Błoto - Hillary Jordan | okładka
Broszurowa ze skrzydełkami
Wydanie: pierwsze

Pierwsze wydanie: 2018-04-16

ISBN: 978-83-7515-497-9
EAN: 9788375154979
Liczba stron: 352
Wydawnictwo: Otwarte
Format: 136x205mm
Cena katalogowa: 39,90 zł
Tłumaczenie: Adriana Sokołowska-Ostapko
Rok wydania: 2018
Zajrzyj do środka

39,90 zł 26,99 zł

Oszczędzasz 12,91 zł
-32 %
Wyślemy w ciągu 24h Punkty stacjonarne odbioru książek Znak

Opis

Mistrzowska, niezwykle ważna opowieść z podzielonej rasowo Ameryki… To jest wielka proza.
„The Guardian”

Czasem trzeba zrobić coś złego, żeby postąpić słusznie.

Rok 1946. Henry McAllen przenosi się z żoną Laurą z Memphis na farmę w delcie Missisipi. Gdy on prowadzi plantację, ona walczy z przytłaczającą codziennością wychowywania córek w domu bez prądu i wody, pod okiem kłótliwego i bezdusznego teścia, pośród wszechobecnego brudu i błota.

Kiedy McAllanowie borykają się z nawarstwiającymi się problemami, z europejskich frontów powracają Jamie, zawadiacki, ale emocjonalnie poobijany młodszy brat Henry’ego, i Ronsel, najstarszy syn Jacksonów, czarnoskórych dzierżawców farmy. Doświadczenie innego świata – bez podziału na czarnych i białych – pozwala im się zaprzyjaźnić. Ale rzeczywistość Południa brutalnie sprowadza ich na ziemię. Jamie i Ronsel zostają wystawieni na nieludzko ciężką próbę.

To, co się wydarzy, odciśnie piętno na obu rodzinach. Kto będzie bardziej winny: ci, którzy uczynili zło, czy ci, którzy do niego dopuścili?

Błoto to dramatyczna powieść o niemożliwej przyjaźni, sile uprzedzeń i ślepym gniewie.

Hillary Jordan – urodziła się z Dallas w Teksasie, mieszka w Nowym Jorku. Jest absolwentką Uniwersytetu Columbia, gdzie studiowała kreatywne pisanie. W 2008 roku zadebiutowała powieścią Błoto, która od razu przyniosła jej popularność i literackie nagrody. Kolejne książki pisarki to When She Woke i Aftermirth.

Ebook i Audiobook

Czytaj jak chcesz. Książka dostępna na czytniki i aplikacje mobilne.

Film na podstawie książki

Zajrzyj do środka

Recenzje

Zapraszamy do napisania własnej recenzji, możesz wysłać do nas tekst przez formularz.

Błoto

2019-01-29
Rok 1946. Henry McAllen wraz z żoną Laurą, córkami i ojcem przenosi się z Memphis na farmę w delcie Missisipi. Tam miał być ich wymarzony dom. Jednak los niemiło ich zaskoczył. Kobieta musiała wychowywać dzieci w domu bez prądu i wody, użerając się z krytykującym ją na każdym kroku mężem. Na dodatek ich farma podczas deszczu zamienia się w błotniste bajoro, odcięte od cywilizacji. Z wojny wraca Jamie, młodszy brat Henry'ego. Jego totalne przeciwieństwo. Widać jednak, że mężczyzna ma jakiś problem. Wojna odcisnęła na nim ogromne piętno. Podobnie było z Ronselem, najstarszym synem Jacksonów, czarnoskórych dzierżawców farmy. Mężczyźni zaprzyjaźniają się ze sobą pomimo panującej w tamtych czasach segregacji rasowej. Czy uda im się utrzymać ich znajomość?

Ta powieść to literacki debiut Hillary Jordan. Przemyślany i do bólu szczery. Może i nie wszystko, według mnie, dobrze zagrało, ale uważam, że powieść zasługuje na uwagę. To próba rozliczenia się z grzechami przodków, którzy uważali, że są lepsi, bo mają jasną skórę. Widoczna tu segregacja rasowa wielokrotnie sprawiała, że podnosiło mi się ciśnienie i miałam ochotę zdrowo strzelić w głowę na przykład Papę. I pomyśleć, że takie rzeczy miały miejsce jeszcze nie tak dawno temu...

