W starym hotelu. Reportaże z nowojorskiej ulicy Joseph Mitchell Książka
zamówień od 99 zł
Punkt GLS
Kurier GLS
Kurier GLS
12,99 zł
od 99 zł 0 zł
od 149 zł 0 zł
od 99 zł 0 zł
od 149 zł 0 zł
od 99 zł 14,99 zł
od 149 zł 0 zł
Kurier Poczta Polska
od 99 zł 16,99 zł
od 149 zł 0 zł

Poczta Polska
Żabka
od 99 zł 11,99 zł
od 149 zł 0 zł
* Płatność przy odbiorze + 5 zł
| Wydawnictwo: | Znak Literanova |
| Rodzaj oprawy: | Okładka twarda |
| Wydanie: | I |
| Liczba stron: | 816 |
| Format: | 155x220 |
| Rok wydania: | 2026 |
Kup w zestawie
O książce W starym hotelu. Reportaże z nowojorskiej ulicy
Klasyka amerykańskiego reportażu nareszcie w polskim tłumaczeniu!
Wyjątkowa książka Josepha Mitchella, jednego z najbardziej cenionych dziennikarzy amerykańskich XX wieku, wreszcie trafia do polskich czytelników w brawurowym tłumaczeniu Kai Gucio i Jakuba Marka Klawego. „W starym hotelu” to zbiór fascynujących portretów mieszkańców Nowego Jorku – ludzi z marginesu społecznego, ekscentryków, wizjonerów i dziwaków, których historie ukazywały się na łamach tygodnika „The New Yorker” w latach 40. i 50.Antologia, która odsłania duszę Nowego Jorku
Mitchell prowadzi nas przez zaułki miasta od początku XX wieku, przez Wielki Kryzys, aż po czasy ruchów kontrkulturowych w Stanach Zjednoczonych i tworzy mozaikę ludzkich historii – od Mazie, niezłomnej bileterki kina opiekującej się ulicznymi wyrzutkami, przez starca przekonanego, że dieta składająca się wyłącznie z owoców morza zapewnia mu długowieczność i kobietę z brodą marzącą o karierze stenotypistki, aż po Joe’go Goulda – bohemiarza i outsidera, który twierdził, że jest autorem najdłuższej kiedykolwiek napisanej książki. Każda z postaci pokazuje fragment przeszłości miasta, które do dziś fascynuje nas swoją różnorodnością.Reporterska pasja i empatia
Joseph Mitchell pochodził z Karoliny Północnej, ale to Nowy Jork stał się jego domem i źródłem inspiracji. Pracując w „The New Yorkerze”, tworzył teksty, które do dziś uznawane są za fundament amerykańskiego reportażu literackiego. Z detektywistyczną dociekliwością i ogromną wrażliwością obserwował ludzi, którzy często pozostawali na marginesie życia społecznego. Jego styl – skrupulatny, ale i pełen empatii dla outsiderów i osób uważanych za dziwaków – sprawił, że stał się jednym z najważniejszych amerykańskich twórców XX wieku.Dlaczego warto sięgnąć po tę książkę?
- To klasyka amerykańskiego reportażu, ceniona przez krytyków i czytelników.
- Ukazuje Nowy Jork z perspektywy zwykłych-niezwykłych ludzi.
- To literackie świadectwo epoki, które nie straciło aktualności.
Zachwyciłem się Josephem Mitchellem tak, jak przed laty prozą Marka Nowakowskiego. Amerykanin niby pisał reportaże, ale etykietki nie mają tu znaczenia. Nieważne, jaka to forma – liczy się piękna opowieść, wrażliwość, doskonały słuch i chęć słuchania. Dziwacy, samotnicy, outsiderzy, marzyciele i przegrani opisani są z czułością, ale bez sentymentalizmu. Zwykłym ludziom i ich „małym życiom” Mitchell dodaje szczyptę magii, a wszystko to otula nostalgia za odchodzącym światem. Piękna, cudownie zwyczajna literatura.
MARCIN MELLER
Mitchell, podobnie jak jeden z jego bohaterów, Joe Gould, tworzył „mówioną historię” Nowego Jorku. Ten imponujący zbiór reportaży jest hymnem miłości do tego miasta; pokazuje też, jak przemierzanie ulic łączy się z samym aktem pisania. Znajdziemy tu fundamentalne pytania o sens tworzenia, które dziś wydają się jeszcze bardziej palące niż dawniej.
JUSTYNA SOBOLEWSKA
Joseph Mitchell był kronikarzem Nowego Jorku, jednak nie pisał o sławnych i bogatych.
