We wspólnym rytmie - Jojo Moyes | okładka
Znak literanova

We wspólnym rytmie Jojo Moyes

Oprawa miękka

Wydanie: pierwsze

Pierwsze wydanie: 2017-07-31

ISBN: 978-83-240-3820-6

EAN: 9788324038206

Liczba stron: 528

Wydawnictwo: Znak literanova

Format: 144x205mm

Cena katalogowa: 39,90 zł

Rok wydania: 2017

39,90 zł 22,99 zł

Oszczędzasz 16,91 zł
-42 %
Zamów teraz, wyślemy jeszcze dziś! Punkty stacjonarne odbioru książek Znak

Opis

Nowa powieść autorki bestsellerowych „Zanim się pojawiłeś” i „Kiedy odszedłeś”.

Dobry jeździec wie, że ma tylko jedną szansę, aby zaskarbić sobie szacunek konia. Wie też, że przez jeden wybuch gniewu może na zawsze stracić jego zaufanie. Konia można bowiem skrzywdzić tylko raz. Potem latami odbudowuje się zerwaną relację. Z ludźmi bywa podobnie…

Świat Natashy rozsypał się wraz z odejściem męża. Gniew i zraniona duma popchnęły ją do zrobienia rzeczy, których potem żałowała. Gdy człowiek traci kogoś bliskiego, nie zawsze zachowuje się rozsądnie. Natasha zamknęła się w swojej samotności, postawiła na niezależność i karierę. Kiedy decyduje się pomóc spotkanej w podejrzanych okolicznościach Sarze, nie przypuszcza, że ta „dziewczynka znikąd” odkryje przed nią życie na nowo.

Co się stanie, gdy Natasha zaryzykuje wszystko dla dziewczynki, której nawet nie zna i nie rozumie? Czego można się nauczyć od osoby, która kocha bardziej konie niż ludzi?

We wspólnym rytmie to opowieść o kobiecie, która nie dopuszcza do siebie myśli, że mogłaby znów być kochana, i o dziewczynie, która jest gotowa kłamać i kraść dla kogoś, kogo kocha.

Miłość istnieje w tym, co się robi, w małych i dużych gestach. To, że się o niej nie mówi, nie oznacza, że jej nie ma.

Jojo Moyes to ulubiona autorka milionów czytelników, a jej powieści są światowym fenomenem wydawniczym. Udało jej się wyrównać rekord należący do Harlana Cobena i Stephena Kinga – trzy jej książki znalazły się równocześnie na listach bestsellerów „New York Timesa”. Podbiła serca czytelników wielkimi bestsellerami Zanim się pojawiłeś oraz Kiedy odszedłeś i stała się ulubioną pisarką polskich blogerów.

© Charlotte Murphy

Ebook i Audiobook

Czytaj jak chcesz. Książka dostępna na czytniki i aplikacje mobilne.

Recenzje

Zapraszamy do napisania własnej recenzji, możesz wysłać do nas tekst przez formularz.

Nauka życia od nowa

2019-02-06
Czasem życie rozsypuje się w drobny mak, wszystko staje się skomplikowane i trudne. Ucieczka w pracę wydaje się jedynym wyjściem, ale kiedy i tam okazuje się, że pokładane przez nas zaufanie zostało nadszarpnięte ciężko jest znów się podnieść. A gdy do Twojego domu wprowadza się ,,prawie były mąż", oraz zamknięta w sobie i zbuntowana nieznajoma nastolatka? Natasha staje w obliczu ogromnych wyzwań. Problemy zaczynają się piętrzyć, a to jeszcze nie koniec, bo całokształtu dopełnia koń Boo, pełen temperamentu, niszczycielski żywioł, a zarazem wyjątkowo fascynująca istota. Czeka ją długa podróż, ludzie, którzy nie zachowują się zgodnie z jej oczekiwaniami, zniszczony ogród, oraz pespektywa jeszcze większego chaosu. To wszystko zmusi Natashę do refleksji nad dotychczasowym życiem, zweryfikowania swoich poglądów dotyczących osób, z którymi się zetknęła. Rzeczy, sytuacje, na pozór oczywiste okażą się być zupełnie dalekimi od wyobrażeń. Miłość ukaże swoje różne oblicza, jazda konna okaże się sztuką, pełną poświęcenia, sytuacje bez wyjścia staną się prawdziwą lekcją życia. To kolejna warta uwagi pozycja autorstwa Jojo Moyes.