 

Nie jest to łatwa historia. Poznajemy ją z perspektywy kilku osób. Widzimy, jak w tym wszystkim próbuje odnaleźć się Laura. Kobieta z dnia na dzień musi nauczyć żyć się w spartańskich niemal warunkach. Sprawy nie ułatwia jej teść, którego nienawidzę z całego serca. To była szuja najgorszego sortu. Nie dość, że traktował kobiety jak śmieci, to jeszcze poniżał ciemnoskórych ludzi. Nie policzę, ile razy chciałam go utopić w błocie. Jeśli chodzi o Laurę - do pewnego momentu jej współczułam. Potem jednak zrobiła coś, co sprawiło, że moja sympatia do niej nieco osłabła. Jej mąż, Henry, był za przeproszeniem, dupą wołową. Witki mi opadały, kiedy widziałam, co robi. Nie dziwię się, że wszyscy mu na głowę wchodzili. Pokochałam za to całym sercem ciemnoskórą Florence, matkę Ronsela. To była baba z jajami i gdyby nie ona, Laura by marnie skończyła. Co do Jamiego i Ronsela - mam wrażenie, że trochę się rozmywali i ich wątek nie został dobrze zarysowany. Czegoś mi tu brakowało.

 

Książkę czyta się szybko. To dobra lekcja historii, która pokazuje, jak jeszcze niedawno traktowało się ciemnoskórych ludzi w Ameryce i jakie podejście do kobiet mieli niektórzy mężczyźni. Bywały momenty, kiedy w moich oczach pojawiały się łzy. Zwłaszcza pod koniec. Miałam ochotę krzyczeć z bezsilności, gdy obserwowałam tę jawną niesprawiedliwość.

 

To historia, w której czasem trzeba czytać między wierszami. Nie wszystko zostało podane na tacy i to akurat jest duży plus. Możemy bowiem zastanowić się nad pewnymi kwestiami i ocenić bohaterów. Jeśli lubicie powieści o segregacji rasowej i o kobietach, które wyszły z dobrego domu, a potem życie zmusiło je do mieszkania w ciężkich warunkach - polecam tę powieść.

Polecam!

2019-01-29
Laura to jedyna z córek Chappellów, która w wieku 30 lat wciąż była panną. Nadzieje na znalezienie męża malały z każdą sekundą. Mimo to, akceptowała taki stan rzeczy, lubiła swoje życie takim jakim było. Tymczasem ku uciesze matki, Teddy - brat Laury, przyprowadza na obiad swego nowego szefa, Henry'ego. Jego wizyta staje się punktem zwrotnym w życiu kobiety. Mężczyzna oświadcza się jej, a ona odbiera to jako niebywały łut szczęścia. Pobierają się, przeprowadzają do małego domu w pobliskiej okolicy i tam wiodą swe przyziemne życie. Szeregi rodzinne w końcu zapełniają dwie córki, Amanda i Isabelle. Laura z pasją oddaje się urokom codzienności, jednak jej harmonijny świat niebawem ma legnąć w gruzach. Tragedia jaka przytrafia się siostrze Henry'ego warunkuje dalsze losy rodziny. Mężczyzna, informuje żonę o kupnie farmy, na którą mają wyprowadzić się wraz ojcem Henry'ego. Budynek do jakiego się przenoszą jest w opłakanym stanie, a otacza go błotniste podwórze i bezkres ziemi. Poprzedni właściciel porzucił farmę, a głównym powodem były liczne opady, które czasami odcinały drogę wyjazdową. Wśród ludzi zajmujących się ziemią znalazła się rodzina Jacksonów, czarnoskórych samodzielnych dzierżawców. To Florence Jackson ma wkrótce zacząć pracę jako pomoc domowa u McAllanów. Tymczasem teść Laury okazuje się być cynicznym i grubiańskim nierobem, który co rusz wydaje rozkazy i pomiata innymi. Niestety najgorsze jeszcze ma nadejść, a kobieta niebawem ma się przekonać, że ludzie sami sobie potrafią zgotować piekło na ziemi.

