Ci szaleni Polacy. Tom IV - Piotr Langenfeld | okładka
Warbook

Ci szaleni Polacy. Tom IV Piotr Langenfeld

Broszurowa ze skrzydełkami
Wydanie: pierwsze

Pierwsze wydanie: 2016-04-12

ISBN: 978-83-645-2351-9
EAN: 9788364523519
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Warbook
Format: 144x207mm
Cena katalogowa: 39,90 zł
Rok wydania: 2016

39,90 zł 24,02 zł

Produkt niedostępny

Opis

Kolejny tom porywajcej serii "Czerwona Ofensywa"

Tam, gdzie stanie sowiecki żołnierz, tam już jest Związek Radziecki.

Józef Stalin



Generał Anders oraz tysiące polskich żołnierzy w porywającym cyklu Czerwona Ofensywa Piotra Langenfelda zadają kłam słowom sowieckiego przywódcy.
II wojna światowa nie kończy się w 1945 roku. Związek Radziecki po zajęciu Berlina uderza zdradziecko na zachodnich aliantów.
Wykrwawieni i nieludzko zmęczeni żołnierze II Korpusu oraz Ludowego Wojska Polskiego muszą nakłonić sojuszników do realizacji planu wyzwolenia ojczyzny spod sowieckiej okupacji.
Czy pokonają gnaną do walki seriami karabinowymi czekistów Armię Czerwoną?
Czy generał Anders dopnie swego, czy i tym razem sojusznicy zgotują nam Jałtę?

Recenzje

Zapraszamy do napisania własnej recenzji, możesz wysłać do nas tekst przez formularz.

II Wojna Polsko-Bolszewicka

2016-05-10
Śmiała sowiecka ofensywa letnia przeciwko Aliantom utknęła i nie jest w stanie posunąć się dalej, linie zaopatrzenia trzeszczą w szwach, polskie oddziały gnają od Pomorza i Śląska wgłąb kraju. Wydaje się, że wojna jest już skończona. Jednak czy przywódcy zachodni chcą dalej walczyć przeciwko czerwonemu potworowi? Czy Polska uchowa swoją niezależność?

Mam trochę problem z recenzją, zarówno samej książki, jak i całego cyklu. Niewątpliwie jest to lepsza część, powstała po dłuższym czasie (od Planu Andersa minął już rok), więc widać, że Langenfeld dopracował styl, jak i fabułę książki. Pojawiły się kwestie tak uporczywie zignorowane w pierwszych częściach: bardzo istotna rola sowieckiego wywiadu, który przecież głęboko zinfiltrował struktury wojskowe i administracyjne zarówno USA, jak i Wielkiej Brytanii; lotnictwo Aliantów - głównie Amerykanów - istnieje i pełni ważną rolę w powieści, co więcej, przestało pełnić rolę tła, a jego przedstawiciele zaczęli być - co prawda epizodycznymi - bohaterami powieści; wreszcie poruszono wątek, o którym wspominałem dwa lata temu - zaopatrzenia i kwestii ekonomicznych. Widać tutaj wpływy także moich recenzji, co bardzo mnie cieszy. Alianci przestali być chłopcami do bicia, IS-3 nie jest już pancernym potworem, a naloty na ZSRR stały się faktem. Autor zrezygnował także z karkołomnych planów tajnych broni, przestał pisać o braku radzieckich samolotów w powietrzu, stara się wszystko wypośrodkować, nie ma tutaj także większych błędów historycznych, poza drobnostkami w rodzaju Kaliningradu, czy fabryki ZiŁ (zarówno miasto, jak i fabryka nie nosiły tych nazw w 1945 roku).

Język powieści jest męski, przesycony smrodem kordytu, hukiem eksplozji i przekleństwami. Barwne opisy walk, zakulisowe rozmowy w gabinetach, wewnętrzne gry służb - to wszystko składa się na tę powieść.W tej części pierwsze skrzypce grają walki wywiadów, nieodmiennie przywołujące mi skojarzenia z piórem Roberta Conroya. Bardzo do gustu przypadł mi opis ataku oddziału Żukowa i Malinina, ataki radzieckich razwiedczików, czy, rzecz jasna, opisy walk powietrznych.

Niestety, zebrało się trochę minusów. Przede wszystkim, fabuła przybiera formę łańcuszka: Polacy, Polacy, Polacy, Amerykanie, Polacy, Polacy, Sowieci, Polacy, Polacy. I tak w kółko, stąd taki, a nie inny tytuł niniejszej recenzji. Próżno doszukiwać się udziału innych nacji, poza paroma epizodycznymi, wepchniętymi chyba na odczepnego fragmentami, które niewiele wnoszą do fabuły. Nie ma więc tutaj ani Brytyjczyków, ani tym bardziej Francuzów (chociaż szczęśliwie autor przestał posługiwać się stereotypami). Początkowo ucieszył mnie wątek, poświęcony Hiszpanom, jednak został kompletnie niewykorzystany (a warto wspomnieć, że Franco był jednym z najgłośniejszych zwolenników krucjaty przeciwko Sowietom). Pewne fragmenty z końca książki - paradoksalnie - przypominały mi narrację żywcem wyjętą z niektórych PRL-owskich ''tygrysków'', oczywiście dostosowaną do fabuły książki. Dla Langenfelda nie ma znaczenia, że całość polskich sił, które mogły wziąć udział w wojnie z Sowietami to może, przy sprzyjających wiatrach, jakieś 300 tysięcy żołnierzy, włączając zbuntowane oddziały - po prostu Polacy, przy pomocy Amerykanów mają trzymać front i już. Cały czas czytamy o tych samych, jedynych słusznych polskich bohaterach, co to biją wstrętnych komunistów.