O samotności i zawziętym dążeniu do ideału

2019-02-06
„Tu nie chodzi o miłość - odparł - W całej tej książce nie ma ani jednej wzmianki o miłości. On nie jest sentymentalny. Wszystko, co robi, cała ta douceur, jaką okazuje, bierze się stąd, że rozumie, jak wydobyć ze zwierzęcia to, co najlepsze. Tak właśnie koń i człowiek razem osiągają doskonałość. (...) Koń nie chce być twoim pieszczochem, chérie (...) Koń jest dangeroux, potężny. Ale może być chętny do pracy. Jeśli dasz mu powód, by dla ciebie pracował, by cię chronił, by rozumiał rzeczy, które sam chce zrobić, wtedy osiągniesz coś pięknego. (...) - Ale ona czuła się rozczarowana. Pragnęła wierzyć, że Boo ją kocha. Pragnęła, by chodził za nią po podwórzu nie dlatego, że miała jedzenie, ale dlatego, ze chciał z nią być. (...)
- To, co postuluje Ksenofont jest lepsze. On domaga się szacunku, najlepszej opieki, stałości, uczciwości, dobroci. Czy koń byłby szczęśliwszy, gdyby mówił o miłości? Non."

Jojo Moyes pokochałam za „Razem będzie lepiej" - ciepłą, choć nie pozbawioną problemów rodzinę i sympatyczną bohaterkę i jej heroiczne wysiłki, by utrzymać swoich milusińskich w kupie. Równie pozytywne wrażenie zrobił na mnie niepoprawny optymizm Lou z „Zanim się pojawiłeś" i choć ta książka nie zrobiła na mnie takiego wzruszającego wrażenia, jak na niektórych, to lekki, podnoszący na duchu humor sytuacyjny zdecydowanie wygrywał wszystko.

I właśnie tego elementu brakowało mi najbardziej w najnowszej książce autorki. Bo to właśnie jej poczucie humoru i zabawne sytuacje w codziennym życiu bohaterów skradły mi serce, a mam wrażenie, że w „We wspólnym rytmie" i humor i luźne żarty występują sporadycznie.

Jest to przede wszystkim historia o wielkiej pasji i walce o możliwość jej kontynuowania. Przyznaję, że na początku trudno mi było całkowicie wczuć się w klimat miejskich stajni i dążenia do osiągnięcia całkowitej jedności z koniem (szczególnie, że moja prywatna przygoda z jeździectwem trwała dość krótko i zakończyła się definitywnie po przeciągnięciu za nogę po połowie hipodromu :D), ale pióro Moyes ma w sobie coś takiego, że potrafi zarazić każdą emocją, nawet najbardziej dla czytelnika niezrozumiałą.

„Twarz Sarah zastygła w masce skupienia. Napięcie ujawniało się w cieniach pod jej oczami i zaciśniętej szczęce. Natasha obserwowała nieznaczne ruchy jej pięt, niedostrzegalne wiadomości, które przesyłała przez lejce. Widziała, że koń słyszy, akceptuje, słucha mimo zmęczenia, i pojęła, że choć w ogóle nie zna się na tych zwierzętach, stała się świadkiem czegoś pięknego, co można osiągnąć tylko przez lata nieustępliwej dyscypliny i niekończącej się pracy."

To historia kilkunastoletniej Sarah, która w wyniku nagłej choroby dziadka zostaje bez opieki. Los łączy jej losy z poukładaną w życiu i jednocześnie całkowicie pogubioną we własnych uczuciach prawniczką i jej (jeszcze) mężem - przesympatycznym „wiecznym chłopcem", którego zwierzęco-flirciarski magnetyzm działał na mnie nawet za pośrednictwem kart powieści, chociaż doskonale wiem, że z pewnością odgryzłabym mu głowę już po tygodniu potencjalnego wspólnego życia. Jeśli dorzucimy do tego postępującą sprawę rozwodową, dziadka obdarzonego mocami godnymi zaklinacza koni, tajną i superelitarną francuską szkołę, podstarzałego czarnego kowboja, zagubioną nastolatkę i konną ucieczkę z domu przez pół Europy, a wszystko to okrasimy tłumionymi głęboko emocjami, uzyskamy naprawdę niezły galimatias. Przyznam, że nawet ja powątpiewałam momentami w jakiekolwiek szanse na moje ukochane cukierkowe szczęśliwe zakończenie. Ale w końcu Jojo Moyes jest specjalistką w plątaniu i rozplątywaniu zagmatwanych losów swoich bohaterów. Swoją drogą niezła z niej sadystka!