Dyskryminacja poszczególnych grup rasowych to kwestia, która w kręgach literatury poruszana była wielokrotnie. Jednak prawdą jest, że ilu pisarzy, tyle jest punktów widzenia na dany temat, a każdy z nich jest na swój sposób unikalny. Zainteresowanie zjawiskiem rasizmu jest duże, ponieważ ludzie chcą zrozumieć podłoże takiego zachowania. Hillary Jordan w swojej powieści zawarła dogłębną analizę przeżyć ludzkich i we własny, niezwykły sposób przeprowadziła ważną lekcję. Materiał myślowy zgromadzony w książce zmusza nas do refleksji nad istotą problemu w niej poruszanego.

Autorka zabiera nas do świata podszytego rasizmem, w którym na pozór zwykła historia staje się tłem dla dramatycznych wydarzeń. Choć trudno tu mówić o głównym bohaterze, miałam wrażenie, że to właśnie relacja Laury stanowiła epicentrum powieści. Jej postać przechodzi diametralną metamorfozę na przestrzeni fabuły. Z cichej kobiety o niskim poczuciu własnej wartości przeobraziła się w nieugiętą i charakterną żonę i matkę, stawiającą dobro i bezpieczeństwo swojej rodziny ponad wszystko.

Kolejnym istotnym elementem tej powieści jest relacja jaka zaistniała między Jamiem - bratem Henry'ego, a Ronselem - synem Florence i Hapa Jacksonów. Przyjaźń, która ich połączyła miałaby szansę przetrwać w świecie bez podziałów. W świecie, w którym ludzie traktowani są na równi niezależnie od koloru skóry. Realia tamtejszego życia były jednak brutalne, a ich znajomość była naruszeniem zasad panujących w lokalnej społeczności.

"Po raz pierwszy w życiu czułem się przede wszystkim człowiekiem, a dopiero potem czarny."

W tym momencie można sobie zadać pytanie. Czy naprawdę potrzeba wojny, aby ludzie zaczęli się jednoczyć? Aby dostrzegli wagę wartości nadrzędnych? Autorka poprzez kreacje tych dwóch bohaterów pokazała jak uczestnictwo w konfliktach zbrojnych pustoszy ludzką psychikę. Wszechobecne okrucieństwa, bezlitośni oprawcy i bezmiar cierpienia to obrazy, które zapadają w pamięć i okaleczają. Ludzie powracając z pola walki nie potrafią się odnaleźć w szarej codzienności, a przez cały czas towarzyszy im uczucie jakby stracili na wojnie część siebie. Jakby wydarła z nich ułamek duszy i pozostawiła pusta przestrzeń, która nigdy już nie zostanie zapełniona.

"Im dłużej przebywałem z chłopakami z innych części kraju, tym bardziej wściekałem się na siebie. Zaciągnąłem się do wojska i miałem narażać życie za ludzi, którzy nienawidzili nas tak samo mocno jak szkopów i japońców, a może jeszcze bardziej."

Mam wrażenie, że ta niesamowita powieść jest pełna przeciwstawności. Delikatność i prostota bijąca od Laury, skontrastowana z postacią Florence, postawną kobietą, która wyróżniała się niebywała siłą charakteru. Ekspresyjne obrazy wojny przewijające się we wspomnieniach Jamiego i Ronsela, zestawione z jałowością krajobrazu farmy. Na koniec potęga matczynej miłości, zderzona z nienawiścią na tle rasowym.

Florence o ziemi:

"To ona połyka ich krew i pot, połyka krew i pot ich kobiet i dzieci, a kiedy weźmie już wszystko, na koniec połyka ich ciała i przeżuwa tak długo, aż staną się jednym - oni i ona."

