIX wieku

2019-01-25
"Rzeźnicy i lekarze. Makabryczny świat medycyny i rewolucja Josepha Listera" to zbeletryzowana historia życia chirurga, któremu współczesna medycyna zawdzięcza bardzo dużo. Książkę napisała Lindsey Fitzharris - absolwentka wydziału historii nauki i medycyny. Autorka przywołała okres niesławnych początków chirurgii i zawarła dużo brutalnych opisów zabiegów, nie szczędząc czytelnikom drastycznych szczegółów.
Tekst napisany błyskotliwym językiem, więc czyta się bardzo dobrze. Jest pozbawiony pompatycznego stylu oraz zawiłej terminologii medycznej.

Pod względem treści zawarte w książce fakty są szokujące dla osób mających słabe pojęcie o historii medycyny. Czytałam wcześniej książki J. Thorwalda o stuleciu i triumfie chirurgów, więc o wielu faktach i postaciach wiedziałam już wcześniej.


Można powiedzieć, że stosunkowo niedawno, bo dopiero w połowie XIX wieku Joseph Lister udowodnił, że brak dbałości o higienę podczas przeprowadzania zabiegów i operacji prowadzi do poważnych powikłań, a w rezultacie do śmierci pacjentów. Badacz odkrył, że infekcje, na przykład niezwykle często występującą gangrenę szpitalną, powodują zarazki, którą można łatwo unieszkodliwić, stosując środki antyseptyczne.

Nie bez powodu mówiło się, że wizyta w szpitalu byla najprostszą drogą, by skończyć w grobie.


Młodemu chirurgowi niełatwo było dotrzeć do praktykujących lekarzy, a nawet jak prezentowal wyniki obserwacji, był wyśmiewany. Lekarze woleli jak dotychczas operować w fartuchach przesiąkniętych krwią i ropą, przechodząc bez mycia rąk i narzędzi od stołu w prosektorium do łóżek pacjentów i przenosząc przy tym niezliczoną ilość zarazków z rozkładających się zwłok na ciała chorych.

Rewolucyjne odkrycie Listera nie spotkało się z entuzjazmem, ale otatecznie nauki medyczne przyznały mu rację i dzisiaj docenia się jego zasługi.


Zyskał także zawód lekarza, w szczególności chirurga, gdyż jak podkreśliła autorka, chirurg był często postrzegany jako pracownik fizyczny, który posługuje się siłą swoich rąk, aby zarobić na życie. Dopiero wynalezienie sposobu na uśpienie pacjenta na czas operacji oraz odkrycie Josepha Listera spowodowało wzrost znaczenia chirurgii. Można już było bez pośpiechu dokonywać amputacji, a podczas zabiegów i rekonwalescencji dbano o zachowanie higieny, co znacznie zmniejszyło liczbę przypadków śmiertelnych.


Tematyka książki jest z pewnością szokująca i nawet trudno sobie wyobrazić, że takie były początki chirurgii. Czytając o brutalnych szczegółach operacji bez znieczulenia, można też cieszyć się, że dzisiaj pacjenci nie uciekają z sal operacyjnych ze strachu przed bólem i nie są (dosłownie) ścigani po korytarzach przez lekarzy i na siłę zaciągani na stół operacyjny, co w przedstawionym przez autorkę okresie zdarzało się dość często.

 

Książka "Rzeźnicy i lekarze" jest bardzo ciekawa i na długo zapada w pamięć. Warto przeczytać, aby docenić czasy, w których żyjemy, a w szczególności rozwój współczesnej medycyny.

Rzeźnicy i lekarze. Makabryczny świat medycyny i rewolucja Josepha Listera

2019-01-25
W XIX w. zostanie chirurgiem, nie było czymś godnym pozazdroszczenia. Zarobki praktycznie znikome, jeśli nie miało się prywatnej praktyki oraz znikoma wiedza. Słabo wyedukowani, często niepiśmienni po szpitalach chodzili ubrudzeni ludzkimi wydzielinami czy szczątkami. Tuż za nimi roznosił się zapach szpitalnych "perfum" czyli po prostu odór trupów. Brzmi jak marzenie prawda? Tylko iść i się leczyć... A jak dodamy do tego brak znieczulenia, to na prawdę powinniśmy tam chodzić z każdą infekcją, raną czy urazem.

Joseph Lister żył właśnie w owych czasach. Miał niewiele możliwości za to ogrom pytań i niewiadomych. Chciał zrozumieć, dlaczego tak wielu ludzi umiera nie tyle w trakcie operacji ile po niej na skutek infekcji. Skąd one się brały? Co lub kto był odpowiedzialny za zakażenia? Dlaczego stany zapalne pojawiały się tylko tam, gdzie skóra była naruszona? Co ciekawe w momencie wynalezienia znieczulenia liczba zgonów wzrosła. Lekarze byli śmielsi w swoich poczynaniach, bo pacjent się nie ruszał, nie uciekał i nie krzyczał. Mogli działać. Problem w tym, że w XIX w. nie znano czegoś takiego jak higiena. Operowanie cały dzień jednym zestawem narzędzi ( i to niemytym!) było czymś normalnym. Fartuch sztywny od krwi, ropy i innych wydzielin też nie był przeszkodą, by ponownie stawać przy stole operacyjnym. A jednak Lister czuł, że to wszystko jest ze sobą połączone. To on skupił się nie tyle na wynalezieniu ile dobraniu i stosowaniu odpowiednich środków odkażających przed, w trakcie i po zabiegu. Zarówno na sobie jako na lekarzu, jak i na pacjencie.

Gdy siadałam do książki, zastanawiałam się co dostanę. Czy będą to suche fakty, daty i nazwiska czy może jednak historie, które tworzą pewną całość. Autorka skupiła się nie tylko na samej medycynie, ale również na głównym bohaterze, czyli Josephie Listerze. Ukazała jego walkę z innymi medykami i ich nastawieniem, ale również z brakiem środków ułatwiających pracę. Wszystko to poparła źródłami, więc wiemy, że nie są to puste słowa, tylko fakty. Poza tym wszystko to jest napisane w naprawdę przystępnym języku i zwykły medyczny laik spokojnie się w tej książce odnajdzie. Jedyne zastrzeżenia to czy "normalny" człowiek będzie w stanie znieść opisy, jakie w tej książce występują. W tamtych czasach by zostać lekarzem, trzeba było mieć nie lada odporną psychikę i żeby przebrnąć przez tę pozycję też się taka przyda. Niejedna osoba odpadnie po przeczytaniu kilku stron tego, w jakich warunkach przeprowadzano operacje w XIX w. Ja fascynuję się medycyną i nic co tu zawarte nie było dla mnie nowością i nie szokowało. Ale jest to ciężkie do przełknięcia. Ciężko wyobrazić sobie, że kiedyś to wszystko wyglądało właśnie tak. Chciałabym tę pozycję polecić każdemu, ale wiem, że to nierealne. Dlatego ludzie o mocnych nerwach, twardej psychice oraz fascynaci medycyną będą mieli dużo "zabawy". Reszta będzie mocno zszokowana.

Powiedz, co sądzisz o tej książce

Dodaj recenzję+

Komentarze

Podziel się opinią z innymi czytelnikami i fanami księgarni.