To naprawdę zakręcona opowieść o pasji, miłości i poświęceniu. O bólu straty, życiowych rozczarowaniach, braku wsparcia i zrozumienia, tragicznej konieczności wyboru między karierą i pasją, a rodziną. Znalazłam też dla siebie całkiem spory wykład o trudach macierzyństwa, o słuchaniu, szczerości i zaufaniu, o rozmowie, która ma moc naprawiania wszelkich nieporozumień (jakoś ostatnimi czasy to te fragmenty najbardziej zapadają mi w pamięć). Wreszcie jest to opowieść o ciężkiej pracy, harcie ducha i dążeniu do doskonałości. I o miłości. Przede wszystkim o miłości.

„Przecież widzisz, że istnieje miłość, w tym, co robi - kontynuował dziadek mrużąc oczy. - Jest miłość w tym, co... proponuje. Tylko to, że o niej nie mówi, nie oznacza, że nie ma jej w każdym jego słowie. Ona tam jest, Sarah. W. Każdym. Najdrobniejszym. Geście. (...)
Teraz to dostrzegała, nawet, jeśli wtedy tego nie widziała. Nigdy w dobitniejszy sposób nie dał jej do zrozumienia, jak bardzo ją kocha."

Momentami rozbrajająca, momentami irytująca, momentami niesamowicie wzruszająca - pełna emocji, które udzielają się czytelnikowi. Bo w czym jak w czym, ale w niesamowicie pięknym i obrazowym opisywaniu uczuć ta autorka jest moją mistrzynią.

Choć podczas lektury zwątpiłam w to raz, czy dwa, ta książka okazała się być sporą dawką pozytywnej energii i wiary we własne możliwości. Chociaż dołożę wszelkich starań, żeby szybko nie wpadła w ręce mojej córki (nawet jak już nauczy się czytać) - takiego giganta nie zazdroszczę żadnej matce - czy to rodzonej, czy tymczasowej. Lepiej nie podsuwać dzieciakom tego rodzaju pomysłów!

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak Między Słowami.

,,Czasami wystarczy parę słów wiary, by na nowo rozpalić iskrę pewności, że przyszłość może być czymś wspaniałym, a nie nieustępliwą serią przeszkód i rozczarowań’’.