Ta pozycja jest przykładem na to, że można umiejętnie i przystępnie poprowadzić narrację wieloosobową, a przy tym zachować ład konstrukcyjny. Autorka nie gubi się w tłumie stworzonych przez siebie bohaterów. Każda z postaci została skonstruowana bardzo realistycznie i wyróżniała się na tle pozostałych. Książka została napisana z dużą swobodą i zwięzłością. Hillary Jordan jednym zdaniem potrafi porazić czytelnika i wywołać gamę różnorodnych emocji. Jest to powieść bogata w postacie, a co za tym idzie również w problemy, z którymi się zmagają. W sposób dosadny zaprezentowano tu różne poziomy człowieczeństwa. Czytając dochodzimy do wniosku, że Ci którzy wytykają palcem ludzkie odmienności, umniejszając przy tym ich wartość, są zepsuci i zakompleksieni. W tej powieści każda relacja jest istotna, a przedstawienie wielu punktów widzenia nadaję historii wielowymiarowości. Hillary Jordan znakomicie panuje nad tematem, pomimo trudnej narracji.

"Błoto" jest powieścią, którą powinien przeczytać każdy. Bez reszty pochłania uwagę czytelnika, a w swej treści zawiera prawdę, której nie powinniśmy omijać obojętnie. Nie ma tu miejsca na wyidealizowanych bohaterów, ukazana jest tylko dramatyczność życia, smutny świat i problemy, które tak łatwo nam ignorować.

Błoto

2019-01-28
1946 rok, Stany Zjednoczone. Rodzina McAllanów przenosi się z Memphis, miasta na farmę, gdzie rozpoczynają nowe życie. Samodzielność nie przychodzi łatwo. Laura, gospodyni przyzwyczajona do udogodnień cywilizacji musi sobie poradzić bez bieżącej wody, prądu. Ma ze sobą dwie córeczki, które jako jedyne przyjmują zmianę otoczenia z ogromnym entuzjazmem. Do tego aklimatyzacji nie ułatwia teść, ojciec Henry'ego. Zgorzkniały tetryk, który okropnie traktuje wszystkich dookoła. Sytuacji nie ułatwia fakt, że najemcami farmy są czarnoskórzy sąsiedzi. Czy rodzina poradzi sobie i stanie na nogi? Czy małżeństwo wystawione na próbę przetrwa? Czy brak cywilizacji nie przeszkodzi w szukaniu szczęścia?

Gdy myślę o farmie, widzę błoto. Żałoba pod paznokciami męża, strupy zaschłej ziemi oblepiającej kolana i włosy dzieci. Błoto pochłaniające moje stopy niczym niemowlę łapczywie ssące pierś matki, znaczące śladami butów drewnianą podłogę domu. Było nie do pokonania. Pokrywało wszystko. Moje sny miały błotnisty kolor. s.23

Książka Hillary Jordan to majstersztyk pod każdym względem. I mówiąc to mam na myśli zarówno warstwę fabularną, konstrukcyjną, ogólny zamysł, motyw przewodni, czyli tytułowe błoto, jak również konstrukcje samych bohaterów. Ta książka jest absolutna.
Amanda Leigh i Isabelle wygramoliły się z samochodu i rozbiegły po podwórku zachwycone wszystkim, co zobaczyły. Ja ruszyłam za nimi, brodząc po kostki w błocie. Minie kilka tygodni zanim nauczę się, że na farmie zawsze trzeba patrzeć pod nogi(...) s.85

"Błoto" rozpoczyna się od opisu kopania grobu. Na razie wiemy tylko tyle, że nie żyje ojciec Henry'ego, a on z bratem szykują dla niego pochówek. Co się wydarzyło? Co działo się wcześniej? Dlaczego rodzina mieszka na farmie? Kim jest Jamie? Jakie emocje targają Laurą? Jak sobie poradzą z byciem obcymi? Tego dowiadujemy się z części drugiej. A w ostatniej, trzeciej zagadki, niedopowiedzenia zostają wyjaśnione i pozostaje gorzki smak jaki ma życie...
Mimo to przykro myśleć, że żyjemy w świecie, w którym nie można liczyć, iż człowiek, z którym siedziało się przy jednym stole i przełamywało się chlebem, dotrzyma słowa. s.98