Interesowali go ludzie żyjący w cieniu drapaczy chmur i w mrocznych zaułkach Manhattanu. Zbiór tekstów, które stworzył dla „New Yorkera”, to wielowymiarowy obraz miejskiej różnorodności i złożoności, nakreślony z humorem oraz dystansem.
MICHAŁ CHOIŃSKI
JOSEPH MITCHELL (1908–1996) – amerykański dziennikarz i pisarz, związany przez większość kariery z tygodnikiem „New Yorker”. Znany z niesamowitej umiejętności dostrzegania potencjalnych bohaterów w zwykłych ludziach. Choć rozmawiał także z wielkimi osobistościami, takimi jak Albert Einstein czy Eleanor Roosevelt, najbardziej kochał pisać o outsiderach, ekscentrykach i dziwakach zamieszkujących ulice Nowego Jorku. Ich życiu przyglądał się z niemal detektywistyczną pasją połączoną z niezwykłą empatią i współczuciem. Jego twórczość ukształtowała gatunek reportażu literackiego i na trwałe wpisała się w historię amerykańskiej kultury.
„W starym hotelu” to książka, która dziś uznawana jest za obowiązkową lekturę dla miłośników reportażu i historii Nowego Jorku.
FRAGMENT KSIĄŻKI i TEKSTY POLECEŃ
Fragment ze wstępu do książki, autorstwa Anny ArnoMitchell sięgał po tematy pozostające na uboczu. Nie interesowała go sława, chyba, że ta zła, lokalna i dwuznaczna, za którą ciągnie się woń frytury i trawionego alkoholu. Zastrzegał, że unika wielkich dam, milionerów, podróżników, uznanych pisarzy i młodych aktorek. Wolał tak zwanych zwykłych ludzi, którzy w istocie byli nadzwyczajni: ułomnych i ekscentrycznych, marzycieli i niespełnionych artystów, robotników i włóczęgów, cyganów, przekupniów i ulicznych kaznodziejów, bywalców spelunek. Wiedział, że najlepszym źródłem dla reportera może okazać się barman z knajpy na rogu.
Swoich bohaterów Mitchell znajdował na obrzeżach miejskiego życia. Niezrównoważeni albo fizycznie zdeformowani żyli we własnych, intensywnych światach. Kobieta z brodą była zwyczajną osobą skazaną na los cyrkowego dziwadła. „Najbardziej porusza mnie w niej to, że hoduje pelargonie i marzy, by zostać stenotypistką”– tłumaczyła Diane Arbus, która pragnęła zrobić zdjęcie słynnej brodaczce. Mitchell namawiał ją, by wystrzegała się sentymentów, bo odmieńcy bywają równie nudni jak „normalni” ludzie. W pisarskiej postawie Mitchella nie wszyscy znajdowali empatię i głęboki humanizm. Jeden z krytyków stwierdził, że z cierpliwością botanika pisarz studiuje „ludzkie chwasty”… Poirytowany pisarz odpowiadał tym, którzy krytykowali jego pospolitych czy zdziwaczałych bohaterów: „Ludzie w wielu z tych opowiadań należą do tego gatunku, który ostatnimi czasy wielu piszących zaczęło określać jako »ludek«. Uważam, że jest to określenie odpychające i pełne pychy. W tej książce nie ma małych ludzi. Są równie ważni jak ty, kimkolwiek jesteś”.
Opis przygotowany specjalnie dla Księgarni Znak. Szanujmy twórczą pracę — prosimy o niekopiowanie treści.
Szczegółowe informacje na temat książki W starym hotelu. Reportaże z nowojorskiej ulicy
| Wydawnictwo: | Znak Literanova |
| EAN: | 9788383674339 |
| Autor: | Joseph Mitchell |
| Tłumaczenie: | Kaja Gucio, Jakub Marek Klawe |
| Rodzaj oprawy: | Okładka twarda |
| Wydanie: | I |
| Liczba stron: | 816 |
| Format: | 155x220 |
| Rok wydania: | 2026 |
| Data premiery: | 2026-03-25 |
| Język wydania: | polski |
| Język oryginału: | angielski |
| Podmiot odpowiedzialny: | Społeczny Instytut Wydawniczy Znak Sp. z o.o. Tadeusza Kościuszki 37 30-105 Kraków PL e-mail: [email protected] |
Zainspiruj się podobnymi wyborami
Inni klienci wybierają również
Podobne do W starym hotelu. Reportaże z nowojorskiej ulicy
Oceny i recenzje książki W starym hotelu. Reportaże z nowojorskiej ulicy
Pomóż innym i zostaw ocenę!