2019-02-02
,,We wspólnym rytmie'' to kolejna powieść Jojo Moyes - brytyjskiej autorki bestsellerów, m.in. ,,Wszystko będzie dobrze'', ,,Dziewczyna, którą kochałeś'' czy ,,Zanim się pojawiłeś'' - książki, która w 2016 roku doczekała się ekranizacji.
Natasha jest młodą i cenioną prawniczką, która zawodowo głównie zajmuje się sprawami dotyczącymi dzieci. Prywatnie związana jest z Conorem, kolegą z pracy. Po roku nieobecności do miasta wraca jej ‘'prawie były'' mąż Mac, który do czasu uzyskania rozwodu postanawia zamieszkać razem z Natashą w ich wspólnym domu. Biorąc pod uwagę, że rozstanie nie przebiegało bezboleśnie, Natasha stara się jak najwięcej czasu spędzać poza miejscem zamieszkania, żeby jak najrzadziej przebywać z Mac'iem. I tak jednego wieczoru, będąc na zakupach staje się świadkiem przyłapania nastolatki na kradzieży. Ostatecznie Natasha decyduje się na pokrycie kosztów produktów ukradzionych przez dziewczynę. Po wyjściu ze sklepu, uratowana nastolatka, za wszelką cenę stara się oddać jej pieniądze za zakupy, jednocześnie tłumacząc się, że wcale nie miała zamiaru kraść. Z powodu swojej pracy Natasha podejrzewa, że dziewczyna może mieć kłopoty, dlatego postanawia podwieźć ją do domu. Na miejscu okazuje się, że nie dość, że nastolatka od kilku tygodniu jest sama (jej dziadek leży w szpitalu po wylewie) to na dodatek ich mieszkanie właśnie zostało okradzione. Natasha postanawia pomóc dziewczynie organizując pomoc społeczną i szukając rodziny zastępczej. Po kilku miesiącach okazuje się, że Sarah (nastolatka) nie może odnaleźć się w żadnej rodzinie - ciągle się spóźnia, wagaruje, nic o sobie nie mówi. I tak Natasha za namową Mac'a decyduje się podjąć tymczasową opiekę nad Sarah. Początkowo wszystko wydaje się układać. Z czasem jednak z dziewczyną zaczynają się te same problemy co w innych rodzinach. Z racji tego, że dziewczyna nie chce przyznać się opiekunom jaką tajemnicę ukrywa, Mac postanawia śledzić nastolatkę. I tak okazuje się, że Sarah opiekuje się... koniem, który ma dla niej szczególne znaczenie, ponieważ dostała go od ukochanego dziadka, który ‘'zaraził'' ją pasją do koni i chciał ją zabrać do szkoły, w której przebywał i uczył się w młodości - Le Cadre Noir. Widząc jak wielką wartość ma dla nastolatki zwierzę, Mac i Natasha postanawiają pokrywać koszty utrzymania Boo, dopóki dziadek Henry nie wyzdrowieje. Niestety Sarah ma jeszcze jeden sekret, o którym nikomu nie mówi - są to długi u właściciela stajni, w której przebywa Boo (koń). Nie mając pieniędzy na ich pokrycie, a równocześnie widząc pogarszający się stan dziadka i coraz gorszą atmosferę w domu Natashy i Mac'a, postanawia wyruszyć konno do Paryża, by zrealizować swoje marzenie - rozpocząć naukę w ,,Le Cadre Noir''. Czy Sarah osiągnie swój cel? Jak na ucieczkę zareagują Natasha i Mac? Jak obecność dziewczyny wpłynie na ich związek?
,,We wspólnym rytmie'' to wzruszająca, zaskakująca i momentami zabawna powieść o pasji, tęsknocie, marzeniach, nadziei, o tym, że ,,życie wymaga pójścia do przodu, pomimo trudności i porażek'', ale przede wszystkim o sile miłości do drugiego człowieka. Co mnie ujęło? Po pierwsze, oczywiście sama historia - nie jest to płytkie romansidło, pseudo-erotyk czy ckliwa bajeczka. To opowieść, która z jednej strony jest niezwykła, a z drugiej strony bardzo prawdopodobna. Po jej przeczytaniu nie wpadniemy w depresję, ale też nie będziemy ‘'rzygać tęczą''. To książką, która większość czytelników wzruszy (moment kiedy Sarah dowiaduje się, że dziadek sprzedał zegarek od ukochanej żony, żeby wziąć ją do Paryża, opis relacji między dziadkiem Henrym, a Sarah, spłacenie długu wobec Natashy i Mac'a, reakcja Jo na decyzję dotyczącą opieki nad Sarah), zaskoczy (reakcja dziadka na podróż wnuczki - bezcenna), a także rozbawi (postać kowboja, czy reakcja Mac'a na szczerość Natashy - słowo ‘'kurwa'' pierwszy raz mnie rozśmieszyło i równocześnie tak bardzo wzruszyło). Po drugie, bardzo podobało mi się w jaki sposób autorka ukazała podobieństwo między głównymi bohaterkami, którego na pierwszy rzut