Fabuła jest tutaj poszarpana, ale to nie przeszkadza w śledzeniu losów bohaterów. Każda osoba ma możliwość wypowiedzenia się, ponieważ podrozdziały są dzielone na opisy zdarzeń opowiadanych z punktu widzenia innego bohatera. Jedyną osobą, która występuje tylko jako bohater drugoplanowy, jest ojciec Henry'ego, teść Laury. Takie zagranie jest jak najbardziej uzasadnione, ponieważ - po pierwsze już na początku dowiadujemy się, że ów rzeczony nie żyje, więc trudno, żeby coś mówił, a po drugie - w wydźwięku całej powieści - jemu nie należy się głos. O co chodzi, dowiecie się czytając powieść.
Zamierzałam pojechać, ale samochód i pick-up ugrzęzły w błocie, wzięłam więc parasolkę i wyruszyłam pieszo. s.329

Hillary Jordan poruszyła również wiele ważnych dla człowieka, jak i dla świata w ogóle aspektów. mamy tutaj znaną z historii segregację rasową, mamy syndrom powojenny, który przejawia się w postaci dwóch synów wracających z wojny. Ich psychiki skrywają tajemnice znane tylko tym, co przeżyli wojnę. Dodatkowo mamy tutaj szeroko rozpisany wątek bycia obcym, przeprowadzki. Doskonale został oddany klimat farmy, gdzie nie ma cywilizacyjnych udogodnień, gdzie czują się obcy, choć tak naprawdę są u siebie. Wchodzą w środowisko, które dobrze się zna, oni są tymi przyjezdnymi. Jest tutaj świetnie zaznaczony wątek kobiety, jako gospodyni. Emocje, jakie rozrywają od środka Laurę nie pozwalają przejść obojętnie obok tej historii.

Jeśli jeszcze zastanawiacie się, czy sięgnąć po "Błoto" Hillary Jordan, to mówię to po raz drugi - MUSICIE PRZECZYTAĆ tę powieść. Jest to bardzo, bardzo dobra literatura. Taka, która pochłania czytelnika od samego początku, a na końcu wypluwa z poczuciem rozedrgania. Jeśli chcecie poczuć się jak połknięci przez rekina, a później wypluci na jakiejś bezludnej wyspie, to mniej więcej tak się poczujecie po przeczytaniu tej książki. Wiecie, że ja to lubię! To jest dla mnie wyznacznik wysokiej literatury. Zdecydowanie najlepsza powieść zagraniczna przeczytana przeze mnie w tym roku. POLECAM WASZEJ UWADZE.

Książka, która wchodzi pod paznokcie jak tytułowe błoto, drażni, boli i nie daje o sobie zapomnieć.

Błoto

2019-01-28
McAllanowie przeprowadzają się z miasta na farmę w Delcie Missisipi. Mężczyzna tak spełnia swoje dawne marzenia o pracy na roli, jednak dla jego żony nowe miejsce zamieszkania i towarzyszące mu problemy zdają się być koszmarnym snem, który zamiast się skończyć, staje się coraz bardziej rozbudowany. Nie ma tu jednak scen jak z horrorów - jest tylko codzienność. Straszna, przytłaczająca i brudna.

Błoto jest opowieścią o dyskryminacji. Na pierwszy rzut oka oczywiście wysuwa się rasizm względem Afroamerykanów, jest też najbardziej bezpośrednio przedstawionym wątkiem o najtragiczniejszych skutkach. Nie można jednak nie zwrócić uwagi na kobiety w powieści, które są w równym stopniu pozbawione prawa głosu i wolności osobistej. Laura jest tylko przedmiotem należącym do męża - to on podejmuje wszystkie decyzje i nawet jej o tym nie mówi, póki nie jest to absolutnie konieczne. To on karze kobietę za wszelkie odstępstwa, każde naruszenie swojego autorytetu - nawet jeśli chodzi o taki drobiazg jak zostawienie pianina. Przecież Laura musi się dostosować, przywyknąć, jest kobietą, na pewno będzie dobrą gospodynią... A dzieci? Dla Laury stają się najważniejsze, ale w samej powieści wypowiadają najwyżej kilka zdań. Krążą na obrzeżach fabuły i tylko dla głównej bohaterki mają jakiekolwiek znaczenie, inaczej nikt się nimi nie przejmuje, nie pomyśli, że może im coś grozić, że warunki w jakich żyją nie są odpowiednie... Wreszcie to powieść o dyskryminacji słabszych - starców, ludzi chorych, którzy po prostu muszą się dostosować. Nikt ich o zdanie i potrzeby nie pyta. Nie zastanawia się czego potrzebują, a problemy zrzuca się na karb charakteru czy braku odpowiedzialności. Błoto to opowieść o dyskryminacji właściwie każdej grupy poza jedną - młodych, silnych i zdrowych białych mężczyzn. Delta Missisipi jest tylko ich światem.