I żeby jeszcze ciekawie ich bili. Książka ciągnie monotonią. Sposób przedstawienia walk to: ''Sowieci atakują-Polacy się bronią'', względnie na odwrót, a i tak wiadomo, jak się wszystko zakończy. Langenfeld ma, niestety, tendencje do wpadania w skrajności: o ile w pierwszej części to Amerykanie dostawali po tyłku, o tyle w tej próżno doszukać się częstszych strat po stronie alianckiej, zaś walki przypominają rzezie Sowietów rodem z 1941 roku. Kilkukrotnie złapałem się na myśli, żeby zwyczajnie przerzucić tych kilka kartek do przodu, bo i tak nic ciekawego się nie dzieje.

Oś fabularna książki nasuwa zbytnie skojarzenia z poprzednią częścią, nowych pomysłów generalnie tu brakuje. Udział Niemców został wspomniany w kilku zdaniach, raczej oględnie i lekceważąco (chociaż siatka Reinharda Gehlena była najpoważniejszym źródłem informacji wywiadowczych dla USA o ZSRR), o walkach Niemców na froncie, czy Werwolfie można nadal tylko pomarzyć, a szkoda. Wątek Japonii zakończono równie niezgrabnie, co w Red Inferno: 1945 Conroya, zresztą to niejedyne podobieństwo - obaj autorzy mają sporo cech wspólnych.

Zakończenie książki jest strasznie kulawe. Ostatnich 10-15 stron wyglądało jak pisane na kolanie, byle szybciej, byle domknąć książkę. Pozostaje masa pytań, na które odpowiedzi nie ma. Nie dowiemy się, co się stało z innymi państwami Bloku Wschodniego, ani dlaczego tylko Polacy wzięli udział w wojnie przeciwko Zachodowi, zignorowano wątek innych frontów, niż centralna Polska. Nie wiemy też, co stało się z kilkoma istotnymi z punktu widzenia powieści bohaterami.

Bohaterowie się jednak nie zmienili, przynajmniej z nazwisk. Ponownie mamy komandosa Węglińskiego, którego - jak chyba wszystkich polskich bohaterów w tej książce - męczy PTSD i sentymentalizm, pojawia się sporadycznie Alojzy Wójcik, porucznik Różewiecki i epizodycznie Chris Walker. Ale wielkim plusem jest to, że ta część nie ma zarysowanego głównego bohatera. Tak więc dużą rolę odgrywają tu marszałek Rodion Malinowski i generał Fiodor Kuzniecow, ważnymi postaciami są też Mieczysław Moczar, czy Ławrientij Beria. Autor przestał korzystać ze stereotypowego przedstawiania radzieckich oficerów i żołnierzy, rodem z Zapisków Oficera Armii Czerwonej Piaseckiego, więc asymetria w budowie postaci - mimo, że istnieje - jest znacznie zmniejszona. Jakoś przyjemniej się to czyta. Z postaci, paradoksalnie, najbardziej do gustu przypadli mi Sowieci: pułkownik Vlad Konstantin, będący uosobieniem typowego frontowego oficera, którego niezbyt obchodzą kwestie ideologiczne i który gardzi dekownikami, oraz Arnold Linfort - zasłużony niemiecki internacjonalista, który jest świadomy wrogości komunizmu, a i tak mu pomaga, chyba najlepiej skonstruowana postać książki.

W kwestiach technicznych - Wydawca tradycyjnie nie zawiódł. Elegancka, miękka okładka z niezłą ilustracją (pytanie tylko, co tam robi zniszczona w 1944 roku Kolumna Zygmunta?), szary papier, przyjemna czcionka, brak błędów - to wszystko pomaga bardzo w ogólnym odbiorze książki.

Cóż, bardzo się cieszę, że Langenfeld wziął sobie uwagi Recenzentów do serca, także moje. Cieszy mnie również to, że z cyklu nie powstał kolejny tasiemiec, tylko poczytna tetralogia, pełna interesujących wątków. Wyliczone potknięcia być może świadczą, że Autor wziął zbyt ambitny temat na warsztat, do którego nie był w pełni przygotowany merytorycznie, niemniej, nie przeszkadzają one w ogólnym odbiorze powieści, którą chłonie się błyskawicznie.

Powiedz, co sądzisz o tej książce

Dodaj recenzję+

Komentarze

Podziel się opinią z innymi czytelnikami i fanami księgarni.