oka nie dało się zauważyć (no dobra, może się dało, ale skupianie się na ‘'tu i teraz'' w książce, nie sprzyjało do zastanawiania się nad tym). Obydwie kobiety zmagały się z: utratą domu (budynku - dosłownie), załamaniem swojej kariery (zawodowej, jeździeckiej), odejściem ukochanej osoby, ale przede wszystkim zarówno Natasha jak i Sarah, były bardzo samotne, nie potrafiły dzielić się z innymi swoimi problemami, chciały być niezależne, samowystarczalne i silne. W jednej z ostatnich scen (uwaga: SPOILER!), kiedy bohaterowie wracali z Francji, Natasha chciała przekonać Sarah do szczerości, na co dziewczyna wytknęła jej, że każe jej robić coś czego sama się boi i co sama myśli o być szczerym: ,,powiedzenie prawdy tylko pogarsza sprawę, a nie polepsza'', co faktycznie bardzo trafnie opisywało obydwie panie - Natasha nie chciała powiedzieć Mac'owi, że wciąż go kocha, a Sarah nie chciała mówić o koniu, bo bała się go stracić. Jedyne co różniło bohaterki, to jak powiedział Mac: ,,Niezwykłość młodych ludzi polega na tym, że dla nich nadzieja nie gaśnie. Czasami wystarczy parę słów wiary, by na nowo rozpalić w nich iskrę pewności, że przyszłość może być czymś wspaniałym, a nie nieustępliwą serią przeszkód i rozczarowań [...] Gdyby tylko, rozmyślał Mac wracając do samochodu, to samo dotyczyło dorosłych''. Sarah walczyła o dziadka, o szkołę, o Boo, cały czas wierzyła, że ma wpływ na swoje życie, Natasha natomiast po rozstaniu utknęła w martwym punkcie (na szczęście się ocknęła dzięki Sarah). Po trzecie, historia świetnie pokazuje jak nasze przekonania wpływają nie tylko na postrzeganie nas samych, ale na to jak odbieramy innych ludzi. Przed poznaniem Sarah, Natasha prowadziła sprawę, w której walczyła o azyl dla pewnego chłopca. Po jakimś czasie, okazało się, że nastolatek napadł na młodą kobietę (co później okazało się nieprawdą) przez co Natasha przez dłuższy czas miała wyrzuty, że źle zrobiła pomagając chłopcu. Sytuacja ta spowodowała, że Natasha nie potrafiła zaufać nastolatce, ciągle podejrzewała ją najgorsze, bo ciągle widziała w niej swojego byłego klienta. Podobnie było z zaufaniem do Maca, ciągle twierdziła, że nie zasługiwała na niego, bo nie mogła mu dać dziecka, bo nie była tak atrakcyjna jak on. Po prostu była przekonana, że każda kobieta jest lepsza od niej, dlatego nie zasługuje na drugą szansę (generalnie Natasha byłaby idealna na RTZ - hehehe). Po czwarte, książka podkreśla, że miłość to nie tylko piękne słowa, ale przede wszystkim czyny wobec drugiego człowieka: ,, ,,Przecież widzisz, że istnieje miłość w tym co robi, co proponuje. Tylko to, że o niej nie mówi, nie oznacza, że nie ma jej w każdym jego słowie. Ona tam jest, Sarah. W. Każdym. Najdrobniejszym. Geście. [...] Teraz to dostrzegła, nawet jeśli wtedy tego nie widziała. Nigdy w dobitniejszy sposób nie dał jej do zrozumienia, jak bardzo ją kocha.'' I ostatnia kwestia, życie nie zawsze układa się tak jak chcemy, nie zawsze udaje nam się zrealizować nasze plany i marzenia, dlatego trzeba umieć dostrzegać to co jest w nim piękne, co ostatecznie zrozumiały bohaterki książki: ,, ,,Nagle ogarnęło ją przemożne poczucie sensu istnienia... nawet jeśli nie znajdowała się tam, gdzie było jej przeznaczone, tutaj właśnie należała. Człowiek nie może chcieć więcej od życia''.
No dobra, żeby nie było tak słodko. Jedyne co mi się nie podobało to... brak rysunków! Chodzi mi o sztuczki konne, które były często opisywane. W tej kwestii moja wyobraźnia wymagałaby wsparcia w formie obrazków. Tak, wiem - koń by się uśmiał z tego co piszę ;).
Nie da się ukryć, że niedługo będę mogła nazywać siebie psychofanką Jojo Moyes i jej twórczości (zawsze jak czytam negatywne bądź krytyczne opinie jej książek, szczególnie ,,Zanim się pojawiłeś'', to mam ochotę użyć siły słownej i fizycznej - czyżby problemy z agresją?:P). W związku z tym, na każdą jej kolejną książkę czekam nie tylko z utęsknieniem, ale i obawą: Czy nowa opowieść okaże się równie dobra jak poprzednia? Muszę powiedzieć, że tym razem moje obawy były niepotrzebne. Jojo - WYMIATA!