Błoto jest też powieścią o braku komunikacji. Nie sposób nie zapytać, czy gdyby Laura wiedziała o marzeniach Henry'ego to by za niego wyszła?, czy powieść zakończyłaby się w takich sposób dla głównych bohaterów, gdyby po prosu spróbowali się porozumieć?, czy byłoby w nich tyle żalu, niechęci do siebie? Oczywiście, zarówno ten problem jak i dyskryminacja, to w dużej mierze kwestia świetnie oddanych realiów epoki - rok 46 w Delcie Missisipi tak wyglądał - ale przecież to w żaden sposób nie umniejsza ich ważkości.

Tematyka powieści jest trudna, ale wykonanie nie pozostawia nic do życzenia. Tytułowe błoto nie jest tylko dosłownym brudem porywającym wszystko. Doskonale także oddaje to, co dzieje się z bohaterami i relacjami między nimi. Stopniowo grzęzną w poczuciu beznadziei, żalu i gniewu, uprzedzeń rasowych, stereotypów, nienawiści do otaczającej ich rzeczywistości. Błoto pozbawia ich blasku i dobra, co wyraźnie widać w przemianach, jakie zachodzą przede wszystkim w Laurze, głównej bohaterce. To ona początkowo była spoiwem łączącym różne światy, optującym za zgodą i zrozumieniem, ale stopniowo sama oddala się od Henry'ego, by ostatecznie pozwolić sobie na upadek, zbrukanie. Ale i inne postaci nie pozostawiają wiele do życzenia. Henry traci zainteresowanie domem i rodziną, odzyskuje je dopiero wtedy, gdy jest już właściwie za późno, najgorsze się wydarzyło. Ale on nie jest tego świadom, od samego początku jego rzeczywistość jest ograniczona, mężczyzna dostrzega to, co chce widzieć, pomijając wszystko inne i tak pozostaje do końca. Nie odbiera żadnej lekcji, niczego się nie uczy - jego pewność świata na to nie pozwala. Inaczej jest w przypadku Jamesa, jego brata - to on ostatecznie przyjmuje na siebie wszystko to, co złe. Już i tak zniszczony przez wydarzenia z wczesnego dzieciństwa i wojnę (swoją drogą genialne przedstawienie postaci z PTSD), teraz mierzy się ze złem, które ciągnie go jeszcze bardziej w dół. Czy ma szansę na przetrwanie? Trudno powiedzieć.

Jednocześnie najbardziej fascynująca jest Florence i to nawet pomijając jej połączenie chrześcijaństwa z rodzimowierczymi przekonaniami i wierzeniami. To z całą pewnością ona jest najsilniejszą i najmądrzejszą postacią w powieści. Florence przeczuwa wydarzenia, chce im zaradzić, ale nie może. Jej bezradność, gniew i ból matki najbardziej poruszają, choć początkowo wydaje się, że jest tylko jednym z wielu głosów powieści. To ona jednak staje się najważniejszą, obok Laury, postacią powieści. To interesujące - bohaterka skazana na największą dyskryminację okazuje się najważniejszą. Tylko potęguje to jej tragizm.

Podjęta tematyka sprawia, że Błoto jest powieścią ponadczasową. Jego wydarzenia rozgrywają się tuż po II wojnie światowej, jednak zarówno dyskryminacja, jak i problemy komunikacyjne nadal istnieją, nadal powodują te same tragedie. Jednocześnie nie jest powieścią nudną - "brudny" klimat wciąga czytelnika, interesuje rozgrywającymi się wydarzeniami i niejednokrotnie budzi gniew na zachowania poszczególnych postaci. To książka z tych, nad którymi warto się na chwilę zatrzymać niż do przeczytania na szybko i zapomnienia.