Jako miłośnik reportażu od razu dałem się wciągnąć w „W starym hotelu. Reportaże z nowojorskiej ulicy” Josepha Mitchella i szybko zrozumiałem, dlaczego ta książka uchodzi za klasykę. To nie jest zwykły zbiór tekstów – to żywy, wielowymiarowy portret Nowego Jorku, złożony z historii ludzi stojących na marginesie. Najbardziej urzekło mnie to, jak Mitchell pisze – spokojnie, z ogromną czułością i uważnością. Każdy bohater, nawet najbardziej ekscentryczny, zostaje potraktowany z szacunkiem i zrozumieniem. Autor nie ocenia, tylko słucha i obserwuje, dzięki czemu reportaże czyta się jak świetną literaturę. Doceniam też klimat – stare bary, ulice i historie, które dziś już znikają, tworzą nostalgiczną opowieść o mieście i jego mieszkańcach. To książka dla tych, którzy szukają czegoś więcej niż faktów – chcą poczuć miejsce i ludzi. Jeśli lubisz reportaż literacki i Nowy Jork, ta książka jest absolutnie obowiązkowa.
W starym hotelu. Reportaże z nowojorskiej ulicy autorstwa Joseph Mitchell to klasyka amerykańskiego reportażu, która w niezwykle spokojny, a jednocześnie hipnotyzujący sposób portretuje Nowy Jork widziany z poziomu jego najbardziej nieoczywistych mieszkańców. To nie jest książka o wielkim mieście w sensie drapaczy chmur i znanych historii, ale o ludziach, którzy żyją na jego marginesach – ekscentrykach, outsiderach i zapomnianych bohaterach codzienności. Gatunek tej książki to reportaż literacki, oparty na obserwacji, rozmowie i długotrwałym towarzyszeniu bohaterom. Joseph Mitchell nie spieszy się z opowieścią – raczej ją buduje, warstwa po warstwie, z drobnych szczegółów, gestów i dialogów. Jego styl jest niezwykle precyzyjny, ale jednocześnie ciepły i pełen uważności. Nie ma tu sensacyjności ani przesady – jest za to ogromna wrażliwość na człowieka i jego codzienność, nawet jeśli ta codzienność wydaje się dziwna, nieprzystająca do norm czy wręcz zapomniana przez świat. Książka składa się z reportaży, które tworzą mozaikę historii nowojorskich ulic i ich mieszkańców. Pojawiają się tu postacie absolutnie niezwykłe – od karczmarzy i ulicznych kaznodziejów, przez kobietę z brodą, ekscentrycznego „Profesora Mewę”, aż po budowniczych wieżowców z plemienia Mohawków czy Mazie – bileterkę kina, która opiekuje się nowojorskimi wyrzutkami. Każda z tych historii mogłaby być osobną opowieścią, a razem tworzą coś w rodzaju portretu miasta, które żyje równolegle do tego „oficjalnego” Nowego Jorku. Najważniejszym motywem książki jest człowiek i jego osobliwość – to, jak bardzo różni się od innych, ale jednocześnie jak bardzo potrzebuje kontaktu, zrozumienia i miejsca w świecie. Mitchell pokazuje, że „dziwność” jego bohaterów nie jest czymś, co należy oceniać, ale raczej próbą przetrwania, sposobem na życie albo po prostu naturalnym wyrazem ich osobowości. W tle pojawia się też motyw samotności, przemijania i miasta jako organizmu, który jednych pochłania, a innych pozwala zauważyć tylko na chwilę. Emocje, które towarzyszą lekturze, są bardzo subtelne, ale długo zostają w pamięci. To przede wszystkim czułość wobec bohaterów, pewien rodzaj melancholii, ale też fascynacja ich niezwykłością. Jest tu spokój, ale nie obojętność – raczej uważne przyglądanie się światu, który rzadko dostaje głos. Czytelnik często ma wrażenie, że obcuje z czymś bardzo autentycznym, nieupiększonym, ale jednocześnie pełnym godności. To książka przeznaczona dla osób, które lubią literaturę faktu w jej najbardziej klasycznym, reporterskim wydaniu, ale też dla tych, którzy cenią opowieści o ludziach – nie spektakularnych wydarzeniach, tylko codziennych życiach, które w swojej zwyczajnej niezwyczajności potrafią być bardziej fascynujące niż fikcja. Szczególnie dobrze odnajdą się w niej czytelnicy zainteresowani Nowym Jorkiem, historiami miejskimi i literaturą, która bardziej obserwuje niż ocenia. To jedna z tych książek, które nie próbują imponować tempem czy dramatyzmem, tylko zostają w głowie dzięki spokojowi i uważności. Jeśli szuka się reportaży, które pokazują miasto przez pryzmat ludzi zapomnianych, a jednocześnie niezwykle wyrazistych, ta pozycja zdecydowanie zasługuje na uwagę.