I żyli długo i szczęśliwie...

2019-01-31
To moje pierwsze spotkanie z twórczością Jojo Moyes i chociaż czytało się ją dobrze, to raczej nie przekonała mnie do tego, by zapoznać się z pozostałymi pozycjami, które wyszły spod pióra brytyjskiej pisarki.
Książka nieco się dłużyła, trzeba było przebrnąć przez blisko 200 stron, by akcja nabrała tempa. Na koniec autorka zafundowała swoim czytelnikom lukrowa zakończenie, tak słodkie, że aż mdlące.
Moim zdaniem historia zdystansowanej Natashy, która nagle gotowa jest zaryzykować swoją karierę i związek, by pomóc nieznanej dziewczynce, z którą ją nic nie łączy, jest dość mocno naciągana.
Mimo tego, książkę czyta się szybko i lekko. Kowboj John potrafi wywołać uśmiech, a historia miłości głównych bohaterów daje nadzieje, że czasem nie wszystko jest skończone, trzeba tylko bardziej się starać.
Spodobał mi się pomysł umieszczenia fragmentów „Hippiki, czyli jazdy konnej" Ksenofonta jako wprowadzenia w kolejny rozdział. Miałam wrażenie, że słowa te odnoszą się nie tylko do koni, ale i przedstawionej przez autorkę historii.
Podsumowując, książka nie zachwyca, ale jeśli potrzebujecie lekkiej powieści z dobrym zakończeniem, to jest to powieść dla Was J

 

We wspólnym rytmie

2019-01-30
O Jojo słyszałam wiele. Szczególnie za sprawą dwóch jej książek tj. "Zanim się pojawiłeś" oraz "Kiedy odszedłeś". Ich nie miałam okazji czytać, ale może kiedyś będzie mi to dane. Jeśli zaś chodzi o "We wspólnym rytmie" to to co zachęcało mnie najbardziej to... koń. Tak. Dobrze czytacie. Chodzi o konia. Zarówno tego na okładce jak i tego co występuje na kartach powieści. Czy było warto czytać właśnie z takiego punktu widzenia?

Dwie dziewczyny, których życiowe drogi się krzyżują.

Natasha Macauley jest młodą i ambitną prawniczką. I choć kobieta i jej mąż mają wydawało by się wszystko - duży i piękny dm, dobrze płatne prace, mnóstwo pieniędzy i znajomych to ich małżeństwo legło w gruzach. Czekający ją rozwód rekompensuje sobie pracą. Spotyka się również z kolegą z pracy. I boli ją tylko fakt, że on nie chce przedstawić jej synom, a jej jak do tej pory dzieci mieć nie było dane...

Czternastoletnia Sarah jest miłośniczką koni. Jej jedynym opiekunem jest dziadek, który pewnego dnia trafia do szpitala. Jego stan niestety się nie poprawia i dziewczyna jest zdana sama na siebie. Ma szkołę, opiekę nad koniem Boo, odwiedziny u dziadka i ogarnięcie domu. Nie radzi sobie.

Pewnego wieczoru Natasha wpada na Sarah w sklepie, gdzie nastolatka oskarżona zostaje o kradzież. Kobieta ratuje ją z opresji, ale to nie koniec ich wspólnych przygód. Pytanie tylko czy będą one pozytywne i jak się potoczą.

Polubiłam młodą prawniczkę za to co sobą reprezentuje. Za to kim jest. Ale po części znienawidziłam czternastolatkę. Wiadomo, że bycie nastolatkiem to nie łatwa sprawa. Problemy wydają nam się w tedy ogromne i chcieli byśmy wszystko sami. Sarah ma możliwość robienia wszystkiego sama, ale nie do końca w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Jojo świetnie przedstawiła dwa jakże różne charaktery swoich bohaterów, ale książka sama w sobie niestety bardzo mnie zawiodła. Lubię konie o czym wspomniałam i to był element dla którego sięgnęłam po tę pozycję. Było o jednym dużo, aż za dużo mogła bym powiedzieć. Osoba, która za tymi zwierzakami nie przepada albo po prostu się nie interesuje może momentami być wręcz załamana ilością treści poświęconej szkoleniu tych stworzeń. To przytłacza, a zrobienie z Boo głównego bohatera i zepchnięcie ludzi na dalszy plan było nieudanym zabiegiem. Od siebie dodam, że powieść mnie nudziła. Zbyt powolna i mało ambitna treść mnie zniechęciła. Ale chcę dać autorce szansę, bo za coś pozytywne opinie chyba dostała.

Więcej na:
www.swiatmiedzystronami.blogspot.com

 

Powiedz, co sądzisz o tej książce

Dodaj recenzję+

Komentarze

Podziel się opinią z innymi czytelnikami i fanami księgarni.