Także na coffee-kafes.blogspot.com
czytampierwszy.pl

Recenzja

2019-01-28
Książki mogą nam się spodobać lub nie. Wzbudzić emocję albo przejść bez echa. Są jeszcze powieści takie jak ta... Książki które wchodzą nam pod skórę, o których myślimy na długo po zakończeniu ostatniej strony. Błoto należy do tej ostatniej, wyjątkowej grupy. Minęła doba odkąd odłożyłam książkę, a ciągle wracam do niej w myślach. O czym dokładnie Błoto opowiada? Mówi o segregacji rasowej w Ameryce. O głębokich niesprawiedliwościach i podziałach dla nas niepojętych. O czasach gdzie amerykanie na jednym kontynencie walczyli z nazistami i wyzwalali ludzi którzy byli zniewalani przez swoją wiarę, a jednocześnie u siebie w domu pilnowali by czarnoskórzy nie wchodzili tym samym wejściem do sklepu. Jednak nie tylko. Błoto jest również o miłości- mężczyzny do jego ziemi, kobiety do męża. Ukazuje różnicę między małżeństwem, a tym czego tak naprawdę się pragnie... Opowiada nam smutną historię o kobietach które żyły w czasach nie tak odległych od naszych, jednak ich życie wyglądało diametralnie inaczej? A może gdy odrzucić różnice gospodarcze, tak naprawdę współczesne żony mają wiele wspólnego z tymi w latach '40? Pierwszy rozdział ukazuje nam koniec, jednak to jak do niego doszło i gdzie rozpoczęła się historia dopiero się dowiemy. Zabieg narracji pierwszoosobowej nie jest niczym unikatowym, jednak wybranie na narratorów aż sześciu bohaterów to prawdziwy skok na głęboką wodę. Szczególnie gdy narratorzy tak się od siebie różnią- biały plantator, czarny dzierżawca, jego czarna i niepiśmienna żona, czy wykształcona miejska kobieta różnią się od siebie dosłownie wszystkim. Autorka w fenomenalny sposób wniknęła w ich osobowości, wyciągnęła różnice ale i wyłapała podobieństwa. Sprawiła że jej postacie ożyły gdy opowiadały nam swoją część historii. To chyba najlepsza książka tej wiosny. Na pewno jedna z lepszych jakie miałam przyjemność przeczytać. Tak inna od wszystkich, tak bardzo poruszająca. Tak świetnie napisana. Wydawnictwo Otwarte- jestem pod wrażeniem.

Błoto

2019-01-26
"Błoto" to kolejna wspaniała książka, po którą miałam okazję sięgnąć w tym roku, przez co mam wrażenie, że 2018 obfituje w wspaniałe premiery. Historia przedstawia losy dwóch rodzin z Missisipi podczas drugiej wojny światowej. Porusza wiele ważnych kwestii, ale przede wszystkim kwestię segregacji rasowej. Wielokrotnie wzruszyłam się podczas czytania, ale to nie były jedyne emocje jakie odczuwałam - był też gniew, przerażenie oraz miłość do bohaterów. Wszystkie osoby prowadzące narracje miały w sobie coś niezwykłego, coś co sprawiało, że czuło się więź pomiędzy sobą a bohaterami. Co jeszcze mogę powiedzieć o tej pozycji? Oddaje ona klimat zarówno czasów w jakich ma miejsce, jak i tej konkretnej lokalizacji, czyli zabłocone farmy oddalonej od cywilizacji, która ani trochę nie przypomina sielankowej wsi. Wątek kobiety zmagającej się z sytuacją, w której się znalazła, choć nigdy się tego nie spodziewała mocno zapadł mi w pamięć, prawie tak mocno jak wielkie kulminacyjne zakończenie. "Błoto" to naprawdę mocna pozycja, po którą warto sięgnąć.

Powiedz, co sądzisz o tej książce

Dodaj recenzję+

Komentarze

Podziel się opinią z innymi czytelnikami i fanami księgarni.